Jedna z moich pierwszych miniaturek ;) Co, wydaje mi się, że widać.
31 października
1981
-
Lily, wstawaj! Mówię ci wstawaj – powiedział James potrząsając moim ramieniem.
-
Niee – wyjęczałam spod kołdry i położyłam sobie poduszkę na głowę.
Wczoraj Harry nie dawał nam
spać – usnął dopiero po 1 w nocy, a i tak często się budził.
James gdzieś poszedł, więc
spokojnie mogłam znowu odpływać w senne marzenia, gdy poczułam ucisk na
brzuchu.
-
Ma-ma – usłyszałam cieniutki głosik.
Wyjęłam głowę spod kołdry i
uśmiechnęłam się do Harry’ego leżącego na moim brzuchu.
-
Witaj, słoneczko – powiedziałam i przykryłam chłopca kołdrą. – Śpimy? –
zapytałam, lecz jedyną odpowiedzią było pacnięcie mnie rączką i głośne: „nie”!
-
James, potrzymasz Harry’ego? – zapytałam męża, właściwie wrzucając mu dziecko w
ramiona. Poszłam do kuchni, żeby przygotować obiad.
-
Gotowe – powiedziałam po jakimś czasie, wchodząc do salonu. – James, obiecałeś!
-
Ale on to tak lubi! – odparł brunet, patrząc z uśmiechem na Harry’ego lewitującego
na dziecięcej miotełce nad podłogą.
-
Może spaść, te miotełki są dla dwulatków, Harry jest za mały – pouczyłam męża i
zdjęłam niezadowolonego Harry’ego z miotły.
Harry bardzo dobrze nauczył
się okazywać niezadowolenie – najczęściej wtedy głośno krzyczał i machał
piąstkami.
-
Ojejku, jacy jesteśmy źli – powiedziałam do chłopca, gdy opadłam na kanapę obok
męża. – Syriusz napisał? – zapytałam, wskazując na kopertę leżącą na stoliku.
-
Tak, ukrywa się, tak jak uzgodniliśmy – odparł James i potarł czoło. – Męczy mnie
to siedzenie w domu, ukrywanie się – dodał, gilgocząc małego po brzuszku.
-
Miałeś ostatnio swój wypad w niewidce, nie narzekaj – powiedziałam, przytulając
się do niego. – Tak się cieszę, że to jednak Syriusz został naszym Strażnikiem
Tajemnicy… Nie wiem o co to chodzi, ale mam dziwne przeczucia co do Petera –
dodałam, bawiąc się obrączką.
James spojrzał na mnie.
-
Znowu te twoje przeczucia? Może jednak trzeba było kontynuować naukę
wróżbiarstwa – zażartował i wziął śpiącego Harry’ego na kolana.
- A
ty się śmiejesz! Kobiety mają rozwiniętą intuicję, zobaczysz, jeszcze będziesz
mi dziękował, że przekonałam cię, że wasz plan jest zwyczajnie głupi – burknęłam i poszłam
do kuchni.
Wieczór 31 października nie
różnił się niczym od poprzednich wieczorów – spędzaliśmy go we trójkę na
zabawie piłeczkami, albo innymi zabawkami Harry’ego.
I gdy rzucałam piłeczką do
dziecka, usłyszałam znajomy dźwięk teleportacji i głośne walenie do drzwi.
-
Otwórzcie, to ja, Syriusz! – zawołał znajomy głos. James podszedł do drzwi z
różdżką.
- Co
jest największym osiągnięciem Huncwotów? – zapytał James, trzymając różdżkę w
pogotowiu.
-
Mapa Huncwotów, Rogaczu, tracę cierpliwość! – zawołał.
James zdjął zaklęcie i
wpuścił Syriusza do domu.
-
Cześć Lily, Harry, chłopie ale wyrosłeś! – zawołał Syriusz.
