Święta, ach, magiczny czas,
kiedy wszystko co brzydkie jest przysypane śnieżnym puchem, a ludzie są dla
siebie mili i wybaczają sobie wszystkie przykrości. Dla mnie Święta Bożego
Narodzenia, są nieodzownym momentem kończącego się roku, co niestety przekłada
się na lekką depresję, wiecie, człowiek robi się coraz starszy, pojawiają się
pierwsze zmarszczki, powoli trzeba się decydować, co chce się robić w życiu,
ogólnie obrać jakiś kierunek. A ja, jako wieczne duże dziecko, strasznie tego
nie lubię! Chyba na zawsze chciałabym mieć 11 lat i ciągle chodzić do Hogwartu,
niczym się nie przejmować i jak to mówi Dorcas, mieć na wszystko wyjebane. Także
jasne, lubię święta, te wszystkie ozdoby, pierniczki, prezenty, ale wtedy też
zaczynają się przemyślenia. Mam już prawie 18 lat, świetnego chłopaka, zgraną
paczkę przyjaciół, nauka idzie mi całkiem nieźle. Ale co dalej? Czasy robią się
coraz bardziej niepewne, niestety zaczynam się tym martwic. I coraz częściej
wyrzucam sobie, że nie próbuję naprawić moich relacji z siostrą. W końcu, hej,
kiedyś byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami! Z postanowieniem poprawy relacji
Peti-Lily, w końcu wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki. Po typowych
porannych ablucjach i ubraniu się w jakieś dresy( wygląd prawdziwego
prawilniaka, to jest to!), zeszłam na dół. I trochę się zdziwiłam, bo już
wszyscy tam byli i razem jedli śniadanie.
- W końcu Lily! Ile ty śpisz
dziecko, dobrze się czujesz? – taa, jak zwykle poranno-napastliwa mamusia.
- Uhm – wydusiłam i usiadłam
koło, jakże przystojnego dzisiejszego poranka Jamesa, po czym uraczyłam go
mlaszczącym całusem w jego gładki, zapewne świeżo ogolony, policzek.
- Witaj, o piękna lilijo,
władczyni mego serca – powiedział pompatycznie Rozczochrany Rogacz, po czym
wytarł sobie policzek z mojego lepiącego się błyszczyku.
- Ależ oni słodcy –
wyszeptała mamuśka, spoglądając na nas i rozpływając się w uśmiechach.
- Aż mdli – dodał Black,
wpychając sobie do swojej bezdennej paszczy tosta z serem.
- Yhm – oo i tatuś się
odezwał, jak zwykle wielce rozmowny!
- Pani Evans, to kiedy
będziemy robić pudding? – zapytała jak zwykle uprzejma i skora do pomocy Mary.
- Pudding, zupełnie
zapomniałam! Po śniadaniu – odparła droga mama, po czym wstała od stołu i
poleciała do kuchni. Ech, starzeje się kobiecinka, skleroza, te sprawy. Bo,
halo, żeby o świątecznym puddingu zapomnieć?! Rzecz niepojęta!
Siedzieliśmy sobie tak w
ciszy, zajadając śniadanko, wesoło pomlaskując i ogólnie było tak swojsko, gdy
do jadalni wtargnęła mama, odziana w swój mundur kucharki, czytaj – fartuszek i
taką zabawną czapkę na głowę, taką jak mają Smerfy i tragicznym głosem
zawołała:
- Nie ma czekolady! Marsz do
sklepu!
Hm, przecież był cały zapas słodkiego
przysmaku. A kto jest czekolado-maniakiem? Dziki łoś, Dor!
- Dorcas, znowuuu? –
wyjęczałam patrząc na brunetkę, która przybrała całkiem niewinny wyraz twarzy –
Gdzie ty upychasz tą czekoladę, zupełnie po tobie nie widać!
- Bo to ta mugolska, z
toffi. Już idziemy pani Evans! – odparła brunetka, po czym wskazała nam na
drzwi wyjściowe. Ugh, a myślałam, że spędzimy miły dzionek, szykując się do
kolacji i podjadając pierniczki, a musimy iść na ten śnieg i na pewno jest
zamieć i nas porwie i w ogóle będzie śnieg za szalikiem i czerwone lico.
