Marzec, oprócz tego, że jest
miesiącem zwiastującym koniec zimy, jest też czasem, gdy trójka ważnych dla
mnie osób ma urodziny.
Świętowanie, zaczyna się 10
marca, gdy to urodziny obchodzi Remus.
Jednak Remus, jako osoba
zupełnie niewymagająca, stroniąca od wszelkiego rodzaju imprez, urodziny spędza
w gronie najbliższych przyjaciół i znajomych, a od tego roku – także ze swoją
dziewczyną.
Organizacją zajęli się
Huncwoci, wraz z Amy. Co prawda, obawiałam się współpracy pomiędzy
nieco sztywną Amy, a takim wyluzowanym Syriuszem, jednak kolejny raz zostałam
mile zaskoczona – nie pozabijali się.
Co prawda, ich wizja urodzin
Remusa diametralnie się różniła – Syriusz chciał je urządzić w Pokoju Życzeń,
naznosić z kuchni wielkie ilości jedzenia i picia, oraz zaprosić sporo osób,
jednak Amy go przystopowała. Stanęło na tym, że urodziny Remusa odbyły się w
nieco powiększonej dzięki zaklęciu, sypialni chłopaków, zostało zaproszonych 15
gości, no, ale chociaż w jednym Black miał coś do gadania – było mnóstwo
jedzenia.
Następną osobą, obchodzącą
urodziny w marcu, jest Dorcas. Czarnowłosa ma urodziny zaraz po Remusie, bo 20
marca.
Niektórzy (w tym ja),
optowali za tym, żeby połączyć te dwie uroczystości, ale Syriusz chciał
postawić na swoim. Stwierdził, że chociaż swojej dziewczynie urządzi
„zajebistą” imprezę… Więc, jak zaplanował – tak zrobił.
Zaprosił gości z każdego
domu (tak, nawet Slytherinu!), zamówił wielki tort z Miodowego Królestwa,
dostarczył (nie wiem skąd) spore ilości alkoholu i zaproszonym gościom, kazał
się przebrać w coś „seksownego” (cały Black!). Wiecie, taka impreza tematyczna.
Okazało się, że Syriusz jest
starym zboczeńcem – fetyszystą, bo kupił Dorcas przebranie „Niegrzecznej
uczennicy” (tak, dokładnie tak się nazywało).
Jednak największym
zaskoczeniem imprezy, była obecność młodszego Blacka, który jak się okazało,
został na nią zaproszony przez Dorcas. Nie wnikałam, czemu czarnowłosa go
zaprosiła, szczególnie widząc niezbyt zadowoloną minę Syriusza.
Ale kto wie? Może to poprawi
ich nie najlepsze stosunki?
I chociaż chciałam, żeby ta
impreza, była ostatnią w tym miesiącu, to nie było szans.
Czekały
nas jeszcze urodziny Jamesa…
***
- Już możesz swobodnie kupić alkohol w mugolskim sklepie
– oznajmiłam, po złożeniu życzeń Jamesowi i gorącym pocałunku – preludium
innych przyjemności, które to miały się wydarzyć.
- Fajnie wiedzieć – stwierdził James, wtulając twarz w
moje włosy. – Może darujemy sobie dzisiejsze lekcje i spędzimy moje urodziny w
jakiś ciekawszy sposób? – zapytał, jakże delikatnie dając mi do
zrozumienia, że ma gdzieś Transmutację i inne zajęcia, a chciałby robić wiadomo
co.
A mówią, że facetom wcale
nie jedno w głowie… To znaczy, faceci tak mówią.
- Musimy iść na lekcje – powiedziałam, odrywając usta od jego
ciepłych warg. – Ostatnio opuściłeś dwa dni, musisz nadrobić – dodałam,
przypominając mu o ostatniej pełni.
- Lily – jęknął.
- Żadne Lily, idziemy na zajęcia – odparłam, pociągając
go w stronę wyjścia z Pokoju Wspólnego. – To będzie cudowny dzień, więc
uśmiechnij się – wyszeptałam, całując go w policzek.
***
Jak na złość, wcale nie szło
tak cudownie, jak to sobie zaplanowałam. Miałam naprawdę prosty plan – mieliśmy
zaliczyć lekcje, zjeść obiad i miałam do 19 trzymać Jamesa z dala od Pokoju
Wspólnego, co naprawdę nie było by trudne.
Ale jak zwykle, moje plany
zostały zniszczone…
- Co zrobiłeś, że masz iść do Dumbledore’a? – zapytałam
zdenerwowana, gdy profesor McGonagall poprosiła Jamesa po zajęciach, aby
właśnie tam się udał. Natychmiast. I nie miała najweselszej miny.
