Listopad
1976
Ty
będziesz następna, szlamo.
To zdanie dręczyło Lily już
od paru dni. Od ataku na Mary MacDonald minął tydzień. Dziewczyna została
przewieziona do Munga; jej obrażenia były na tyle poważne, że musieli się nimi
zając wykwalifikowani uzdrowiciele.
- Nie myśl o tym – wyszeptała Lily, patrząc na swoje
odbicie w lustrze. Przez ten tydzień naprawdę zmizerniała. Chociaż zazwyczaj
była blada, teraz jej cera przybrała niezdrowy, żółtawy odcień, oczy stały się
przygaszone, a włosy stanowczo wymagały czesania.
- Lily, wychodzisz? – zapytała Alicja. – Siedzisz w tej
łazience już półgodziny, ja też chcę się wyszykować.
Rudowłosa związała włosy w
niedbały kok.
- Dobrze się czujesz? Wyglądasz… nieciekawie –
powiedziała Alicja, spoglądając z niepokojem na przyjaciółkę. – Może idź do
Skrzydła?
- Nie, wszystko jest okej, nie martw się – odparła Lily i
szybkim krokiem opuściła dormitorium.
***
- Idzie – powiedział James, bacznie obserwując
dziewczynę.
Gdy Lunatyk, opowiedział mu
o patrolu, na którym znaleźli zaatakowaną dziewczynę i o słowach napastnika do
Evansówny, James cały czas miał ją na oku.
Śledził kropkę, oznaczoną
jej imieniem i nazwiskiem na Mapie Huncwotów. Oddalony o parę kroków od
dziewczyny, odprowadzał ją na każde zajęcia.
I przeprowadzał prywatne śledztwo.
Chciał się jak najszybciej dowiedzieć,
kto grozi rudowłosej, z tak błahego powodu jak jej pochodzenie. Przecież to
niepojęte, dręczyć kogoś z powodu mugolskiego pochodzenia?!
- Więc teraz będziemy cały czas obserwować Evans? –
zapytał Syriusz, znudzony już tym śledzeniem, tak nudnej osoby jak rudowłosa.
Tylko chodziła na lekcje, albo do biblioteki… Doprawdy, w całym zamku nie było
bardziej przewidywalnej osoby od Evans. A przynajmniej tak uważał Syriusz.
- Oczywiście, że tak! Nie darowałbym sobie, gdyby jej się
coś stało. Poza tym chcę dorwać tego dupka, który jej groził – odparł James,
spoglądając na dziewczynę.
- Zgadzam się z Jamesem, powinniśmy uważać na Lily.
Zresztą, nie tylko na nią, wśród Gryfonów jest sporo osób z mugolskich rodzin,
które są zagrożone. Łapo, nie widziałeś
tej dziewczyny, wyglądała naprawdę okropnie – powiedział Remus, wzdrygając się
na wspomnienia poturbowanej MacDonald.
- Och, zgoda, zmieńmy się z najzabawniejszych kolesi w
szkole, w jakiś obrońców uciśnionych – odparł kpiąco Syriusz.
- To wcale nie są żarty, Łapo. I tak, smutno mi to mówić,
ale chyba najwyższy czas dorosnąć – powiedział James, czym zaskoczył swoich
przyjaciół.
***
Severus Snape przyglądał się
swojej byłej przyjaciółce znad parującego kociołka. Zazwyczaj na Eliksirach był
skupiony tylko na jednym – na przyrządzeniu najdoskonalszego wywaru.
Tym razem było zupełnie inaczej.
Wiedział o ataku na tą Gryfonkę, która wylądowała w Mungu. Można powiedzieć, że
z pierwszej ręki. Mulciber, śmiejąc się, wyznał mu, że to jego sprawka.
Najbardziej się śmiał, z przerażonej miny „szlamy Evans”. Oraz tego, jak jej
groził.
Severus miał pewne obawy.
Wiedział, że teraz nie polują na Lily; wiedział, że zwolennicy Czarnego Pana,
mają się teraz skupić na nauce zaklęć czarno magicznych, ataki mają się na
razie skończyć. Mieli nie wzbudzać podejrzeń.
Ale tylko po to, aby ataki ruszyły
z podwójnym impetem. Więc przez pewien czas, Lily miała być bezpieczna. A gdy
będzie zagrożona, on, Severus, dopilnuje, żeby była o tym powiadomiona...
***
Lily wracała z biblioteki.
