czwartek, 18 września 2014

Rozdział 11 Kino/Wyznanie

Nie wiem co się ze mną dzieje, ale mam ostatnio dobry humor i ciągle piszę. Ogólnie mam zasadę, że muszę mieć gotowe cztery rozdziały do przodu, także jako że właśnie skończyłam 15 rozdział, dodaję 11. Aa i ogólnie trzymam się faktów, w Anglii nie obchodzi się Wigilii, także to jeszcze nie jest Świąteczny rozdział. OK, już nie gadam...



Poranek 24 grudnia był piękny. Śnieg obficie obsypał okoliczne drzewa i domy mieniącym się pyłem, choinka przed domem wesoło migotała kolorowymi lampkami, a podjazd był systematycznie odśnieżany przez pana Evansa.
W pokoju na piętrze dało się słyszeć ciche pochrapywanie Dorcas oraz mamrotanie Mary. Czy mówiłam już, że blondynka często mówi przez sen? Dzięki temu dowiedziałyśmy się z Dor wielu ciekawych rzeczy, ale jako dobre przyjaciółki, nigdy się z tym nie zdradziłyśmy.
Delikatnie wyplątałam się z pościeli, tak aby nie obudzić przyjaciółek i poszłam do łazienki. Po potraktowaniu włosów wielką ilością odżywki Ulizanna, oraz wykonaniu delikatnego makijażu (jak na złość pojawił mi się obrzydliwy, wielki pryszcz), ubrałam się i cicho skierowałam do pokoju chłopaków. Postanowiłam, że zrobię im jakiś dowcip, także byłam zaopatrzona w pastę do zębów i nową odblaskowo-różową szminkę. Już w duchu się cieszyłam, haa, ja po prostu umierałam ze śmiechu wyobrażając sobie wymalowanego Blacka, tym kolorkiem! Cicho niczym ninja, albo inny wojowniczy żółw weszłam do pokoju, uprzednio zostawiając moje kapcie-bombki, przed drzwiami, żeby nie zdradzić się nawet najcichszym szurnięciem. Szybko zlokalizowałam łóżko Blacka, na którym chłopak leżał rozwalony, niczym król. Ciągle zacieszając twarz, zaczęłam malować Łapę w różne fikuśne wzorki, oraz narysowałam mu różowe wąsy. Już chciałam przechodzić do następnej ofiary, gdy usłyszałam:
- Lily? Co ty robisz? – James patrzył na mnie podejrzliwie. W końcu zbliżałam się do niego z wyciągniętą ręką z różową szminką i próbowałam powstrzymać wybuch śmiechu.
- Ooo, już się obudziłeś? – wyszeptałam, żeby nie zbudzić reszty – Taki mały psikus na powitanie – odparłam wskazując palcem na twarz Blacka pokrytą różową warstwą kosmetyku.
- Będzie wściekły – powiedział James zakładając okulary i patrząc na swojego kumpla – Ale przyznaj, że do twarzy mu w tym kolorze – I w tym momencie nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać jak głupia. Bo, uwierzcie mi na słowo, Blackowi po prostu pasował ten kolor! James zatkał mi usta swoją ręką i zaciągnął do łazienki.
- Ciicho, bo go obudzisz – wyszeptał, również śmiejąc się, ale chyba z innego powodu niż ja – Kto by pomyślał, że z Evansówny taka rozrabiaka? – powiedział patrząc jak powoli się uspokajam i ocieram łzy z oczu.
- No patrz, może niedługo wystartuję w castingu na kolejnego Huncwota – powiedziałam przytulając się do ciepłego jamesowego torsu.
- Chyba Huncwotkę – odparł James wąchając moje włosy – Truskawka – wymruczał cicho gładząc mnie po plecach – Lubię ten zapach.
- A co jeszcze lubisz? – zapytałam i już chciałam kontynuować gdy przerwało mi wejście pewnej osoby.
- Już nawet po kiblach się obściskujecie? – zapytał Black podchodząc do umywalki. Gdy spojrzał w lustro tylko zaczerpnął głęboko oddech i tak jakby się zapowietrzył. Spodziewałam się raczej wrzasków, trzaskania drzwiami i innych histerii, a tu proszę.
- Co. To. Jest? – zapytał wskazując na swoją twarz, a w szczególności na swoje różowe wąsy.
- Wydaje mi się, że w końcu dorosłeś i urósł ci zarost – powiedział J śmiejąc się z miny Syriusza.
- Taki z ciebie przyjaciel? Żeby mnie mazać jakimś różowym paskudztwem?! – zapytał żałosnym tonem Łapa.
- Ojj, Syriuszu, ja cię wymazałam, OK? Zaraz przyniosę ci mleczko do demakijażu, to sobie to zmyjesz – powiedziałam waląc smutnego Blacka po plecach i z uśmiechem na ustach wychodząc z toalety. Już będąc w pokoju usłyszałam trochę żwawszy ton Blacka i coś w stylu „ Nawet w takim kolorze mi do twarzy”. Cicho śmiejąc się poszłam do naszego pokoju i zauważyłam, że dziewczyny też już wstały.
- Lil, gdzie byłaś? – zapytała Mary głośno ziewając.
- No właśnie – powiedziała Dor wystawiając głowę z łazienki. W ustach miała szczoteczkę do zębów i mnóstwo piany – Byłaś u chłopaków?
- Uhm – mruknęłam zabierając z toaletki wcześniej wspomniany kosmetyk i wracając do pokoju.

Po śniadaniu postanowiłam oprowadzić przyjaciół po okolicy. Mój dom znajduje się pod Londynem, także moje miasteczko nie było duże. Parę sklepów, nieduże kino, dwa parki, paręnaście uliczek oraz całkiem spory las.
- Ładnie tu, tak spokojnie – powiedział Remus rozglądając się po okolicy.
- A tam co jest? – zapytał Black wskazując na parę oddalonych domów, w trochę gorszej kondycji niż reszta zabudowy. 
- Domy, Black. Niektóre stoją puste, inne są zamieszkane – odparłam zakładając rękawiczki.
- Nie chciałbym tam mieszkać, ten wygląda jakby miał się zawalić – dodał chłopak wskazując na nieduży dom na końcu ulicy. Za nim ciągnął się już tylko dosyć mrocznie wyglądający las.
- To dom Severusa – odpowiedziałam, próbując odciągnąć przyjaciół w przeciwnym kierunku. Pewnych ran człowiek nie chce rozdrapywać.
- Smarkerus wrócił do domu? Może mu złożymy wizytę? – zapytał Black tym swoim złośliwym tonem. James ochoczo pokiwał głową, a Remus zrobił niezdecydowaną minę.
- Przestańcie, na pewno został w Hogwarcie. Zawsze tam zostaje – powiedziałam odciągając Jamesa za rękę w stronę kina – Tylko raz był u mnie na przerwie Świątecznej, ale nie skończyło się to dobrze – powiedziałam wspominając pewien incydent sprzed trzech lat.
- Mieszkał u ciebie? – zapytał z niedowierzaniem J.
- W końcu się przyjaźnili, prawda? – powiedziała jak zwykle lojalna Mary. Chociaż ona nie miała dziwnych pretensji o moją dawną przyjaźń ze Snape’m.
- Mieszkał, a zresztą o co wam chodzi? Czy ja się wypytuję czemu Syriusz mieszka u ciebie? Ojciec Severusa jest mugolem i powiedzmy, że nie akceptuje jego magicznych mocy – odparłam patrząc z wyrzutem na Jamesa.
- Ruda, spoko. James jest zazdrosny, parę lat myślał, że chodzisz ze Snape’m – powiedział Syriusz. Że co? – Zresztą Smarkerus nie wyprowadzał nas z błędu, tylko nawet to potwierdzał.
- Co?! – serio, byłam w szoku. Severus nigdy nie dawał mi żadnych znaków, że coś do mnie czuje, coś więcej niż przyjaźń.
- A myślisz, że dlaczego z niego żartowaliśmy przy byle okazji. Wkurzał Rogacza, mówiąc co razem robiliście. I czasem mówił, ugh, o dziwnych sprawach, naprawdę wolałem czegoś takiego nie słyszeć – powiedział Remus z jakąś dziwną miną.
- Może odłóżmy tę rozmowę? – zapytała Dor widząc moją minę – Oo, idziemy do kina? Byłyśmy w zeszłe wakacje, było fajnie prawda? – mały niezawodny Dorcik, zawsze wie jak zwrócić uwagę na coś innego. Powlekliśmy się przez nieodgarnięty śnieg w stronę niedużego budynku.
- To co, kino akcji czy jakiś horror? – zapytała Mary, która była wielką miłośniczką horrorów. Odkąd pamiętam blondynka uwielbia wszystkie potwory, od rozkładających się zombie po wilkołaki.
- To wygląda fajnie, „Gorączka sobotniej nocy” – powiedziała Dorcas wskazując na plakat z roztańczonym Travoltą.
- To pewnie film dla bab – powiedział Syriusz – A może „Mistrz kierownicy ucieka”, patrzcie to jakiś wielki samochód! – dodał wskazując na plakat z wąsatym jegomościem na tle ciężarówki.
- Niee, a może to: „Wilkołak, powrót potwora” ! – powiedziała Mar pokazując plakat, z wielkim, owłosionym człowieko-wilkiem stojącym nad swoją ofiarą.
- Może jednak idźmy na to co zaproponowała Dorcas? – zapytał Remus nerwowo, patrząc to na plakat z wilkołakiem, to na Mary z dziwnym wyrazem twarzy. Nawet mnie nie pytajcie, nie wiem o co mu chodziło!
Gdy już wszyscy wyrazili zgodę na film(chociaż Black nadal tęsknie spoglądał na plakat z ciężarówką), kupiliśmy bilety oraz popcorn i skierowaliśmy się do sali.
- OK, teraz spokojnie, to jest ekran – powiedziałam wskazując na biały prostokąt – Na nim będzie wyświetlany film. I uwaga, nikt nie jest nigdzie zamknięty, zostało to wcześniej nagrane kamerami, teraz jest tylko wyświetlane.
Po chwili wszyscy siedzieli w ciszy i tylko dało się słyszeć ciche chrupanie słonej kukurydzy i głośne siorbnięcia pewnego popularnego wśród mugoli czarnego napoju.

Z dziennika Severusa Snape’a
Jak prawie każdą przerwę Bożonarodzeniową od czasu kiedy dostałem się do Hogwartu, spędzałem w zamku. Jak dla mnie, te dni nie różnią się niczym innym od dni powszednich, oprócz tego, że trzeba udawać, że ma się dobry nastrój i kupować rodzinie oraz znajomym prezenty. Jednak przykro jest, gdy nie ma komu ich wręczać, a jeszcze gorzej jak ma się zły nastrój. Zresztą co ja piszę, zły nastój mam od zawsze, jeszcze kiedyś poprawiała go pewna rudowłosa dziewczyna, ale teraz…
Od prawie dwóch miesięcy miałem bolesne wyrzuty sumienia. Ciągle w myślach odtwarzałem te chwile po Nocy Duchów, które już zawsze będą obciążać moje sumienie. Przypominałem sobie jak spojrzałem na Pottera, rzucenie Sectusempry, która ostatecznie dosięgnęła dziewczynę, a nie jak planowałem tego idiotę.
Od dwóch miesięcy mieszkałem sam w dormitorium, po wyrzuceniu przez Dumbledore’a moich kolegów Śmierciożerców, szkoła stała się zupełnie innym miejscem. W młodszych rocznikach Slytheriunu było parę uczniów popierających Czarnego Pana, ale nikt już nie atakował innych studentów magii, oraz nikt nie miał kontaktów z Voldemortem. I może dzięki temu odseparowaniu, od Avery’ego czy Mulcibera, przejrzałem na oczy. Zrozumiałem, co Lily chciała mi powiedzieć na piątym roku. Oni byli po prostu przesiąknięci złem, przez co sam czułem, że z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc robię się coraz gorszy. A przecież nigdy tego nie chciałem! Zawsze wyobrażałem sobie, że jak skończę szkołę i znajdę odpowiednią pracę, w końcu wyznam Lily moje uczucia do niej. Wyobrażałem sobie, że ona będzie tym zachwycona, w końcu byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, znaliśmy się na wylot, czy to nie jest najdoskonalszy fundament dla miłości? Ostatnie tygodnie zupełnie zmieniły moje postrzeganie. Zrozumiałem, że byłem zaślepiony. Jak Lily mogłaby kiedykolwiek chcieć kogoś takiego jak ja? Bez pensa przy duszy, bez znajomości, bez perspektyw na przyszłość. Bo kim ja mogę zostać po ukończeniu Hogwartu? Dobrze robię tylko eliksiry, w Ministerstwie mógłbym chyba startować tylko na posadę ciecia, zresztą z moim wyglądem…
Także, skoro wszyscy zachwalają ten okres świąteczny, jako magiczny i czas wybaczania, czy to nie jest najlepszy moment na przemianę? Oraz na zrzucenie tego ciężkiego balastu, który ciążył mi na sercu? Tylko czy zasługuję na wybaczenie, na drugą szansę? Czy można uwolnić się od słowa danemu najpotężniejszemu czarodziejowi naszych czasów?
- Proszę wejść – powiedział starzec. I widząc jego zdziwioną, ale dobrotliwą minę, wiem, że zrobiłem to co dawno powinienem uczynić. Można nazwać to ucieczką, ale myślę, że dla mnie będzie to wybawienie.
- Profesorze, to ja w nocy 31 października zaatakowałem Lily Evans. Jestem Śmierciożercą – powiedziałem podwijając rękaw czarnej szaty i pokazując Dumbledorowi Mroczny Znak.

2 komentarze:

  1. Rozdział wspaniały. Nie spodziewałam się że Snape powie że to on zaatakował Lily i że jest śmierciożercą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu Snape jesteś idiotą -_- Ale dobrze zrobiłeś ;) no ale żeby tak gadać co się z Evans robiło xD Ale i tak nic nie przybije różwej buźki Blacka haha dobra lece czytać nexta ^^

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.