środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 37



Zaczął się kwiecień, a wraz z nim powróciły treningi quidditcha. I to wiecie, nie takie raz na tydzień, czy góra dwa.
Codziennie, James wraz z Syriuszem, Dorcas i resztą zawodników drużyny Gryffindoru, spędzał bite dwie godziny na boisku, oraz przynajmniej godzinę wieczorem, w Pokoju Wspólnym na dopracowywaniu strategii na najbliższe mecze sezonu letniego.
Wiedziałam, że zależy mu na zdobyciu Pucharu Quidditcha, więc w żaden sposób nie przeszkadzałam mu w dążeniu do zwycięstwa. A nawet, było mi to na rękę. Tak, tak, brzmi to nie fajnie, ale jeżeli miałam zdać wszystkie OWTM-y na Powyżej Oczekiwań, musiałam się przyłożyć do nauki.
Na szczęście, okazało się, że w tym dążeniu nie jestem osamotniona. Można powiedzieć, że stworzyliśmy kółko kujonów, czy coś w tym stylu. Remus, Amy, Marlena, Thomas, Alicja, Frank oraz oczywiście moi.
            - Jestem do tyłu z Zielarstwem – mruknęła Alicja, nerwowo stukając paznokciem w okładkę książki. – Zupełnie nie rozumiem, jak można lubić Zielarstwo… Nienawidzę tego babrania się w ziemi i przesadzania tych cholernych roślinek – dodała, oglądając swoje idealnie owalne paznokcie.
Nasze małe kółko naukowe, miało tego wieczora wolne – siedziałam sama z Alicją w dormitorium, i jako największe kujony, próbowałyśmy zaaplikować naszym zmęczonym umysłom jeszcze trochę niezbędnej wiedzy.
            - Chcesz moje notatki? – zapytałam, gdy dziewczyna z głośnym jękiem zrzuciła książkę z łóżka.
            - Nie – wyburczała i przekręciła się z pleców na brzuch.- Lily…
            - Hm?
            - Myślałaś o przyszłości? Wiesz, o pracy, o tym co będzie po szkole? – zapytała, bacznie mnie obserwując.
            - Myślałam – przyznałam, chociaż czasami bałam się wybiegać aż za bardzo w przyszłość. Niepewną. – Wiem, że na pewno będę z Jamesem…
            - W końcu to twój mąż – zaśmiała się szatynka, na co puściłam jej oko.
            - Pewnie zamieszkamy w Dolinie Godryka, Jamesa uwielbia to miejsce… Myślałam o tym, żeby zostać uzdrowicielem, ale znowu nauka na uniwersytecie trwa cztery lata. To będzie znowu mnóstwo nauki, a ja myślałam, raczej o… - przerwałam, nagle zawstydzona.
            - O czym? – zapytała Alicja, unosząc brew.
            - O założeniu rodziny – odparłam, rumieniąc się. – Wiesz, o dziecku – dodałam, gdy zobaczyłam jej zakłopotane spojrzenie.
            - Już? – spytała zaskoczona.
Położyłam się na łóżku i spojrzałam na baldachim.
            - Nie mówię, że od razu, może za rok, dwa, ale Al, czasy są niepewne… Siły Sama- Wiesz-Kogo z każdym dniem są coraz większe, czytałaś dzisiejsze wydanie Proroka? Została zaatakowana mugolska wioska, nikt nie przeżył! Nie chcę niczego żałować, chcę żyć pełnią życia! Wszystkiego doświadczyć. W tym macierzyństwa – odparłam, siadając.
Spojrzałam na zamyśloną szatynkę. Po chwili na jej twarzy wykwitł uśmiech.
            - Chyba masz rację – powiedziała i spojrzała na mnie błyszczącymi oczami. – Chcę, żeby moje dziecko poszło do Hogwartu z twoim.
Zaśmiałam się z nietypowego pomysłu Alicji.
            - Niech razem trafią do Gryffindoru – uzupełniłam, gdy przestałyśmy chichotać.
            - I niech przeżyją niejedną przygodę – dodała Alicja.


