Nigdy nie myślałam o
śmierci. Chociaż żyliśmy w naprawdę niebezpiecznych czasach, nigdy tak naprawdę
nie myślałam, co się dzieje z duszą po śmierci. Z ciałem – wiadomo, odbywa się
pogrzeb, ciało jest po prostu pochowane, i czeka na swoją kolej zjedzenia przez
robaki i rozłożenia się; zależy co nastąpi najpierw. Dosyć nieprzyjemna myśl,
ale chyba musiałam się z tym pogodzić. Jak już trafia cię niewybaczalne
zaklęcie, masz świadomość, że to już twój cielesny koniec. Jednak dusza… Dusza
nie umiera.
Wiedziałam, że można wrócić.
Oczywiście, że to wiedziałam, w końcu w Hogwarcie roiło się od duchów. Ale nigdy
nie myślałam, jak to będzie bez ciała. Jak to jest być istotą niecielesną,
nieczującą fizycznego bólu.
A muszę przyznać, że było
dziwnie. Naprawdę dziwnie. A co gorsza, tak już miało zostać na zawsze.
Miałam dwa wyjścia – iść dalej,
albo powrócić jako duch. Wybrałam bramkę numer 1 – poszłam dalej. A raczej,
przefrunęłam, nie zapominajmy o tym, że moje ciało zostało w rozwalonym domu w
Dolinie Godryka, a ja znajdowałam się…
Właśnie, gdzie ja się
znajdowałam?
- Cholerny dworzec King’s Cross – westchnęłam pod nosem,
rozglądając się dookoła, po dziwnie uporządkowanym i całkiem nieźle pachnącym
wnętrzu, zupełnie odmiennym od tego, jakie zapamiętałam.
- Lily Evans? – usłyszałam pytanie.
Odwróciłam się i spojrzałam
na uśmiechającą się istotę. Tak samo przejrzystą jak ja, tak samo nie
materialną.
- Tak – odparłam, przyglądając się niepokojąco pięknej
istocie. – Gdzie jestem?
Uśmiechnął się i rozejrzał
dookoła.
- To nie jest twoje miejsce przeznaczenia – odparł,
zupełnie olewając moje pytanie. – Myślę, że chciałabyś kogoś zobaczyć…
Spojrzałam na niego z
nadzieją. Były dwie osoby, które tak bardzo chciałabym zobaczyć. Z tego co
czułam, jedna z nich znajdowała się tutaj, w tej dziwnej poczekalni, czy jak mi
się wydawało – dworcu.
- Twój mąż czeka tam – dodał, wskazując na drzwi, które
nagle się przede mną ukazały. – Czeka na was niespodzianka, Lily Evans.
Zamrugałam oczami i
popchnęłam drzwi.
- James – westchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam męża.
Wyglądał zupełnie inaczej,
niż żywy James. Ten wydawał się jakiś taki… wyblakły. Ale nie miałam się czemu dziwić.
Wiedziałam, że umarł przede mną, próbując go zatrzymać. A poza tym, nie
zapominajmy o tym, że też nie miał ciała.
- Lily – powiedział, wyciągając do mnie rękę. – Tak mi
przykro, Lily, proszę, wybacz mi – poprosił, patrząc na mnie błagalnie.
Lekko się uśmiechnęłam i
pogładziłam go po policzku.
- Harry żyje, to najważniejsze – odparłam i rozejrzałam
się po pomieszczeniu. – Jesteśmy w… kinie? – zapytałam, ale raczej samej
siebie. James był ignorantem w sprawach mugolskich, a to pomieszczenie wyglądało
jak nieduże, dwuosobowe kino – naprzeciwko wielkiego ekranu, stały dwa fotele.
- Usiądźmy – zadecydował.
Gdy tylko to uczyniliśmy,
ekran rozświetlił się na biało, a następnie wyświetlił obraz.
Klatka po klatce,
widzieliśmy to, co działo się po naszej śmierci.