Było już dobrze po 21, czyli jeszcze nie cisza nocna, ale korytarze były
opustoszałe. Większość uczniów była przerażona ostatnim atakiem, a biorąc pod
uwagę nieprawdziwe plotki, które mówiły, że zaatakowana dziewczyna ledwo
przeżyła, po 20 nie wychodzili na szkolne korytarze.
Zwyczajnie się bali.
- Masz paranoję – wyszeptała do siebie, oglądając się.
Mogła przysiąc, że słyszała kroki! Ale nikogo nie widziała…
Przyśpieszyła kroku i po raz
pierwszy w życiu ucieszyła się z widoku Syriusza Blacka.
- Evans, urządzasz sobie jogging po zamku? – zapytał,
spoglądając za dziewczynę.
Doskonale wiedział, przed
kim Evans tak uciekała. James widocznie musiał za głośno stąpać pod niewidką,
bo Evans była wyraźnie poruszona.
- Tak, jasne, codziennie urządzam sobie maraton biegowy
po korytarzach – odparła, dosyć głośno dysząc. Taa, zupełnie nie miała
kondycji.
- Czytałaś wieczornego Proroka? – zagaił Syriusz.
Zupełnie nie wiedział o czym z nią rozmawiać. – Podobno był atak na mugoli w
Londynie. Dwie osoby nie żyją, sprawca nieznany. Jednak na miejscu zbrodni,
były ślady użycia magii… Mówią, że to ten Lord Jak Mu Tam.
- Nie czytałam – odparła, jeszcze raz oglądając się za
siebie. Mogłaby przysiąc, że słyszała dyszenie! Jakby ktoś biegł… - To straszne
co się dzieje, nikt nie może się czuć bezpieczny.
- Och, z tego co słyszałem, to niektórzy mogą – odparł
beztrosko Syriusz. – Na przykład jego zwolennicy. Wiesz co podsłuchałem pod
pokojem nauczycielskim? Że ma ich kilkunastu w zamku. Chyba się domyślasz, z
jakiego domu to mogą być uczniowie…
Lily spojrzała na chłopaka.
- Sugerujesz… Slytherin? – zapytała, chociaż doskonale
znała odpowiedz na to pytanie.
- Nie, nierozgarniętych Puchonów – odparł ironicznie
Syriusz. – Jasne, że Ślizgonów. To podłe szumowiny, w tym mój brat…
- Ty masz brata? – zapytała zdziwiona Lily.
- Tak, ale zazwyczaj się do niego nie przyznaję – odparł
Syriusz. – Słuchaj Evans, Rogacz chciał ci coś zaproponować, więc mogłabyś na niego
poczekać w pokoju wspólnym? – zapytał, dłużej przytrzymując wejście do Wieży,
aby James, ukryty pod niewidką też wszedł.
- Black, nie mam głowy do jego głupich próśb o randkę,
naprawdę…
- Evans, nie chodzi o randkę. Poczekaj na niego, zaraz
przyjdzie – przerwał jej Syriusz i ruszył w stronę męskich dormitoriów.
***
James szybko zrzucił z
siebie pelerynę, poczochrał włosy i ruszył do pokoju wspólnego. Spojrzał na
wątłą sylwetkę rudowłosej, która ogrzewała ręce przy rozpalonym kominku i
poczuł ogarniającą go czułość. Było to uczucie dosyć dziwne, przynajmniej jak
dla chłopaka.
- Evans – powiedział, czując, że mówienie do niej po
nazwisku jest niewłaściwe. – Mam dla ciebie pewną propozycję…
- Słucham, Potter? – odparła, od razu się przesuwając gdy
chłopak usiadł obok niej na kanapie.
- Na pewno słyszałaś o coraz częstszych atakach na
mugoli, czy czarodziei półkrwi? – zapytał chłopak.
Lily spojrzała na niego
kpiąco.
- Raczej, że tak. Możesz przejść do rzeczy, muszę jeszcze
skończyć wypracowanie z Transmutacji…
- Pomyślałem, że pewnie martwisz się o rodziców. Nie mają
żadnej ochrony, mugolska broń nic nie da, przy zmasowanym ataku czarodziei…
Eee, tak, więc, nie wiem czy wiesz, ale mój ojciec jest aurorem, mógłby rzucić
parę ochronnych zaklęć na twój dom – zaproponował James.
