niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 6 Ślepa Lily



- Dobra, to co mam mówić? Jak mam się zachowywać? – zapytałam zrozpaczona patrząc na przyjaciółki. Tak, poniedziałkowy poranek nastał bardzo szybko po źle przespanej nocy. Po powrocie, przynajmniej do pierwszej w nocy zastanawiałam jak mam się zachowywać w stosunku do Rogacza. Randkę zaliczam do udanych i jej koniec bardzo mi się podobał, ale wiecie zupełnie nie wiem co mam teraz myśleć. Z jednej strony odrzucałam Pottera przez sześć długich lat, a teraz po paru całusach mam mu się rzucić na szyję i zapewnić, że już zawsze będziemy razem i będziemy mieć dwadzieścioro dzieci? No raczej nie. Także, byłam trochę zdenerwowana.
- Zachowuj się normalnie, nie tak jakby nic się wczoraj nie stało, ale wiesz, mów do niego po imieniu, bądź miła, na pewno James też nie będzie wiedział jak ma się w stosunku do ciebie teraz zachowywać – odparła jak zawsze logicznie Mary. Pokrzepiła mnie tym trochę.
- No nie wiem, ja bym mu się rzuciła na szyje i wpiła w te rozkoszne usta – powiedziała Dor zakładając szatę. Eh, cała ona.
Gdy już wszystkie wyszykowałyśmy się i spakowałyśmy torby poszłyśmy na śniadanie. Czułam się strasznie, co chwilę rozglądałam się dookoła, jakbym spodziewała się, że zza zbroi wyskoczy James i będzie chciał mnie całować, czy coś. Chyba jestem nienormalna.
Gdy doszłyśmy do Wielkiej Sali i skierowałyśmy się w stronę stołu Gryfonów, ujrzałam ich. Huncwotów. Wszystkich. Dor, jak to ona, od razu pognała w stronę Blacka, więc chcąc nie chcąc też się tam z Mary skierowałyśmy. Jedyne wolne miejsce było obok Pottera. Eh, chyba Wszechświat nastawił się przeciwko mnie.
- Cześć – powiedziałam siadając i całując Pottera w policzek. Że kurde, co ja zrobiłam? Wokół usłyszałam tylko szmer rozmów i spojrzenia zdziwionych uczniów. A miałam być naturalna! To nie było moje normalne zachowanie.
- Cze-eśc – odparł Rogacz trochę się jąkając – Ekhm, dobrze spałaś? – zapytał patrząc groźnie na Blacka, który strzelał głupie miny.
- Szczerze mówiąc, to okropnie – odparłam pijąc kawę – Nie mogłam zasnąć, bo myślałam o… - przerwałam rumieniąc się. Zarumieniłam się jeszcze bardziej gdy usłyszałam śmiech Łapy. Morgano, czemu zachowuje się jak jakaś opóźniona w rozwoju? Czemu o tym mówię?!
- Hm, napisałeś wypracowanie z eliksirów? – zapytałam gryząc tosta i próbując zachowywać się normalnie. Lilka, pamiętaj normalnie - gadałam sama do siebie w myślach.
- Taa, Remus mi pomógł – odparł Rogacz patrząc na mnie.
- Wiesz, jeżeli masz jakieś problemy z eliksirami to chętnie pomogę – powiedziałam, myśląc, że wiem co mogłoby być zapłatą za te korepetycje. O ludzie, co się ze mną dzieje?!
- Naprawdę?! Wiesz, bardzo chętnie, zupełnie sobie nie radzę z tym eliksirem euforii, a Slughorn powiedział, że znowu będziemy go dzisiaj warzyć – powiedział uśmiechając się – Z ostatniego dostałem O – hm, no nieźle on dostał Okropnego, a ja Wybitnego. To się dobraliśmy.
- Jak chcesz możemy razem usiąść i po prostu ci pomogę, wiesz, nigdy nie robię eliksirów tylko według podręcznika, zawsze na czuja i jakoś wychodzą. Eliksiry są podobne do gotowania, pewna przyprawa czasem pasuje do danego dania, a inna po prostu nie – odparłam, nie wiem czy przy okazji się nie przechwalając.
