Profesor Dumbledore siedział
zamyślony. Przed kwadransem z jego gabinetu wyszedł jeden z tych niepozornych
uczniów, uczący się całkiem nieźle, nie wdający się w jakieś poważniejsze
afery, zazwyczaj uprzejmy i niezwracający na siebie uwagi. Właśnie nad tym
bolał mężczyzna z haczykowatym nosem, skoro był stosunkowo nie rzucający się w
oczy, to profesor nie zwracał na niego szczególnej uwagi. A może to właśnie
tacy uczniowie potrzebują więcej atencji, niż ci głośni i zbuntowani? Tak,
profesor Dumbledore miał cholerne wyrzuty sumienia. Pluł sobie w brodę, jak
mógł tego nie zauważyć, że ten chłopiec tak się zmienił! To nie było tak, że
miał gromadę pupili i na innych nie zwracał uwagi, nie. Staruszek, był po
prostu bardzo zapracowanym człowiekiem i pewnych spraw nie upilnował. A w tych
coraz mroczniejszych czasach powinien być uważniejszy! Przecież widział, że
Tomowi Riddle'owi przybywa coraz więcej zwolenników, widział, że zasiewa on
strach i grozę wśród czarodziei. To dlaczego nie potrafił upilnować swoich
uczniów, żeby chociaż oni nie przyłączali się do armii Śmierciożerców? Wrócił
myślami do chwili, gdy przez drzwi jego gabinetu przeszedł jeden z tych
niepozornych – Severus Snape.
-
Proszę wejść – powiedział Dumbledore, zakładając na nos swoje okulary-połówki.
-
Profesorze, to ja w nocy 31 października zaatakowałem Lily Evans. Jestem
Śmierciożercą – powiedział uczeń podwijając rękaw czarnej szaty i pokazując
Dumbledorowi Mroczny Znak. Po wyrazie twarzy profesora nie dało się niczego wyczytać.
Czy był zły? Wściekły? A może zwyczajnie bezradny?
-
Domyślałem się tego od pewnego czasu – powiedział cicho starzec spoglądając na
czarny tatuaż – Wprawdzie James Potter cię nie wydał Severusie, ale
obserwowałem was od pewnego czasu. Widziałem jak na ciebie patrzy, zauważyłem
też, że panna Evans znowu na ciebie spogląda. Usiądź, musimy porozmawiać.
-
Wiem, że to co zrobiłem, co robiłem, jest złe. Tylko proszę, tak bardzo
chciałbym ukończyć szkołę – wyszeptał czarnowłosy chłopak.
-
Severusie, nikt cię nie wyrzuca. Przyznałeś się do błędu, widzę że żałujesz.
Tylko pytanie co dalej? Jak chcesz naprawić swoje błędy? Na pewno wiesz, że
Voldemort nie wybacza zdrady.
Chłopak
wyraźnie się spiął. Chociaż wcześniej przemyślał co chce powiedzieć, teraz miał
pustkę w głowie.
-
Mogę zostać szpiegiem. Będzie miał pan swojego człowieka w szeregach Czarnego
Pana – wyszeptał Severus Snape patrząc prosto w oczy Dumbledore’a.
Powrót do domu z kina
przebiegł o dziwo całkiem sprawnie. James i Syriusz żyli jeszcze tym, co
zobaczyli na ekranie i zachwycali się pomysłowością mugoli. Nadal nam nie
wierzyli, że ci aktorzy z filmu, nie są gdzieś zamknięci za ekranem i chociaż
zapewnialiśmy ich, że to tylko nagrania, oni jak te osły, upierali się, że na
pewno ich oszukujemy. Nawet Remus przysięgał, że nikomu nie dzieje się krzywda,
ale oni jak zwykle swoje. No OK., trzeba ich będzie doedukowac z Mugoloznawstwa
i tyle.
Gdy już dotarliśmy do domu,
do naszych nozdrzy dotarły całkiem przyjemne aromaty. Mogę się założyć, że to
mama szalejąca w kuchni. No, albo pani Gertruda.
- Wróciliśmy! Jest tu ktoś?!
– zawołałam. I wtedy naszym oczom ukazał się świetny widok. Dobra, myślę, że
był on ciekawy tylko dla damskiej części publiczności.
Młody bóg, tylko tyle mogę
powiedzieć.
- Ty musisz być Lily? Jestem
osobistym trenerem twojej mamy, oraz czasem taty – powiedział blondyn,
uśmiechając się i podając mi rękę – William.
- Lily – wyszeptałam
zachwycona, patrząc jak po umięśnionym torsie chłopaka spływają kropelki potu.
