środa, 17 września 2014

Rozdział 10 Dom



Czas mijał nieubłaganie. Dwa ostatnie tygodnie przed Świętami minęły mi błyskawicznie, głównie spędzone w bibliotece i Pokoju Wspólnym na nauce. Co jak co, ale 7 rok to nie przelewki, czekają nas OWTM-y, które w większości chciałabym zaliczyć na Wybitny – ciekawe co z tych moich planów wyjdzie. Prac domowych, wypracowań i ćwiczeń nad zaklęciami było więcej niż kiedykolwiek, więc myślę, że wszyscy z 5 i 7 roku odetchnęli z ulgą, kiedy w końcu nadszedł 23 grudnia, czyli czas wyjazdu do domów.
- Mary, gdzie jest moja bluzka? – zapytała Dorcas biegając po zabałaganionym dormitorium w samym staniku. Muszę wam powiedzieć, że to bardzo częsty widok przed wyjazdami – Dor zawsze wszystko gubi, pakuje się na ostatnią chwilę i takie są tego skutki.
- Patrzyłaś w łazience? – odparła Mary upychając do kufra kolejną parę butów. Trochę się dziwiłam po co dziewczyny tyle tego biorą, w końcu mama zawsze dawała im mnóstwo ciuchów, ale przezorny zawsze ubezpieczony, prawda?
- Lily, bierzesz tylko taką małą torbę? – zapytała Dor, w końcu w koszulce, pokazując palcem na mój nieduży bagaż.
- Uhm, mama zapewne znowu zapełniła mi garderobę, nie będę szaleć. Zresztą mam taki bajzel w szafie, że nawet jej nie otwieram – odparłam pokazując na zatrzaśnięte drzwi, dla bezpieczeństwa przystawione krzesłem.
Gdy już wszystkie byłyśmy ubrane w ciepłe kurtki, skierowałyśmy się z bagażami do PW. Chłopcy mieli na nas czekać, ale nie było dla mnie wielkim zdziwieniem, że ich nie ma. Włóczą się gdzieś po nocach i takie są tego skutki!
- Skocze po nich – powiedziałam i już kierowałam się w stronę ich dormitorium, kiedy łaskawie księżniczki zeszły na dół. Wyglądali na niewyspanych i zmęczonych.
- Serio James, chcesz się pokazać moim rodzicom w takiej wygniecionej koszuli?! – wysyczałam do chłopaka, nie przejmując się jego nieprzytomną miną – Co wy robiliście w nocy?!
- Cii, Ruda, spokojnie – odparł Black – Pakowaliśmy się.
- Co? I dlatego nie spaliście? – zapytała Dor – Mów prawdę, Syriuszu! – Ooo, Dor się trochę wkurzyła. Pewnie sobie wyobraziła, że Black poszedł na podryw, czy coś.
- Pomagali mi w czymś, nie macie się czym przejmować – powiedział Remus z przepraszającym uśmiechem. Mary spojrzała na niego zaniepokojona, ale gdy chłopak się do niej uśmiechnął, chyba się odprężyła.
Po przejściu przez kontrolę Filcha, która i tak u nikogo nic nie wykryła, powozami udaliśmy się na stację w Hogesmead. Czerwona lokomotywa już czekała na uczniów buchając białymi kłębami pary z kominów.
Gdy już zajęliśmy przedział – ledwo się do niego mieszcząc – 7 osób to nie przelewki, a zauważcie, że Peter zajmuje prawie dwa miejsca!
- James zdejmij koszulę – powiedziałam, no nie mogłam patrzeć jak ona wygląda. Jakby ją psu z gardła wyciągnął.
- Oouu, Wiewióro, tak przy ludziach chcesz ten tego? – zapytał Black unosząc brwi i idiotycznie zacieszając twarz.
- Uhh, nie, chce ją wyprasować – odparłam, próbując się powstrzymać i jednak nie znokautować Blacka. Gdy J podał mi to coś, wystarczyły dwa machnięcia różdżki, żeby koszula wyglądała jak z pralni.
- No – dodałam z satysfakcją, patrząc jak chłopak dobrze się w tym prezentuje. Po chwili każdy zajął się sobą, Mary i Remus czytali wspólnie Proroka, Peter poszedł na poszukiwania pani z przekąskami, Łapa z Dor grali w czarodziejskie szachy.
- Co ty robisz? – zapytałam J. Czytałam książkę, a ten co chwilę mi przeszkadzał. Albo próbował mi ją wyrwać, dmuchał we włosy, albo próbował wsadzić łapę pod mój sweter.