- Umiesz gotować? – zapytał zdziwiony Okularnik.
- No jasne, moja mama ma hopla na punkcie gotowania i w ogóle zdrowego odżywiania. Od zawsze przesiadywałam z nią w kuchni i coś pichciłyśmy, zobaczysz kiedyś upiekę wam keks, to takie ciasto, nie chwaląc się wychodzi mi naprawdę smaczne – dodałam rozkręcając się. Razem z moją drogą mamą tak mamy, że jak zaczniemy o gotowaniu to nie możemy skończyć - Najfajniejsza jest Gwiazdka, wtedy z mamą siedzimy dwa dni w kuchni i gotujemy kupę żarcia. Zresztą jeżeli chcecie to zapraszam was na Święta do siebie – powiedziałam patrząc na zaskoczone miny Huncwotów. Dziewczyny już dawno były zaproszone.
- Zapraszasz nas do siebie? – zapytał Black patrząc z niedowierzaniem – Na Święta?
- No, jasne, zobaczycie jak żyją mugole – odpowiedziałam śmiejąc się z ich min i krzywiąc się, gdy zdałam sobie sprawę z tego co powiedziałam. Trochę to zabrzmiało jak oglądanie zwierząt w ZOO – Spodoba Ci się Black, mój tata ma dwa motory – dodałam zachęcającym tonem.
- Whooaa, to ja się piszę, zawsze chciałem zobaczyć jak to działa! – zawołał – No, Rogacz, co się nie odzywasz, masz może jedyną szansę w życiu zobaczyć jak działa Wiewiórka w swoim naturalnym środowisku.
- Co? A, bardzo chętnie, nawet myśleliśmy, że będziemy musieli zostać na Święta w szkole, moi rodzice wyjechali na misję, za granicę, także bardzo chętnie Lily – odparł Potter.
- A ty Remusie? Peter? – zapytałam, cóż chciałam zawczasu napisać list do mamy, że jednak przyjedzie więcej osób. Ale znając ją i tatę to tylko się ucieszą, są bardzo towarzyscy. Gorzej z Petunią….
- Przepraszam Lily, jadę do babci, gdybyś spróbowała jej węgorza na słodko, to wiedziałabyś czemu – odpowiedział Peter popijając sok dyniowy.
- A ja chętnie – powiedział Lupin patrząc na Mary. Ha, wiedziałam że coś się kroi!
- Ale będzie super! – zawołała Dor – Wiecie jaki fajny ma dom Ruda? Ma basen w piwnicy, taki całoroczny! I ma wielką garderobę, nie mogę się doczekać, aż tam pobuszuję, a mama Lilki zawsze daje nam wielkie torby ciuchów, Lily mówi, że ona jest zaholiczką.
- Zakupoholiczką – poprawiłam Dor, uśmiechając się. W końcu wstaliśmy od stołu i skierowaliśmy się w stronę lochów.
- A wiecie, że Lilka jest arystokratką? – zapytała Mary, śmiejąc się z mojej głupiej miny – Oj, Lil, nie krzyw się.
- Co? Jesteś księżniczką? – zapytał Black klepiąc Pottera po plecach i gadając coś o zostaniu królewiczem.
- No nie, co wy. Tata ma tytuł Lorda, po dziadku. W 14 czy którymś tam pokoleniu jesteśmy spokrewnieni z Królową Anglii – odparłam stając pod drzwiami od klasy.
- Zaraz się okaże Ruda, że jesteśmy rodziną – odparł Łapa.
- To jest chyba niemożliwe, ty jesteś arystokratą wśród czarodziei, a ja wśród mugoli – odpowiedziałam wzruszając ramionami. Chciałam dalej poprowadzić mój wywód, ale przerwał mi profesor Slughorn zapraszając Gryfonów i Ślizgonów do sali. Po zajęciu przeze mnie i Rogacza miejsca w pierwszej ławce zapadła chwila ciszy, a później słychać było szepty. Eh, zapewne zacne plotki powstaną. Rozejrzałam się niepewnie po klasie, zostałam obdarowana uśmiechem przez Dorcas i kciukiem w górze Blacka. Oraz wściekłym spojrzeniem czarnych oczu. Aż się wzdrygnęłam. Przypomniałam sobie, jak kiedyś te oczy patrzyły na mnie przyjaźnie, a nie jak na robaka, szlamę.