- Co
ty tu robisz? – zapytałam zdenerwowana. – Miałeś się ukrywać!
Syriusz uśmiechnął się
krzywo.
-
Mam zarazem złe i dobre wiadomości – powiedział poważniejąc. – Usiądźcie.
Gdy już wszyscy byliśmy
usadzeni na kanapie w salonie, Syriusz przemówił.
-
Voldemort został pokonany.
Szeroko otworzyłam oczy i
spojrzałam na zszokowanego Jamesa.
-
Jak to? – zapytał.
-
Ktoś zdradził Longbottomów, wdarł się do ich domu… Frank nie żyje, Alicja też.
Jedynie Neville…
- Co
z Nevillem? – zapytałam, połykając łzy i myśląc o przyjaciółce.
- Neville
przeżył. Została mu tylko cholerna blizna na czole – powiedział Syriusz i
szybko wstał z fotela. – Dumbledore mnie zawiadomił, nikt nie wie jak niespełna
dwuroczne dziecko mogło pokonać największego czarnoksiężnika naszych czasów! –
krzyknął wzburzony Syriusz. Opanował się, gdy Harry się wykrzywił i zaczął płakać.
-
Kto… - zaczęłam. – Kto był Strażnikiem Tajemnicy Franka i Alicji? – zapytałam,
czując spływające łzy po policzkach.
Syriusz spojrzał na mnie
ostro i zwrócił się do Jamesa.
-
Peter Pettigrew – wyszeptał i opadł ciężko na fotel.
Dalsze wydarzenia pamiętam
jak przez mgłę.
Pogrzeb przyjaciół.
Aresztowanie i osądzenie
Petera Pettigrew.
Wyłapanie i osądzenie
większości Śmierciożerców.
W końcu nastały normalne dni
– bez codziennego strachu, bez lęku o przyszłość wszystkich czarodziei.
Nastał pokój.
-
Harry! – krzyknęłam do syna.
Harry skończył już 11 lat i
wybierał się do Hogwartu.
-
Obiecaj mi, że będziesz grzeczny, słuchaj nauczycieli i nie rozrabiaj –
powiedziałam przytulając syna, i pocałowałam go w policzek.
-
Dobrze, mamo – odparł i obdarzył mnie uśmiechem, tak bardzo podobnym do Jamesa.
-
Mam coś dla ciebie – powiedział James i podał Harry’emu sporą paczkę – Otwórz
dopiero w Hogwarcie – dodał i mrugnął okiem.
Harry ostatni raz nam
pomachał i poszedł szukać wolnego miejsca w pociągu.
Spojrzałam na męża.
-
Dałeś mu niewidkę, prawda? – zapytałam i lekko go walnęłam w ramię – Wiesz jak
to się skończy…
-
Nie przesadzaj – wyjęczał James i pomachał synowi. – Spójrz w lewo, to Neville
Longbottom – dodał, spoglądając na chłopca wyróżniającego się wśród innych chłopców blizną na czole o
kształcie błyskawicy.
-
Wiesz, że to mógł być Harry? – zapytałam męża, patrząc jak Neville z babcią
dzielnie przedziera się przez rozentuzjazmowany tłum.
-
Wiem – odparł poważnie James, pomachał jeszcze do Harry’ego i poprowadził mnie do
wyjścia z peronu.
Rzuciłam ostatnie spojrzenie
na Neville’a.
Podziękowałam Opatrzności za
ochronę mojego dziecka i za prawdziwego przyjaciela, jakim od tylu lat był
Syriusz Black.
***
Zostałam fabryką miniaturek :p Mam chyba jeszcze ze dwie albo trzy w zapasie ;)
Bardzo fajna miniaturka.
OdpowiedzUsuńJest świetna ale Nevill w żaden wgl nie pasuje mi do roli wybrańca :/ haha jednak cała trójka przeżyła - jest postęp xD czekam na rozdział i miniaturke xx
OdpowiedzUsuń