- Nic złego – odparł James, ale jego mina świadczyła o
tym, że nad czymś się zastanawia.
- Ostatnio naprawdę dobrze się zachowywałeś, nawet
mogłabym powiedzieć, że nie jak Potter, którego znałam kiedyś… - powiedziałam,
zupełnie nie słuchając czy coś do mnie mówi. – Może to coś związanego z
prefekturą?
- Może – mruknął, spoglądając na schody prowadzące do
Wieży Dyrektora. – Idź na zajęcia, spotkamy się później.
Skinęłam głową i ruszyłam do
lochów.
***
James ominął całe,
dwugodzinne Eliksiry, przez co, zamiast przyszykować profesorowi Slughornowi
jakiś doskonały eliksir, wyszło mi coś godnego Syriusza – jakiś bliżej
nieokreślony glut.
- Jesteś! – zawołałam, widząc Jamesa czekającego pod
klasą. Patrząc na jego poważną minę, przystanęłam. – Coś się stało?
- To nie jest odpowiednie miejsce na rozmowę – odparł, i
skinął do Syriusza i Dorcas wychodzących z klasy. – Chodźmy do dormitorium –
dodał.
Szliśmy w ciszy. Tylko co
jakiś czas rzucałam mu badawcze spojrzenie.
- Usiądź – powiedział, gdy weszliśmy do męskiego
dormitorium. – Dumbledore wezwał mnie z powodu mamy…
Otworzyłam szeroko oczy.
- Ona… Nie żyje, Lily.
- James – wyszeptałam, obejmując go. – Co się
stało? – zapytałam zszokowana.
- Chorowała – powiedział, gdy gładziłam go pocieszająco
po plecach. – Wiedziałem, że chorowała, ale nie wiedziałem, że to tak poważne,
że magomedycy nie mogą pomóc… Zmarła dzisiejszej nocy.
- Tak mi przykro – powiedziałam.
James spojrzał na mnie.
- Zostałem sam.
Pokręciłam głową.
- Masz mnie – odparłam. – I masz przyjaciół.
***
Siedzieliśmy w ciszy parę
godzin. Gdy skończyły się zajęcia, poprosiłam Syriusza, aby odwołał imprezę
urodzinową.
- Dumbledore mi coś zaproponował… – powiedział James,
przerywając niczym niezmąconą ciszę. – Zaproponował mi wstąpienie do Zakonu
Feniksa.
Zamrugałam. Oczywiście, że
słyszałam o Zakonie Feniksa. Wśród Gryfonów, było to dosyć popularne –
przystępowanie do Zakonu, po zakończeniu szkoły.
- Co o tym sądzisz? – zapytał, gdy nic nie odpowiadałam.
- Jeżeli ty w to wejdziesz, to ja też – odparłam tonem
nieznoszącym sprzeciwu.
James spojrzał na mnie z
podziwem.
- Aż tak ci na mnie zależy?
- Najbardziej na świecie – odparłam, zbulwersowana tym,
że zadał takie pytanie. – Kocham cię.
- Ja ciebie też – odpowiedział. – Tak bardzo cieszę się,
że cię mam…
***
Dumbledore pozwolił nam na
wyjazd do Doliny Godryka. Trzeba było zorganizować pogrzeb pani Potter, załatwić
sprawy majątkowe, jednak co najważniejsze – dać czas Jamesowi na pogodzenie się
ze śmiercią matki.
Dyrektor załatwił nam w
trybie przyśpieszonym świstoklika, którym to, na drugi dzień przenieśliśmy się
do rodzinnego domu Jamesa.
- Tak tu cicho – wyszeptał, rozglądając się po salonie.
I to była prawda. Bez wesołego
tonu pani Dorei, dom wydawał się taki… pusty. Obcy.
- O 13 ma przyjść urzędnik z Ministerstwa – przypomniałam
Jamesowi, gdy ruszył schodami na piętro.
- Będę gotowy.
***
- Pani Dorea Potter, zapisała panu cały majątek.
Odziedziczony po mężu, a pana ojcu, oraz swój osobisty, odziedziczony ze swojej
gałęzi rodu – powiedział urzędnik, przeglądając dokumenty.
James skinął głową. Nie
spodziewał się niczego innego, w końcu jest jedynakiem.
- Dziedziczy pan posiadłość rodową Potterów, dom w
Irlandii, ziemię na północy Anglii, dwie skrytki w Gringottcie, oraz dwa
skrzaty domowe – dodał urzędnik i podsunął Jamesowi jakiś dokument do
podpisania.
