Poranek drugiego dnia Świąt,
czyli tak zwany Boxing Day. Obudził nas pisk Mary, co było całkiem dziwne, bo
Mary z zasady nie piszczy. Ale właśnie siedziała z rozpakowanym prezentem w
ręku i wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. No, właśnie, prezenty!
Odkopując się spod kołder i innych koców, dopadłam do mojej kupki prezentów,
która prezentowała się całkiem zacnie. Kolorowe pudełka i papier cieszyły moje
oczy, po prostu nie chciało się tych piękności otwierać. Ale dobra, to tylko
papier…
- Mar, co ty dostałaś, że
tak dyszysz? – zapytała Dorcas, otwierając kolejną paczkę i wpychając sobie do
ust krówkę-ciągutkę.
- To „Magiczne zwierzęta”
pierwsze wydanie! Tego nie sposób nigdzie
dostać! – odparła blondynka, oglądając gruby tom – Nie wiem skąd Remus to
wziął.
- Ouu, Lunio się postarał –
powiedziała Dor, przykładając do siebie śliczną sukienkę, aha, prezent od mamy
- torba ciuchów. Kobieta wie, co uszczęśliwia inną dziewczynę.
Otwierałam sobie kolejne
paczki, mnóstwo ciuchów, książek, kosmetyki, słodycze, takie typowe prezenty.
Aż została ostatnia mała paczuszka, zawinięta w papier w Aniołki. Gdy
rozerwałam papier, niczym szalony wiewiór, którym w końcu zawsze byłam, moim
oczom ukazało się typowo biżuteryjne pudełko. A gdy je otworzyłam, to dech mi
zaparło. Śliczny srebrny naszyjnik, ze szmaragdowym oczkiem, otoczonym małymi
diamencikami. Powiem tyle, WOW.
- Nieźle, postarał się
Rogacz – powiedziała Mary spoglądając zza mojego ramienia.
- Piękny – wyszeptałam.
- Patrzcie co Syriusz mi
dał! – zawołała Dor, wskazując na łóżko. A leżał na nim elegancki zestaw, lusterko
i szczotka do włosów. Ale wiecie, nie jakieś plastikowe, czy coś. To było jak z
filmów historycznych, srebrne, ozdobione szlachetnymi kamieniami. Pięknie
wykonana robota, nie zdziwiłabym się, gdyby to było dzieło goblinów.
- To się obłowiłyśmy w tym
roku – powiedziałam uśmiechając się do dziewczyn i zbierając walające się po
pokoju kolorowe papiery i inne śmieci.
- Szkoda, że to ostatni
dzień Świąt – wymruczała Dorcas, przeciągając się – Ale jutro pojedziemy do
domu Jamesa i dopiero zacznie się zabawa! Za parę dni Sylwester!
Dorcas jest miłośniczką imprez,
także pewnie nie może się doczekać. Gdy już się wszystkie wyszykowałyśmy i nie
wyglądałyśmy tragicznie, poszłyśmy do pokoju chłopaków. Bo wiecie, to trochę
podejrzane, była już 10, a tu cisza. Zakradłyśmy się do ich pokoju niczym ninja
i jak to Dor, z rozmachem otworzyła drzwi!
- Ałłaaaa – usłyszałyśmy jęk
i przekleństwo.
- Syriusz? Nic ci nie jest?
– zapytała trochę głupio, Dor. Bo chyba widać, że coś mu jest, krew dookoła,
ten trzyma się za ten swój arystokratyczny, już nie prosty nos.
- Doorcas, złamałaś mi nos –
wycharczał Łapa.
- Do wesela się zagoi –
powiedział James, uśmiechając się do mnie i z zaniepokojeniem patrząc jak
siadam na jego łóżku i zamykam oczy.
- Coś się stało? – zapytał
kucając przede mną.
- Nie lubię widoku krwi –
odparłam i rozłożyłam się na materacu, zakrywając sobie oczy ręką. „Panna
delikatna się znalazła” możecie sobie pomyśleć, ale ugh. Krew jest obrzydliwa,
a jeszcze jak tak sika, jak z nosa Syriusza, to już w ogóle.
- Hej, to ja jestem
poszkodowany! Ruda, uzdrowicielem, to ty nie zostaniesz… - powiedział Black, po
skrzypnięciu łóżka uznaje że chyba na nim zasiadł.
- Weźcie mu naprawcie ten
nos – powiedział James.