- Uspokój się – powiedziałam, gdy jego ręka zabrnęła w niebezpieczne rejony.
- Nudzę się – odparł i zrobił minę obrażonego dziecka, wiecie, taką gdy mama nie chce kupić lizaka lub zabawki. Z kim ja się zadaję?
- To co chcesz robić? – zapytałam.
- Dobrze wiesz, co chcę robić – odparł szeptem robiąc tę minę. Eh. Gdy zrobiłam się cała czerwona, zaśmiał się cicho z satysfakcją.
Reszta podróży minęła w zadziwiającym spokoju, chłopcy chyba rzeczywiście byli czymś zmęczeni, bo połowę drogi do Londynu po prostu przespali. Gdy pociąg w końcu się zatrzymał, wszyscy pozbieraliśmy swoje bagaże, pożegnaliśmy się z Peterem, po którego przyszła mama i wyszliśmy przez barierę na mugolską stronę dworca.
- No i gdzie twoi starzy? – zapytał Black rozglądając się jakby spodziewając się transparentów na swoją cześć.
- Mama w ostatnim liście wspominała, że tata będzie czekał na parkingu, więc tam się kierujemy – odpowiedziałam ciągnąc Jamesa za rękę w stronę wyjścia z dworca. Wyszliśmy na zasypany śniegiem parking.
- Lily!! – zawołała jakaś ośnieżona postać. Tata! Pisnęłam jak głupia i przytuliłam się do rodzica, który ucałował mnie w zmarznięte policzki.
- Ale urosłaś! Już prawie jesteś wzrostu mamy – powiedział tata, jak zwykle czochrając mnie po głowie.
- Uhh, tatoo, wiesz że tego nie lubię – powiedziałam i wskazałam na osoby za sobą – Tato poznaj, to jest Remus Lupin, Syriusz Black i mój chłopak James Potter – powiedziałam uroczystym tonem pokazując na chłopców – A dziewczyny znasz – dodałam przypominając sobie o obecności przyjaciółek.
- Witam chłopcy, Mark Evans – powiedział witając się z każdym poprzez podanie sobie dłoni. Wiecie, takie męskie przywitanie. Chłopcy z zadziwiającą galanterią się zachowywali, myślałam że już na początku z czymś wyskoczą.
- To czym jedziemy do domu? – zapytałam rozglądając się po parkingu i nigdzie nie widząc żadnego z naszych samochodów.
- Załatwiłem coś świetnego, wujek Thomas ma znajomego i patrzcie co od niego wynająłem! – powiedział tata wskazując na coś palcem. I nagle zza zakrętu wyjechała najprawdziwsza limuzyna!
- Wow – powiedziała Dor patrząc na samochód z podziwem. Taa, jak tata coś robi to z rozmachem!
- To pojedziemy z klasą – skomentował to Syriusz patrząc z niedowierzaniem na kierowcę otwierającego nam drzwi.
- Dajcie bagaże, zabiorę je oddzielnie – powiedział tata ładując graty do Range Rovera. Gdy już wszystko było zapakowane, my również upchnęliśmy się do limuzyny i ruszyliśmy.
- Ale suuuper – wyjęczała Dor rozglądając się po samochodzie i patrząc jak Black coś kombinuje przy wbudowanym barku.
- Wiewióro, nie wiesz może czy twoi starzy chcą adoptować dziecko? – zapytał Black – Na przykład mnie? – dodał po chwili.
- Ugh, za nic w świecie nie chciałabym mieć takiego brata – odparłam, patrząc jak James bawi się guzikiem od otwierania i zamykania szyby.
- Zimno jest, zamykaj! – powiedziała Mary wciskając jakiś guzik, który uruchomił telewizor.
- Whooaa, co to? – zapytał Łapa pokazując paluchem na ruszających się i mówiących ludzi.
- Telewizor – odparł Remus – Chyba przydałoby ci się iść na Mugoloznawstwo – dodał śmiejąc się z min chłopców.
- Ale czemu oni są zamknięci w takim małym pudełku? – zapytał Rogacz.
- To jest tylko takie nagranie, wcale nie siedzą w pudełku – odpowiedziała Mary, widząc moją zniecierpliwioną minę. Po chwili dojechaliśmy na miejsce. Nasz dom stoi na zamkniętym osiedlu, mama od zawsze bała się ataków paparazzi. Wiecie jest byłą modelką, ale często się zdarzało, że ktoś robił jej zdjęcia, na co zawsze strasznie się wkurzała. Dlatego tata zdecydował, że wyprowadzimy się z Londynu i kupił ten dom.