Po wyjściu wysłannika z
Ministerstwa, James zajął się organizacją pogrzebu, zawiadamianiem rodziny oraz
znajomych i przeglądaniem rzeczy matki.
- Nie musisz teraz tego robić – powiedziałam, gdy jednym
machnięciem różdżki opróżnił całą garderobę pani Potter. – Skrzaty ugotowały
obiad, może zjesz?
- Gdy skończę – odparł, pakując kolejne torby wypełnione
rzeczami osobistymi.
- Pomóc ci? – zapytałam, podchodząc bliżej.
- Tak – wyszeptał, spoglądając na ramkę z ruszającym się
zdjęciem.
Wzięłam je do ręki i lekko
się uśmiechnęłam. Przedstawiała całą rodzinę Potterów. Zdjęcie musiało mieć już
z dziesięć lat, James wyglądał na góra ośmiolatka.
- To było ulubione zdjęcie mamy – powiedział, stając za
mną, aby móc oglądać ze mną uchwycony na fotografii moment.
Uśmiechnięta pani Dorea,
obejmowana przez swojego wysokiego męża, patrzyła na syna wdrapującego się na
drzewo.
- Pamiętam, że zaraz po zrobieniu tego zdjęcia, spadłem z
drzewa – powiedział James i uśmiechnął się do wspomnień. – Mama bardzo się
przestraszyła, i chociaż miałem tylko zbite kolano, zabrała mnie do Munga…
- Bardzo cię kochała… Kochali – poprawiłam się od razu.
- Kochali – powtórzył James. – Nie możesz mnie opuścić.
Spojrzałam na niego.
- Nigdy cię nie opuszczę.
***
Ceremonia pogrzebowa w
świecie czarodziei wygląda zupełnie inaczej, niż w świecie mugolskim.
Obie ceremonie są na swój
sposób piękne. Smutne, ale piękne.
- Dobrze się czujesz? – zapytałam, gdy wróciliśmy w
trójkę do domu.
Syriusz przybył wraz z
Dumbledorem na pogrzeb pani Potter. Powiedział, że nie wybaczyłby sobie, gdyby
ją opuścił w ostatniej drodze, ponieważ ona nigdy tego nie zrobiła.
- Dobrze – odparł James i ruszył schodami na piętro.
- Źle wygląda – mruknął Syriusz, gdy poszłam do kuchni.
- Wiem – westchnęłam.
Miałam oczy, doskonale widziałam jak
wygląda.
- Stracił już ojca, śmierć matki go przybiła – dodałam,
nalewając nam soku.
- Nawet nie wiedziałem, że Dorea jest chora… - powiedział
Syriusz, przyjmując ode mnie szklankę.
- James nic nie mówił – odparłam. – Myślę, że też
niewiele wiedział o jej chorobie. Był naprawdę zaskoczony.
- Dorea zawsze była uparta – westchnął. – Wiadomo po kim
James to ma…
Uśmiechnęłam się lekko.
- Pójdę do swojego pokoju – dodał, odstawiając pustą
szklankę na blat.
Chwilę po Syriuszu, ruszyłam
do pokoju Jamesa.
***
- James? – zapytałam, otwierając drzwi.
W pokoju były zaciągnięte
zasłony, więc mało co widziałam.
- James? – zapytałam ponownie, stając obok łóżka, mało co
nie potykając się o buty leżące na podłodze.
- Żyję – odparł tonem wypranym z emocji.
- Mogę odsłonić…? – zapytałam, od razu łapiąc za kotarę i
pociągnęłam.
- Merlinie – westchnął James, osłaniając oczy od jasnego
światła.
- Przepraszam – odparłam, siadając obok bruneta na łóżku.
– Uwolniłeś skrzaty – dodałam.
- Zasłużyły – odpowiedział lakonicznie. – Zresztą, nie
miały by komu usługiwać aż do końca czerwca.
Skinęłam głową i złapałam go
za rękę.
- Jak się czujesz?
- Beznadziejnie – odparł poważnie. – Świadomość tego, że
dwójka najbliższych mi osób nie żyje, jest dobijająca, Lily. Nie mam już
rodziny.
Pogładziłam go po dłoni i
zamyśliłam się.
- James… - zaczęłam. – Czy poczułbyś się lepiej, gdybyś
miał jakąś bliską rodzinę?
- O czym ty mówisz? – zapytał.
Uśmiechnęłam się lekko,
gładząc go po policzku.
- Chyba ci się oświadczam.
***
Ślub.