***


Trwała Historia Magii, a ja odpływałam. Raczej nie zdarzało mi się to za często, ale wzmożona nauka, późno wieczorne spotkania z Jamesem, oraz pisanie na bieżąco licznych wypracowań i rozprawek doprowadziły mnie do stanu permanentnego niewyspania.
            - Lily – syknęła Marlena, poszturchując mnie łokciem. – Notuj, teraz twoja kolej – dodała, patrząc na unoszącego się w powietrzu profesora Binnsa, nieprzerwanie mówiącego monotonnym głosem.
            - Ale… - zaczęłam, jednak skapitulowałam, widząc minę blondynki.
Wróciłam do notowania o wydarzeniach z roku 1843 i nieprzytomnie wyjrzałam na błonia. I od razu się obudziłam.
            - Co ten kretyn wyprawia? – zapytałam na głos, przez co większość dotąd znudzonych uczniów spojrzała na mnie.
            - … trolle górskie zaatakowały mugolską wioskę, leżącą niedaleko Alp… - nieprzerwanie ciągnął profesor, i zapewne ciągnąłby tak dalej, gdybym szybko nie wstała ze swojego miejsca i nie ruszyła w kierunku drzwi.
            - Przepraszam profesorze, muszę wyjść, sprawy prefektów – powiedziałam, zarzucając torbę na ramię.
Duch nie przerywając wykładu, skinął głową.
Wybiegłam z klasy i ruszyłam na błonia. A dokładniej, na boisko do quidditcha.


***


Patrzyłam na to co działo się na moich oczach i po prostu nie wierzyłam.
            - Spokój! – zawołałam, ale oczywiście nic tym nie uzyskałam. – Spokój do cholery, bo wszyscy wylądujecie u Dumbledore’a! – zawołałam ponownie.
James spojrzał na mnie i zaklął.
            - Co tu się dzieje? – zapytałam, patrząc na spore zbiegowisko osób.
            - Nie interesuj się, szlamo – warknął Smith, kapitan drużyny Ślizgonów.
            - Jeszcze raz tak do niej powiedz, to cię rodzona matka nie pozna – odparł wkurzony James.
            - Lepiej dobrze pilnuj swojej brudnej dziewczyny, Potter, bo jeszcze przypadkiem stanie się jej krzywda – odparł Smith. – Idziemy – dodał do reszty zawodników.
Patrzyłam za odchodzącymi Ślizgonami, po czym popatrzyłam na poobijaną drużynę Gryffindoru.
            - Biliście się – stwierdziłam.
            - I wygrywaliśmy, dopóki się nie wtrąciłaś – mruknął Syriusz, obrzucając mnie złym spojrzeniem. – Nie musisz nas ratować z każdej opresji, Lily.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
            - Myślisz, że prefekt naczelny nie powinien przerywać takich bójek? – zapytałam.
            - Rogacz też jest naczelnym, a jakoś dołączył do tej bójki – odparł Syriusz, wymijając nas z Dorcas i resztą zawodników.
Spojrzałam na Jamesa.
            - Myślisz tak samo? – zapytałam. – Jestem wścibska i niepotrzebnie się mieszam? – zapytałam, mając nadzieję, że tego nie potwierdzi.
            - Niepotrzebnie się mieszałaś – odparł, wymijając mnie. – Więcej tego nie rób – dodał, kierując się do szatni.
Zabolało.