Mówiłam, że nie przepadam za śniegiem? Nie? To już wiecie.
Gdy w końcu wstaliśmy od
stołu i udaliśmy się do holu, żeby poubierać się w ciepłe kurtki oraz buty,
wyszliśmy na ten mróz. I co się okazało? Że wcale tak zimno nie było. Tak
właściwie było całkiem miło. W sensie, śnieg dookoła, taki skrzypiący pod
nogami, a nie roztopiona breja, nigdzie nie było widać psich odchodów i jeszcze
na śniegu nie było tych ohydnych żółtych plam po moczu. No, całkiem przyjemnie.
- Uwielbiam mugolskie sklepy
– powiedział James, gdy przekroczyliśmy próg osiedlowego przybytku pełnego słodyczy
i innych smakołyków. Black oczywiście
zgodził się ze swoim przyjacielem i skierował nas w stronę działu ze
słodyczami.
- Bierzcie czekoladę i
idziemy – powiedział Remus, patrząc jak Mary wybiera spośród gigantycznej
liczby słodyczy parę tabliczek.
- Weźmy jeszcze chipsy –
Syriusz, niestety przejął mój nawyk jedzenia słonych chrupek, co niestety łączy
się z dodatkowymi kilogramami, które wskazuje waga. Taak, Syriuszek już ma
niezły brzuchol. Dalej tak sobie odpuści, to go Dorcas kopnie w tyłek i
znajdzie sobie nowego faceta.
- Black, ile ty tego
ładujesz?! Mamy jedzenie w domu, ba, mamy go od groma! – zawołałam, gdy Syriusz
ładował do koszyka kolejne paczki chipsów, a ja je z powrotem odkładałam na
półkę.
- Oj, Ruda, na Rogacza nie
mówisz, że wziął chyba z dwadzieścia paczek żelek, a ja, jak zwykle jestem
poszkodowany! A Remus, ile ma gazetek naukowych?
- Uhh, OK., bierzmy te
chipsy i chodźmy – powiedziała Mary lekko gromiąc mnie wzrokiem. Niestety, nie
przepuszczam okazji denerwowania naszego pana arystokraty. Gdy już byliśmy przy
kasie, przy której niestety była niemała kolejka usłyszałam:
- Lily! Cześć, o i twoi
znajomi! Cześć wam! – zawołał młody bóg, czyli Will. Ach, piękny William.
- Witaj – powiedziała
zalotnym głosem Dorcas i zaczęła owijać loka wokół wskazującego palca. Uuu,
sexy Dorcas!!
- Możemy zamienić dwa słowa?
Chciałem cię o coś zapytać – powiedział Will, po czym bezceremonialnie
pociągnął mnie za łokieć i zaciągnął do działu dziecięcego. Łee, pieluchy.
- Widzisz, bo chodzi o to,
hm, głupio o tym mówić, ale uchh… Ten chłopak, Syriusz, jest wolny? – zapytał
niebieskooki bóg, dosłownie zwalając mnie z nóg swoim boskim miętowym oddechem.
- W jakim sensie wolny? –
zapytałam rozkojarzona, patrząc na te pełne malinowe usta. Och.
- W sensie czy ma chłopaka –
odparł Will, a ja, może nie będę opisywać mojej reakcji, ale byłam w szoku!
- Że niby Black gejem? –
zapytałam patrząc na blondyna z niedowierzaniem.
- Tak mi się wydaje, mój
gej-radar działa całkiem nieźle. Wiesz, te obcisłe spodnie, ułożone włosy,
zadbany wygląd… Myślałem, że może chce się umówić.
- Na randkę?! Z tobą?! –
zawołałam z pewnym oburzeniem.
- No, ze mną. Ech, pewnie
nie mam u niego szans, tak? O to ci chodzi? – zapytał, gdy w szoku zaczęłam
wracać do przyjaciół. Że Black gejem?
- Will, on nie jest
homoseksualistą – odparłam i dodałam – Dorcas to jego dziewczyna!
- Serio? – zapytał chłopak
ze zdziwioną miną – A byłem pewny! Uch, to hm, mogłabyś nie mówić swoim znajomym
o czym gadaliśmy? Nie chciałbym żeby było dziwnie, pewnie się jeszcze spotkamy.
