Październik
1976
Drugi miesiąc pobytu w
Hogwarcie powitał uczniów paskudną pogodą. Codzienne opady deszczu, sprawiły,
że szkolne błonia rozmokły, co skutkowało paskudnym dźwiękiem, wydawanym przez
obuwie, przy przechodzeniu do szklarni na Zielarstwo. Bo nikt normalny, nigdzie
indziej się nie wybierał.
Oczywiście, z wyjątkiem. Tym
wyjątkiem była zawzięcie ćwicząca drużyna Gryffindoru.
- Dan, czy ten trening był naprawdę konieczny? – zapytała
przemoczona Dorcas Meadowes, wyżynając sobie włosy z wody.
- Wszystko dla pucharu, zapamiętaj to Meadowes! – odparł
kapitan, kierując się do szatni. – Pamiętajcie, w sobotę też mamy trening! –
zawołał i ruszył w kierunku pryszniców.
- I co z tym eliksirem? – zapytał Syriusz, patrząc na
ocierającego okulary Jamesa. – Myślałem, że szybciej go podasz Evans, a ty na
coś wyczekujesz…
James skrzywił się lekko.
- Nie jestem pewien – odparł, zgodnie z prawdą.
Zdziwiony Syriusz uniósł
brwi.
- Przestań, będzie zabawnie! Oddana i rozkochana Evans,
to będzie czad! – zawołał, zdejmując ochraniacze.
- Taa, będzie zabawnie – odparł James.
Pierwszy raz w
życiu, myślał o konsekwencjach swoich działań. Ale i to, nie odwiodło go od
zamierzonego celu…
***
Severus Snape przyglądał się
swojej byłej przyjaciółce, znad dwóch stołów, które oddzielały uczniów
Slytherinu od Gryfonów.
- Snape, przyjdziesz dzisiaj na spotkanie? Czy tchórzysz?
– zapytał Mulciber, krzywiąc się, gdy zauważył gdzie patrzył Ślizgon.
- Będę – odparł Snape, ledwo ruszając ustami.
Myślał o konsekwencjach
swoich działań. Ale nie odwiodło go to, od wcześniej obranego kierunku.
***
Gdyby Lily Evans wiedziała
skąd się wzięły czekoladki* na jej łóżku, zapewne nie poczęstowałaby się jedną.
Ale nie wiedziała, a dzisiaj nie zdążyła na śniadanie, przez co była taka
głodna!
- Gdzie jest James?! – zapytała wysokim głosem, spoglądając
na zaskoczoną Alicję.
- Widziałam go w pokoju wspólnym. Znowu coś przeskrobał?
– zapytała, dziwiąc się, ekscytacji przyjaciółki.
- Oczywiście, że nie! James jest ideałem! I go kocham…
Muszę go znaleźć! – zawołała i szybko wybiegła z dormitorium.
Niczym błyskawica zbiegła po
schodach i zobaczyła go! Stał przy kominku, taki przystojny, uśmiechnięty.
Niczym torpeda podbiegła do
niego i rzuciła się w jego ramiona.
- Nie myślałem, że to odniesie taki skutek – skomentował
zachowanie dziewczyny Syriusz.
- Co jej jest? – zapytał Remus, gdy w gwarnym dotąd
pokoju, zapadła głucha cisza. Wszyscy patrzyli w jeden punkt, w którym to James
Potter całował się z Lily Evans.
-
Amortencja – wyjaśnił Syriusz, na co Remus szeroko otworzył oczy. – Nic nie mów
Lunatyku, to chyba nie był dobry pomysł – skomentował Syriusz, z niepokojem
patrząc jak Rogacz jest ciągnięty przez dziewczynę w stronę męskich
dormitoriów.
- Ona go za to zabije… - powiedział Remus, ruszając za
Syriuszem, oraz rozcałowaną parą.