Wow! – To są, eee, hm dziewczyny Dorcas i Mary, a to James, Remus i Syriusz –
wyszeptałam łamiącym się głosem.
Dziewczyny wyglądały chyba
podobnie jak ja, były zarumienione i patrzyły z niedowierzaniem na ten męski
pokaz testosteronu. Chociaż gorzej było z chłopakami, mieli trochę
niezadowolone miny. Ale gdybyście były facetami, a przed wami stałby młody
Wiking – wysoki prawie na dwa metry blondyn, o niebieskich oczach i wyrzeźbiony
niczym Dawid, och, no nie miałybyście się z czego cieszyć!
- Już jesteście? –
powiedziała mama, wchodząc do holu – Właśnie sobie z Willem ćwiczyliśmy –
dodała uśmiechając się do nas filuternie i zapraszając do salonu.
- Will, łazienka jest twoja
– powiedziała pokazując na toaletę dla gości.
- Mamo, on jest…
- Niesamowity! Pani Evans,
skąd pani go wytrzasnęła? – zapytała rozemocjonowana Dor, spoglądając tęsknie
na już zamknięte drzwi od łazienki.
- To syn sąsiadki, niedawno
się tu sprowadzili – odparła zadowolona rodzicielka – Potrafi wycisnąć z
człowieka siódme poty.
- Już sobie to wyobrażam… -
dodała Dorcas.
- Ekhm, jesteśmy tu –
powiedział Black, tym swoim obrażonym tonem małego dzieciaka. Ha, dopiero teraz
sobie przypomniałam, że oni też tu są! Spojrzałam na Jamesa, który nie miał
zadowolonej miny, Remus wyglądał na zmieszanego, a Syriusz był po prostu
obrażony. Ohoo.
- Mamo, to my chyba
pójdziemy na górę. Nie trzeba ci w czymś pomóc? – zapytałam wstając z kanapy i
łapiąc J za rękę.
- Idźcie, ja sobie ze
wszystkim poradzę. W końcu mam do pomocy panią Gertrudę, razem damy radę.
- Lily, widziałaś? –
wyszeptała Mary. W końcu przemówiła!
- Noo… - odparłam.
- Boski – dodała Dor –
Takiego, to by się z łóżka nie wygoniło, co?
- Dziewczyny! My też tu
jesteśmy – powiedział Remus, na co chłopcy przytaknęli.
- Dokładnie, nie wiem czym
się zachwycacie! Przeciętna twarz, włosy jakieś nieułożone, doprawdy, macie tu
mnie, ideał, pamiętacie? Boski Black! A zachwycacie się jakimś mięśniakiem –
powiedział Łapa, jakimś takim żałosnym tonem.
- Lily, on tu będzie często
przychodził? – zapytał James.
- A skąd mam wiedzieć? Mam
nadzieję… - zaczęłam, ale widząc wzrok Rogacza, eh - … oczywiście, że nie
będzie! – dodałam, próbując uspokoić mojego zazdrośnika. Bo, uh, powinniście widzieć
jego wzrok! Normalnie wzrok zabójcy, gdybym nie była tak silna psychicznie,
pewnie już bym leżała gdzieś na podłodze, ugięta pod tym prymitywnym spojrzeniem.
Wiecie, coś w stylu „Uga Uga – wielki pan neandertalczyk - to być moja kobieta,
a nie twoja palancie – nie gap się” .
- To dobrze, bo wolałbym cię
przy nim nie widzieć – dodał sucho J, na co Syriusz pokiwał głową patrząc prosto
na Dorcas.
- Ojj, bez przesady, to że
sobie popatrzyłyśmy na fajne ciach… - zaczęła Mary, ale widząc wzrok i minę Remusa
– Dobra, brzydki jest.
- Noo, ma za jasne włosy –
dodała Dor wkładając łapę w blackowe czarne włosy i śmiesznie je tarmosząc.
- Taak, a te mięśnie, pff,
pewnie się nałykał jakiś sterydów i urosły mu takie buły – dopowiedziałam,
podłapując o co dziewczynom chodziło. W końcu faceci są jak, hm, jak
dziewczyny? Lubią komplementy! No przyznajcie, wasi nie lubią? Na pewno się
cieszą, jak im powiecie, o wow, ale dzisiaj super wyglądasz, pewnie wczoraj
cały dzień siedziałeś na siłowni! A on, oczywiście, wcale nie był na siłce,
tylko cały dzień popylał w jakieś gry. No, ale dobra.
