Tak w ogóle, to przeczytałam chyba ze cztery romansidła, żeby ogarnąc ten fragment, a i tak nie jestem z niego zadowolona :( Chyba nie zostanę autorką Harlequinów xD
***
30
stycznia 1978 roku
Była gotowa.
- Zaraz zwymiotuje – stwierdziła, patrząc na zegar
wybijający dwudziestą pierwszą.
Podeszła do drzwi, otworzyła
je i wystawiła głowę na korytarz.
- W końcu – powiedział niecierpliwie chłopak, wchodząc do
pokoju. – Lily… - wyszeptał, patrząc na dziewczynę.
Postarała
się, to trzeba przyznać. W końcu co jak co, ale pierwszy raz powinien być
wyjątkowy, prawda? Więc musiała wyglądać tak wyjątkowo, jak się dało.
- Mamy szampana i truskawki – odparła, próbując odwrócić
uwagę Jamesa, od swojego stroju.
- Uhm – wymruczał, przyglądając się lekkiemu jak mgiełka
szlafrokowi, który wyglądał jakby miał się zaraz zsunąć z jej ramion na
podłogę.
Chętnie
bym mu w tym pomógł, pomyślał.
- Więc – wyszeptała, czując wypływające na policzki
rumieńce. – Jak już mówiłam jestem gotowa, więc jeżeli ty też chcesz, to…
- Chcę – wszedł jej w słowo. Uśmiechnął się i delikatnie
podniósł twarz dziewczyny, tak aby patrzeć jej w oczy. – Denerwujesz się?
- Trochę – odparła.
Trochę,
to mało powiedziane. Lily przez cały dzień bolał brzuch z nerwów. Myślała o
tym, żeby odwołać dzisiejszy wieczór (a właściwie noc), ale nie mogła. Chciała
to zrobić, bo naprawdę kochała swojego chłopaka. Była pewna tego, że to będzie
wyjątkowa chwila, którą mogłaby przeżyć tylko z nim.
- To może otworzymy tego szampana? – zaproponował James i
zdecydowanym ruchem, zaczął otwierać butelkę.
Gdy korek strzelił w sufit,
a szampan zaczął się sączyć z butelki, nagle na dziewczynę spłynął zupełny spokój.
***
Po dwóch lampkach szampana,
które zdecydowanie uderzyły rudowłosej do głowy, James uznał, że to już najwyższy
czas.
- O Boże – westchnęła, widząc coraz większe fragmenty
ciała chłopaka. – O Boże – westchnęła głośniej, widząc tę część ciała, której
odrobinę się obawiała.
Oczy lekko się jej
zaszkliły. Czuła, że to chyba jednak był błąd. Bo jak on miał się w nią
zmieścić?
- Będzie dobrze, Lily – stwierdził James, widząc
zmieszanie na twarzy dziewczyny.
Rudowłosa mruknęła, ale
uciekła wzrokiem w stronę sufitu.
- Ufasz mi, prawda? – zapytał James, przybliżając się do
niej tak, że poczuła ciepło bijące od jego nagiego ciała.
Odetchnęła i skinęła głową.
Oczywiście, że mu ufała!
Przytulił
ją do siebie, i pocałował w usta. Znalazł pasek od szlafroka i zdecydowanym
ruchem, rozwiązał supeł.
Jego oczom ukazało się
śnieżnobiałe ciało ukochanej, odziane w czarną, koronkową bieliznę.
- Wyglądasz cudownie – wyszeptał jej do ucha i lekko
przygryzł jego płatek.
Lily poczuła dreszcz
podekscytowania. Uśmiechnęła się lekko i objęła ramionami kark chłopaka.
- Ty też wyglądasz niczego sobie – odparła żartobliwie,
czując jego nabrzmiałą męskość na brzuchu.
Przytulił ją mocniej i
jęknął, czując koronkę, drażniącą jego tors.
- Mogę…? – zapytał, kierując dłonie z talii dziewczyny,
do zapięcia stanika.
- Tak – wyszeptała.
Niecierpliwym
ruchem rozpiął haftki i zsunął biustonosz z jej ramion. Czując ciepło
policzków, odsunęła się od chłopaka i szybko podeszła do łóżka.
Gdy tylko się położyła,
poczuła ciężar chłopaka nachylającego się nad jej prawie nagim ciałem.
- Lubię cię dotykać – stwierdziła, przesuwając dłońmi po
jego plecach.
Pochylił
się nad nią i zakrył jej usta głębokim, zapierającym dech w piersiach
pocałunkiem. Drżącą dłonią dotknął jej majtek i zdecydowanym ruchem, pociągnął
je w dół.
Położył
się na niej, rozsuwając jej uda kolanem. Opierając się na łokciach, tak aby nie
zgnieść jej swoim ciężarem, nakrył ją sobą całkowicie.
Skupił
się nad umiejętnym dotykaniem jej ciała, tak aby była gotowa na przyjęcie go,
jednak całkowicie mu przeszkadzała. Wiła się pod nim, burząc jego plan, oraz
pozbawiając go opanowania.