***
- Tutaj będziemy sami – powiedział James, wprowadzając
Lily do Skrzydła Szpitalnego.
Z pewnością nie spodziewał
się aż takich wyników „żartu”. Gdy zorientował się, że Evansówna, chce go
najzwyczajniej w świecie zaciągnąć do łóżka, spasował.
Nie mógł jej tego zrobić,
przecież coś do niej czuł! Ba, nie takie tam coś! Chyba był w niej zakochany…
- To dobrze, już się nie mogłam doczekać – stwierdziła,
przytulając się do niego mocno i pocałowała go za uchem. – Uwielbiam twoje
włosy, są takie… miękkie. Jak futro kota – dodała, po zastanowieniu.
James uśmiechnął się.
- Słucham? – zapytała pani Pomfrey, wychodząc ze swojego
pokoiku. Trochę się zdziwiła, widząc uśmiechniętego Gryfona i przytuloną do
niego dziewczynę.
- Zażyła Amortencję – wyszeptał chłopak, wskazując na rudowłosą.
Pani Pomfrey przeżyła mały
szok.
- Jak to? Skąd ją wzięła? – zapytała i ruszyła do swojego
składziku z eliksirami.
- Warzyliśmy na Eliksirach i chyba niechcący wypiła –
odparł James, czując lekkie wyrzuty sumienia. Evans „niechcący” pijąca Amortencję!
To dobre.
- Kochana, wypij – powiedziała pani Pomfrey i podała Lily
szklankę z czerwonym płynem.
- Muszę?! – wyjęczała, spoglądając na Jamesa.
- Musisz – odparł z żalem. – Ale możesz coś dla mnie
zrobić?
- Co tylko zechcesz! – powiedziała zapalczywie
dziewczyna.
- Powiedz, że mnie kochasz – poprosił szeptem, tak, aby
krążąca niedaleko pani Pomfrey nie usłyszała.
- Oczywiście, że cię kocham, głuptasku – odparła Lily i
wypiła zawartość szklanki.
***
- W życiu nikt mnie tak nie upokorzył! Jesteś zwykłym
kretynem, Potter! – wykrzyczała Lily, gdy doszli do wejścia do Wieży. – Nie
myśl, że ci to kiedykolwiek wybaczę! Czy ty pomyślałeś co poczuję?! Merlinie,
czy ktoś nas widział?! – krzyczała.
Weszli do pokoju wspólnego,
w którym po raz drugi tego dnia zapadła zupełna cisza.
- Rozumiem – wyszeptała Lily i szybko wbiegła po schodach
do damskiego dormitorium.
James spojrzał za znikającą
na schodach dziewczyną i głośno westchnął.
- Czego się gapicie? – warknął, zwracając się do jakiś
czwartoklasistów. – Do nauki!
***
- Rogaczu, to był zły pomysł – stwierdził Syriusz,
spoglądając na siedzącą w kącie pokoju wspólnego rudowłosą. – Rzuca ci takie
spojrzenia… Frank powiedział, że Alicja mu mówiła, że najpierw Evansówna
płakała, następnie zaczęła cię wyklinać, po to żeby stwierdzić, że się na tobie
zemści. Co jak co, ale zemsta Evans może być okropna… - dodał szeptem, udając
że wcale nie patrzy w stronę trzech dziewcząt.
- Wiem, że to był zły pomysł, jestem tego świadom –
odparł James. Czuł okropne wyrzuty sumienia, oraz martwił się tym, że Evans już
nigdy się do niego nie odezwie… A o randce to może zapomnieć! – Lunatyku, czemu
mnie nie powstrzymałeś?
- Bo nic o tym nie wiedziałem? James, naprawdę nie
rozumiem jak mogłeś jej to zrobić! Przecież mówiłeś, że coś do niej czujesz…
Tak się nie postępuje z osobami, które się chociażby lubi – odparł Remus. Był
zły na przyjaciela. Lubił Lily i nie mógł zrozumieć postępowania Jamesa.
