Zapraszam na rozdział 8, jak na razie najdłuższy ze wszystkich, 9 stron w Wordzie i ponad 3 tysiące słów :)
Październik
minął mi błyskawicznie. Nasz związek już w nikim nie wzbudzał większych emocji.
Wszyscy wiedzieli, że gdzie Evans, tam i Potter, oraz na odwrót. Muszę wam
powiedzieć, że ostatnie dwa tygodnie
były niesamowite! Ale może najpierw wróćmy do tego poranka, gdy po nocy
spędzonej w Skrzydle Szpitalnym weszliśmy razem do Wieży Gryffindoru.
-
Hasło? – zapytała niemrawym głosem Gruba Dama. Oho, chyba znowu zaszalała z
mnichami z obrazu na trzecim piętrze. Zawsze wtedy jest skacowana.
-
Ślicznotka – odpowiedział James patrząc na mnie. Gdy drzwi się otworzyły i
przecisnęliśmy się do Pokoju Wspólnego, w którym jak zawsze w weekend słychać
było podniesione rozmowy uczniów, pokrzykiwanie, śmiechy, no zwykłe niedzielne
rozluźnienie, nagle zaległa cisza. Większość osób patrzyła na nasze złączone
ręce z niedowierzaniem, lub nawet szokiem. Taak, nastał dzień, którego nikt z
nich się nie spodziewał. Potter w końcu przekonał do siebie Evans.
-
Omojboże, omójboże, wiedziałam! – zawołała Dorcas rzucając się na nas i
przygniatając z całej siły. Kto by pomyślał, że taka nieduża osóbka, ma tyle siły!
-
Wiedziałem co się święci, od momentu wtargnięcia Wiewióry kiedy się
przebierałem! Najpierw pomyślałem, że chce pooglądać moje boskie ciało, no ale
potem zrozumiałem, że jednak chodzi o Rogacz. Gratulacje stary! – taa, wywód
Blacka niektórych rozbawił, ale mnie mało obchodził. Byłam wręcz zaślepiona
szczęściem!
- No,
dzięki – odpowiedział James próbując odczepić Dor od swojego ramienia. Idąc
jakoś tak bokiem, jak jakiś dziwny krab – Black trzymał mnie za ramię, ja
Jamesa za rękę, a Dor nadal była uwieszona na potterowym ramieniu, doszliśmy do
kanapy. Sofa została oblężona przez naszych przyjaciół i nam został jeden,
marny fotel. Rogacz usiadł na nim i wskazał mi swoje kolana. OK., raz się żyje!
-
No, no, Lil, ktoś cię podmienił? – zapytała Mar widząc jak próbuję wygodnie umościć
się na trochę kościstych nogach Rogacza.
-
Możliwe – odparłam puszczając blondynce oko. Siedzieliśmy gadając kiedy Black
zawołał:
-
Och, weźcie, jestem za młody, żeby zostać wujkiem! – hm, James tylko lekko
pogładził moje kolano. O ludzie, przecież przez spodnie!
-
Ha, wujkiem mojego dziecka na pewno nie zostaniesz! Jesteś nieodpowiedzialny i
zapewne byś je gdzieś zgubił, albo zrobił coś równie niepoważnego –
powiedziałam gryząc ciastko. Znowu przytyję!
-
Wiewióro, bez przesady – odparł Łapa – A co, pewnie już sobie wymyśliłaś
imiona? – zapytał ironicznie się uśmiechając. Hm, nie spodziewałam się, że
Black zna mnie tak dobrze. W odpowiedzi zarumieniłam się tylko i ukryłam twarz
na rogaczowym ramieniu.
-
No, powiedz, nie wstydź się – powiedział Remus zżerając ostatnie ciastko. Eh.
- Weźcie,
nie widzicie, że Lily się wstydzi? – zapytał Rogacz. – Ale mi możesz powiedzieć
– powiedział szeptem do mojego ucha.
-
Dobra, jak już musicie wiedzieć podoba mi się Henry. Zdrobniale Harry, ok.? –
powiedziałam próbując wziąć żelkę z paczki na kolanach Mary - A tak w ogóle to
coś przegapiliśmy? – zapytałam wrzucając sobie smakołyk do ust, a drugą podając
Jamesowi. Muszę go trochę podtuczyć, bo inaczej będę grubsza od niego. A to nie
byłoby fajne…
-
Tylko mała impreza z okazji wygranego meczu – odparł Remus jednocześnie pisząc
chyba jakieś wypracowanie - Ale było spokojnie, bo nie miał kto towarzyszyć w
wygłupach Łapie.
