niedziela, 1 marca 2015

Prolog



Gładka powierzchnia jeziora lśniła oślepiającym odblaskiem słońca. Na samym brzegu siedziała grupka rozchichotanych dziewcząt, które dopiero co opuściły Wielką Salę, a teraz pozdejmowały buty i skarpetki, chłodząc sobie stopy w wodzie.
Lupin wyciągnął książkę i zabrał się do czytania. Syriusz rozglądał się dookoła po uczniach rozłożonych na trawie; minę miał nieco wyniosłą i znudzoną. James bawił się zniczem, pozwalając mu odlatywać coraz dalej, ale zawsze w ostatniej chwili go chwytał. Glizdogon przyglądał się temu z otwartymi ustami. Za każdym razem, gdy Jamesowi udał się szczególnie trudny chwyt, wydawał z siebie zduszony okrzyk podziwu i bił brawo. James często spoglądał w stronę dziewcząt siedzących nad wodą.
            - Może byś już przestał, co? – odezwał się w końcu Syriusz, kiedy James złapał znicza w wyjątkowo widowiskowy sposób, a Glizdogon krzyknął z podziwu. – Bo Glizdogon posika się z wrażenia.
Glizdogon się zarumienił, a James się roześmiał.
            - Skoro ci to przeszkadza – powiedział, chowając złotą piłeczkę do kieszeni.
Syriusz Black, był chyba jedyną osobą, która mogła powstrzymać Jamesa od popisywania się.
            - Nudzę się – rzekł Syriusz. – Chciałbym, żeby już była pełnia księżyca.
            - Może ty byś chciał – mruknął ponuro Lupin zza swojej książki. – Ale mamy jeszcze transmutację, jak się nudzisz, możesz mnie przepytać… Masz. – I wyciągnął ku niemu książkę.
Syriusz prychnął.
            - Nie muszę zaglądać do tych głupot. Znam to wszystko na pamięć.
            - To cię trochę ożywi, Łapo – powiedział cicho James. – Zobacz, kto tam siedzi…
Syriusz odwrócił głowę. Zamarł bez ruchu, jak pies, który zwietrzył królika.
            - Wspaniale. Smarkerus.
Snape wstał i schował swój pergamin do torby. Kiedy wyszedł z cienia i ruszył przez trawnik, Syriusz i James też wstali. Lupin i Glizdogon pozostali na miejscu. Lupin gapił się w książkę, choć oczy mu się nie poruszały, a między brwiami pojawiła się mała zmarszczka. Glizdogon patrzył to na Syriusza, to na Jamesa, to na Snape’a z wyraźnym oczekiwaniem na twarzy.
            - W porządku, Smarkerusie? – zapytał głośno James.
Snape zareagował tak szybko, jakby się spodziewał napaści. Upuścił torbę, wsunął rękę za pazuchę i już podnosił różdżkę, gdy James wrzasnął:
            - Expelliarmus!
Różdżka Snape’a wyleciała w powietrze i upadła za nim w trawę. Syriusz parsknął śmiechem.
            - Impedimento! – krzyknął, celując różdżką w Snape’a, który zwalił się na ziemię w połowie skoku po własną różdżkę.
Porozkładani na trawie uczniowie zwrócili głowy w ich stronę. Niektórzy wstali i podeszli bliżej. Jedni mieli przerażone miny, inni byli wyraźnie rozbawieni.
Snape leżał na ziemi, dysząc. James i Syriusz zbliżali się do niego z różdżkami w  pogotowiu. James zerknął przez ramię na dziewczyny nad wodą. Glizdogon wstał, obserwując tę scenę łakomym wzrokiem, po czym obszedł Lupina, żeby mieć lepszy widok.
            - Jak ci poszedł egzamin, Smarku? – zapytał James.
            - Obserwowałem go, rył nosem po pergaminie – powiedział drwiąco Syriusz. – Na pewno tak go poplamił, że nie będą mogli odczytać ani słowa.
Tu i ówdzie rozległy się śmiechy. Najwyraźniej Snape nie cieszył się w szkole popularnością. Glizdogon zachichotał. Snape próbował wstać, ale zaklęcie wciąż działało; wił się, jakby walczył z niewidzialnymi sznurami.
            - Jeszcze zobaczymy… - wydyszał, patrząc na Jamesa z nienawiścią. – Tylko… poczekajcie…
            - Na co? – zapytał chłodno Syriusz. – Co zamierzasz zrobić, Smarku, wydmuchać sobie na nas nos?
Snape bluznął potokiem przekleństw i zaklęć, ale jego różdżka była daleko, więc żadne z zaklęć nie zadziałało.
            - Przepłucz sobie usta – wycedził James. – Chłoszczyśc!
Z ust Snape’a zaczęły się wydobywać różowe bańki mydlane, piana pokrywała mu wargi, wyraźnie się dusił…
            - ZOSTAWCIE GO!
James i Syriusz rozejrzeli się wokoło. Wolna ręka Jamesa szybko powędrowała do włosów.