- Lunio, może ty, tylko
tobie ufam! – zawołał tragicznym głosem Syriusz. Remus, jak to on, załatwił to
szybko, przy okazji oczyścił pokój, który Black uświnił swoją „błękitną” krwią.
- Chodźmy na śniadanie,
burczy mi w brzuchu – powiedziała Mary z czym wszyscy się zgodziliśmy, bo
chociaż wczoraj jedliśmy prawie do nocy, to znowu wszyscy byli głodni. Taa,
Święta są chyba tylko po to, żeby najeść się dobrych rzeczy i przytyć tak z
pięć kilo. Przynajmniej w moim wypadku, bo co zjem coś więcej, to od razu mój
obwód też robi się większy. A to jest totalnie nie fair, taka Dorcas, zje trzy
tabliczki czekolady i nijak się to odbija na jej figurze. Co będzie, jeżeli
kiedyś tam zajdę w ciążę?! Przecież roztyję się do wagi hipopotama! Ugh, o czym
ja myślę?
- Już wstaliście? – zapytał
tata, który pił poranną kawę i czytał gazetę. Przy stole siedziała też Petunia,
która ze smakiem zajadała czekoladowe croissanty.
- Cześć – przywitała się –
Znowu jestem głodna! Dopiero końcówka drugiego miesiąca, ale jak tak dalej
pójdzie, to chyba będę ważyć tyle ile słoń.
O i to chyba dowodzi temu,
że jesteśmy siostrami i chociaż trochę jesteśmy podobne. To znaczy myślimy o
tych samych sprawach, czyli o tyciu. No, nieważne.
- Tuniu, tobie to nie grozi,
zawsze byłaś szczupła. Pamiętasz jak miałam 8 lat? Byłam pulchna jak pączuś –
powiedziałam, zadowalając się tostem z masłem. Po Świętach zaczynam dietę!
- Pamiętam – odparła
blondynka uśmiechając się – Lily wyrosła z dziecięcego tłuszczyku, jak pojawił
się Snape. Nadal się z nim przyjaźnisz?
Hm, no i trafiło na
nieprzyjemny temat.
- Nie, pokłóciliśmy się –
odparłam, błagając wzrokiem dziewczyny o pomoc.
- Ee, tak, Petunio, jak
myślisz, to będzie chłopiec, czy dziewczynka? – zapytała Dorcas. Przyjaciółka
na medal! Nie chciałam, żeby Tunia drążyła temat Snape’a. Nie i tyle!
- Mam nadzieję, że
dziewczynka, chociaż Vernon chciałby chłopca. Zresztą, nieważna płeć, ważne
żeby było zdrowe, prawda? – odparła Peti popijając herbatę.
- Też bym wolał syna – dodał
James – Można by z nim latać na miotle i robić różne fajne męskie rzeczy.
- Hm, szczerze mówiąc, też
optuję za dziewczynką. Dziewczynki są zazwyczaj grzeczne, nie mają jakiś
dziwnych pomysłów i można się z nimi bawić lalkami – co jak co, ale zawsze
lubiłam bawić się lalkami Barbie.
- Nie mają dziwnych
pomysłów? To już nie pamiętasz, jak wkręcałaś tego małego Scotta Brown’a, że tak
naprawdę jest dziewczynką, bo miał dosyć długie włosy? Kiedyś Lily była całkiem
nieznośna – powiedziała blondynka do moich przyjaciół. Po chwili rozmowy zeszły
na całkiem inne tematy, mama rozmawiała z Petunią o jej wymarzonym ślubie, tata
poszedł do gabinetu, a my wróciliśmy do pokoju chłopców i zastanawialiśmy się
co będziemy robić do 17, czyli momentu przyjścia gości.
- Spacer? – rzuciła Mary.
- Niee, pada śnieg i jest
zimno – odparła Dorcas.
- Może odrobimy prace
domowe? – zapytał Remus, ale wszyscy spojrzeli na niego z oburzeniem. No OK.,
jedynie Mary z entuzjazmem.
- Chętnie odrobiłabym lekcje
– powiedziała uśmiechając się. Uhm, czyli takie buty, Mar chce zostać sama z
Remusem! W końcu doskonale wie, że Syriusz czy James, nie ruszą wypracowań w
Święta.
- Mam pomysł! Przebierzcie
się w jakieś luźniejsze ciuchy i spotykamy się w holu – powiedziała Dor. Nie
wiem co kombinuje! To niepokojące.
- Co chcesz robić? –
zapytałam, gdy rzuciła we mnie obcisłymi szortami i bluzeczką na ramiączka.