-
Hej, ja próbowałam! – zawołała Dor i zwróciła się do Syriusza – Dolałam Ognistą
do butelek piwa kremowego. Tak jak prosiłeś!
-
Tak, Dorcas i spisałaś się wyśmienicie – powiedział Black i uśmiechnął się do
brunetki.
-
Niestety Łapo, ale chyba muszę cię rozczarować. Od teraz na imprezach James
będzie się wygłupiał ze mną, a nie z tobą
- powiedziałam do Blacka pokazując mu język.
-
Co? A z tobą to niby co będzie robił? – zapytał całkiem idiotycznie. Jego
głupota czasem mnie przerażała.
-
Gwarantuję Ci, nie będzie się nudził - odparłam i zwróciłam się do dziewczyn –
Pamiętacie jak w ostatnie wakacje, zamiast na lekcje tańca brzucha trafiłyśmy
na taniec na rurze?
Cóż
miny chłopaków mogę skwitować jako zaskoczenie i hm, coś jeszcze.
-
Ooo, ale było fajnie, nie Mar? – zapytała Dorcas wstając z sofy i tanecznym
krokiem podchodząc do kominka – Pamiętacie jak Mary była podrywana przez
instruktora? – zapytała Dor i zaczęła się śmiać z oburzonej miny Remusa.
- Instruktora? – zapytał James cały czas będąc zdziwionym – Chodziłaś w bieliźnie przed jakimś innym facetem? – zapytał zwracając się do mnie z groźną miną.
- Instruktora? – zapytał James cały czas będąc zdziwionym – Chodziłaś w bieliźnie przed jakimś innym facetem? – zapytał zwracając się do mnie z groźną miną.
- Od
razu w bieliźnie! W szortach i bluzce na ramiączka, przez koszulę pani Pomfrey
było więcej widać – odpowiedziałam szczypiąc Rogacza w brzuch. Kurde, jak on to
robi, że nie ma tam tłuszczu? Muszę zacząć robić brzuszki, bo jak kiedyś zobaczy
moje brzuszysko to się przerazi. Koniec z ciastkami!
-
Chciałbym to zobaczyć… – powiedział Black rozmarzonym tonem.
-
Jestem pewna, że Dor chętnie udzieli Ci prywatnej lekcji u mnie w domu –
powiedziałam po cichu śmiejąc się z min tej dwójki. Niby tacy bezpośredni, a
kto się teraz rumieni? Ha, nie ja!
- To
ja już nie mogę się doczekać przerwy świątecznej – powiedział James – Twój dom
rysuje się jako bardzo ciekawe miejsce.
-
Mama uważa, że w zdrowym ciele, zdrowy duch, czy jakoś tak to szło i tata
urządził jej małą siłownię w pokoju przy garażu, a gdy dowiedziała się, że z
dziewczynami trafiłyśmy na te zajęcia od razu sprawiła sobie swoją „prywatną”
rurę – odpowiedziałam patrząc tęsknie na żelki pożerane przez Mary. Eh, dieta!
- No
nic, idę pod prysznic – powiedziałam podnosząc się z kolan Rogacza po drodze
czochrając włosy Blacka i wysłuchując jego głośnych jęków o długim układaniu
fryzury.
Od
tego dnia minęły już dwa tygodnie, a ja nadal chodziłam z głową w chmurach.
Jutrzejsze lekcje zostały odwołane z powodu Nocy Duchów. Zazwyczaj jest to
tylko trochę elegantsza kolacja połączona z występem wszystkich zamkowych
duchów, jednak w tym roku dyrektor postanowił trochę zaszaleć i ogłosił, że
odbędzie się bal. Osoby, które miały swoją drugą połówkę były zadowolone – nie
musiały przejmować się brakiem partnera. Wiem, że Dorcas czaiła się na
Syriusza, ale on jak zwykle był otoczony wianuszkiem dziewcząt. Mary, co mnie
szczególnie nie zdziwiło, któregoś wieczoru gdy już uwolniłyśmy się od
Huncwotów (dobra, ja uwolniłam się od Jamesa) powiedziała nam, że zaprosił ją
Remus.
- Na
dyżurze? – zapytała Dor niedowierzając. Zapewne spodziewała się rzucania na
kolana, bukietu róż i co najmniej jednej bombonierki z czekoladkami.