- To co mam robić? – zapytał James szeptem po napełnieniu kociołka wodą i podgrzaniu go różdżką.
- Pokrój figę abisyńską w idealną kosteczkę, wrzuć do kociołka i zamieszaj dwa razy w lewo i pięć w prawo – odparłam szeptem. Dalszą instrukcję nadal podawałam mu szeptem i robiłam swój wywar. Na 20 minut przed końcem lekcji odezwał się profesor Slughorn:
- Sprzątamy, przelejcie wywary do fiolek ze swoimi nazwiskami i ustawcie na biurku. Pettigrew, daruj sobie przelewanie, bo na pewno Ci się nie uda. Czas na korepetycje drogi chłopcze.
Gdy już wszyscy oddali swoje fiolki Slughorn zaczął obowiązkowo od mojego wywaru.
- Idealna konsystencja, ten kolor, zapach, moi drodzy, panna Evans otrzymuje 20 punktów dla Gryffindoru. Ideał! – rozpływał się profesor oglądając i wąchając mój wywar. Potem przeszedł do fiolek Ślizgonów, niektóre ocenił jako dobre, inne zmiażdżył swoją krytyką i…:
- Och, a co my tu mamy? Bardzo dobra konsystencja, kolor podręcznikowy, zapach też świetny! Pan Potter?! – zawołał zdziwiony Profesor.
- Ahh, rozumiem! To ten czar panny Evans, tylko pan z nią usiadł i uwarzył mi doskonały wywar. Tak moi drodzy, ostatni eliksir pana Pottera oceniłem na O, lecz ten… hm… Wybitny proszę państwa! – zawołał Slughorn patrząc na nas z uśmiechem. – A może by tak pan Potter przyszedł kiedyś z panną Evans do mnie na podwieczorek? – zapytał, na co Potter pokiwał z uśmiechem głową. Chyba był w szoku czy coś.
- Taka piękna dwójka uczniów, taka zdolna! – Black parsknął śmiechem – Moi drodzy, nie zdziwiłoby mnie to, gdyby ta dwójka, tak proszę państwa, ta dwójka, miała wybitne wręcz dzieci! Kapitan drużyny Quiditcha i Mistrzyni Eliksirów! – Slughorn rozpływał się nad nami jak czekolada na słońcu. Chociaż uwagę o dzieciach mógł sobie darować…


- No to co Ruda, to kiedy będą te wybitne dzieci? – zapytał Łapa uśmiechając się po swojemu. Wyszliśmy już z sali i skierowaliśmy się na obiad. Cztery godziny eliksirów to nie przelewki.
- Później niż myślisz, Black – odparłam i przecisnęłam się do Mary i Remusa, którzy rozmawiali o jakiejś książce, której nie czytałam. Eh.
- Co Dorciku jesteś taki smutny? – zapytałam błękitnooką.
- Eh, Lil, eliksiry to klapa. Nie wiem po co się znowu na nie zapisałam, przecież ja chcę mieć tylko dobrze prosperujący salon kosmetyczny na Pokątnej.
- Dorciku, eliksiry Ci się do tego przydadzą, wiesz ile jest takich na urodę? Nawet kiedyś znalazłam taką książkę w bibliotece, możemy potem jej poszukać – powiedziałam i zobaczyłam niezadowoloną minę brunetki. Chyba to nie był dobry pomysł. Usiedliśmy przy stole, znowu po jakiś dziwnych Blackowych machlojkach siedziałam obok Rogacza.