- Chyba zaraz powinien być
obiad – powiedziałam patrząc na zegarek i próbując zmienić temat – A wieczorem
będziemy ubierać choinkę!
- Suuper, a pójdziemy na
basen? Specjalnie wzięłam bikini – odpowiedziała Dor, wskazując na swój
wypchany kufer.
- Oo, basen to dobry pomysł,
prawda panowie? – powiedział w końcu zadowolony Syriusz. Dorcas jednak zna go
na wylot.
Po obiedzie i po wspólnym
rodzinno-przyjacielskim ubieraniu choinki – OK., głównie ubierałyśmy my,
chłopacy siedzieli z tatą w garażu, przy motorze, a mama ozdabiała lukrem
pierniczkowe ludziki. Także, choinka w tym roku, była w barwach Gryffindoru,
czyli czerwono - złota. Bombki w kolorze czerwonym, złote sople, a na czubku,
zamiast tradycyjnej gwiazdy, był cicho ryczący lew przetransmutowany przeze
mnie ze starej lalki Petunii.
- Dziewczynki, jestem pod
wrażeniem – powiedziała mama, gdy zapaliłyśmy też lampki. I muszę przyznać, że
sama też byłam zadowolona, choinka była zachwycająca!
- Dziękujemy, pani Evans –
powiedziała Mary uśmiechając się.
- Może poszukajcie naszych
facetów, z nimi zawsze jest problem, bo gdzieś znikają – dodała mama
podśmiewając się i wróciła do kuchni, cicho nucąc kolędę.
- Mam pomysł, jak przekonać
Blacka do odejścia od motocyklu – powiedziała Dorcas – Musimy iść się przebrać!
– zakomenderowała i skierowała się do naszego pokoju.
W pokoju szybko przebrałyśmy
się w kostiumy kąpielowe, zarzuciłyśmy na siebie to co miałyśmy pod ręką, Dor
bluzę Syriusza, Mary okręciła się ręcznikiem, a ja założyłam szlafrok i
poszłyśmy do drzwi od garażu, które znajdują się w kuchni.
-…. o widzicie, i tak działa
motor. Jeżeli jutro będzie trochę czasu, to będziecie mogli się przejechać.
Ooo, dziewczynki, przyszłyście popatrzeć na te cuda techniki ? – zapytał tata,
przyglądając się z uśmiechem swojemu Harleyowi. Eh, tata i jego miłość do
motoryzacji, zupełnie tego nie pojmuję, ale po minach Huncwotów, mogę się
domyślać, że oni go doskonale rozumieją. A szczególnie Syriusz, temu po prostu
oczy się świeciły gdy patrzył na motocykl.
- Nie tato, chcemy wyciągnąć
chłopców na basen – odpowiedziałam przewracając oczami.
- Doskonała myśl chłopcy,
trzeba dbać o ciało! Widzicie, dzięki Willowi ostatnio wyrobiłem sobie płaski
brzuch i cóż, kobiety po prostu zjadają mnie spojrzeniem! Lily, nie patrz tak
na ojca, mówię jak jest. Mama może to potwierdzić, jest bardzo zazdrosna,
żebyście widzieli jak nasyczała na jakąś kobietę gdy byliśmy razem na zakupach!
- W to mogę uwierzyć, Lily
często syczy – powiedział Black cicho.
- To my już pójdziemy,
dzięki teściu, to było ciekawe – powiedział James przybijając z tatą żółwika.
- Co? James, opanuj się –
powiedziałam, próbując nie syczeć. Bo w końcu zamiast wiewiórki będę jakimś
wężem.
- Lily, spokojnie, przecież
my z mamą doskonale wiemy co się szykuje. Idźcie już – powiedział zadowolony
tata. Gdy wyszliśmy z garażu i skierowaliśmy się w stronę basenu – zeszliśmy po
schodach z kuchni do piwnicy, czyli tak właściwie przerobionej piwnicy na
basen, po prostu wrzałam.
- James, czy ty łaskawie
możesz przestać ciągle wyskakiwać z tym ślubem? – zapytałam grzecznie.
- Oj, Lil, przecież to
nieuniknione. I wszyscy już to widzą – odparł J niezrażony moim pełnym
pretensji głosem.
- Gołąbki, później omówicie
wasze kłopoty w raju, teraz do basenu marsz! – zawołał Black, tym swoim
irytującym tonem, po czym bezceremonialnie wepchnął stojące na samym brzegu
basenu Mary i Dorcas. Myślę, że te piski było słychać też w Hogwarcie, bo mi
normalnie prawie bębenki popękały.