- Chyba rzeczywiście jestem kretynem… - powiedział James,
spoglądając na szepczące dziewczyny. Przeszył go dreszcz, gdy Evans rzuciła mu
spojrzenie. Mówiło: „Nie znasz dnia, ani godziny, ale bądź pewien, że cię
dopadnę”. – Jestem cholernym kretynem.
***
- Dzięki Dorcas za wsparcie, nie myślałam, że ee… -
zaczęła Lily, spoglądając na czarnowłosą.
- Wiem, myślałyście, że jestem pusta i tępa, bo nie uczę
się tak dobrze jak wy – odparła Dorcas. – Ale wiecie, girls power! Dziewczyny
muszą się trzymać razem, a jak faceci wycinają im takie paskudne żarty, to uch,
różdżka się w kieszeni otwiera – dodała.
- Pytanie, co zrobimy, żeby ukarać tego głupka? Black
pewnie miał z tym coś wspólnego, Frank nie chce gadać, ale przecież mieszka z
nimi w dormitorium, na pewno coś słyszał! Chyba go zaszantażuję, dam mu szlaban
na całowanie i od razu zacznie gadać! – powiedziała Alicja, posyłając Potterowi
oburzone spojrzenie.
- Taa, dałabym sobie różdżkę złamać, że Black miał w tym
swój udział… - powiedziała Dorcas. – Musimy go jakoś poniżyć… Oni ciągle kogoś
poniżają, nie mówiąc o Snape’ie. Wiecie, nie lubię kolesia, jest naprawdę
obleśny, bez urazy Lily, ale przesadzają! Musimy zrobić coś, żeby zapamiętał to
na długo… I chyba mam doskonały pomysł! O Merlinie, jestem genialna. To iście
diabelski plan. Więc słuchaj, ma nowa przyjaciółko…
***
- Snape, przyszedłeś! – powiedział Mulciber, spoglądając
na ponurego czarnowłosego. – Doskonale, jesteśmy wszyscy. Każdy wie, czego
Czarny Pan od nas oczekuje. Wytępienia szlam. Wytężonej nauki czarnej magii.
Doskonalenia umiejętności. Musimy zaplanować parę akcji, znaleźć wtyki w innych
domach… Najciężej będzie z tymi cholernymi Gryfonami, ale i wśród nich,
znajdziemy jakieś słabe jednostki. Zacznijmy planowanie pierwszej akcji,
podczas której poćwiczymy Cruciatusa. Młode Gryfiątka, będą odpowiednim celem…
Severus spojrzał na
podekscytowane twarze kilkunastu Ślizgonów, i pomyślał, że może jednak popełnił
błąd. Od którego nie będzie odwrotu.
***
- Zgodził się?! – zapytała Alicja. Od jakże zabawnego
dowcipu Pottera, minął już tydzień, podczas którego dziewczyny planowały
zemstę.
- Zgodził – potwierdziła Dorcas, i spojrzała na bladą
Lily. – Dasz radę dziewczyno! Trochę poudajecie, Potter pęknie z zazdrości!
- No nie wiem, wiecie, ja nie jestem taka, to chyba zły
pomysł… - odparła Lily.
- To doskonały plan! Dan będzie na ciebie czekał o 8,
jutro na śniadaniu. Odstrzel się, żeby Potterowi gały wyskoczyły, haha, jestem
pewna, że będzie was śledził na wypadzie do Hogsmeade! – powiedziała Dorcas,
śmiejąc się ze swoich wyobrażeń. – A co do Blacka to spoko, ja się nim zajmę…
Lily kiwnęła głową.
Popełniam
błąd, to pewne, pomyślała. Ale już nie było odwrotu.
***
Huncwoci siedzieli na
sobotnim śniadaniu i omawiali zakupy.