Krzyknęła jedna z dziewcząt siedzących nad jeziorem. Miała grube, ciemnorude włosy, opadające jej na ramiona, i uderzająco zielone, migdałowe oczy…
            - Co jest, Evans? – zapytał James głosem, który stał się nagle uprzejmy, głębszy, jakby bardziej męski.
            - Zostawcie go – powtórzyła Lily. Patrzyła na Jamesa za odrazą. – Co on wam zrobił?
            - No wiesz… - powiedział James powoli, jakby się zastanawiał – to raczej kwestia tego, że on istnieje… jeśli wiesz, co mam na myśli…
Wielu widzów obserwujących tę scenę wybuchnęło śmiechem, w tym Syriusz i Glizdogon, ale nie Lupin, nadal pochylony nad książką. Lily też się nie roześmiała.
            - Wydaje ci się, że jesteś bardzo zabawny, tak? – zapytała chłodno. – A jesteś tylko zarozumiałym, znęcającym się nad słabszymi szmatławcem, Potter. Zostaw go w spokoju.
            - Zostawię, jak się ze mną umówisz, Evans – odrzekł szybko James. – No… nie daj się prosić… Umów się ze mną, a już nigdy więcej nie podniosę różdżki na biednego Smarka.
Za jego plecami zaklęcie spowolnienia przestało działać. Snape czołgał się powoli ku swej różdżce, wypluwając mydliny.
            - Nie umówiłabym się z tobą nawet wtedy, gdybym musiała wybierać między tobą a wielkim pająkiem – oświadczyła Lily.
            - Nie masz szczęścia, Rogaczu – rzekł Syriusz i odwrócił się w stronę Snape’a. – OJ!
Ale krzyknął za późno. Snape już celował różdżką prosto w Jamesa. Błysnęło i z policzka Jamesa trysnęła krew. Odwrócił się błyskawicznie, znowu błysnęło, i Snape wisiał już w powietrzu do góry nogami. Szata opadła mu na głowę, odsłaniając chude, blade nogi i poszarzałe gatki.
Wielu widzów zaczęło klaskać. Syriusz, James i Glizdogon ryknęli śmiechem. Rozzłoszczona twarz Lily drgnęła lekko, jakby i ona powstrzymywała uśmiech.
            - Puść go!
            - Na rozkaz! – powiedział James i szarpnął lekko różdżką.
Snape zwalił się bezwładnie na ziemię. Wyplątał się jakoś z szaty, wstał i podniósł różdżkę.
            - Petrificus Totalus! – rozległ się głos Syriusza i Snape znowu runął jak długi i zesztywniał.
            - ZOSTAWCIE GO W SPOKOJU! – krzyknęła Lily.
Teraz i ona miała już różdżkę w  ręku. James i Syriusz wpatrywali się w nią uważnie.
            - Ech, Evans, nie zmuszaj mnie, żebym zrobił ci krzywdę – powiedział James.
            - To cofnij swoje zaklęcie!
James westchnął ciężko, a potem odwrócił się do Snape’a i wyszeptał przeciwzaklęcie.
            - Bardzo proszę – powiedział, gdy Snape po raz kolejny dźwignął się na nogi. – Masz szczęście, że Evans tu była, Smarkerusie…
            - Nie potrzebuję pomocy tej małej, brudnej szlamy!
Liy zamrugała szybko.
            - Świetnie – powiedziała chłodno. – W przyszłości nie będę sobie tobą zawracać głowy. I na twoim miejscu wyprałabym gacie, Smarkerusie.
            - Przeproś ją! – ryknął James, celując różdżką w Snape’a.
            - Nie zmuszaj go, żeby mnie przepraszał! – zawołała Lily, łypiąc groźnie na Jamesa. – Jesteś taki sam jak on…
            - Co? – krzyknął James. – Ja NIGDY bym cię nie nazwał… sama wiesz jak!
            - Targasz sobie włosy, żeby wyglądać tak, jakbyś dopiero co zsiadł ze swojej miotły, popisujesz się tym głupim zniczem, chodzisz po korytarzach i miotasz zaklęcia na każdego, kto cię uraził, żeby pokazać, co potrafisz… Dziwię się, że twoja miotła może w ogóle wystartować z tobą i z twoim wielkim napuszonym łbem. MDLI mnie na twój widok.
Odwróciła się na pięcie i odeszła.
            - Evans! – zawołał za nią James. – Hej, EVANS!
Nawet się nie obejrzała.
            - Co jej się stało? – zapytał James, bezskutecznie starając się sprawić wrażenie, że go to niewiele obchodzi.
            - Czytając między wierszami, powiedziałbym, że chyba uważa cię za osobę nieco próżną – mruknął Syriusz.
            - Świetnie – rzekł James, teraz już nie kryjąc wściekłości. – Znakomicie…
Znowu błysnęło i Snape ponownie zawisł w powietrzu do góry nogami.
            - Kto chce zobaczyć, jak ściągam majtki Smarkerusowi?