***


Było już dobrze po pierwszej w nocy, a ja nadal siedziałam w Pokoju Wspólnym. Nikogo w nim nie było, byłam tylko ja i trzaskający ogień w kominku. Myślałam o dzisiejszym dniu i powoli dochodziłam do wniosku, że rzeczywiście niepotrzebnie wybiegałam z lekcji, tylko po to, by wtrącić się w sprawy drużyny quidditcha. W końcu w większości byli to dorośli ludzie i z pewnością poradziliby sobie ze Ślizgonami.
Ale oczywiście ja, i moje wścibstwo! Tak, przyznaję się – jeżeli chodzi o Jamesa i moich przyjaciół, stawałam się straszna. I Syriusz dobrze zauważył, nie tylko ja byłam Prefektem Naczelnym, James też nim był. Gdyby działo się coś naprawdę złego, na pewno by sobie poradził.
            - Nie śpisz?
Spojrzałam na schody prowadzące do męskich dormitoriów.
            - Długo tu siedzisz? – zapytałam Jamesa.
            - Jakiś czas – odparł lakonicznie. Wstał ze stopnia i podszedł do kanapy na której siedziałam.
            - Przepraszam, niepotrzebnie się uniosłem – powiedział, siadając obok mnie. – Tylko denerwuje mnie to, że zawsze musisz występować jako ta rozważna i wtrącasz się w coś, co ciebie nie dotyczy.
            - Uważasz, że wielka śliwa pod twoim okiem mnie nie dotyczy? – zapytałam.
            - Nie bezpośrednio – poprawił się. – Proszę cię tylko, żebyś nie mieszała się w nasze konflikty ze Ślizgonami.
Skinęłam głową.
            - Tylko obiecaj mi, że nie będziecie się więcej bić. Nie chcę mieć w żaden sposób uszkodzonego męża – odparłam, wtulając twarz w jego tors.
            - To da się załatwić. Następnym razem potraktuję Smith’a Drętwotą, a nie pięścią – zaśmiał się w moje włosy.


***


Sobotni poranek postanowiłam spędzić na odsypianiu ciężkiego tygodnia. Co prawda, byłoby to łatwiejsze i o wiele milsze, gdyby w moim łóżku nie leżało paręnaście książek, stos pergaminów i… koperta?
Obejrzałam ją z każdej strony i uśmiechnęłam się. James był taki słodki! Bo kto inny mógłby mi podrzucić list?
Niecierpliwie rozerwałam kopertę i zdziwiłam się, widząc nie to pismo, którego się spodziewałam.

Spotkajmy sie w naszym miejscu.
Sobota, 21.
S.S

Lekko się skrzywiłam. Nie, nie dlatego, że do mnie napisał. Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że spróbuje jeszcze raz, zanim skończymy Hogwart i każde z nas pójdzie w swoim kierunku.
Tylko, że w moim przypadku już się to stało. Obrałam kurs. I nie brzmiał on: Severus Snape, tylko James Potter…


***


            - Spędzimy razem wieczór? – zapytał James.
Uśmiechnęłam się nerwowo i pokręciłam głową.
            - Dzisiaj będę trochę zajęta, chyba, że pasuje ci 22 – odparłam, jedząc obiad.
Myślałam, żeby nie iść na spotkanie ze Snapem. Naprawdę miałam taki zamiar. Ale z drugiej strony, byłam ciekawa, co chciał powiedzieć.
            - Rogaczu, zapewne będzie kuła, więc dotrzymam ci towarzystwa – zaproponował Syriusz, dzięki czemu oblicze Jamesa lekko się rozpogodziło.
            - Ale o 22 czekam na ciebie w Pokoju Wspólnym – zapowiedział.
            - Będę – obiecałam.
Jak bardzo się myliłam…