- Jasne – dodałam słabo się
uśmiechając i podchodząc do kasy, akurat w momencie płacenia. Wysupłałam z
kieszeni parę funtów, które rzuciłam na ladę z cwaniackim „reszty nie trzeba” i
szybkim krokiem wyszłam ze sklepu.
- Czego ten bubek chciał? –
zapytał groźnie James z mordem w oczach. A, to zazdrośnik!
- Aaa, tak sobie
pogadaliśmy. Pomagałam mu wybrać pieluchy – odparłam robiąc niewinną minę.
Chociaż palnęłam z tymi pieluchami!
- To on ma dzieci? – zapytał
Remus.
- Nie, w rodzinie ktoś ma –
odparłam ściemniając. Wiem, że nie powinnam, ale cholera, będą się wyśmiewać z
Syriusza! Chociaż to niegłupi pomysł, fajnie się z niego nabija, bo od razu się
obraża, ale wiecie, teraz mógłby się obrazić na amen. Są Święta, także nie będę
aż taka okrutna.
- Znasz się na pieluchach? –
zapytała Dorcas, się kurcze Sherlock Holmes znalazł!
- Taa, pośpieszmy się,
pudding czeka – powiedziałam i w swoim naturalnym wiewiórczym tempie
skierowałam się w stronę naszych rodzinnych włości, przy okazji ciągnąc Jamesa
i Gejusza, o sorry Syriusza, za te ich zamrożone łapy.
Mama z dziewczynami robiła
pudding, a ja keks, czemu przyglądał się zadowolony Rogacz. Syriusz
przesiadywał z tatą w garażu, a Remus czytał te swoje gazetki. Także, lekki
klimacik, ciche kolędy w tle i ukochane osoby. Lubię Święta! Wstawiłam ciasto
do piekarnika i nastawiłam timer.
- Chodźmy do pokoju –
powiedziałam do Jamesa, po czym skierowaliśmy się na piętro. Hm, nie brzmi to
najlepiej. OK., po prostu poszliśmy do mojego pokoju. W końcu małe sam-na-sam!
Już zaczynało się robić całkiem miło, James robił coś fajnego z moimi ustami,
gdy usłyszałam skrzek. A ten skrzek, moi mili rozpoznam zawsze, nawet jeżeli
jest mi bardzo dobrze w rogaczowych ciepłych ramionach. Peti jest w domu!!
- James, słyszałeś to? –
zapytałam odrywając się od jego kuszących ust. Kto to widział, żeby facet miał
takie słodkie usta, no kto?
- Coo? – odparł schodząc
ustami na szyję i rozpinając mi parę guzików od koszuli.
- Chyba słyszałam moją siostrę
– odparłam zapinając guziki z powrotem i przytrzymując jego ręce z dala od
mojej klatki piersiowej. Bo wtedy nie mogę myśleć.
- Przecież mówiłaś, że
wyjechała – ooo, J jeszcze nie zna Petunii, ona jest zdolna do wszystkiego!
- Chodźmy na dół – powiedziałam
obciągając koszulę w dół i poprawiając włosy zarówno swoje, jak i chłopaka.
- Lily, patrz! Petunia
przyjechała! – zawołała mama i wtedy zobaczyłam moją siostrę. Za bardzo się nie
zmieniła, nadal była niezdrowo chuda, chociaż chyba ma wzdęcia, bo jej jakoś
brzuch wywaliło i miała swój wielki nochal. Czyli nic nowego.
- Witaj Petunio –
powiedziałam, moim najbardziej sztywnym tonem – Oo i jest też Vernon.
- Cześc Lilano – powiedział
grubasek.
- Lily – poprawił James,
podsuwając sobie okulary, które jak zwykle zaczęły mu zjeżdżać z nosa.
- Być może – odparł Vernon i
dodał – Alpy to jednak nie to, pani Evans. Dlatego wróciliśmy do Anglii.
Zresztą, tata miał jakieś problemy w firmie i musiałem wrócić.
Oho, Peti chyba jest
niezadowolona. No, tak, Święta w otoczeniu sześciu dziwaków pewnie nie przypadną jej do gustu.
- Vernon tylko mnie
przywiózł i wraca do domu – powiedziała blondynka.