Gdy już wszyscy byli w
wodzie, zaczęła się zabawa! Podtapianie głupka Blacka, wyścigi z Remusem,
chlapanie Jamesa wodą, siatkówka basenowa (o ile coś takiego istnieje) z dziewczynami.
Wybawiliśmy się za wszystkie czasy. Ale gdy nasze dłonie zaczęły przypominać
suszone śliwki, skierowaliśmy się na górę do naszych pokoi.
- Lil, myślisz, że kiedyś
jeszcze moje dłonie będą normalne? – zapytała zmartwiona Dorcas, oglądając na swoje
pofałdowane łapki.
- Dor, moczyliśmy się ze
dwie godziny… - odparł Black – Niedługo będą normalne, zapewniam cię.
- Taa, Syriusz jest
prawdziwym ekspertem w tych sprawach, dużo czasu spędza pod prysznicem… - dodał
Remus zabawnie naśladując to blackowe sugestywne poruszanie brwiami. Gdy
wszyscy zacieszaliśmy twarze, jak te dzikie hieny, Łapa jak zwykle obraził się.
- Ojj, Syriuszu, jesteś
strasznie przewrażliwiony na swoim punkcie – powiedziała Mary, która jak zwykle
miała rację – Zajmuję pierwsza łazienkę!
Mar poleciała do toalety, a
my rozsiedliśmy się w naszym, to znaczy dziewczyńskim pokoju. Syriusz siedział
nabzdyczony, Remus przeglądał jakąś książkę, Dor, jak to ona poszła do
garderoby i sobie tam czegoś szukała, a James rozglądał się po pokoju.
- Ooo, album ze zdjęciami.
Mogę obejrzeć? – zapytał, pokazując na dość opasłe tomiszcze.
- Oczywiście – powiedziałam,
rozsiadając się na wyrku koło chłopaków. Nawet Pan Obrażalski się do nas
zbliżył.
- Hahaha, Lily- golas! –
zawołał już chyba Pan Od-obrażony wskazując na zdjęcie małej dziewczynki w
wanience.
- Ugh, mówiłam mamie, żeby
to gdzieś ukryła.
- Oj tam, Rogacz ma pełno
takich zdjęć, a dodajmy jednak to, że one się ruszają – powiedział Remus, śmiejąc
się z kolejnego zdjęcia. Idealne ujęcie zrobione przez tatę na moich piątych
urodzinach – razem z Petunią zdmuchiwałyśmy świeczki na torcie, a nasz kolega z
dzieciństwa wepchnął nasze głowy we wcześniej wspomniane ciasto. Także dwie
dziewczynki, ruda i blondynka miały całe twarze w cieście i kremie. Tylko, że
Peti jak zwykle beczała, a ja śmiałam się jak szalona. Także, no.
- Ooo, to zdjęcie to ja
chcę! – zawołał James, pokazując na zdjęcie z wakacji przed szóstym rokiem, w
końcu zaczęłam mieć kobiece kształty i mama kupiła mi pierwsze bikini. Ehh,
wczasy na Ibizie, było bosko.
- Jednak, muszę Rudzielcu przyznać,
że jesteś o wiele ładniejsza od siostry – powiedział Syriusz, gdy zobaczył
nasze zdjęcie z tych wakacji. Petunia jak zwykle siedziała obrażona na cały
świat koło mamy, do której ja się przytulałam. Czasem sobie myślę, że życie bez
mojej siostrzyczki, było by o wiele milsze, jednak przypominam sobie chwile,
sprzed moich 11 urodzin i mam wyrzuty sumienia. Wiadomo, może jeszcze kiedyś
pogodzę się z siostrą?
Obejrzeliśmy cały album,
dziewczyny były już umyte i przebrane w piżamy, a chłopcy poszli do swojego
pokoju.
- Lily, skończ w końcu pisać
w pamiętniku i idź się przebrać! Będziesz chora – wyburczała Mary spod kołdry i
przytuliła się do naszego grzejnika - czytaj Dorcas.
- Jasne – i widzicie, muszę
spadać, Mary nie lubi jak się ktoś jej nie słucha, ehh, te prefektowe(prefektowskie?)
przyzwyczajenia!
Wyobrażam sobie tą choinkę i uważam że jest boska ( chyba w te święta też tak swoją ubiorę). Sposób na wyciągnięcie Huncwotów z garaż genialny i skuteczny. Cieszy mnie to że często dodajesz rozdziały bo w przerwie od nauki lubię sobie poczytać.
OdpowiedzUsuńBoski Black? On pobije największe ciacho w mieście xD Rozdział cudny :* do następnego <3
OdpowiedzUsuń