czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 2



Październik 1976


Drugi miesiąc pobytu w Hogwarcie powitał uczniów paskudną pogodą. Codzienne opady deszczu, sprawiły, że szkolne błonia rozmokły, co skutkowało paskudnym dźwiękiem, wydawanym przez obuwie, przy przechodzeniu do szklarni na Zielarstwo. Bo nikt normalny, nigdzie indziej się nie wybierał.
Oczywiście, z wyjątkiem. Tym wyjątkiem była zawzięcie ćwicząca drużyna Gryffindoru.
            - Dan, czy ten trening był naprawdę konieczny? – zapytała przemoczona Dorcas Meadowes, wyżynając sobie włosy z wody.
            - Wszystko dla pucharu, zapamiętaj to Meadowes! – odparł kapitan, kierując się do szatni. – Pamiętajcie, w sobotę też mamy trening! – zawołał i ruszył w kierunku pryszniców.
            - I co z tym eliksirem? – zapytał Syriusz, patrząc na ocierającego okulary Jamesa. – Myślałem, że szybciej go podasz Evans, a ty na coś wyczekujesz…
James skrzywił się lekko.
            - Nie jestem pewien – odparł, zgodnie z prawdą.
Zdziwiony Syriusz uniósł brwi.
            - Przestań, będzie zabawnie! Oddana i rozkochana Evans, to będzie czad! – zawołał, zdejmując ochraniacze.
            - Taa, będzie zabawnie – odparł James. 
Pierwszy raz w życiu, myślał o konsekwencjach swoich działań. Ale i to, nie odwiodło go od zamierzonego celu…
***

Severus Snape przyglądał się swojej byłej przyjaciółce, znad dwóch stołów, które oddzielały uczniów Slytherinu od Gryfonów.
            - Snape, przyjdziesz dzisiaj na spotkanie? Czy tchórzysz? – zapytał Mulciber, krzywiąc się, gdy zauważył gdzie patrzył Ślizgon.
            - Będę – odparł Snape, ledwo ruszając ustami.
Myślał o konsekwencjach swoich działań. Ale nie odwiodło go to, od wcześniej obranego kierunku.

***

Gdyby Lily Evans wiedziała skąd się wzięły czekoladki* na jej łóżku, zapewne nie poczęstowałaby się jedną. Ale nie wiedziała, a dzisiaj nie zdążyła na śniadanie, przez co była taka głodna!
            - Gdzie jest James?! – zapytała wysokim głosem, spoglądając na zaskoczoną Alicję.
          - Widziałam go w pokoju wspólnym. Znowu coś przeskrobał? – zapytała, dziwiąc się, ekscytacji przyjaciółki.
            - Oczywiście, że nie! James jest ideałem! I go kocham… Muszę go znaleźć! – zawołała i szybko wybiegła z dormitorium.
Niczym błyskawica zbiegła po schodach i zobaczyła go! Stał przy kominku, taki przystojny, uśmiechnięty.
Niczym torpeda podbiegła do niego i rzuciła się w jego ramiona.
            - Nie myślałem, że to odniesie taki skutek – skomentował zachowanie dziewczyny Syriusz.
            - Co jej jest? – zapytał Remus, gdy w gwarnym dotąd pokoju, zapadła głucha cisza. Wszyscy patrzyli w jeden punkt, w którym to James Potter całował się z Lily Evans.
            - Amortencja – wyjaśnił Syriusz, na co Remus szeroko otworzył oczy. – Nic nie mów Lunatyku, to chyba nie był dobry pomysł – skomentował Syriusz, z niepokojem patrząc jak Rogacz jest ciągnięty przez dziewczynę w stronę męskich dormitoriów.
            - Ona go za to zabije… - powiedział Remus, ruszając za Syriuszem, oraz rozcałowaną parą.