- Tak w ogóle, to dziękuję za pomoc - powiedział – Gdyby nie ty, pewnie znowu dostałbym Okropny albo może cudem Zadowalający. A tak przy okazji, to co robicie na tych wieczorkach u Slughorna? – zapytał nakładając sobie górę mięsa, ziemniaków i surówki na talerz.
- Um, no wiesz, podziwiamy Slughorna, poznajemy różnych ludzi którzy kiedyś się u niego uczyli, przechwalamy się swoimi naukowymi dokonaniami – odpowiedziałam uśmiechając się krzywo i nakładając sobie marchewkę – Cieszę się, że w końcu ktoś nowy dojdzie, w większości to sami Ślizgoni, dwóch czy trzech Krukonów i tylko dwie osoby z Gryfindoru. Jedynie z Rachel gadałam, ale po tym jak trafiła do Skrzydła Szpitalnego, hm… - dodałam gryząc różyczkę brokuła.
- Jak chcesz mieć chody u profesorka, przynieś mu paczkę kandyzowanych ananasów, uwielbia je – dodałam patrząc jak Black wciąga groszek nosem. Ohyda. Chociaż wysmarknięcie tego groszku było obrzydliwsze. Z kim ja się zadaję? Dor piszczała z uciechy, Mary na nic nie zwracała uwagi czytając Proroka, a Peter się obżerał.
- Łapo, zachowuj się – powiedział Rogacz patrząc z niesmakiem na kumpla.
- Przecież to sztuczka – powiedział Black zacieszając ryj. Taa, magiczna po prostu. Po obiedzie zaczęły się zajęcia z transmutacji, na które nie chodziła ani Mar, ani Dor, obie miały w tym czasie Wróżbiarstwo. Ze zdziwieniem zauważyłam, że Rogacz usiadł ze mną w pierwszej ławce. Nieźle, z ostatniej do pierwszej. Profesor McGonagall chyba też była zdziwiona:
- Co ty znowu knujesz Potter?
- No, wie pani profesor! – zawołał Rozczochraniec – Usiadłem obok koleżanki – dodał wskazując na mnie. McGonagall w żaden sposób tego nie skomentowała i zaczęła lekcję.
Co robisz po lekcjach? – nagle wylądowała przede mną karteczka od Rogacza.
Tak właściwie to nic, już wszystko odrobiłam. A co? – Ha, jak zwykle podejrzliwa ja.
To może spacer po błoniach? – hm, czyli, tak jakby chce się umówić?
Chętnie – odpisałam i rzuciłam karteczką do Pottera. Pech chciał, że zauważyła to profesor McGonagall.
- Panno Evans! Tego się po pani nie spodziewałam – powiedziała nauczycielka i spojrzała na mnie spode łba. Wyrzuciła pergamin do kosza i kontynuowała lekcje.
- Co odpisałaś? – zapytał Potter szeptem prawie dotykając ustami mojego ucha. Aż dreszcz mnie przeszedł!
- Że chętnie pójdę – odparłam również szeptem patrząc z niepokojem na nauczycielkę. Na szczęście nic nie usłyszała. Potter zaszczycił mnie uśmiechem, na który również odpowiedziałam wyszczerzeniem zębów i wróciłam do robienia notatek. A tak właściwie, udawania że coś piszę. Zastanawiałam się, jak to się stało, że w ciągu zaledwie paru dni tak zmieniłam stosunek do Rogacza. Jestem w szoku, jak dobrze mi się z nim gada i tak, jak fajnie się z nim całuje. Właściwie myślałam, że na spacerze Potter może znowu skradnie mi pocałunek. Albo trzy.
- Panno Evans, mówię do pani! – powiedziała profesor McGonagall patrząc na mnie surowo – Czwarte prawo wyjątków Gampa dotyczących transmutacji!
Coś wyjąkałam, ale mój wywód przerwał Black krzycząc:
- Pani profesor jej wybaczy, Evans po prostu się zakochała!
O Merlinie! O Morgano! Zatłukę dziada. McGonagall zostawiła mnie w spokoju i zaczęła maglować Blacka, który to umiał – a ja nic konkretnego nie umiałam powiedzieć!