- Ale na kawę zostaniesz,
prawda Vernonie? – zapytał tata, który wziął się nie wiadomo skąd. Gorzej, że
wraz z nim nagle wszyscy staliśmy w holu i przyglądaliśmy się tej dziwnie
dobranej dwójce osobników.
- Oczywiście, panie Evans.
Żesz! Głupi, głupi Dursley!
Zniszczy moje idealne Święta!
- Mamo, to my pójdziemy na
górę szykować się do kolacji – powiedziałam, po czym od razu czmychnęłam do
naszej czarodziejskiej meliny.
- Co ona tu robi?! – zapytała
Dorcas.
- Gdybym ja to wiedziała!
Pewnie chce zniszczyć Święta. Jest jak Grinch! – odparłam.
- Jak kto? – zapytał Remus.
- Nieważne. Ech, Nochal
zawsze wszystko psuje – odparłam – Szykujcie się, niedługo 19, goście się
zjadą, to może nie będę widzieć mojej drogiej siostrzyczki.
Równo na 19 wszyscy
odstawiliśmy się w odświętne ciuchy, prezentowaliśmy się całkiem nieźle, może
nie jak modele/modelki z „Czarownicy”, ale nie najgorzej. Oczywiście Black, jak
to on, stwierdził, że wygląda najlepiej z nas wszystkich. Skromnością, to on
nie grzeszy! Już od parunastu minut schodzili się goście – przyszła ciocia Mel z
wujkiem, babcia z dziadkiem, parę przyjaciółek mamy z jej dawnego fashion
życia, paru samotnych znajomych taty z pracy i Will z rodzicami. Całkiem spora
gromada. Gdy już wszyscy się zapoznali, w końcu mogliśmy usiąść do stołu. A
stół nie dość, że był ogromny, to jeszcze suto zastawiony. Mnóstwo mięsiw, w
tym danie główne, czyli indyk, sałatki, ryby na ileś różnych sposobów, ciasta,
ciasteczka, pralinki, i już sama nie wiem co tam jeszcze było. Przy stole
toczyły się miłe rozmowy, nawet Petunia zachowywała się jak człowiek kulturalny
i odpowiadała na pytania całymi zdaniami, a nie jej typowymi burknięciami. Gdy
już byliśmy przy deserach i wieczór miał się ku końcowi, przyszedł jeszcze
jeden gość- Vernon Dursley z rodzicami. Jedno pytanie, WHY?!
- Zapraszamy serdecznie, proszę
siadać – mamunia jak zwykle miła, usadziła rodzinkę spaślaków koło Petunii. Gdy
już pozjadali trochę(ha, trochę, doobre!) ciast i pogadali o głupotach, Petunia
wstała i zaczęła przemawiać:
- Cieszę się, że są tu
wszystkie ważne dla mnie osoby. Chciałam powiedzieć, że na wyjeździe Vernon
poprosił mnie o rękę, zgodziłam się! – OMÓJBOŻE!! Na Merlina!
- Ale jest coś jeszcze…
Jestem w ciąży! – i nastąpiła cisza. Głucha. A później nastąpiły reakcje ludzi:
- Zostanę babcią?! – mama.
- Będę dziadkiem?! – tata.
- Vernonie?! – państwo
Dursley.
- Prawnuczek! – babcia.
- Niewiarygodne! Przed
nami?! – James.
- Ale to on jest w ciąży? – niezawodny Syriusz.
- Kurde, Petunia robiła to, przede mną – Mary.
- Z naukowego punktu
widzenia, to nic dziwnego – Remus.
- No nie wiem, dzieci to ja
nie lubię. Robią kupę i ciągle wymiotują – Dorcas. Oraz ja:
- O żesz w mordę Godryka!
Petunio, a prezerwatywy?!
Także, całkiem miły wieczór,
skończył się w bardzo widowiskowy sposób. Taa, Petunia lubi być w centrum
uwagi, a można powiedzieć, że dzisiejszego wieczoru spuściła bombę. W
przyszłości całkiem śmierdzącą.
- Vernon kupił już dom w
Surrey, nieduży, ale dla nas odpowiedni – dodała Peti, jakby trochę nieśmiało.
- To, kiedy ślub? – zapytał
pan Dursley Senior.