***

            - Tutaj będziemy sami – powiedział James, wprowadzając Lily do Skrzydła Szpitalnego.
Z pewnością nie spodziewał się aż takich wyników „żartu”. Gdy zorientował się, że Evansówna, chce go najzwyczajniej w świecie zaciągnąć do łóżka, spasował.
Nie mógł jej tego zrobić, przecież coś do niej czuł! Ba, nie takie tam coś! Chyba był w niej zakochany…
            - To dobrze, już się nie mogłam doczekać – stwierdziła, przytulając się do niego mocno i pocałowała go za uchem. – Uwielbiam twoje włosy, są takie… miękkie. Jak futro kota – dodała, po zastanowieniu.
James uśmiechnął się.
            - Słucham? – zapytała pani Pomfrey, wychodząc ze swojego pokoiku. Trochę się zdziwiła, widząc uśmiechniętego Gryfona i przytuloną do niego dziewczynę.
            - Zażyła Amortencję – wyszeptał chłopak, wskazując na rudowłosą.
Pani Pomfrey przeżyła mały szok.
            - Jak to? Skąd ją wzięła? – zapytała i ruszyła do swojego składziku z eliksirami.
           - Warzyliśmy na Eliksirach i chyba niechcący wypiła – odparł James, czując lekkie wyrzuty sumienia. Evans „niechcący” pijąca Amortencję! To dobre.
            - Kochana, wypij – powiedziała pani Pomfrey i podała Lily szklankę z czerwonym płynem.
            - Muszę?! – wyjęczała, spoglądając na Jamesa.
            - Musisz – odparł z żalem. – Ale możesz coś dla mnie zrobić?
            - Co tylko zechcesz! – powiedziała zapalczywie dziewczyna.
            - Powiedz, że mnie kochasz – poprosił szeptem, tak, aby krążąca niedaleko pani Pomfrey nie usłyszała.
            - Oczywiście, że cię kocham, głuptasku – odparła Lily i wypiła zawartość szklanki.

***

            - W życiu nikt mnie tak nie upokorzył! Jesteś zwykłym kretynem, Potter! – wykrzyczała Lily, gdy doszli do wejścia do Wieży. – Nie myśl, że ci to kiedykolwiek wybaczę! Czy ty pomyślałeś co poczuję?! Merlinie, czy ktoś nas widział?! – krzyczała.
Weszli do pokoju wspólnego, w którym po raz drugi tego dnia zapadła zupełna cisza.
            - Rozumiem – wyszeptała Lily i szybko wbiegła po schodach do damskiego dormitorium.
James spojrzał za znikającą na schodach dziewczyną i głośno westchnął.
            - Czego się gapicie? – warknął, zwracając się do jakiś czwartoklasistów. – Do nauki!

***

            - Rogaczu, to był zły pomysł – stwierdził Syriusz, spoglądając na siedzącą w kącie pokoju wspólnego rudowłosą. – Rzuca ci takie spojrzenia… Frank powiedział, że Alicja mu mówiła, że najpierw Evansówna płakała, następnie zaczęła cię wyklinać, po to żeby stwierdzić, że się na tobie zemści. Co jak co, ale zemsta Evans może być okropna… - dodał szeptem, udając że wcale nie patrzy w stronę trzech dziewcząt.
            - Wiem, że to był zły pomysł, jestem tego świadom – odparł James. Czuł okropne wyrzuty sumienia, oraz martwił się tym, że Evans już nigdy się do niego nie odezwie… A o randce to może zapomnieć! – Lunatyku, czemu mnie nie powstrzymałeś?
            - Bo nic o tym nie wiedziałem? James, naprawdę nie rozumiem jak mogłeś jej to zrobić! Przecież mówiłeś, że coś do niej czujesz… Tak się nie postępuje z osobami, które się chociażby lubi – odparł Remus. Był zły na przyjaciela. Lubił Lily i nie mógł zrozumieć postępowania Jamesa.
            - Chyba rzeczywiście jestem kretynem… - powiedział James, spoglądając na szepczące dziewczyny. Przeszył go dreszcz, gdy Evans rzuciła mu spojrzenie. Mówiło: „Nie znasz dnia, ani godziny, ale bądź pewien, że cię dopadnę”. – Jestem cholernym kretynem.

***

            - Dzięki Dorcas za wsparcie, nie myślałam, że ee… - zaczęła Lily, spoglądając na czarnowłosą.
            - Wiem, myślałyście, że jestem pusta i tępa, bo nie uczę się tak dobrze jak wy – odparła Dorcas. – Ale wiecie, girls power! Dziewczyny muszą się trzymać razem, a jak faceci wycinają im takie paskudne żarty, to uch, różdżka się w kieszeni otwiera – dodała.
            - Pytanie, co zrobimy, żeby ukarać tego głupka? Black pewnie miał z tym coś wspólnego, Frank nie chce gadać, ale przecież mieszka z nimi w dormitorium, na pewno coś słyszał! Chyba go zaszantażuję, dam mu szlaban na całowanie i od razu zacznie gadać! – powiedziała Alicja, posyłając Potterowi oburzone spojrzenie.
            - Taa, dałabym sobie różdżkę złamać, że Black miał w tym swój udział… - powiedziała Dorcas. – Musimy go jakoś poniżyć… Oni ciągle kogoś poniżają, nie mówiąc o Snape’ie. Wiecie, nie lubię kolesia, jest naprawdę obleśny, bez urazy Lily, ale przesadzają! Musimy zrobić coś, żeby zapamiętał to na długo… I chyba mam doskonały pomysł! O Merlinie, jestem genialna. To iście diabelski plan. Więc słuchaj, ma nowa przyjaciółko…