- No
tak – odparła Mar kładąc odznakę Prefekta na szafce nocnej – Wiecie, nie
określił czy idziemy jako przyjaciele, czy ktoś więcej… - dodała zarumieniona.
Z
całego serca kibicuję moim przyjaciółkom i mam nadzieję, że każda z nich
odnajdzie miłość. A Mar i Remus doskonale wręcz do siebie pasują! Oboje są
prefektami, uwielbiają czytać mugolskie kryminały, oboje nie lubią Eliksirów(chociaż tego nie rozumiem) i mają te wiecznie nieułożone blond włosy.
- A
Dorciku, co z tobą? – zapytałam uważnie patrząc na brunetkę – Jak próba
zaproszenia Blacka?
-
Weeź, obok niego ciągle kręcą się jakieś lafiryndy!
- Z
dobrego źródła wiem, że jeszcze żadnej nie zaprosił – powiedziałam. Chciałam
coś dodać, jednak przerwało mi stukanie w szybę. Mary otworzyła okno i do
dormitorium wleciał Paddington, puchacz Jamesa.
-
Patrz, ma jakąś paczuszkę – powiedziała Dor i wskazała na nóżkę ptaka.
Odwiązałam ją(paczuszkę, nie nogę) i sowa od razu wyleciała.
-
Otwórz! – powiedziała Mary rozkazującym tonem.
Z
paczki na moje kolana wypadła delikatna bransoletka z przywieszkami i małym
rulonikiem pergaminu.
Pójdziesz ze mną na bal?
J.P
- To
on jeszcze nie zaprosił cię na bal? – zapytała zniesmaczona Dor.
-
Myślałam, że to oczywiste, że idziemy razem. Zaraz wracam! – zawołałam
ściskając w ręku bransoletkę i biegiem kierując się w stronę pokoju Huncwotów.
Zapukałam, ale gdy nikt mnie nie zaprosił do środka, po prostu wlazłam. W
środku o dziwo, nikogo nie było, dało się tylko słyszeć szum wody w łazience.
Pomyślałam, że zaczekam na tego kogoś i zapytam go gdzie jest James. No, chyba
że to on. Wlazłam na jamesowe łóżko i od razu przypomniała mi się ta noc gdy
spaliśmy razem w tym pokoju, a ja nadal go nie za bardzo lubiłam. Dobra,
przyznaję się, trochę już go lubiłam. Ha, czułam jakby to było wieki temu!
Oglądałam sobie błyskotkę, gdy w końcu usłyszałam szczęk zamka i ujrzałam
Jamesa w samym ręczniku na biodrach. Drugim wycierał sobie mokre włosy. Powiem
wam tyle – szczęściara ze mnie!
-
Ooo, Lily – powiedział trochę zdziwiony poprawiając sobie ręcznik.
- No
witaj – powiedziałam z uśmiechem – Pomyślałam, że przyjdę i ściągnę z ciebie
ręcznik… hm, to jest, uznałam że będzie fajniej jak odpowiem Ci osobiście. I
tak oczywiście, że razem idziemy. I dziękuję za bransoletkę, jest śliczna –
dodałam zastanawiając się czemu gadam od rzeczy. Znowu.
-
Załóż! – rozkazałam i wyciągnęłam rękę w kierunku Rogacza. Po chwili mocowania
się z upierdliwym zamkiem, ozdoba zawisła na moim nadgarstku.
- To
teraz opowiedz o niej – powiedziałam rozsiadając się na łóżku i klepiąc ręką
miejsce obok.
- To
całkiem proste i banalne, kwiat Lilii- od twojego imienia, literka „S” jak
Skrzydło Szpitalne, bo tam wyznaliśmy sobie swoje uczucia, serce- cóż, bo cię
kocham, a jeleń od mojego przezwiska – Rogacz – wyjaśnił mi James dotykając po
kolei każdej zawieszki.
- To
Rogacz jest od jelenia? Myślałam, że od twojej poczochranej fryzury! –
zawołałam zaskoczona. Serio, nie wiem co jakiś jeleń ma wspólnego z osobą
mojego chłopaka, ale już nie chciałam wnikać.
-
Poczekaj, ubiorę się – powiedział James zabierając jakieś ciuchy z wielkiej
sterty koło jego łóżka. Chyba nie muszę mówić, że w pokoju chłopaków panuje
ciągły bałagan? I moje jęki i próba sprzątania na nic się nie zdały. Gdy niedawno
wyrzuciłam coś wyglądającego jak spleśniała kanapka, Black urządził mi
awanturę, zarzucając mi, że zepsułam jego eksperyment.