Jasne, wyobrażałam go sobie całkowicie
inaczej. Myślałam, że będą na nim moi, oraz Jamesa rodzice, że będą nasi
przyjaciele, a nawet Petunia.
Wyszło zupełnie inaczej.
Byliśmy tylko my, oraz
Syriusz. No i urzędnik, nie zapominajmy o osobie udzielającej ślubu.
- Wszystko jest nie tak – powiedział James, patrząc na
jedyną sukienkę którą ze sobą wzięłam – czarną. Od razu skierowałam różdżkę na
siebie i zmieniłam jej kolor.
- Jest tak, jak miało być – odpowiedziałam i złapałam go
za rękę.
- Odważny Wiewiór – pochwalił mnie Syriusz, i uśmiechnął
się. – Cieszę się, że to ja jestem świadkiem tego wiekopomnego wydarzenia…
Przewróciłam oczami.
- Tylko ty byłeś pod ręką.
Uwielbiam rozwiewać nadzieje
Blacka. To całkiem przyjemny sport, szczególnie gdy robi tą zabawną minę
skrzywdzonego dziecka.
- Wredota – wymamrotał pod nosem.
Drzwi się otworzyły i stanął
w nich niewysoki urzędnik.
- Pan Potter i panna Evans? – zapytał i gestem zaprosił
nas do sali.
***
- Obrączki?
Spojrzałam zaskoczona na
Jamesa, a później Syriusza. Tak zapomnieć!
- Mam – powiedział James.
Syriusz parsknął cichym
śmiechem, widząc moją zaskoczoną minę.
- Rodziców – wytłumaczył szeptem James, gdy wkładał mi ją
na palec. Spojrzałam na cienką, złotą obrączkę. Pasowała idealnie.
Przyjęłam od Jamesa obrączkę
i wsunęłam mu ją na palec.
- Są państwo małżeństwem – oznajmił urzędnik i wyciągnął
gigantyczną księgę z szuflady biurka. – Proszę się wpisać, akt ślubu zostanie
państwu wysłany w przeciągu trzech dni. Na jaki adres?
Spojrzałam na Jamesa i
wzruszyłam ramionami.
- Hogwart.
***
Wieczorem byliśmy z powrotem
w szkole.
- To się reszta zdziwi – powiedział Syriusz, z uśmiechem
witając biegnącą do nas czarnowłosą, wymachującą szalikiem.
- Jesteście! – zawołała, mocno ściskając nas po kolei. –
Mam newsa.
- My też – odparłam.
Wiadomo czyj news był
lepszy, nie? Ale dobrze, powstrzymam się.
- Mów, Dorcas – rozkazał Syriusz, gdy czarnowłosa się
zapowietrzyła.
- Jadłam obiad z Regulusem… - zaczęła, ale oczywiście
Syriusz się wtrącił.
- Z moim bratem?! – zawołał głosem pełnym pretensji.
Zupełnie nietłumionych.
- A znasz innego Regulusa? – zapytała Dorcas. – Nieważne.
Jadłam obiad z Regiem…
- Regiem?!
- Merlinie, Regulusem. Powiedział mi coś ciekawego. Hm,
pewnie przez przypadek, no, albo tak na niego zadziałałam… Jak chcę, to
potrafię, nie?
- Dorcas – westchnął James. – Do rzeczy.
Dziewczyna popatrzyła na
każdego z nas, głośno westchnęła i obejrzała się za siebie.
- Regulus ma powiązania z Sami – Wiecie – Kim.
Uniosłam brew i spojrzałam
na Syriusza. Wcale, ale to wcale nie miał zaskoczonej miny.
- Ale nie to jest najlepsze… - dodała rozkoszując się
chwilą, gdy była w centrum uwagi. – Najlepsze jest to, że Reg zostanie
podwójnym agentem. Rozumiecie, jest z nami!
Spojrzała na nasze poważne
twarze i głośno westchnęła.
- Nie cieszycie się, że mamy kogoś w ich szeregach? –
zapytała i zastanowiła się chwilę. – Właśnie, a co to mieliście za wiadomość?
Uśmiechnęłam się i
wyciągnęłam lewą rękę przed siebie.
- Wzięliśmy ślub.
- CO?!
Zszokowaną minę Dorcas
zapamiętam na długo.
***
Poświęciłam trochę czasu i przeczytałam te swoje wypociny. I tak jak do trzydziestego rozdziału, opowiadanie całkiem mi się podoba (nieskromna ja ;), tak od trzydziestego, uważam, że jest nie za ciekawie. Dlatego, jak same widzicie, trochę zmieniam i wprowadzam akcję. No powiedzcie, że was zaskoczyłam! ;) Mam na myśli ten ślub, którego w żadnym wypadku nie planowałam.