- Nauczymy chłopców tańca na
rurze – powiedziała brunetka i razem ze mną zaczęła się szaleńczo śmiać. Bo
trzeba być obłąkanym, żeby myśleć, że Black lub Potter będzie wywijać na rurze.
Ale przynajmniej pośmiejemy się z nich, nigdy nie przegapię okazji do
podokuczania Łapie! Po chwili spotkaliśmy się w umówionym miejscu.
- Zapowiada się ciekawie –
powiedział Syriusz, patrząc na nasze odsłonięte nogi. Widziałam, że Dorcas dusi
się od powstrzymywanego śmiechu, ale tak ogólnie to jest okrutna. W końcu
Syriuszek to jej boyfriend, także, zupełnie nie rozumiem czemu chce go poniżyć
na rurze. Hm, nie brzmi to dobrze. OK., przejdźmy dalej. Gdy już zeszliśmy do
mini- siłowni mej drogiej mamuśki, Dorcas z szatańskim błyskiem w oku
powiedziała:
- Dzisiaj, moi mili,
nauczymy was wyginać śmiało ciało! Lil, muzyka!! – zawołała, po czym, gdy
rozbrzmiały słowa piosenki „I like to move it” (https://www.youtube.com/watch?v=gtrgjbG3uUs)
Dorcas, zgrabnie niczym
rącza gazela, wskoczyła na rurę do Poole Dance i zaczęła się wyginać. Black
miał zszokowaną minę, chyba każdy facet takową by miał, gdyby się przekonał co
jego dziewczyna potrafi wykonać na takim kawałku metalu. A Dor na zajęciach
była najlepsza z naszej trójki, na przykład potrafi zrobić tą trudną figurę ze
zjazdem głową w dół i cóż, jest całkiem nieźle rozciągnięta. Także, gdy zakończyła
swoje małe show, chłopcy mieli szczęki przy podłodze i kałuże śliny pod nogami.
- Dorcas, byłaś świetna! –
zawołałam, po czym przybiłyśmy sobie kumpelską piątkę i gangsterskiego żółwika.
- Wow, nie spodziewałem się…
WOW! – elokwentny jak zwykle Syriusz. Niby arystokrata, a wypowiadać się nie
umie.
- Dorcas, to było
niewiarygodne! Myślałem, że przywalisz głową w ziemię – o kolejny przykład
geniusza. James jak się wypowie, to huh!
- Wiem, jestem boska –
powiedziała zdyszana Dorcas i dodała – Syriusz na rurę, ruchy klucho!
- Klucho?! Przecież…
- Każdy widzi, że przytyłeś.
Ruchy, fanki będą niepocieszone, jak wrócisz po feriach z brzuchem jak kobieta
w ciąży. Dalej! – ouuu, ostra Dor, niczym brzytwa albo super ostry nóż pani
Gertrudy.
- Dobra, już dobrze. To co
mam robić? – zapytał Łapa, gdy już łaskawie stanął przy rurze i wyglądał jak
idiota. Chociaż przystojny idiota, dobre i to.
- Chwyć obiema rękoma,
najwyżej jak możesz i okręcając się, zjedź na sam dół – zaczęła wydawać
polecenie brunetka, reszty nie słyszałam i niestety nie widziałam, bo James
wyciągnął mnie z pomieszczenia i przeszliśmy na basen.
- Niech go pomęczy,
rzeczywiście ostatnio przytył – powiedział, po czym usiadł na krawędzi i
wsadził nogi do ciepłej wody, zresztą ja zrobiłam to samo – Pogodziłaś się z
Petunią?
- Tak, nadal jestem w szoku,
że pierwsza wyciągnęła rękę. Obawiam się, że to tylko hormony i po ciąży znowu
wróci stara Petunia, no, ale póki co to po korzystam z uprzejmości siostry –
odparłam chlapiąc dookoła. Takie dziecinne zabawy, uwielbiam to!
- Ostatnio zastanawiałem się
nad paroma sprawami, w sensie, niedługo kończymy szkołę, trzeba będzie się
zdecydować co robić dalej, niby czasy są niepewne, ale co myślisz o
zalegalizowaniu związku? – zapytał James, a ja się zapowietrzyłam.
- Chodzi ci o ślub? –
zapytałam. Nie wiem, czy to mój dom go tak nastawia, ale gada o tym jak
nakręcony. Te rzucanie „teściu” do mojego taty, albo inne teksty.