Ta, jasne, szkoda że ten eksperyment śmierdział jak wywar ze skarpetek Goyle’a.
Po chwili wrócił J ubrany w bokserki i podkoszulek. Eh, i skończyły się widoki!
– pomyślałam spoglądając na niego.
- To
co, idziemy spać? – zapytał Rogacz wpychając mnie pod kołdrę i kładąc się obok.
-
Ale dziewczyny nie będą wiedziały gdzie jestem – powiedziałam niepewnie.
-
Taa, bo one są przecież takie głupie… - odpowiedział J przewracając mnie na bok
tak, że leżeliśmy zwróceni do siebie twarzami.
-
OK, to co, dobranocny buziak? – zapytałam wydymając usta i zapewne wyglądając
jak Amy Mars – dziewczyna która ma wielkie, ciągle wydęte wargi.
Gdy
już zaczynało robić się gorąco w okolicach drugiej bazy, do pokoju wpadła
reszta Hucnwotów, jak zwykle robiąc straszny raban. W dodatku zapalili światło,
ałaaa, moje oczy!
-
Ooo Rudy Wiewiór tutaj? Nie masz własnego wyra? – zapytał Syriusz przewracając
oczami i uważnie obserwując jak poprawiam koszulę nocną. – A może my wam w czymś przeszkodziliśmy? – zapytał z tym
swoim obleśnym uśmieszkiem. Ugh.
-
Zapewniam Cię, że nie robiliśmy nic zdrożnego i moja mama może być szczęśliwa,
wiedząc że jej córka potrafi się opanować w pewnych sytuacjach – odpowiedziałam
odgarniając włosy z twarzy.
-
Taa, no Rogaczu, przekazałeś Rudej najświeższe wieści? Ruda, już nie jesteśmy
bezdomni, James zapewnił nam lokum! – zawołał Black szczerząc się.
-
Ale ja nie jestem bezdomna – powiedziałam nie jarząc nic z tej wypowiedzi.
-
Zmarła cioteczna babka mojej mamy i zapisała mi swój dom w testamencie –
powiedział James bawiąc się moimi włosami. Aha, czyli takie buty.
-
Tylko wiedz Ruda, że po skończeniu szkoły ja też się tam wprowadzam. Także,
jeżeli ci to odpowiada to możemy stworzyć trójkącik – dodał Black ruszając
brwiami w sposób jednoznaczny.
-
Weź mi Black nie obrzydzaj życia -
odpowiedziałam – Tak właściwie gdzie znajduje się ten dom? – zapytałam jak
zwykle ciekawska ja.
- W
Dolinie Godryka, zresztą całkiem niedaleko moich rodziców – odpowiedział James niecierpliwie,
gasząc różdżką światło – Huncwoci, spać! – rozkazał na co Black zasalutował w
ciemnościach i padł na swoje łóżko. Po chwili w pokoju słychać było tylko ciche
chrapanie. Ja nie wiem jak oni to robią, że zasypiają dosłownie w sekundę.
- To
może opowiedz coś o tym domu. Byłeś tam kiedyś? – poprosiłam Jamesa gdy już
pozasłaniał kotary wokół łóżka.
-
Chyba dwa albo trzy lata temu byliśmy w odwiedzinach u ciotki Maud, dom jest
całkiem spory, parter i jedno piętro. Chyba trzy sypialnie, dwie łazienki,
spory salon i duża kuchnia – odpowiedział J wzdychając i oplatając mnie w talii
ręką. Chyba już wiedział co się dzieje pod moim rudym czerepem. Marzyłam. Już
oczami wyobraźni widziałam nasz idealny domek, a na progu nas z kotem koło nogi
i z psującym widok Blackiem u boku. Taa, przyszłość rysuje się całkiem
ciekawie, pomyślałam przed zaśnięciem.
Po
wczesnej pobudce zapewnionej przez Jamesa - wgniótł mnie swoim cielskiem w
łóżko, jego głowa znowu wylądowała tam gdzie nie powinna - eh, to już chyba
jakaś tradycja. Nikogo nie budząc przemknęłam z pokoju chłopaków, do naszej
babskiej sypialni. Po dosyć wczesnym śniadaniu nastało nudne przedpołudnie.
Nudziliśmy się w czwórkę w pokoju Huncwotów – Mary z Remusem poszli dekorować
Wielką Salę przed balem(wzorowi Prefekci), a Peter podobno poszedł na
poszukiwania partnerki na imprezę. Nasza osamotniona czwórka po prostu
siedziała i jadła chipsy.