Od tego momentu tak naprawdę się wszystko zaczęło…


***
Ponownie startujemy :) Ależ się wysiliłam z tym prologiem, ho ho, normalnie przepisałam z książki... :) Tak w ogóle, to czegoś nie rozumiem w tej scenie. Czy Snape pod szkolną szatą nie nosił spodni? Czy nosił ale jakieś zszarzałe? Bo wychodziłoby na to, że chodził w samych majtkach. Dziwne. Ale mam rozkminę na wieczór, nie ma co. Więc zagadka - Czy Snape nie nosił spodni pod szatą? I jak tak, to czemu? Czyżby było tak ciepło? Nie posiadał spodni? Było mu tak wygodniej? Czy to jakieś lipne tłumaczenie książki? Tyle pytań! A odpowiedzi brak :) No nic, zostawiam was z tym jakże dręczącym mnie tematem, może uda mi się dzisiaj skończyć 4 rozdział. Właśnie! Opowiadanie zaczynamy od 6 roku, ale każdy rozdział = jeden miesiąc. Czyli kumacie, rozdział 1 - wrzesień, rozdział 2 - październik itd. Chce szybko przeskoczyć szósty rok, aby jak najszybciej dotrzeć do mego (naszego?) ulubionego, czyli siódmego :) Znowu się rozpisałam... A i rozdziały chyba już nie będą publikowane tak często. Maksymalnie dwa w tygodniu. Niestety, ale brakuje mi czasu.

2 komentarze:

  1. Prolog świetny. Hmm teraz to i ja zaczynam się nad tym zastanawiać. Z tekstu wynika że pod szatą nie nosił spodni. Mam cztery opcję. Pierwsza niestac go na spodnie. Druga wszystkie pary spodni jakie posiada miał brudne a zapomniał zaklęcia które by je oczyściło. Trzecia było za gorąco. Czwarte po prostu błąd w tłumaczeniu. Czekam na kolejny twój rozdział.
    Pozdrawiamy
    Gabriela Black

    OdpowiedzUsuń
  2. założyć spodnie czy nie założyć? takie pytanie może tylko sobie zadać Smark lol nie lubie tego fragmentu książki serio pokazuje głównie James'a od złej strony i mimo że Snape'a nie lubie to jest mi go szkoda a Rogaś przesadził :/ no ale i tak go kocham więc nie ma się o co martwić xD bardzo jestem ciekawa jak rozwinie się ta historia więc z niecierpliwością czekam na next xx

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.