- Naprawdę mógłby? – zapytała dziewczyna, czując, że
zaraz się rozklei. To było takie miłe ze strony Pottera! Myślała, że może
dyrektor zaproponuje coś takiego uczniom, pochodzących z mugolskich rodzin, ale
to…
Była zaskoczona i dziwnie ucieszona.
- Jasne, że mógłby – odparł James, patrząc w zaszklone
oczy Lily.
- Byłabym ci bardzo wdzięczna. I oczywiście twojemu
tacie, to… bardzo miłe, Potter, nie spodziewałam się, myślałam…
- Wiem, że chcę cię zaprosić na randkę. Ale to innego
dnia Lily, gdy nie będziesz taka smutna – powiedział James. – Napiszę jeszcze
dzisiaj do ojca, o nic się nie martw. I… dobranoc.
James wstał i szybko poszedł
do dormitorium. Zamyślona Lily patrzyła jeszcze długo w dogasający na kominku
ogień.
***
Następne dni obfitowały w
kolejne doniesienia Proroka Codziennego o nowych atakach. Wcześniej były to
tylko małe wzmianki, teraz artykuły zajmowały całe dwie pierwsze strony. Jednak
najgorsze były tabelki z nazwiskami ludzi zabitych, zaginionych, lub uznanych
za porwanych.
- To straszne, do czego może doprowadzić ideologia
jednego szaleńca – powiedziała Lily, kończąc czytać artykuł o napaści na dom
czarownicy, która pisała niepochlebne notki na temat czarodzieja, zwanego
Lordem Voldemortem. Lub, jak przez większość nazywanego Sam- Wiesz- Kim.
- Dokładnie. Codziennie piszę do rodziców, żeby gdyby co
nie nadstawiali karku, straszni z nich ryzykanci – powiedziała Dorcas, jedząc
śniadanie. – Tata jest aurorem, mama niespełnionym aurorem, przez co ciągle
próbuje w czymś pomagać ojcu… Martwię się o nich – dodała.
- Moja mama była przerażona atakiem na Mary – powiedziała
Alicja, dyskretnie spoglądając na siedzącą przy stole MacDonald. Dziewczyna
wyglądała słabo i na każdy głośniejszy dźwięk, wzdrygała się. – Dobrze, że
wyzdrowiała, a ataki się nie powtórzyły, bo matka chciała mnie już zabierać z
Hogwartu.
- W gruncie rzeczy, nie wiem czy Hogwart to nie jest
najbezpieczniejsze miejsce – odparła Lily. – Tutaj, przynajmniej jak na razie,
był tylko ten jeden incydent. A poza szkołą? Ciągle się coś dzieje…
- Uch, zmieńmy temat – poprosiła Dorcas. – Oczywiście
będziecie na meczu? Strzelę dzisiaj co najmniej z dwadzieścia bramek, Puchoni
nie mają szans! – zawołała, uśmiechając się do kapitana Gryffindoru, który
właśnie się do nich dosiadł. – Cześć kapitanie, jak tam przed pierwszym meczem
sezonu? Paskudna pogoda, nie?
- Okropne warunki – stwierdził Dan. – Ale przyjdziecie
nam kibicować, prawda?
- Tak, jasne – odparła od razu Lily, w myślach sobie
wyliczając, co mogłaby zrobić pożytecznego, zamiast oglądania meczu, w dodatku
gdy padał taki deszcz. Ale Dan jej pomógł (co właściwie do niczego konkretnego
nie doprowadziło, ale załóżmy, że dziewczyna miała swoją zemstę) i chociaż tak
mogła mu okazać wsparcie.
***
Fatalne warunki pogodowe
przeszkadzały szukającemu Gryffindoru, Jamesowi Potterowi w złapaniu złotego
znicza. Okulary także nie ułatwiały tego zadania. Co chwilę je zdejmował i
przecierał skrajem i tak mokrej szaty do quidditcha.
- Potter, skup się na złapaniu znicza! – wrzasnął
kapitan, który właśnie pięknie obronił bramkę. – Mamy odpowiednią przewagę,
możemy wygrać!
James skinął głową i
spróbował cokolwiek dostrzec poprzez zalane przez wodę okulary. Spojrzał na
szukającego Hufflepuffu, który nagle zerwał się do lotu i również to dostrzegł.
Złoty błysk nad przeciwną stroną boiska. Nachylił się nad trzonkiem miotły i
poleciał po wygraną.
***
Wieża Gryffindoru była tego
wieczoru miejscem najgłośniejszym i z pewnością najradośniejszym w całej
szkole. Drużyna quidditcha, wygrała swój pierwszy mecz, co było powodem do
świętowania.