Nieznoszę Lily. Żaden blog tego nie zmieni. Zawsze się zastanawiałam co Jim w niej widzi. Jest głupia i brzydka do tego wymadrzała. Możecie mnie olśnić za co ją lubicie? Szczerze to spotkałam się z wieloma osobami którzy nie lubią Lily. Rozdział jest świetny. Szkoda mi Jamesa :( Ich ślub mnie niezbyt ucieszył. Ale tak wgl nie uważasz, że to za wcześnie. W końcu są jeszcze w szkole. Dorcas moim zdaniem przyniosła lepsze wieści. Dobrze jest mieć szpiega. Czekam na nexta i pozdrawiam;*
OdpowiedzUsuńOoo, w końcu jakaś nietypowa opinia, dziękuję! Owszem, Lily może być wkurzająca, jeżeli wkurzają Cię (wkurzali?) klasowi kujoni, postać Evans może wydawać się odpychająca. Jednak nie rozumiem, czemu twierdzisz, że jest głupia, brzydka i wymądrzała? Wymądrzała to może jeszcze, na niektórych blogach. Staram się, żeby za często się nie wymądrzała ;) Brzydka, no cóż, kwestia gustu, właściwie jakoś dokładnie tutaj nie opisywałam jej wyglądu, myślę, że każdy wyobraża go sobie trochę inaczej. Np, Lily filmowa to kobieta na oko 40 letnia, która w żaden sposób nie wpisuję się w moje wyobrażenie tej postaci. Głupia? Wątpię, nie raz w książce było wspominane, że była całkiem zdolną czarownicą :)
UsuńŚlub pojawił się z bardzo prostego powodu - nie miałam ciekawszego pomysłu, zresztą, tak naprawdę, chcę to opowiadanie skończyć wcześniej niż poprzednie. I wydawało mi się, że powód tego szybkiego ślubu wyjaśniłam w rozdziale - James został sam, Lily chciała, żeby miał kogoś bliskiego, rodzinę. Spokojnie, nie będą się obnosić z tym, że są małżeństwem.
Rozumiem, że postaci Lily można nie lubić, ale pomyśl, gdyby nie ona, to nie było by Harry'ego. Myślę, że sam fakt tego, że uratowała go przed śmiercią z rąk Voldemorta sprawia, że można ją chociaż szanować ;) O ile nie podziwiać, nie każda matka by tak postąpiła... Dla mnie, jest jednym z fundamentów całej historii o Harry'm Potterze.
A i jedno pytanie, jeżeli jej nie lubisz, to czemu czytasz opowiadanie w którym jest, cóż, poniekąd główną bohaterką?
Pozdrawiam serdecznie, i dziękuję za całkowicie inną opinię :)
Zgodzę się z osobą wyżej, że jakoś za szybko ten ślub, ale przyznam, że sam motyw, w którym to Lily oświadcza się Jamesowi jest naprawdę dobry i zaskoczył mnie, a mnie trudno zaskoczyć.
OdpowiedzUsuńFajnie pokazałaś to, że niekoniecznie ich ślub to było piękne i cudowne wydarzenie jak w większości opowiadań.
Czekam na więcej!
Wiem, miałam wątpliwości co do tego ślubu, ale tak naprawdę on niewiele zmieni, po prostu mają obrączki na palcach, a James czuje się lepiej. Ślub z bajerami opisywałam w poprzednim opowiadaniu, więc nie chciałam się powtarzać, bo to by było zupełnie bezsensu. Jednak, komuś z pewnością wyprawię jakiś "piękny i cudowny" ślub :D, pytanie: komu? ^^
UsuńHejo!
OdpowiedzUsuńWięc tak, na początek chcę przeprosić, że ostatni rozdział jaki komentowałam to był...hmm nie pamiętam, w sumie nie mam wytłumaczenia. Po prostu od początku wakacji mam wielkiego lenia :( No ale chyba się już go pozbyłam. Jak czytałam rozdział to najpierw był smutek. Mama Jimego zmarła :'( Później takie OMG! LILKA się oświadczyła...fajnie, ale pierwszy raz spotkałam się z opowiadaniem kiedy to dziewczyna oświadcza się przed facetem :D Jejku, jak ja zazdroszczę im, że zobaczyli tę bezcenną minę Dor :P
No dobra to ja chyba kończę, bo zaraz mi bateria w telefonie padnie i czekam na nexta :>
Pzdr:****