- Myślimy, że w marcu. Lily,
chciałabym żebyś została moją druhną – powiedziała Petunia, czym mnie
zadziwiła. Siedziałam z szeroko otwartymi oczami i chyba buzią.
- Oczywiście, możesz na mnie
liczyć – odpowiedziałam w szoku. Co za dziwny dzień!!
Goście zaczęli się czuć nie
na miejscu, gdy mama zaczęła z panią D wszystko planować, także większość po
prostu pojechała do domów. A my wróciliśmy do naszej meliny tj., mojego pokoju.
- Na Merlina, będę ciocią –
wyszeptałam.
- Ciocią- wiedźmą – dodał
Black.
- I druhną – dopowiedziała
Dorcas.
- Ale widzieliście, była dla
mnie całkiem miła! To chyba ta ciąża tak na nią działa, wiecie hormony, te
sprawy, no bo, co innego? – powiedziałam i już chciałam coś dodać gdy przerwało
mi pukanie do drzwi.
- Proszę.
- Możemy porozmawiać? U
mnie?
Gdy weszłam, do dawno
nieodwiedzanego pokoju, byłam w szoku, że nie był już on różowy i wypełniony
lalkami, tylko całkiem przyjemnie beżowy i jakiś taki bez wyrazu. Czyli takie
typowe, lśniąco-czyste lokum Petunii.
- Lily, wiem, że jesteś
zdziwiona moim zachowaniem. Ale odkąd spodziewam się dziecka, tak dużo się
zmieniło! Myślę, że w końcu dojrzałam i zobaczyłam jak wiele tracę. Chciałam
cię przeprosić, ostatnie lata zachowywałam się okropnie! Byłam nieznośna
zarówno dla ciebie jak i dla rodziców. Uprzykrzałam ci życie, dokuczałam,
obrażałam. Lily, chcę żebyś wiedziała, że jest mi przykro. Jesteś moją jedyną
siostrą, kiedyś byłaś mi najbliższą istotą, a ja to wszystko tak strasznie
schrzaniłam! Dzięki temu dziecku zrozumiałam, że chcę odzyskać moją małą
siostrzyczkę, ja…
- Petunio! – wyszlochałam i
wtuliłam się w tak dobrze mi znane siostrzane ramiona. Właściwie razem sobie
szlochałyśmy i smarkałyśmy, oraz mówiłyśmy jedna przez drugą:
- Bo ja ci tak
zazdrościłam!...
- Byłam taka uparta!...
- Nie lubiłam tego Snape,
ale to nie znaczy, że ciebie też miałam unikać…
- Żebyś wiedziała, jak byłaś
nieznośna!
- Chciałam wcześniej
przeprosić, ale duma…
- Peti, to Świąteczny cud!
I tak wyglądała ta dziwna
chwila, przerywana trąbieniem w chusteczki higieniczne. Wybaczyłyśmy sobie
nawzajem z siostrą wiele rzeczy, wiem że nigdy nie będziemy najlepszymi
przyjaciółkami, sporo nas dzieli. Ale też wiem, że zawsze będę mogła na moją
siostrę liczyć i ona na mnie też.
Święta
to czas magiczny.
Taak, jak widzicie zmieniam rzeczywistość.
W końcu wiadomo, Snape wcale tak szybko się nie nawrócił, Lily z Petunią się nie pogodziły. Także, spodziewajcie się, że to opowiadanie nie skończy się tak jak u pani Rowling.
Z czego się cieszę, bo nie lubię jej zakończenia historii
Lily i Jamesa.
Cudowny rozdział.Nie spodziewałam się że Will będzie gejem. Ach widać też że jego tak zwany gej-radar się popsuł. Szczerze nie spodziewałam się że Lily z Petunią się pogodzą. Cieszę się że postanowiłaś pisać inaczej niż Rowling. l
OdpowiedzUsuńOMFG !!!! Petunia w ciąży *_* komentarz Blacka haha jak zawsze odpowiedni xD a propo Blacka jebłam kiedy Will myślał że Łapa jest gejem bosz :) Rozdział jak zawsze boski, swietny, cudowny, (3 godziny później) i taki zajebisty :D A jeżeli chodzi o inne zakączenie już u pani Rowling to nawet nie wiesz jak się ciesze bo nie lubie oryginalnego zakączenia wręcz nie cierpie ^^
OdpowiedzUsuń