***


Nasze miejsce… Mam z nim tyle wspomnień! Wiązało się z nim moje pierwsze udane zaklęcie, cudowne rozmowy, powierzane tajemnice i sekrety, oraz chwile smutku i radości. Przypominałam sobie je wszystkie, stojąc pod starym dębem, miejscem w którym kiedyś, potrafiliśmy się zapominać na całe godziny.
            - Przyszłaś – usłyszałam znajomy głos.
            - Byłam ciekawa – odparłam, opierając się o pień drzewa.
            - Zawsze byłaś wszystkiego ciekawa – odparł. – Pamiętam jak po raz pierwszy opowiadałem ci o Hogwarcie, byłaś bardzo niecierpliwa, wszystko chciałaś wiedzieć od razu.
Spojrzałam na niego.
            - Chciałeś powspominać stare czasy? – zapytałam, lekko się krzywiąc. – Jeżeli tak, to chyba już pójdę…
            - Zaczekaj – powiedział, łapiąc mnie za ramię. – Wyszłaś za niego – dodał oskarżycielskim tonem.
Wytrzeszczyłam oczy. Nie tego się spodziewałam. Raczej myślałam, że usłyszę coś w stylu: „Lily, wybacz mi, zachowałem się wtedy okropnie. Nie chciałem nazwać cię szlamą i wcale tak o tobie nie myślę”. Jak zwykle się przeliczyłam.
            - Skąd wiesz? Powiedzieliśmy nielicznym osobom – odparłam, zastanawiając się, kto nas znowu zdradził.
            - Nie martw się, nikt z twoich doskonałych przyjaciół was nie wydał – odpowiedział. – Usłyszałem przypadkiem. Chciałem pogratulować, Potter to świetna partia – stwierdził, cedząc ostatnie słowa.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
            - Słucham?
Wykrzywił usta w pogardliwym uśmiechu.
            - Wszyscy już słyszeli ile odziedziczył – powiedział. – Chociaż nigdy nie myślałem, że tak bardzo zależy ci na pieniądzach…
Spojrzałam na niego zszokowana.
            - Nie obchodzą mnie pieniądze Jamesa! – zawołałam zdenerwowana. – Myślisz, że właśnie dlatego za niego wyszłam? Bo ma pieniądze? Nie pomyślałeś, że zrobiłam to, bo go kocham? Tak nisko mnie oceniasz? A niby przyjaźniąc się z tobą, jakie miałam z tego profity, co? Jeżeli twierdzisz, że jestem zwykłą materialistką… - dodałam, po czym pokręciłam głową.
Byłam zadziwiona. Zgoda, nie byliśmy już przyjaciółmi, była pomiędzy nami ogromna przepaść, ale nigdy nie pomyślałabym, że zacznie o mnie myśleć, jak o zwykłej naciągaczce i materialistce.
            - Nigdy więcej się do mnie nie odzywaj – powiedziałam, i próbując ukryć wzburzenie i smutek odeszłam szybkim krokiem spod „naszego miejsca”.
Miejsca i osoby, której teraz naprawdę szczerze nienawidziłam.


***


Wracałam do zamku, powstrzymując szloch i co chwilę ocierając łzy. Nie chciałam płakać, naprawdę! Nie chciałam się tym przejmować, ale jak? Kiedyś był moim przyjacielem, zawsze liczyłam się z jego zdaniem. Więc jak jego oskarżenia mogły mnie nie dotknąć?
I gdybym tylko wiedziała, co się wydarzy, wcale nie szłabym skrótem. I nie wychodziłabym z dormitorium bez różdżki.
Nie pomyślałam, że w dotąd całkiem bezpiecznym Hogwarcie, znowu zdarzy się coś takiego…