- Dokładnie o to – odparł
uśmiechając się tak słodko. Wiem, powinnam napisać męsko i seksownie, ale ten
słodki uśmiech jest przeznaczony tylko dla mnie i tylko przy mnie Rogacz go
tworzy. I wie, że nie potrafię się mu oprzeć…
- Myślę, że jeżeli ludzie
się kochają i chcą być ze sobą do końca życia, to jak najbardziej, powinni
wziąć ślub – odpowiedziałam uśmiechając się delikatnie – Ale chyba nie chcesz
mi się teraz oświadczać, prawda?
- Jasne, że nie! Musi być
romantycznie, żebyś to zapamiętała na zawsze – powiedział James z tym
huncwockim uśmiechem. Chociaż, nie wiem jak uśmiech może być huncwocki, OK., z
zadziornym uśmiechem niegrzecznego chłopca. Wiecie, seksownego chłopca… Także,
widząc ten uśmiech nie mogłam się opanować i prawie że rzuciłam się na mojego przystojniaka, przy okazji
zrzucając mu okulary do wody.
- Upss – wyszeptałam
odrywając się od jego ust – To teraz muszę zanurkować?
- Tak – odparł bezwzględnie
J. Uch, no dobra. Wsunęłam się do basenu i zanurkowałam. Po paru wynurzeniach i
parskaniu wodą, w końcu znalazłam zgubę.
- Masz – wydyszałam.
- Dla takich widoków, było warto
– powiedział James ze śmiechem. No tak, spojrzałam po sobie i doszłam do
wniosku, że wyglądam jak zmokła kura. Woda dosłownie lała się z włosów, a wolę
nie myśleć co się działo z moją twarzą, wodoodporny tusz mi się już skończył.
- Chodź, przebierzesz się,
bo się jeszcze przeziębisz – powiedział, po czym zarzucił mi na ramiona swoją
bluzę.
O 17 znowu zasiedliśmy przy
stole. Święta mają to do siebie, że w kółko coś się je, nawet jeśli już się nie
jest głodnym. Ale teraz serio byliśmy głodni, ja po poszukiwaniach okularów w
basenie, Black, bo był wymęczony przez Dorcas, a Remus z Mary od rana nie
wychodzili z pokoju, kujony jedne. Znowu Mar będzie miała lepsze oceny ode
mnie, kurczę, niedoczekanie! Po Sylwestrze wróci Wiewiór- kujon! Ale nieważne,
moje rozważania naukowe zostawmy sobie na później.
Znowu zjechało się trochę
gości, w większości byli to przyjaciele rodziców oraz rodzina Dursleyów. Nadal
uważam, że Vernon ma małą obsesję na punkcie świdrów, ale jest całkiem miły.
Chociaż, co chwilę musiałam stopować chłopaków, żeby nie wyskoczyli z jakąś
nowinką z czarodziejskiego świata, ale ogólnie atmosfera była całkiem miła. Święta,
jak to one mają też to do siebie, że zaraz się kończą. Po 22-giej goście
zaczęli się zbierać do domów i w końcu nastała miła cisza i spokój. Nie, to nie
jest tak że nie lubię tych ludzi, są wspaniali, ale ostatnio zupełnie nie
miałam chwili tylko dla siebie, a każdy potrzebuje czasem po przebywać w
towarzystwie osób inteligentnych, haha, ale dowcip. Ale tak serio, lubię siebie
i swoje towarzystwo, także dzisiaj zajęłam sobie kibelek na godzinę i zrobiłam
relaksującą kąpiel z mnóstwem piany i pachnącymi świeczkami. Ooo tak, kobieta
potrzebuje takich miłych chwil! Jutro jedziemy do domu Rogacza, właściwie nikt
nie wie czego ma się spodziewać, czy dom jest w dobrym, czy złym stanie. Czy
jest umeblowany, a nawet jeżeli jest, to czy w takim okropnym babcinym stylu?
Mam nadzieję, że nie znajdziemy tak hordy wygłodniałych kotów, James mówił, że
jego ciotka lubiła koty. Mogą nas zagryźć, czy coś. No, nic jutro się
przekonamy!
Ten dom będzie mega willą ;) już to wiem :D boski rozdział :) ale ja bym chciała zobaczyć Blacka na róże hehehe super mega świetnie i nie mogę doczekać się sylwestra ^^
OdpowiedzUsuńOj jak Dor mogła tal wymęczyć Syriusza. Nie mogę się doczekać sylwestra u Rogacza. Ciekawe jak wygląda ten jego dom.
OdpowiedzUsuń