Remus rzucił na pokój
wspólny zaklęcie wyciszające – nie chciał mieć problemów z rozwścieczoną
profesor McGonagall.
Za to reszta Huncwotów
gdzieś zaginęła i po godzinie wróciła z wielkimi zapasami jedzenia i picia.
- Jak oni to robią? – zapytała Lily, marszcząc czoło.
Doskonale wiedziała, że pokarmu nie można wyczarować. Ostatecznie można
przywołać, o ile się wie skąd…
- Czary, Evans – odparł Syriusz, który usłyszał pytanie
rudowłosej. – Czysta magia – dodał kpiąco i ruszył do kącika muzycznego, aby
podgłośnic lecącą piosenkę.
- Jestem pod wrażeniem – zagaiła Dorcas, wkładając Lily w
rękę szklankę piwa kremowego. – W godzinę zorganizowali całkiem niezłą imprezę.
- Pod tym względem są niewiarygodni – dodała Alicja,
podchodząc do przyjaciółek z Frankiem.
- A ja nadal nie rozgryzłem, jak oni to robią… -
powiedział Frank, na co Alicja zachichotała.
- Jesteś nierozgarnięty – skomentowała brunetka i
pocałowała chłopaka. – Zatańczmy wreszcie!
***
Świętowanie powoli
przeradzało się w regularną popijawę. Syriusz tańczył z butelką po Whisky
Ogdena, Peter siedział w fotelu i czuł zawroty głowy, a James, który wcale za
dużo nie wypił, patrzył na rozmawiającą z Moore’m Lily. Wypił łyk Ognistej i
ruszył w kierunku dziewczyny.
- Evans, zatańczysz? – zapytał, licząc na to, że może
dziewczyna nie będzie na tyle podła, żeby mu odmówić przy tych wszystkich
ludziach.
Lily zmarszczyła brwi.
Właściwie,
czemu nie? Pomyślała i skinęła głową.
- No dobra, to dziwne – powiedział James, gdy poleciała
jakaś wolna piosenka, a Lily lekko objęła ramionami jego kark.
- Tylko nic sobie nie myśl, to zwykła wdzięczność –
odparła szybko Lily. Wolała, żeby Potter nie wyobrażał sobie niewiadomo czego.
- Wdzięczność? – nie załapał James.
- Mama przysłała mi list, był u nich twój ojciec. Rzucił
zaklęcia ochronne, jestem ci za to naprawdę wdzięczna – powiedziała Lily,
patrząc chłopakowi prosto w oczy.
- Ach, więc tańczymy razem tylko dlatego, że byłem na
tyle uprzejmy, aby poprosić ojca o pomoc? – dopytał James, czując wielkie
rozczarowanie.
- Tak, ale… - zaczęła. – Nie naciskaj Potter, i ciesz się
chwilą – skończyła szybko.
- Jeżeli tylko to mi pozostaje – westchnął chłopak i
przysunął się bliżej dziewczyny.
Piosenka dobiegła końca,
zdecydowanie za szybko.
***
Dorcas Meadowes była
postrzegana przez większość uczniów, którzy ją znali, i nauczycieli jako
przykład typowego „zdolnego lenia”. Mogłaby zdobywać same Wybitne, jeżeli tylko
trochę przyłożyłaby się do nauki. Lecz Dorcas wolała cały wolny czas, poświęcać
na treningi quidditcha, oraz flirty z chłopakami. Jednak pewien wieczór,
zupełnie zmienił jej postrzeganie świata.
- Panno Meadowes, zapraszam do gabinetu dyrektora –
powiedziała profesor McGonagall, spoglądając na roześmianą uczennicę, siedzącą
na obiedzie z przyjaciółmi.
Dorcas zmarszczyła czoło
(była pewna, że nic nie przechlapała!) i ruszyła za nauczycielką. Nie
wiedziała, że ta wizyta zmieni całe jej życie.
***
Lily pisała wypracowanie na
Eliksiry, gdy do dormitorium wpadła przeraźliwie blada Dorcas.
- Co się stało? – zapytała przerażona, patrząc na
milczącą czarnowłosą.
- Mój ojciec… On nie żyje – powiedziała Dorcas, nadal nie
mogąc w to uwierzyć.
Lily zamurowało.
- Dorcas, tak mi przykro – wyszeptała, obejmując
koleżankę. – Ja… nie wiem co powiedzieć, to okropne.