***

            - Snape, przyszedłeś! – powiedział Mulciber, spoglądając na ponurego czarnowłosego. – Doskonale, jesteśmy wszyscy. Każdy wie, czego Czarny Pan od nas oczekuje. Wytępienia szlam. Wytężonej nauki czarnej magii. Doskonalenia umiejętności. Musimy zaplanować parę akcji, znaleźć wtyki w innych domach… Najciężej będzie z tymi cholernymi Gryfonami, ale i wśród nich, znajdziemy jakieś słabe jednostki. Zacznijmy planowanie pierwszej akcji, podczas której poćwiczymy Cruciatusa. Młode Gryfiątka, będą odpowiednim celem…
Severus spojrzał na podekscytowane twarze kilkunastu Ślizgonów, i pomyślał, że może jednak popełnił błąd. Od którego nie będzie odwrotu.

***

            - Zgodził się?! – zapytała Alicja. Od jakże zabawnego dowcipu Pottera, minął już tydzień, podczas którego dziewczyny planowały zemstę.
            - Zgodził – potwierdziła Dorcas, i spojrzała na bladą Lily. – Dasz radę dziewczyno! Trochę poudajecie, Potter pęknie z zazdrości!
            - No nie wiem, wiecie, ja nie jestem taka, to chyba zły pomysł… - odparła Lily.
            - To doskonały plan! Dan będzie na ciebie czekał o 8, jutro na śniadaniu. Odstrzel się, żeby Potterowi gały wyskoczyły, haha, jestem pewna, że będzie was śledził na wypadzie do Hogsmeade! – powiedziała Dorcas, śmiejąc się ze swoich wyobrażeń. – A co do Blacka to spoko, ja się nim zajmę…
Lily kiwnęła głową.
Popełniam błąd, to pewne, pomyślała. Ale już nie było odwrotu.

***

Huncwoci siedzieli na sobotnim śniadaniu i omawiali zakupy.
            - Najpierw pójdziemy do Zonka, skończyły się łajnobomby, musimy uzupełnić zapasy. Cukierki wywołujące czkawkę się skończyły, proszek po którym Smark się tak zabawnie drapał... – wyliczał Syriusz.
            - Tak, a mi się skończyły cukrowe pióra- wtrącił się Peter.
            - Bo żresz je na potęgę – odparł James i spojrzał w stronę drzwi prowadzących do Wielkiej Sali. – O cholera… - westchnął. Reszta Huncwotów spojrzała w tym samym kierunku.

***

            - Dzięki, że mi pomagasz, wiem że Potter jest w drużynie, pewnie czujesz się przez to okropnie, ale… - paplała Lily, czując na sobie spojrzenia uczniów.
            - Wcale nie czuję się okropnie! Potterowi trzeba przytrzeć nosa, nie martw się, oboje na tym zyskamy – odparł Dan i mocniej ścisnął dłoń dziewczyny.
Zaczął się zastanawiać, czemu przedtem jej nie zauważał. Była naprawdę ładna, oczywiście o ile ktoś gustował w rudych dziewczynach, ze sporą ilością piegów… 
Ale Danowi to wcale nie przeszkadzało, a nawet wydało się całkiem urocze. A poza tym mina Pottera! Aż nie mógł się jej doczekać.
            - Zobacz, mamy tutaj wolne miejsca! – zawołał, udając podekscytowanie. Usadowili się z Lily naprzeciwko zszokowanych Huncwotów, oraz wściekłego Jamesa. – Proszę usiądź. Zaraz ci opowiem, co zaplanowałem na naszą pierwszą randkę! Same świetne rzeczy… Zaczniemy w herbaciarni u pani Puddifoot, wypijemy świetną czekoladę, następnie wstąpimy do…
            - Co wy odpierdalacie? – zapytał James, zaciskając ręce w pięści. Miał ochotę walnąć Moore’a, w tą jego przystojną facjatę i zetrzeć ten ironiczny uśmieszek, którym go obdarzył.
            - Potter, wyrażaj się! – warknęła Lily i spojrzała na Dana. – Nie twoja sprawa co robię, a tym bardziej z kim.
            - Nie moja?! – zawołał, czując, że zaraz wybuchnie. – Jak to nie moja? Oczywiście, że moja!
            - Rogaczu, tak w gruncie rzeczy, nie twoja – przerwał Syriusz, czując co zaraz może nastąpić. – Spadamy. Miłej randki – dodał, krzywiąc się. Razem z Remusem, odciągnął wyrywającego się Jamesa i wyszli z Wielkiej Sali.