- Nie przejmuj się Lily, wiesz jaki jest Syriusz… – powiedział Potter usprawiedliwiającym tonem głaszcząc mnie po dłoni. Co on robi, na lekcji!? Zabrałam rękę i uśmiechnęłam się wymuszonym uśmiechem.
- Nie przejmuję, po prostu wyrwę mu jęzor i będzie spokój – wysyczałam szeptem. Gdy zadzwonił dzwonek wyszłam pierwsza z sali i poszłam do Pokoju Wspólnego. Ahh, relaks! Niestety do pokoju wrócili też Huncwoci na czele z idiotą Blackiem.
 - Wiewióro, nie obrażaj się, przecież powiedziałem prawdę! – zawołał Black zwalając się swoim cielskiem na fotel. Obok mnie usiadł Potter z Lupinem, Peter jeszcze był na wróżbiarstwie, zresztą jak dziewczyny.
- Ale nie musisz o takich sprawach mówić przy nauczycielce – wysyczałam wyjmując z torby lusterko i sprawdzając czy się nie rozmazałam. Nie wiem jak to się dzieje, ale co się pomaluję, to ten makijaż na mojej twarzy się nie utrzymuje i często tusz mi się rozciera pod oczami i wyglądam jak panda. Nie myślcie sobie, że mam coś przeciwko pandą, nie, nie, to są całkiem miłe zwierzątka! Tylko wątpię, czy któraś dziewczyna, chciałaby je przypominać…
- Oj tam, oj tam, już pół szkoły wie, że byliście na randce, a Dor zaszczyciła mnie długim monologiem o tym jak wyglądałaś wczoraj po waszym małym rendez-vous. Także, mnie Rudzielcu nie oszukasz – dodał Syriusz wyrywając mi lusterko z ręki i oglądając swoją obrzydliwą mordę. Och, no dobra, całkiem przystojną twarz.
- Co? Zabiję Dorcas, jej długi jęzor kiedyś mnie wpakuje w niezłe tarapaty – powiedziałam, a raczej wyjęczałam, opierając głowę o czyjeś ramię. O nie, Potterowe ramię. Zabrałam szybko głowę udając, że nic takiego się nie stało.
- Dobra, to kto daje mi odpisać wypracowanie? – zapytał Rogacz.
- Które? – zapytałam grzebiąc w torbie w poszukiwaniu mojego segregatora z pracami domowymi zrobionymi do przodu.
- Z Historii Magii – odpowiedział zdziwiony James, biorąc podany przeze mnie zwój pergaminu.
- O widzisz, Wiewióro, mi nigdy nie dałabyś odpisać pracy domowej – powiedział Black z ironicznym uśmiechem. Eh. Chociaż właściwie, czy to nie ja zawsze się wydzierałam jak Potter mnie pytał czy może spisać wypracowanie?
- Chyba jestem chora - powiedziałam kładąc głowę, tym razem na poduszce. Potter zlustrował mnie uważnym wzrokiem po czym położył mi rękę na czole.
- Nie masz gorączki – powiedział. I wrócił spokojnie do przepisywania wypracowania oraz zmieniania niektórych zdań. Myślę, że był taki spokojny, bo nie wiedział co się aktualnie dzieje w moim ciele. Czułam tylko jak krew jest pompowana do moich policzków, a serce podskakuje jak dzikie. Coś jest ze mną nie tak!
- Ehh, taki mądry Wiewiór, ale taki ślepy – powiedział Black również częstując się jednym z moich gotowców, tyle że z eliksirów. Już nawet nie chciało mi się wydzierać, żeby sam wysilił mózgownicę i napisał wypracowanie. Siedziałam cicho, zmieniając pozycję na wygodniejszą i po prostu usnęłam.

1 komentarz:

  1. Na Merlina ! Ja cię kocham <3 Nie wiem jak ty tak piszesz, ja też tak chce ;) Rozdział serio boski i najlepszy Black hehe uwielbiam go xD
    - Pani profesor jej wybaczy, Evans po prostu się zakochała! haha jebłam na tym cudne <3 czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.