- Najpierw pójdziemy do Zonka, skończyły się łajnobomby,
musimy uzupełnić zapasy. Cukierki wywołujące czkawkę się skończyły, proszek po
którym Smark się tak zabawnie drapał... – wyliczał Syriusz.
- Tak, a mi się skończyły cukrowe pióra- wtrącił się
Peter.
- Bo żresz je na potęgę – odparł James i spojrzał w
stronę drzwi prowadzących do Wielkiej Sali. – O cholera… - westchnął. Reszta
Huncwotów spojrzała w tym samym kierunku.
***
- Dzięki, że mi pomagasz, wiem że Potter jest w drużynie,
pewnie czujesz się przez to okropnie, ale… - paplała Lily, czując na sobie
spojrzenia uczniów.
- Wcale nie czuję się okropnie! Potterowi trzeba
przytrzeć nosa, nie martw się, oboje na tym zyskamy – odparł Dan i mocniej
ścisnął dłoń dziewczyny.
Zaczął się zastanawiać,
czemu przedtem jej nie zauważał. Była naprawdę ładna, oczywiście o ile ktoś
gustował w rudych dziewczynach, ze sporą ilością piegów…
Ale Danowi to wcale
nie przeszkadzało, a nawet wydało się całkiem urocze. A poza tym mina Pottera!
Aż nie mógł się jej doczekać.
- Zobacz, mamy tutaj wolne miejsca! – zawołał, udając
podekscytowanie. Usadowili się z Lily naprzeciwko zszokowanych Huncwotów, oraz
wściekłego Jamesa. – Proszę usiądź. Zaraz ci opowiem, co zaplanowałem na naszą
pierwszą randkę! Same świetne rzeczy… Zaczniemy w herbaciarni u pani Puddifoot,
wypijemy świetną czekoladę, następnie wstąpimy do…
- Co wy odpierdalacie? – zapytał James, zaciskając ręce w
pięści. Miał ochotę walnąć Moore’a, w tą jego przystojną facjatę i zetrzeć ten
ironiczny uśmieszek, którym go obdarzył.
- Potter, wyrażaj się! – warknęła Lily i spojrzała na Dana.
– Nie twoja sprawa co robię, a tym bardziej z kim.
- Nie moja?! – zawołał, czując, że zaraz wybuchnie. – Jak
to nie moja? Oczywiście, że moja!
- Rogaczu, tak w gruncie rzeczy, nie twoja – przerwał
Syriusz, czując co zaraz może nastąpić. – Spadamy. Miłej randki – dodał,
krzywiąc się. Razem z Remusem, odciągnął wyrywającego się Jamesa i wyszli z
Wielkiej Sali.
***
- Nigdy tu nie byłam – stwierdziła Lily, przyglądając się
wnętrzu kawiarni. Które tak swoją drogą, było całkiem przyjemne. Małe, okrągłe stoliki
z wygodnymi krzesłami, unoszące się aromaty ciepłych napoi, oraz świeżych
ciast.
- To miejsce stricte na randki – odparł Dan, przeglądając
menu. – To co, po czekoladzie?
- Jasne. Jeszcze raz chciałam ci podziękować, mało który
chłopak, miałby na tyle odwagi, żeby zadzierać z Potterem i jego bandą. W
sensie, wiesz, chyba uderzyliśmy w jego czuły punkt. Zachowywał się jak kretyn, co
niby nie różni się od jego codziennego sposobu bycia, ale, rozumiesz? –
zapytała Lily, czując, że coś kręci.
- Rozumiem – odparł Dan, uśmiechając się lekko. – A
Potterem się nie przejmuj, to zwykły, rozhukany dzieciak.
- Tak, chyba masz rację – powiedziała Lily, i uśmiechnęła
się do swojego sprzymierzeńca.
***
- Jak ona może, no jak?! – zawołał James. Siedzieli w
czwórkę w Trzech Miotłach i popijali kremowe piwo.