***

            - Nigdy tu nie byłam – stwierdziła Lily, przyglądając się wnętrzu kawiarni. Które tak swoją drogą, było całkiem przyjemne. Małe, okrągłe stoliki z wygodnymi krzesłami, unoszące się aromaty ciepłych napoi, oraz świeżych ciast.
            - To miejsce stricte na randki – odparł Dan, przeglądając menu. – To co, po czekoladzie?
            - Jasne. Jeszcze raz chciałam ci podziękować, mało który chłopak, miałby na tyle odwagi, żeby zadzierać z Potterem i jego bandą. W sensie, wiesz, chyba uderzyliśmy w jego czuły punkt. Zachowywał się jak kretyn, co niby nie różni się od jego codziennego sposobu bycia, ale, rozumiesz? – zapytała Lily, czując, że coś kręci.
            - Rozumiem – odparł Dan, uśmiechając się lekko. – A Potterem się nie przejmuj, to zwykły, rozhukany dzieciak.
            - Tak, chyba masz rację – powiedziała Lily, i uśmiechnęła się do swojego sprzymierzeńca.

***

            - Jak ona może, no jak?! – zawołał James. Siedzieli w czwórkę w Trzech Miotłach i popijali kremowe piwo.
            - Wiesz, raczej może – odparł Syriusz, znudzony już tematem Evans i jej podboju, w postaci kapitana drużyny Gryfonów. – Nie ma chłopaka, więc może się spotykać z kim chce.
            - Mnie odrzuca od roku! A jego, tego, tego… tego palanta! Trzyma go za rękę i… Zaraz, co ten kretyn mówił? Będę u Puddifoot? Idę tam! – zawołał James i szybko wypadł z pubu.
            - Będzie niezła draka – stwierdził Remus, ruszając za przyjaciółmi.

***

            - Rogaczu, nie ma co postępować pochopnie – powiedział Syriusz. – Evans na pewno źle się bawi... Z takim nudziarzem jak Moore, to żadna dziewczyna nie idzie na drugą randkę – dodał z pewnością.
            - Nic mnie to nie obchodzi – stwierdził James. – Ze mną nie chciała się umówić, a z nim tak?!
            - James, a nie pomyślałeś, że może to robi przez to co zrobiłeś? – zapytał całkiem logicznie Remus. – Zraniłeś ją, więc chce ci się tak odgryźć. Zresztą, co zrobisz, wpadniesz tam i co pobijesz go? Wyzwiesz na pojedynek? Co ci z tego przyjdzie? Tylko to, że Lily cię znienawidzi! – dodał, czując że wytacza ciężkie działa.
            - Znienawidzi? – zapytał James. Spojrzał na poważnego Lunatyka, następnie na cichego Glizdogona i wreszcie na Łapę. – Też tak myślicie?
            - Tak – odważył się Peter.
            - Jasne, że tak! Lunio jak zwykle ma rację! Musisz odpuścić, Evans nie jest głupia, nie pójdzie na następną „randkę” z takim nudziarzem, nie ma szans – powiedział Syriusz. – A teraz w końcu chodźmy do tego Zonka…

***

            - Było naprawdę miło, dziękuję – powiedziała Lily, gdy wraz z Danem szli w kierunku Wieży.
            - Cała przyjemność po mojej stronie – odparł Dan. – I mówię to zupełnie serio, chyba rozumiem, czemu Potter tak za tobą lata... – dodał, spoglądając na zarumienioną dziewczynę.
Lily uśmiechnęła się i weszła do pokoju wspólnego.