***


            - Już jest po 22 – powiedziałem, spoglądając na zegar wiszący nad kominkiem.
Syriusz rzucił okiem na zegar i wzruszył ramionami.
            - Pewnie się zasiedziała… A tak właściwie, to gdzie poszła? – zapytał.
Zamyśliłem się. Tak właściwie, to nie wiedziałem.
            - Nie miała być w bibliotece? – zapytałem.
            - James, biblioteka jest czynna do 20 – wtrącił Remus, przerywając pisanie jakiegoś wypracowania. – Poszukaj Lily na mapie, na pewno już wraca do wieży – dodał pocieszającym tonem.
Wstałem z kanapy i szybko pokonałem schody, dzielące mnie od dormitorium. Otworzyłem drzwi i rzuciłem się do nocnej szafki Syriusza, w której trzymaliśmy mapę. Rozwijając ją, zszedłem do Pokoju Wspólnego i wyszeptałem formułkę. Patrząc na powoli rysujące się na pożółkłym pergaminie linie, czułem coraz większe zaniepokojenie.
            - Poszukamy razem, będzie szybciej – zaproponował Syriusz, siadając obok mnie. Poczynając od szkolnych błoni, poprzez bibliotekę, Sowiarnię, damskie łazienki, oraz tą prefektów, przeszukiwaliśmy każdy zakamarek mapy.
            - Jest! – zawołał Syriusz, palcem wskazując kropkę podpisaną jako „Lily Evans”.          
- Jest na drugim piętrze, niedaleko łazienki Jęczącej Marty – zauważył Remus, zaglądając mi przez ramię. – Ale… czemu się nie rusza? – zapytał.
Spojrzałem na mapę i wybiegłem z Pokoju Wspólnego.


***


Dobiegłem do ostatniego zakrętu i wyjmując różdżkę skierowałem ją na Snape, trzymającego w objęciach nieprzytomną i zakrwawioną dziewczynę.
            - Puść ją! – zawołałem, odpychając go z całej siły. – Lily. Lily! – próbowałem ją ocucić.
            - Co jej zrobiłeś? – zapytałem, patrząc na bladego Ślizgona. – Coś ty jej zrobił?! – zawołałem, patrząc na jej nienaturalnie blade ciało. – Zabiję cię – wyszeptałem, badając Lily puls.
            - James – usłyszałem za plecami głos Syriusza. – Weź ją do pani Pomfrey, zajmiemy się nim.
Wziąłem Lily na ręce i nie oglądając się za siebie, ruszyłem do Skrzydła Szpitalnego.


***


Pani Pomfrey od razu zajęła się Lily, a mnie wygoniła z sali. Usiadłem pod drzwiami i spojrzałem na zakrwawione ręce.
            - Zabiję go – wyszeptałem, zaklęciem oczyszczając ręce.
            - James.
Spojrzałem na poważnego Syriusza.
            - Gdzie jest Snape? – zapytałem, wstając z podłogi.
            - Remus go zaprowadził do Dumbledore’a – odparł, siadając obok mnie. – Co z Lily?
Pokręciłem głową.
            - Nic jeszcze nie wiem, Pomfrey mnie wyprosiła… Łapo, na niej było tyle krwi. Co on jej zrobił? – zapytałem, czując ogarniającą mnie wściekłość i przerażenie.
Nie mogłem jej stracić. Nie Lily.
            - On ciągle powtarzał: „To nie ja” – odparł, spoglądając na mnie z niepokojem. – Myślisz, że by ją skrzywdził? Nie jestem tego taki pewien.
            - Nie wiem – powiedziałem i spojrzałem na otwierające się drzwi. – Co z…
Pani Pomfrey spojrzała na mnie poważnym wzrokiem.
            - Osobom postronnym nie udzielam informacji, panie Potter – odparła pielęgniarka.
Już miałem zacząć się wykłócać, gdy zobaczyłem nadchodzącego dyrektora.
            - Panie profesorze, ja muszę wiedzieć co z Lily! – powiedziałem. – I nie jestem postronną osobą – dodałem, pokazując zaskoczonemu Dumbledorowi obrączkę.
            - Proszę, wejdźmy wszyscy do gabinetu Poppy – powiedział, po czym spojrzał na Syriusza. – Panie Black, proszę pójść obudzić profesor McGonagall, niech się uda do mojego gabinetu.
            - Poppy? – zapytał, stając obok biurka pielęgniarki.
            - Ona…


***


Następny rozdział gotowy, więc na pewno dodam go jeszcze w tym miesiącu :) 