Pocałował
ją namiętnie, a gdy oderwał usta od jej warg, skierował się szlakiem czułych
pocałunków, w dół jej ciała. Głaskał pełne piersi, drażnił, aż w końcu nie
mogąc wytrzymać ani chwili dłużej, wziął w usta brodawkę i zaczął ssać.
Przeszył ją gwałtowny
dreszcz przyjemności. Zacisnęła dłonie na jego ramionach i przymykając oczy,
poddała się fali przyjemności.
James czuł, że traci nad
sobą panowanie. Jeszcze nigdy w życiu nie czuł tak wielkiej przyjemności. Czuł
jak jego skóra, pod jej dłońmi rozgrzewa się.
Chciał
jej sprawić największą przyjemność. Zaczął przesuwać się w dół jej kształtnego
ciała, dotknął dłońmi jej płaskiego brzucha, po czym przesunął dłonie na
wewnętrzną stronę ud, rozsuwając je delikatnie. Opuścił głowę i pocałował
jej łono.
- James, nie…
- Tak.
Próbowała
go odepchnąć, lecz w tym momencie jego usta dotknęły jej łechtaczki. Wniknął
językiem w wilgotny zakątek jej ciała. Bezwiednie uniosła biodra, dopraszając
się o jeszcze większą przyjemność. Chciała tak samo go dotykać, poznać jego
ciało, lecz za każdym razem gdy próbowała zmienić pozycję, przyciskał ją do
ciepłej pościeli.
Całując jej spragnione usta,
powoli wsunął palec w jej wilgotną kobiecość. Stłumił jej jęki, coraz
namiętniejszymi pocałunkami, i ponownie dotknął jej drżącą łechtaczkę.
- Obejmij mnie – wydyszał, umiejscawiając się między jej
gorącymi udami.
Zawahał się przez chwilę,
przypominając sobie o zabezpieczeniu, leżącym na stoliku. Założył prezerwatywę,
pocałował jej rozchylone usta i zaczął w nią powoli wchodzić.
Czując na swojej drodze,
przeszkodę stworzoną z jej dziewictwa, pchnął zdecydowanie biodrami.
- Boli? – zapytał, widząc łzy w jej oczach.
- Nie – odparła. – To tylko takie dziwne uczucie…
Pocałował ją i zaczął się w
niej poruszać, z początku wolno, z wyczuciem; słyszał jak cicho pojękuje z
rozkoszy, aż zaczął się poruszać coraz szybciej i głębiej. Unosiła biodra, aby
przyjąć go w siebie jeszcze głębiej, paznokciami znaczyła jego plecy i ramiona.
James ukrył twarz na jej
szyi, wstrząsany niepohamowaną rozkoszą. Czując coraz mocniej zaciskającą się
kobiecość, odszukał palcem jej łechtaczkę i zaczął ją delikatnie gładzic.
Po chwili poczuła, jak jej
ciało ogarnia niesamowite przeżycie. Wygięła się w łuk i cicho wyjęczała jego
imię.
Czując jej spełnienie, James
osiągnął własne. Opadł na nią ciężko z pomrukiem zadowolenia. Serce waliło mu
jak młotem, pragnął pozostać w niej na zawsze. Gładziła go lekko po plecach, i
cicho wzdychała.
- Kocham cię – wyszeptał jej do ucha, całując ją
delikatnie w opuchnięte usta.
- Ja ciebie też – odparła, gdy poczuła jak opuszcza jej
ciało.
Od razu przysunęła się do
niego. Jeszcze nigdy w życiu nie czuła się tak szczęśliwa i zaspokojona jak
teraz.
- Lily – mruknął James.
- Tak? – zapytała, spoglądając mu w oczy.
- Wszystkiego najlepszego – powiedział, na co rudowłosa
roześmiała się.
- To były niezapomniane urodziny – stwierdziła,
przytulając się do niego mocno. Poczuła coraz bardziej ciążące powieki.
- Zdecydowanie – stwierdził James, czując jej pełny biust
wtulający się w jego tors. – Niezapomniane – dodał, gładząc jej rozrzucone na
jego piersi, włosy.
***
Ło matko, właśnie to jeszcze raz przeczytałam. No leżę i się śmieje. I jestem odrobinę zażenowana tym, że to publikuję...
A w ogóle posłuchajcie jaka jestem żałosna. Co robiłam w piątkowy wieczór? Poszłam na imprezę? Poszłam do kina? Plotkowałam z przyjaciółkami?
Nie.
Oglądałam Harry'ego Pottera!!! Hahaha, no jestem sama sobą zadziwiona.
A wiecie co było najgorsze? Mówiłam kwestie razem z aktorami, bo oglądałam to tysiące razy.
Żałosna ja!
Powiem tak przeczytałam i ahahaha wcale nie było tak źle xDD pominęłam niektóre fragmenty xDD ale jeżeli chodzi o HP to ryczałam pół piątku że go nie obejrze (co z tego że znam film i książke praktycznie na pamięć??) bo nie miałam tvn na wakacjach :'( haha tak więc czekam na next xx
OdpowiedzUsuń