***

Następne dni października mijały całkiem spokojnie. Lily chwilę cieszyła się swoją „zemstą”, która przerodziła się w nową przyjaźń. Dan okazał się naprawdę cudownym przyjacielem. Był równie ambitny, co rudowłosa, więc sporo czasu spędzali razem w bibliotece na nauce, bądź w pokoju wspólnym Gryfonów, na odrabianiu prac domowych.
James przez to chodził zły. Wszystko go denerwowało, uczniowie, na których się potajemnie wyżywał, nauczyciele, którzy dawali mu mnóstwo szlabanów, dwa nieudane żarty, które sknocił Syriusz z Peterem, a w szczególności irytował go Dan Moore, który nagle zaczął cały swój wolny czas spędzać z Evans.
I tak październik chylił się ku końcowi, a James nie wiedział na czym stoi. Oczywiście, nie było mowy o tym, żeby zrezygnował z Evans! Nie i tyle. Musiał ją w końcu zdobyć, powoli stawało się to jego obsesją. Obsesyjnie o niej myślał, wodził za nią wzrokiem, a czasem nawet śledził pod peleryną - niewidką, żeby go nie zauważyła.
            - Lunatyku masz dziś patrol z Evans? – zapytał James, patrząc na szykującego się Remusa.
            - Tak – odparł Remus.
            - Zrobiłbyś coś dla mnie? – zapytał James. Remus głośno westchnął i kiwnął głową.
            - Podpytaj Evans o Moore’a, ale delikatnie! Nie tak jak wtedy o Smarka. Wiesz, tak żeby się nie wkurzyła.
Remus skinął i szybko wyszedł z dormitorium.

***

            - Brrr, ale zimno! – powiedziała Lily, gdy już krążyli po zamku od dobrej godziny. Patrole zostały ostatnio podwojone i przedłużone. Po zamku krążyły różne paskudne historie o atakach na młodszych uczniów, co skłoniło nauczycieli oraz prefektów do częstych nocnych patroli i obchodów wszystkich zakątków szkoły.
            - Dokładnie, przydałoby się ogrzewanie – odparł Remus i wyczarował małą kulę od której buchało przyjemne ciepło. – Dawno nie rozmawialiśmy, co u ciebie?
            - Och, po staremu. Wiesz, mnóstwo nauki, a mało czasu. Dan mi ciągle powtarza, że za dużo się uczę, ale sam nie jest lepszy – powiedziała z uśmiechem.
            - Spędzasz sporo czasu z Danem – zauważył Remus. Lily spojrzała na niego zdziwiona.
            - Zauważyłeś to? Tak, spędzamy ze sobą sporo czasu. Dan jest świetnym kompanem do nauki, prawie tak dobrym jak ty – zażartowała.
Remus skinął głową. Był pewien, że między tą dwójką nie dzieją się żadne romantyczne historie.

***

Było już dawno po ciszy nocnej, gdy Mary MacDonald wracała do Wieży Gryffindoru. Zasiedziała się ze swoją przyjaciółką z Ravenclawu, na Wieży Astronomicznej, na której to uwielbiały oglądać gwiazdy. Ale jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby aż tak długo się zasiedziały!
            - Masz omamy, idiotko – wyszeptała do siebie, oglądając się.
Słyszała jakieś dziwne hałasy, przez co przyśpieszyła kroku. Wczoraj słyszała plotki o atakach na uczniów, ale przecież to tylko plotki, prawda? Nie ma się czym przejmować…
            - Crucio! – usłyszała. Nie zauważyła napastnika, poczuła tylko przeszywający całe ciało ból. Po paru minutach tortur, zemdlała.

***

            - Słyszałaś? – zapytał Remus. Odwrócił się w kierunku zachodniej części zamku. – Ktoś… krzyczał?
            - Idziemy – zdecydowała Lily i puściła się biegiem. Im bardziej się zbliżali, tym krzyki stawały się głośniejsze. Aż w końcu ucichły. – Och – jęknęła, widząc leżącą na podłodze blondynkę.
            - Ty będziesz następna, szlamo – wyszeptała zakapturzona postać, po czym zniknęła.

***

*Wszystko pomyliłam... Amortencję trzeba podawać osobiście, i osoba pijąca ją powinna spojrzeć na osobę podającą... Przepraszam, musiałabym poprawiać spory kawał rozdziału, a tak trochę mi się nie chciało :| Więc zostawiłam jak napisałam, ale wiecie o co mi chodziło. Następne rozdziały wydają mi się lepsze, bo ten jest do kitu. 
Rozdział 3 ukaże się w poniedziałek (lub w niedzielę wieczorem, o ile wrócę żywa z uczelni :)

3 komentarze:

  1. Boże Rogacz jak mogłeś podać Lily Amortencje ? Mówiła nie podawaj jej bo będzie gorzej. Rozdział świetny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wszystko musi być tak jak na prawdę ;P To twoja historia i mozesz podawać Amortencje jak tylko chcesz :) Ale i tak nie mogę wybaczyć Rogasiowi że ją podał :( Do następnej ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No Rogaś nie jest taki głupi xDD Co do Amortencji to się nie przejmuj bo ja o tym zapomniałam lol rozdział ymm.. ja zwylke niesamowity kocham wszystko co piszesz ;) czekam na next xx

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.