- Nic nie mów – odparła dziewczyna. – Tylko zostań przy
mnie, dobrze? – wyszeptała, czując łzy spływające po policzkach.
***
Listopada powoli chylił się
ku końcowi. Spadł pierwszy w tym roku śnieg, który równomiernie pokrył błonia
oraz Zakazany Las, białą czapą. Zwierzęta pochowały się do swoich norek, nawet
Psotnik, pies gajowego Hogwartu, spędzał całe dnie, przy rozpalonym palenisku
w domu swojego pana.
Jedynymi istotami, które
zupełnie nie przejmowały się mrozem i sporą ilością śniegu, były: pies, jeleń,
szczur, oraz wilkołak.
Była pełnia, czyli czas, gdy
najgorsze potwory opanowują ciemne zakamarki lasu.
Jeleń, z wielkim porożem
szedł przodem. Dumnie stąpał po wysokich zaspach i co jakiś czas odrzucał
głowę. Wprawne oko, mogłoby w tym geście dostrzec podobieństwo do pewnej osoby…
Pies, wesoło merdając
ogonem, biegał wokół jelenia, którego od czasu do czasu kąsał w kopyto, tak dla
draki.
Gruby szczur, swoimi małymi
łapkami, trzymał się mocno gęstej grzywy psa, aby nie spaść i się gdzieś nie zgubić.
Szczur był przerażony tą możliwością, więc jeszcze mocniej chwycił łapkami
delikatną sierść psa i przywarł do niego, swoim całym, grubym ciałkiem.
Za to wilkołak siał postrach
wśród wszystkich leśnych zwierząt, które akurat teraz, popełniły ten błąd i
wybrały się na łowy.
Nie był to dla nich dobry czas, wilkołak podczas pełni był
bezwzględny. Często rozszarpywał swoimi ostrymi kłami, lub pazurami małe
gryzonie, ptaki, deptał leśne runo. Był zagrożeniem dla większości mieszkańców
Zakazanego Lasu…
Ta wielce niedobrana czwórka
zwierząt, raz w miesiącu, podczas pełni księżyca penetrowała okolicę Hogwartu
oraz okolicznej wioski.
A tą czwórką zwierząt, byli
uczniowie tej szkoły.
Trzech niezarejestrowanych
animagów, oraz jeden ugryziony przez wilkołaka w dzieciństwie chłopak.
Ciekawe tajemnice, mają ci
Huncwoci, nieprawdaż?
***
Witam! Dziewczyny, kobiety, wszystkiego najlepszego z okazji naszego święta! Dostałyście kwiatka? Byłam nieźle zdziwiona, gdy do kawy w Starbucks'ie dostałam podwiędniętego tulipana :) Jakby nie było, wszystko układało mi się dzisiaj świetnie i chociaż spałam tylko trzy godziny, nadal tryskam energią! Także może coś napiszę. Tak przy okazji, co ze mną jest nie tak - gdy nic nie napiszę przez dwa dni, mam wyrzuty sumienia :| Hm, i niestety ale muszę się do czegoś przyznać... Popełniłam okropny, niewybaczalny błąd... Obejrzałam "50 twarzy Greya", haha, straszne to było, cały czas się głupio podśmiewałam - zryty mózg. A i mam dla was fajny artykuł --> http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138589,17521955,Zalozyli_szkole_czarodziejow__a_teraz_chca_kupic_w.html#TRwknd
Ciekawe, nie? Miłego tygodnia życzę :) (Oby nadchodzący poniedziałek nie był tak okropny jak się zazwyczaj wydaje...)
Świetny rozdział.
OdpowiedzUsuńWszystkiego najlepszego i dziękuje za życzenia xD opowiadanie powoli się rozkręca, a Lilka przełamuje :D teraz tylko czekać do środy i zobaczyć co będzie dalej :) rozdział super, mega, niesamowicie świetny xx
OdpowiedzUsuńLily się rozkręca hihihi :D Też dostałam kwiatka :D i to nawet dwa :P A ja dalej nie widziała 50TG haha i dobrze mi z tym !!! Może kiedyś ;P A co do nadchodzącego poniedziałku to taki straszny się nie wydaje z wizją leżenia w łóżku z chorobą . Ale zawsze to jeden poniedziałek bez szkoły :D Ej zamiast komentować świetność rozdziału to sobie tu "gadam" z Tobą :D haha no dobra świetny rozdział i do następnej ;)
OdpowiedzUsuń