- Wiesz, raczej może – odparł Syriusz, znudzony już
tematem Evans i jej podboju, w postaci kapitana drużyny Gryfonów. – Nie ma
chłopaka, więc może się spotykać z kim chce.
- Mnie odrzuca od roku! A jego, tego, tego… tego palanta!
Trzyma go za rękę i… Zaraz, co ten kretyn mówił? Będę u Puddifoot? Idę tam! –
zawołał James i szybko wypadł z pubu.
- Będzie niezła draka – stwierdził Remus, ruszając za
przyjaciółmi.
***
- Rogaczu, nie ma co postępować pochopnie – powiedział
Syriusz. – Evans na pewno źle się bawi... Z takim nudziarzem jak Moore, to żadna dziewczyna nie idzie na drugą randkę – dodał z
pewnością.
- Nic mnie to nie obchodzi – stwierdził James. – Ze mną
nie chciała się umówić, a z nim tak?!
- James, a nie pomyślałeś, że może to robi przez to co
zrobiłeś? – zapytał całkiem logicznie Remus. – Zraniłeś ją, więc chce ci się
tak odgryźć. Zresztą, co zrobisz, wpadniesz tam i co pobijesz go? Wyzwiesz na
pojedynek? Co ci z tego przyjdzie? Tylko to, że Lily cię znienawidzi! – dodał,
czując że wytacza ciężkie działa.
- Znienawidzi? – zapytał James. Spojrzał na poważnego
Lunatyka, następnie na cichego Glizdogona i wreszcie na Łapę. – Też tak
myślicie?
- Tak – odważył się Peter.
- Jasne, że tak! Lunio jak zwykle ma rację! Musisz
odpuścić, Evans nie jest głupia, nie pójdzie na następną „randkę” z takim
nudziarzem, nie ma szans – powiedział Syriusz. – A teraz w końcu chodźmy do tego
Zonka…
***
- Było naprawdę miło, dziękuję – powiedziała Lily, gdy
wraz z Danem szli w kierunku Wieży.
- Cała przyjemność po mojej stronie – odparł Dan. – I
mówię to zupełnie serio, chyba rozumiem, czemu Potter tak za tobą lata... – dodał,
spoglądając na zarumienioną dziewczynę.
Lily uśmiechnęła się i
weszła do pokoju wspólnego.
***
Następne dni października
mijały całkiem spokojnie. Lily chwilę cieszyła się swoją „zemstą”, która
przerodziła się w nową przyjaźń. Dan okazał się naprawdę cudownym przyjacielem.
Był równie ambitny, co rudowłosa, więc sporo czasu spędzali razem w bibliotece
na nauce, bądź w pokoju wspólnym Gryfonów, na odrabianiu prac domowych.
James przez to chodził zły.
Wszystko go denerwowało, uczniowie, na których się potajemnie wyżywał,
nauczyciele, którzy dawali mu mnóstwo szlabanów, dwa nieudane żarty, które
sknocił Syriusz z Peterem, a w szczególności irytował go Dan Moore, który nagle
zaczął cały swój wolny czas spędzać z Evans.
I tak październik chylił się
ku końcowi, a James nie wiedział na czym stoi. Oczywiście, nie było mowy o tym,
żeby zrezygnował z Evans! Nie i tyle. Musiał ją w końcu zdobyć, powoli stawało
się to jego obsesją. Obsesyjnie o niej myślał, wodził za nią wzrokiem, a czasem
nawet śledził pod peleryną - niewidką, żeby go nie zauważyła.
- Lunatyku masz dziś patrol z Evans? – zapytał James,
patrząc na szykującego się Remusa.
- Tak – odparł Remus.
- Zrobiłbyś coś dla mnie? – zapytał James. Remus głośno
westchnął i kiwnął głową.
- Podpytaj Evans o Moore’a, ale delikatnie! Nie tak jak
wtedy o Smarka. Wiesz, tak żeby się nie wkurzyła.