-
Black – wyszeptałam do wcześniej wymienionej persony.
-
Co? – odszepnął gapiąc się na Dorcas gadającą z Jamesem o jakimś nowym smaku
fasolek, wiecie tych czarodziejskich wersji Jelly Belly.
-
Zaproś Dorcas na bal, to ostatnia chwila – wyszeptałam.
- To
ona nie ma partnera? – oo i jakby w Łapę w końcu wstąpiło życie – Myślałem, że
idzie z Mike’iem z Hufflepuffu, przechwalał się tym.
- To
się pomyliłeś, wyciągnij ją na błonia, czy gdzieś i zaproś – powiedziałam
rozczarowana głupotą Syriusza. I po co wierzyć w jakieś głupie ploty? On jest
chyba ślepy, nie widzi jak Dor ciągle na niego spogląda?
- O
czym tak szepczecie? – zapytała brunetka podejrzliwie.
-
Aaa, mówiłam Syriuszowi, że tata przesłał dla niego mugolski magazyn o
motocyklach.
-
Hm, taak. Dorcas, może się przejdziemy? – zapytał Syriusz patrząc błagalnie na
moją przyjaciółkę. Haa, Lily - swatka!
-
Dobrze, chętnie – odpowiedziała rzucając mi zdziwione spojrzenie. Gdy ta dwójka
wyszła, od razu James pociągnął mnie na swoje łóżko i zapytał:
- To
na czym wczoraj skończyliśmy?
No
tak, ten tylko o jednym. Leżałam jak ta kłoda, James całował mnie po szyi.
-
Mam założyć beżową, czy czarną sukienkę? – zapytałam przerywając jego rozkoszne
pocałunki.
-
Mam tylko czarną muszkę – odpowiedział James – Musimy do siebie pasować, więc
załóż czarną.
-
Jest krótka – odparłam.
-
Tym lepiej dla mnie – powiedział Rogacz patrząc się na moje nogi przykryte
materiałem spodni. Chciałam zacząć wywód na temat sukienek, gdy trzasnęły drzwi
i do pokoju wpadli roześmiani Syriusz z Dor.
-
Lily idziemy się szykować! – zawołała brunetka siłą odrywając mnie od Rogacza i
ciągnąc do naszego dormitorium. Nie wiem co ona chce robić do 19, ale z tą
zołzą trudno wygrać!
Przyznaję,
myliłam się, ledwo do 19 zdążyłyśmy. Zanim każda z naszej trójki wzięła kąpiel,
pomalowała sobie wszystkie paznokcie i dobrała kiecki oraz dodatki, minęło parę
ładnych godzin. Makijaż robiłyśmy już na szybko, próbując nie wyglądać jak
klauny. To może nas opiszę?
Dorcas
założyła turkusową sukienkę na ramiączka, srebrne sandałki i w tym samym
kolorze kopertówkę.
Mary
wyglądała prześlicznie w bladoróżowej sukience przed kolana, wysokich cielistych
szpilkach i włosach upiętych w niedbały kok.
Ja
zaś, założyłam już wcześniej wspomnianą czarną sukienkę do połowy ud, już też
kiedyś wspomniane czarne lakierowane szpilki, bransoletkę od Jamesa i małe
kolczyki wkręty – prezent od taty na Gwiazdkę. Włosy zakręciłam w delikatne
loki i upięłam do góry. W chmurze perfum zeszłyśmy do Pokoju Wspólnego czekać
na naszych partnerów, chociaż muszę przyznać, że zdziwiłyśmy się, bo to jednak
oni czekali na nas.
Black
– przystojny w czarnym fraku ze srebrzystym krawatem, który idealnie podkreślał
stalowy kolor jego tęczówek.
Remus
w zwykłym garniturze, ale jakiś taki wyszykowany i uczesany.
I w
końcu mój James ubrany w smoking z czarną muszką i idealnie białą koszulą. No,
wow, niezłe ciacha z tych Huncwotów!
-
Lily, wyglądasz ślicznie – powiedział Rogacz lustrując wzrokiem całą moją rudą
osobę. - Idziemy? – zapytał kładąc moją
rękę w zgięciu swojego ramienia. No, no dżentelmen! Po chwili schodziliśmy już
do Wielkiej Sali, mijając po drodze tabuny elegancko ubranych uczniów. A sala
wyglądała wprost bajecznie! Pod ścianami ustawione były okrągłe stoły, na
których stały powycinane dynie i kompozycje kwiatowe. Na środku pomieszczenia
królował wielki parkiet taneczny, a na miejscu gdzie zazwyczaj stał stół
nauczycielski, było podium dla muzyków.