Edit:
Dodałam muzyczkę. Tak naprawdę, to zazwyczaj tego nie lubię na blogach, bo ja, jak to ja - otwieram sobie z dwadzieścia kart, i weź szukaj, z którego bloga leci jakaś piosenka... Ale jak już Szczur zdążył ustalic - lubię dręczyc ludzi ;)
Także, wiecie co robić jak nie lubicie muzyki lecącej na blogu - wciskacie stop. 
Pierwsza piosenka to, przynajmniej według mnie, najpiękniejszy utwór Pidżamy Porno, o wdzięcznym tytule "Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości". Uwielbiam. A reszta to piosenki przy których naprawdę dobrze mi się pisze opowiadanie :) 

10 komentarzy:

  1. Jeżeli Lily umrze to będę przeszczęśliwa ;D Ogólnie rozdział fajny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiercić główną narratorkę opowiadania? Świetny pomysł... Niestety, muszę Cię rozczarować - przeżyje. Ale nie martw się, pocierpi ;)

      Usuń
  2. Jak mogłaś być tak wredna i skończyć w takim momencie ? No ja się pytam jak ?
    Jestem bardzo ciekawa co będzie dalej z Lily a moje przeczucie nie wiedzieć czemu podpowiada mi że została zgwałcona najprawdopodobniej przez Smith'a.
    Rozdział jest rewelacyjny.
    Pozdrawiam
    Obliviate

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj z powrotem, Obliviate! Tak, jestem wredna, niestety :( OMG, naprawdę z tego rozdziału można wydedukować coś takiego?! Gwałt? Nie, nie, nie! Przecież wiecie, że ja nie umiem opisywać dramatów, gdybym miała opisać coś takiego, to pewnie później miałabym z tydzień depresję... Już przy tamtym opowiadaniu, jak przywaliłam tym poronieniem, to się źle czułam. Taa, chyba jestem przewrażliwiona.
      No, ale cieszę się, że próbujesz dociec co się stanie dalej ;) W tej chwili się mylisz (na szczęście). Tak, btw, to Ci tak wyszło z tego co napisałam i z zapowiedzi następnego rozdziału, czy czytałaś opowiadanie o L&J z takim wątkiem?
      Pozdrawiam serdecznie ;)

      Usuń
  3. Super rozdział !
    Dlaczego takie okropne zakończenie, teraz do następnego rozdziału będę sie zastanawiać co jej się stało :'(

    Weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musi się coś dziać, ostatnio było zdecydowanie za słodko :)
      Dziękuję za komentarz.

      Usuń
  4. Rozdział jest genialny ;) Zgadzam się z dziewczynami wyżej (oprócz anonimka) jak mogłaś skończyć w takim momencie?? Może była torturowana...albo był to Bazyliszek (nie no ja myślę chyba nieracjonalnie). Chociaż to dopiero Harry go zabił, a Komnata była już od dawna. Może Voldek mu kazał. Ja już zgłupiałam. U ciebie wszystko jest możliwe, więc nie pozostaje mi nic innego jak czekanie z niecierpliwością na następny rozdział ;D
    Pzdr;***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, wiecie biorę wzorce z telenowel - odcinek kończy się w najciekawszym momencie, haha. No, a tak serio, to nie, nawet nie pomyślałam o Bazyliszku (dobry pomysł, szkoda, że na to nie wpadłam ;).
      Pozdrawiam.

      Usuń
  5. No ciekawie, ciekawie! To wręcz niemożliwe, żeby to Snape coś jej zrobił.Za bardzo ją kochał przecież. Ale kto wie czym jeszcze nas zaskoczysz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jest ciekawie :) Jasne, że to nie Snape, przecież nie zepsułabym tak tej postaci. Mógł ją sobie obrazić, i być na nią zły za ten cały ślub, ale nie podniósłby na Lily różdżki.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.