Remus skinął i szybko
wyszedł z dormitorium.
***
- Brrr, ale zimno! – powiedziała Lily, gdy już krążyli po
zamku od dobrej godziny. Patrole zostały ostatnio podwojone i przedłużone. Po
zamku krążyły różne paskudne historie o atakach na młodszych uczniów, co
skłoniło nauczycieli oraz prefektów do częstych nocnych patroli i obchodów
wszystkich zakątków szkoły.
- Dokładnie, przydałoby się ogrzewanie – odparł Remus i
wyczarował małą kulę od której buchało przyjemne ciepło. – Dawno nie
rozmawialiśmy, co u ciebie?
- Och, po staremu. Wiesz, mnóstwo nauki, a mało czasu.
Dan mi ciągle powtarza, że za dużo się uczę, ale sam nie jest lepszy –
powiedziała z uśmiechem.
- Spędzasz sporo czasu z Danem – zauważył Remus. Lily
spojrzała na niego zdziwiona.
- Zauważyłeś to? Tak, spędzamy ze sobą sporo czasu. Dan
jest świetnym kompanem do nauki, prawie tak dobrym jak ty – zażartowała.
Remus skinął głową. Był
pewien, że między tą dwójką nie dzieją się żadne romantyczne historie.
***
Było już dawno po ciszy
nocnej, gdy Mary MacDonald wracała do Wieży Gryffindoru. Zasiedziała się ze
swoją przyjaciółką z Ravenclawu, na Wieży Astronomicznej, na której to
uwielbiały oglądać gwiazdy. Ale jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby aż tak
długo się zasiedziały!
- Masz omamy, idiotko – wyszeptała do siebie, oglądając
się.
Słyszała jakieś dziwne
hałasy, przez co przyśpieszyła kroku. Wczoraj słyszała plotki o atakach na
uczniów, ale przecież to tylko plotki, prawda? Nie ma się czym przejmować…
- Crucio! – usłyszała. Nie zauważyła napastnika, poczuła
tylko przeszywający całe ciało ból. Po paru minutach tortur, zemdlała.
***
- Słyszałaś? – zapytał Remus. Odwrócił się w kierunku
zachodniej części zamku. – Ktoś… krzyczał?
- Idziemy – zdecydowała Lily i puściła się biegiem. Im
bardziej się zbliżali, tym krzyki stawały się głośniejsze. Aż w końcu ucichły.
– Och – jęknęła, widząc leżącą na podłodze blondynkę.
- Ty będziesz następna, szlamo – wyszeptała zakapturzona
postać, po czym zniknęła.
***
*Wszystko pomyliłam... Amortencję trzeba podawać osobiście, i osoba pijąca ją powinna spojrzeć na osobę podającą... Przepraszam, musiałabym poprawiać spory kawał rozdziału, a tak trochę mi się nie chciało :| Więc zostawiłam jak napisałam, ale wiecie o co mi chodziło. Następne rozdziały wydają mi się lepsze, bo ten jest do kitu.
Rozdział 3 ukaże się w poniedziałek (lub w niedzielę wieczorem, o ile wrócę żywa z uczelni :)
Boże Rogacz jak mogłeś podać Lily Amortencje ? Mówiła nie podawaj jej bo będzie gorzej. Rozdział świetny.
OdpowiedzUsuńNie wszystko musi być tak jak na prawdę ;P To twoja historia i mozesz podawać Amortencje jak tylko chcesz :) Ale i tak nie mogę wybaczyć Rogasiowi że ją podał :( Do następnej ;)
OdpowiedzUsuńNo Rogaś nie jest taki głupi xDD Co do Amortencji to się nie przejmuj bo ja o tym zapomniałam lol rozdział ymm.. ja zwylke niesamowity kocham wszystko co piszesz ;) czekam na next xx
OdpowiedzUsuń