Całe podwórko było pokryte grubą warstwą śniegu, dom idealnie wpasowywał się w krajobraz – spora biała willa z czerwonym dachem, teraz przykrytym warstwą puchu. Do domu dobudowany spory garaż, zresztą otwarty, właśnie tata wjeżdżał do środka.
- Chodźcie – powiedziałam do przyjaciół, kierując się do domofonu i wciskając kod dostępu. Gdy już dochodziliśmy do domu, drzwi otworzyły się na całą szerokość.
- Mama! – zawołałam i wpadłam w ramiona rodzicielki. Można powiedzieć, że nic się nie zmieniła, OK., miała trochę więcej zmarszczek wokół oczu, ale i tak wyglądała jak zawsze – zabójczo!
- Lily, moje słoneczko – gadała mama całując mnie w policzki i niestety jak tata czochrając mi włosy. Tak właściwie, to co oni mają z tym czochraniem? – Mary, Dorcas, witajcie! Wchodźcie, zimno jest.
- Dzień dobry, pani Evans! – zawołały dziewczyny chórkiem i też zostały wycałowane przez mamę.
- Mamo poznaj, to Remus Lupin – powiedziałam wskazując na blondyna – Syriusz Black i mój James – dodałam wskazując na chłopców.
- Witajcie! Och, jacy przystojni! Ale macie dziewczynki szczęście, u mnie w szkole nigdy nie było tak przystojnych młodzieńców…. – mama jak zwykle wpadła w niekończącą się gadkę, witała chłopaków każdego przytulając i szczypiąc po policzku. Uwierzcie, był to zabawny widok! Zaczerwieniony Black, roześmiany Potter i zmieszany Lupin.
- Jeszcze tu stoicie? A ja już zdążyłem przynieść bagaże – powiedział tata i pokazał na wielki stos pośrodku holu. Gdy już każdy pozbył się grubej kurtki i butów, został obdarowany przez mamę zabawnymi kapciami. Dla przykładu Black dostał kapcie Mikołaje, a James Renifery.
- Na pewno jesteście głodni, Lily, zaprowadź przyjaciół do jadalni, zaraz coś podam! – zawołała mama, prawie biegnąc do kuchni, z której można było wyczuć różne przyjemne aromaty.
- To zostawię was na razie samych, muszę chwilę popracować – powiedział tata, zresztą jak zwykle. Pracoholik!
- Wiewióro, jestem pod wrażeniem – powiedział Black, gdy rozsiadaliśmy się przy stole – Masz przemiłych rodziców, świetny dom i fajne kapcie – powiedział wymachując nogami. Dor zaczęła się śmiać jak dzika surykatka pokazując Blackowi swoje kapcie w kształcie choinek.
- Gotowe! – zawołała mama i razem z panią Gertrudą, naszą pomocą domową, zaczęła wnosić mnóstwo półmisków wypełnionych jedzeniem. I mówiąc mnóstwo, mam na myśli, och mega dużo.
- Uczta jak w Hogwarcie – zauważył James.
- Naprawdę? Widzisz Lily, w końcu stara matka dorównuje twojej ukochanej szkole! – powiedziała mama – Gdzie jest ten Mark? – zapytała mama i podeszła do telefonu i wybrała numer wewnętrzny – Przychodź tu natychmiast – wysyczała. Ha, teraz już wiem po kim to mam!
Black tylko spojrzał porozumiewawczo na chłopaków, a później na mnie. Eh. Po chwili przyszedł tata, jak zwykle z jakimiś dokumentami i zaczęliśmy jeść. Nie będę wam tu rozpisywać dokładnie rozmów toczących się przy stole, ogólnie rodzice – głównie mama wszystkich przepytywali, wypytywali i jeszcze raz pytali.
- A jakie macie plany jak już skończycie szkołę? – zapytała mama jedząc deser. Nareszcie kończy się ta męczarnia!
- Zostanę aurorem – odparł Black na co Rogacz pokiwał głową.
- Też chcę zostać aurorem i oczywiście jak najszybciej zostać mężem Lily – dodał James. Atmosfera przy stole trochę zgęstniała, spojrzałam na rodziców i co zobaczyłam?