Syriusza, lamentującymi nad
naszymi martwymi ciałami.
Harry’ego płaczącego wśród
gruzów, leżącego obok mojego bezwładnego ciała.
Hagrida, zabierającego
naszego syna z tego, co zostało po naszym przytulnym domu.
Dzieciństwo Harry’ego, tak
okropne… Nie takie, jakie dla niego zaplanowaliśmy.
Moją siostrę i jej rodzinę, traktujące
nasze dziecko jak popychadło, jak najgorszego skrzata domowego.
Ale widzieliśmy też Harry’ego - odważne, miłe dziecko, próbujące dopasować się do sytuacji, cierpiące w
samotności.
Aż nadszedł list. I wszystko zmienił.
- Nie mogę – wyszeptałam, przymykając oczy i łapiąc dłoń
Jamesa.
To my powinniśmy go zabrać
po raz pierwszy na Pokątną! My, nie Hagrid! To my powinniśmy mu pokazać, jak
się dostać na peron 9 i ¾, a nie Molly Weasley!
- Smarkerus – usłyszałam cichy głos Jamesa, i spojrzałam
ponownie na ekran.
Severus Snape, mój były
przyjaciel, traktował mojego syna, jak najobrzydliwszego robaka, traktował go
jak… Jak Jamesa.
- Nie chcę tego oglądać! – zawołałam wyprowadzona z
równowagi, i wstałam z fotela. – Słyszysz mnie?! Nie chcę! Chcę wrócić, chcę wrócić,
rozumiesz?! – wołałam do tego, który mnie tutaj przyprowadził.
- Chcę wrócić… - wyszeptałam, płacząc.
***
- Lily… - usłyszałam i uśmiechnęłam się lekko. – Lily, to
tylko zły sen, słyszysz?
Otworzyłam oczy i spojrzałam
prosto w orzechowe tęczówki Jamesa.
- To był zły sen, wszystko jest dobrze – wyszeptał,
gładząc mnie po plecach.
Zmarszczyłam czoło i
rozejrzałam się po pomieszczeniu. Które tak dobrze znałam… Byliśmy w domu.
- Harry – powiedziałam i od razu się rozbudziłam. – Gdzie
jest Harry?
- Jest tutaj, śpi – odparł James, wskazując na łóżeczko,
stojące obok naszego łóżka. – Lily, co ci jest? – zapytał, gdy szybko
podbiegłam do mebelka i porwałam dziecko na ręce.
- Który dzisiaj? – zapytałam, podchodząc do męża.
- 31 października, Halloween – odparł James.
Jednego byłam pewna.
Zdarzyło się coś, co miało zmienić bieg historii. Może była to wizja, proroczy
sen, lub nawet halucynacje, to było zupełnie nieważne.
- Zapakuj najważniejsze rzeczy, i zawiadom Syriusza, że się
do niego teleportujemy. Niech zawiadomi Dumbledore’a i… - spojrzałam Jamesowi w
oczy, i lekko się uśmiechnęłam.
- James, nawet nie wiesz, jak wspaniale znowu tutaj być.
I w tym momencie, mógł mnie
nie rozumieć, i uważać za wariatkę. Ale zdarzył się cud.
Wróciłam.
***
Hm, takie coś mi wyszło, to sobie myślę - dodam, jako taką zapchaj dziurę ;)
Mam problem z rozdziałem 41, niby wiem co powinnam napisać, ale gdy otwieram Worda, zupełnie się blokuję i gapię na pustą kartkę, aż wreszcie zamykam i myślę, że następnego dnia, będzie lepiej. A niestety, nie jest.
Tak sobie myślę, czy po prostu nie wyrosłam z tego typu opowiadań. Właściwie, czas najwyższy...
To było po prostu słodkie. :)
OdpowiedzUsuńNo i uwielbiam fragment z ,,Cholerny Dworzec Kings Cross''.
Hhahahah!