-
Ale fajnie – wyszeptała Dor ciągnąc Syriusza do jednego ze stolików. Nie mieliśmy wyjścia, poszliśmy za brunetką.
Po krótkim przemówieniu Dumbledora, mówił coś w stylu: ” Bawicie się dobrze…blablabla….
Nie roznieście zamku… blablabla…. Miłej zabawy!” w końcu zabrzmiały pierwsze
takty jakiejś piosenki. Ciągnąc Rogacza za rękę, dotarliśmy na środek
zapchanego parkietu i zaczęliśmy szaleć w tym muzyki! Powiem wam, że dawno tak
się nie zmachałam. Mówiłam, że najwyższy czas zacząć ćwiczyć? Gdy w końcu
zespół zagrał wolniejszy kawałek, nareszcie mogłam opleść ramionami kark
mojego chłopaka i po cichu wdychać zapach jego perfum.
- I
co, pomyślałbyś, że kiedyś będziemy razem tak tańczyć? – zapytałam J patrząc mu
w oczy i poprawiając delikatnie jego wiecznie zsuwające się okulary.
-
Miałem wielką nadzieję, że tak się stanie – odpowiedział mocniej obejmując mnie
w talii. Rozejrzałam się po sali wzrokiem szukając dziewczyn. O jest Dor z
Syriuszem, no proszę jaki uśmiech na twarzy Blacka, gdy opierał podbródek na
głowie brunetki. Chociaż nie wiem jak ona oddychała, ale chyba cieszyła się
widokami syriuszowego gorsu. Mary z Remusem tańczyli patrząc sobie w oczy i
śmiejąc się z czegoś co powiedziała Mar. Nawet Peter znalazł sobie partnerkę,
niziutką Krukonkę z szóstego roku.
-
Kocham Cię – powiedziałam i pocałowałam Jamesa prosto w usta. Życie jest
piękne!!
Z dziennika Severusa Snape’a
Nie
wiem po co przyszedłem na ten idiotyczny „bal”. Od samego początku wiedziałem,
że to zły pomysł. Mulciber namówił mnie mówiąc, że będziemy mogli pośmiać się
ze szlam i tego durnego przedstawienia kierowanego przez Dumbledora. Nie
chciałem tego robić, nie chciałem tu przebywać, ale jak powiedziało się a,
trzeba powiedzieć też b. Stałem pod ścianą próbując dosłownie wtopić się w nią,
gdy ujrzałem ją. Lily. Moją
przyjaciółkę. Byłą przyjaciółkę –
poprawiłem się w myślach. Straciłem
ją przez własną głupotę, przez głupotę ludzi z którymi zacząłem się zadawać i
których przez moment podziwiałem. Tańczyła z tym Potterem, śmiała się z nim, uśmiechała do tych swoich nic nie
wartych przyjaciół. Ja, to ja
powinienem trzymać ją w ramionach, wdychać zapach jej słodkich perfum i uśmiechać
się do niej. Ja, nie Potter! Gdy zobaczyłem jak coś do niego szepcze, a potem
całuje, chciałem móc cofnąć czas. Wybiegłem z Sali kierując się w stronę błoni.
Czułem jak obiad cofa się, aby znowu ujrzeć światło dzienne.
-
Snape, idziemy popróbować nowe klątwy na małych Gryfonach, dołącz się! –
powiedział Avery.
-
Daj mi spokój – wysyczałem przez zaciśnięte zęby, czując zbierające się łzy pod
powiekami – Nie mam ochoty – dodałem widząc zaskoczony wzrok Ślizgona.
-
Snape, Czarnego Pana, nie obchodzi czy masz
ochotę. On nam karze, czujesz różnicę?
Próbowałem wymyślić jakąś inną wymówkę, ale nic nie przychodziło mi do głowy, ciągle
miałem ją przed oczami. Z nim.
-
Dobra, idę – odpowiedziałem i poszedłem za grupą Ślizgonów.
Merlinie jak słodka <3 Uwielbiam moment na balu *_* Black mnie rozwala on jest takim sexownym idiotą ^^ A Snape'a nie trawie wole Rogasia ;) Długość boska oby tak dalej ;) A cały rozdział cudowny :*
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń