Poranek 24 grudnia był
piękny. Śnieg obficie obsypał okoliczne drzewa i domy mieniącym się pyłem,
choinka przed domem wesoło migotała kolorowymi lampkami, a podjazd był
systematycznie odśnieżany przez pana Evansa.
W pokoju na piętrze dało się
słyszeć ciche pochrapywanie Dorcas oraz mamrotanie Mary. Czy mówiłam już, że
blondynka często mówi przez sen? Dzięki temu dowiedziałyśmy się z Dor wielu
ciekawych rzeczy, ale jako dobre przyjaciółki, nigdy się z tym nie
zdradziłyśmy.
Delikatnie wyplątałam się z
pościeli, tak aby nie obudzić przyjaciółek i poszłam do łazienki. Po
potraktowaniu włosów wielką ilością odżywki Ulizanna, oraz wykonaniu
delikatnego makijażu (jak na złość pojawił mi się obrzydliwy, wielki pryszcz),
ubrałam się i cicho skierowałam do pokoju chłopaków. Postanowiłam, że zrobię im
jakiś dowcip, także byłam zaopatrzona w pastę do zębów i nową odblaskowo-różową
szminkę. Już w duchu się cieszyłam, haa, ja po prostu umierałam ze śmiechu
wyobrażając sobie wymalowanego Blacka, tym kolorkiem! Cicho niczym ninja, albo
inny wojowniczy żółw weszłam do pokoju, uprzednio zostawiając moje
kapcie-bombki, przed drzwiami, żeby nie zdradzić się nawet najcichszym szurnięciem.
Szybko zlokalizowałam łóżko Blacka, na którym chłopak leżał rozwalony, niczym
król. Ciągle zacieszając twarz, zaczęłam malować Łapę w różne fikuśne wzorki,
oraz narysowałam mu różowe wąsy. Już chciałam przechodzić do następnej ofiary,
gdy usłyszałam:
- Lily? Co ty robisz? –
James patrzył na mnie podejrzliwie. W końcu zbliżałam się do niego z wyciągniętą
ręką z różową szminką i próbowałam powstrzymać wybuch śmiechu.
- Ooo, już się obudziłeś? –
wyszeptałam, żeby nie zbudzić reszty – Taki mały psikus na powitanie – odparłam
wskazując palcem na twarz Blacka pokrytą różową warstwą kosmetyku.
- Będzie wściekły –
powiedział James zakładając okulary i patrząc na swojego kumpla – Ale przyznaj,
że do twarzy mu w tym kolorze – I w tym momencie nie wytrzymałam i zaczęłam się
śmiać jak głupia. Bo, uwierzcie mi na słowo, Blackowi po prostu pasował ten
kolor! James zatkał mi usta swoją ręką i zaciągnął do łazienki.
- Ciicho, bo go obudzisz –
wyszeptał, również śmiejąc się, ale chyba z innego powodu niż ja – Kto by
pomyślał, że z Evansówny taka rozrabiaka? – powiedział patrząc jak powoli się
uspokajam i ocieram łzy z oczu.
- No patrz, może niedługo
wystartuję w castingu na kolejnego Huncwota – powiedziałam przytulając się do
ciepłego jamesowego torsu.
- Chyba Huncwotkę – odparł
James wąchając moje włosy – Truskawka – wymruczał cicho gładząc mnie po plecach
– Lubię ten zapach.
- A co jeszcze lubisz? –
zapytałam i już chciałam kontynuować gdy przerwało mi wejście pewnej osoby.
- Już nawet po kiblach się
obściskujecie? – zapytał Black podchodząc do umywalki. Gdy spojrzał w lustro tylko
zaczerpnął głęboko oddech i tak jakby się zapowietrzył. Spodziewałam się raczej
wrzasków, trzaskania drzwiami i innych histerii, a tu proszę.
- Co. To. Jest? – zapytał
wskazując na swoją twarz, a w szczególności na swoje różowe wąsy.
- Wydaje mi się, że w końcu
dorosłeś i urósł ci zarost – powiedział J śmiejąc się z miny Syriusza.
- Taki z ciebie przyjaciel?
Żeby mnie mazać jakimś różowym paskudztwem?! – zapytał żałosnym tonem Łapa.
- Ojj, Syriuszu, ja cię
wymazałam, OK? Zaraz przyniosę ci mleczko do demakijażu, to sobie to zmyjesz –
powiedziałam waląc smutnego Blacka po plecach i z uśmiechem na ustach wychodząc
z toalety. Już będąc w pokoju usłyszałam trochę żwawszy ton Blacka i coś w
stylu „ Nawet w takim kolorze mi do twarzy”. Cicho śmiejąc się poszłam do
naszego pokoju i zauważyłam, że dziewczyny też już wstały.
- Lil, gdzie byłaś? –
zapytała Mary głośno ziewając.
- No właśnie – powiedziała
Dor wystawiając głowę z łazienki. W ustach miała szczoteczkę do zębów i mnóstwo
piany – Byłaś u chłopaków?
- Uhm – mruknęłam zabierając
z toaletki wcześniej wspomniany kosmetyk i wracając do pokoju.
Po śniadaniu postanowiłam
oprowadzić przyjaciół po okolicy. Mój dom znajduje się pod Londynem, także moje
miasteczko nie było duże. Parę sklepów, nieduże kino, dwa parki, paręnaście
uliczek oraz całkiem spory las.
- Ładnie tu, tak spokojnie –
powiedział Remus rozglądając się po okolicy.
- A tam co jest? – zapytał
Black wskazując na parę oddalonych domów, w trochę gorszej kondycji niż reszta
zabudowy.
- Domy, Black. Niektóre
stoją puste, inne są zamieszkane – odparłam zakładając rękawiczki.
- Nie chciałbym tam
mieszkać, ten wygląda jakby miał się zawalić – dodał chłopak wskazując na
nieduży dom na końcu ulicy. Za nim ciągnął się już tylko dosyć mrocznie
wyglądający las.
- To dom Severusa –
odpowiedziałam, próbując odciągnąć przyjaciół w przeciwnym kierunku. Pewnych
ran człowiek nie chce rozdrapywać.
- Smarkerus wrócił do domu?
Może mu złożymy wizytę? – zapytał Black tym swoim złośliwym tonem. James
ochoczo pokiwał głową, a Remus zrobił niezdecydowaną minę.
- Przestańcie, na pewno
został w Hogwarcie. Zawsze tam zostaje – powiedziałam odciągając Jamesa za rękę
w stronę kina – Tylko raz był u mnie na przerwie Świątecznej, ale nie skończyło
się to dobrze – powiedziałam wspominając pewien incydent sprzed trzech lat.
- Mieszkał u ciebie? –
zapytał z niedowierzaniem J.
- W końcu się przyjaźnili,
prawda? – powiedziała jak zwykle lojalna Mary. Chociaż ona nie miała dziwnych
pretensji o moją dawną przyjaźń ze Snape’m.
- Mieszkał, a zresztą o co
wam chodzi? Czy ja się wypytuję czemu Syriusz mieszka u ciebie? Ojciec Severusa
jest mugolem i powiedzmy, że nie akceptuje jego magicznych mocy – odparłam
patrząc z wyrzutem na Jamesa.
- Ruda, spoko. James jest
zazdrosny, parę lat myślał, że chodzisz ze Snape’m – powiedział Syriusz. Że co?
– Zresztą Smarkerus nie wyprowadzał nas z błędu, tylko nawet to potwierdzał.
- Co?! – serio, byłam w
szoku. Severus nigdy nie dawał mi żadnych znaków, że coś do mnie czuje, coś
więcej niż przyjaźń.
- A myślisz, że dlaczego z
niego żartowaliśmy przy byle okazji. Wkurzał Rogacza, mówiąc co razem
robiliście. I czasem mówił, ugh, o dziwnych sprawach, naprawdę wolałem czegoś
takiego nie słyszeć – powiedział Remus z jakąś dziwną miną.
- Może odłóżmy tę rozmowę? –
zapytała Dor widząc moją minę – Oo, idziemy do kina? Byłyśmy w zeszłe wakacje,
było fajnie prawda? – mały niezawodny Dorcik, zawsze wie jak zwrócić uwagę na
coś innego. Powlekliśmy się przez nieodgarnięty śnieg w stronę niedużego
budynku.
- To co, kino akcji czy
jakiś horror? – zapytała Mary, która była wielką miłośniczką horrorów. Odkąd
pamiętam blondynka uwielbia wszystkie potwory, od rozkładających się zombie po
wilkołaki.
- To wygląda fajnie,
„Gorączka sobotniej nocy” – powiedziała Dorcas wskazując na plakat z
roztańczonym Travoltą.
- To pewnie film dla bab –
powiedział Syriusz – A może „Mistrz kierownicy ucieka”, patrzcie to jakiś
wielki samochód! – dodał wskazując na plakat z wąsatym jegomościem na tle
ciężarówki.
- Niee, a może to:
„Wilkołak, powrót potwora” ! – powiedziała Mar pokazując plakat, z wielkim,
owłosionym człowieko-wilkiem stojącym nad swoją ofiarą.
- Może jednak idźmy na to co
zaproponowała Dorcas? – zapytał Remus nerwowo, patrząc to na plakat z
wilkołakiem, to na Mary z dziwnym wyrazem twarzy. Nawet mnie nie pytajcie, nie
wiem o co mu chodziło!
Gdy już wszyscy wyrazili
zgodę na film(chociaż Black nadal tęsknie spoglądał na plakat z ciężarówką),
kupiliśmy bilety oraz popcorn i skierowaliśmy się do sali.
- OK, teraz spokojnie, to
jest ekran – powiedziałam wskazując na biały prostokąt – Na nim będzie
wyświetlany film. I uwaga, nikt nie jest nigdzie zamknięty, zostało to
wcześniej nagrane kamerami, teraz jest tylko wyświetlane.
Po chwili wszyscy siedzieli
w ciszy i tylko dało się słyszeć ciche chrupanie słonej kukurydzy i głośne
siorbnięcia pewnego popularnego wśród mugoli czarnego napoju.
Z
dziennika Severusa Snape’a
Jak prawie każdą przerwę
Bożonarodzeniową od czasu kiedy dostałem się do Hogwartu, spędzałem w zamku. Jak
dla mnie, te dni nie różnią się niczym innym od dni powszednich, oprócz tego,
że trzeba udawać, że ma się dobry nastrój i kupować rodzinie oraz znajomym
prezenty. Jednak przykro jest, gdy nie ma komu ich wręczać, a jeszcze gorzej jak
ma się zły nastrój. Zresztą co ja piszę, zły nastój mam od zawsze, jeszcze
kiedyś poprawiała go pewna rudowłosa dziewczyna, ale teraz…
Od prawie dwóch miesięcy
miałem bolesne wyrzuty sumienia. Ciągle w myślach odtwarzałem te chwile po Nocy
Duchów, które już zawsze będą obciążać moje sumienie. Przypominałem sobie jak
spojrzałem na Pottera, rzucenie Sectusempry, która ostatecznie dosięgnęła
dziewczynę, a nie jak planowałem tego idiotę.
Od dwóch miesięcy mieszkałem
sam w dormitorium, po wyrzuceniu przez Dumbledore’a moich kolegów
Śmierciożerców, szkoła stała się zupełnie innym miejscem. W młodszych
rocznikach Slytheriunu było parę uczniów popierających Czarnego Pana, ale nikt
już nie atakował innych studentów magii, oraz nikt nie miał kontaktów z
Voldemortem. I może dzięki temu odseparowaniu, od Avery’ego czy Mulcibera,
przejrzałem na oczy. Zrozumiałem, co Lily chciała mi powiedzieć na piątym roku.
Oni byli po prostu przesiąknięci złem, przez co sam czułem, że z dnia na dzień,
z miesiąca na miesiąc robię się coraz gorszy. A przecież nigdy tego nie
chciałem! Zawsze wyobrażałem sobie, że jak skończę szkołę i znajdę odpowiednią
pracę, w końcu wyznam Lily moje uczucia do niej. Wyobrażałem sobie, że ona
będzie tym zachwycona, w końcu byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, znaliśmy się na
wylot, czy to nie jest najdoskonalszy fundament dla miłości? Ostatnie tygodnie
zupełnie zmieniły moje postrzeganie. Zrozumiałem, że byłem zaślepiony. Jak Lily
mogłaby kiedykolwiek chcieć kogoś takiego jak ja? Bez pensa przy duszy, bez
znajomości, bez perspektyw na przyszłość. Bo kim ja mogę zostać po ukończeniu
Hogwartu? Dobrze robię tylko eliksiry, w Ministerstwie mógłbym chyba startować
tylko na posadę ciecia, zresztą z moim wyglądem…
Także, skoro wszyscy
zachwalają ten okres świąteczny, jako magiczny i czas wybaczania, czy to nie
jest najlepszy moment na przemianę? Oraz na zrzucenie tego ciężkiego balastu,
który ciążył mi na sercu? Tylko czy zasługuję na wybaczenie, na drugą szansę?
Czy można uwolnić się od słowa danemu najpotężniejszemu czarodziejowi naszych
czasów?
- Proszę wejść – powiedział
starzec. I widząc jego zdziwioną, ale dobrotliwą minę, wiem, że zrobiłem to co
dawno powinienem uczynić. Można nazwać to ucieczką, ale myślę, że dla mnie
będzie to wybawienie.
- Profesorze, to ja w nocy
31 października zaatakowałem Lily Evans. Jestem Śmierciożercą – powiedziałem
podwijając rękaw czarnej szaty i pokazując Dumbledorowi Mroczny Znak.
Rozdział wspaniały. Nie spodziewałam się że Snape powie że to on zaatakował Lily i że jest śmierciożercą.
OdpowiedzUsuńJezu Snape jesteś idiotą -_- Ale dobrze zrobiłeś ;) no ale żeby tak gadać co się z Evans robiło xD Ale i tak nic nie przybije różwej buźki Blacka haha dobra lece czytać nexta ^^
OdpowiedzUsuń