- Och, to wspaniale! – zawołała mama, uśmiechając się jak nienormalna – W końcu któraś z moich córek myśli poważnie o przyszłości! Petunii tylko w głowie wyjazdy i te dziwne programy na MTV o jakiś mięśniakach z Cardiff. A ja już chciałabym mieć wnuki! – powiem tyle, O Merlinie!
- Hm, mamo, wiesz, James nie mówił poważnie, jeszcze o niczym takim nie rozmawialiśmy… - lecz wcześniej wspomniany osobnik mi przerwał.
- Mam już własny dom, pokaźne konto w Gringottcie i.. – przerwała mu mama:
- Synu! – zawołała i wyściskała go. Patrzyłam na to i oczom nie wierzyłam. To jakaś farsa! Mama ściskała Jamesa i cicho chlipała, Rogacz cieszył się, tata wszystkiemu przyglądał się z uśmiechem na twarzy, dziewczyny były jakieś takie przejęte, a Black z Lupinem po prostu śmiali się. Nie wiem czy z mojej miny, czy z tej dziwnej sytuacji.
- Ale mamoo… - wyjęczałam gdy teraz rodzicielka wzięła się za przytulanie mojej osoby. Potterowi tylko posłałam spojrzenie bazyliszka. Gdy już wszyscy skończyli jeść, tata kazał mi pokazać pokoje w których będą spać.
- To my z dziewczynami śpimy u mnie – powiedziałam wchodząc do pokoju i rozglądając się po nim. Nic się nie zmieniło! Reszta też tu weszła i zaczęła się rozglądać.
- A tam co jest? – zapytał ciekawsko J.
- Aaaa, na to czekałam! – zawołała Dor i przepychając się otworzyła drzwi od garderoby.
- Na Merlina! – zawołał Black rozglądając się po pomieszczeniu. Wcale mu się nie dziwię, garderoba jest wielka i znajdują się tu chyba wszystkie ciuchy jakie miałam na sobie od czasów niemowlęcych. Także wyobraźcie sobie.
- Oo, mama ci dokupiła – powiedziała Mar pokazując na wieszak, który wyjeżdżając do szkoły był pusty.
- Dobra, dziewczyny potem pooglądamy. Wasz pokój jest obok – powiedziałam zwracając się do chłopaków – Black, to komoda z bielizną, nie otwieraj! – zawołałam patrząc jak Łapa próbuje dobrać się do czegoś, czego na pewno nie powinien oglądać.
- Idziemy – powiedziała Dor odciągając go siłą od szuflady. Otworzyłam drzwi obok moich i pokazałam Huncwotom wnętrze pokoju. Tak właściwie było całkiem podobne do ich dormitorium – beżowe ściany i jedna granatowa, dębowe meble i trzy, zamiast czterech łóżek.
- Tam jest łazienka – powiedziała Mar, pokazując na drzwi – Gdy tylko my przyjeżdżałyśmy, to był nasz pokój – wytłumaczyła Remusowi, który chyba zdziwił się jej znajomością pomieszczeń – I macie w niej jaccuzi!
- Co mamy? – zapytał J drapiąc się po głowie.
- To taka duża wanna i jak się napuści do niej wody można włączyć takie fajne bąbelki – wytłumaczyłam.
- Ooo, to ja zajmuję pierwszy! Dor, może się przyłączysz? – zapytał Black z flirciarskim uśmiechem. Brunetka tylko na to parsknęła i pociągnęła nas za ręce do mojego, a właściwie teraz naszego pokoju. Gdy już obejrzałyśmy wszystkie nowe nabytki garderobiane, oraz umyłyśmy się w końcu mogłyśmy iść spać. Huncwoci chyba też byli zmęczeni, bo nic nie było słychać z ich pokoju, oprócz wcześniejszej kłótni o łazienkę. Zadowolona z całkiem fajnego dnia, usnęłam.

2 komentarze:

  1. Ja ci dziewczyno postawie ołtarzyk w pokoju! Taki na całą ściane xD Tak z przyzwyczajenia wchodze na twojego boskiego bloga i patrze nowy rozdział i takie AAAA! haha :D ale no po prostu padłam hahaha Synu! boże śmiałam się jak ostatnia idiotka... jak Black :) to jest świetne cudowne wspaniałe i chce więcej ^^ czekam z niecierpliwością na next :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciesze się że rozdział pojawił się tak szybko. Lilka to ogólnie ma całkiem fajną chatę. A jak Rogacz wyskoczył z tym mężem to myślałam że padnę.
    Pozdrawiam i życzę weny

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.