czwartek, 17 września 2015

Rozdział 41



Od ostatnich wydarzeń minął już tydzień. Maj na dobre zagościł w kalendarzu i coraz mocniej przypominał o szybko mijającym czasie.
Do OWTM-ów zostało tylko 17 dni!!
Panikowałam. Czasami łapały mnie okropne ataki paniki. Spazmatycznie oddychałam i wmawiałam sobie, że na pewno obleję. Chociaż wszystkim wydawało się, że moja amnezja powinna powoli ustępować, wcale nie było lepiej. Przerażało mnie to, choć próbowałam nie dawać tego po sobie poznać. Nie chciałam martwic przyjaciół i Jamesa.
A propos Jamesa… Teraz, przypominając sobie nasze spotkanie po złapaniu Avery’ego tylko się uśmiecham, ale wtedy wcale nie było mi do śmiechu.


Parę dni wcześniej

Schodziłam za Remusem po schodach, prowadzących z gabinetu Dumbledore’a na korytarz. Nadal w głowie odbijały mi się słowa Avery’ego i jego okrutny śmiech.
Spojrzałam na Jamesa. Stał z zachmurzoną miną. Właściwie, wyglądał na zdrowo wkurzonego.
Poczułam mocny uchwyt na ramieniu i nawet nie zdążyłam wyrazić swojego sprzeciwu – zostałam gdzieś zaciągnięta siłą.
            - Na Merlina, James, puść moje ramię, będę miała kolejne siniaki – wyburczałam, próbując wyrwać się z jego mocnego uścisku.
Chyba zrozumiał, że robi mi krzywdę, bo zwolnił nacisk na moje ramię, ale nadal mnie gdzieś ciągnął.
            - Wchodź – rozkazał.
Spojrzałam na jego poważną twarz i nawet nie próbowałam go przekonywać, że jedyne o czym teraz marzę, to moje łóżko i może szklaneczka Ognistej. Albo dwie.
            - Słuchaj James, nie rozumiem czemu się tak zachowujesz, przecież… - zaczęłam, ale przerwałam, widząc furię malującą się na jego twarzy. Właściwie, patrzyłam na niego zafascynowana. Wydaje mi się, że nigdy aż tak się na mnie nie zdenerwował. Chociaż, może? Przecież nic nie pamiętałam…
            - Dumbledore nam powiedział – odparł, patrząc mi prosto w oczy. – Jak mogłaś stać spokojnie z Remusem pod niewidką i czekać, aż ten szaleniec wykryje waszą obecność?!
            - Ja…
            - Gdzie ten Remus miał głowę? Wydaje się być takim rozsądnym facetem, a w momencie zagrożenia robi coś takiego! Mogliście zginać, gdyby nie Regulus i Dumbledore… Nie żyłabyś, Lily.
Otworzyłam szeroko oczy. Tak, chęć na przespanie co najmniej dziesięciu godzin zupełnie mi minęła.
            - Wiem – odparłam, czując drżącą wargę. – Dokładnie powiedział co chciałby mi zrobić… Nam, zrobić – poprawiłam się.
James zacisnął usta. Widziałam, jak bardzo był zdenerwowany.
            - A ty tam stałaś i tylko na to czekałaś – wyszeptał.
            - Wcale nie! – zawołałam. – Chociaż… Nie, nie mogłam się wycofać, nie przekonując się o co chodzi w tej sprawie.
James pokręcił głową.
            - Postąpiliście z Remusem strasznie głupio, nie podejrzewałbym was o coś takiego, raczej Syriusza, lub siebie… - odparł, po czym przyciągnął mnie do siebie. – Musisz zrozumieć Lily. Jestem wściekły, bo mogło się zdarzyć coś okropnego. Co ja bym bez ciebie zrobił?
I w tym momencie uruchomiła się we mnie fontanna. Inaczej tego nie mogę nazwać – opadł cały stres i strach, i po prostu wybuchłam okropnym płaczem.
            - Nie, nie płacz, nie chciałem na ciebie krzyczeć – wyszeptał James, gładząc mnie po plecach.
            - Chyba jestem zmęczona – odparłam, żałośnie pochlipując. – Przepraszam, że zachowałam się tak głupio, to się już nie zdarzy.
James cicho się zaśmiał.
            - Muszę pogodzić się z faktem, że czasem postępujesz zupełnie nielogicznie – powiedział, opierając brodę na mojej głowie.


***


            - Nie rozumiem… - powiedział Syriusz, rozglądając się po Pokoju Wspólnym. – Czemu wy cały czas się uczycie?
Przewróciłam oczami. Syriusz i jego głupie pytania…
Ale tak, siedzieliśmy w Pokoju Wspólnym i ostro zakuwaliśmy. Chyba każdy z nas, chciał skończyć edukację z całkiem niezłymi wynikami. Każdy, oprócz Syriusza, który leżał na podłodze, z książką pod głową i głupkowatym uśmiechem na ustach.
            - Może dlatego, że do egzaminów zostało już tylko szesnaście dni? – zapytała Dorcas, wskazując na kalendarz, odliczający dni do egzaminów, który to wczoraj zawiesiłyśmy.
            - No i? – zapytał, wpychając sobie do ust kolejne ciastko, z talerza leżącego na niskim stoliku. – I tak już wszystko umiecie, to po co cały czas powtarzacie?
            - Dla rozrywki – odparła znudzona pytaniami Syriusza, Marlena. Odłożyła książkę od Zielarstwa na stolik i złapała za notatnik, w którym zaczęła coś bardzo szybko pisać.
            - Rozrywki, powiadasz? – zapytał Syriusz, drapiąc się po brodzie. – Znam lepsze rodzaje rozrywki, prawda Rogaczu?
            - Uhm – wymruczał James i podniósł głowę, aby spojrzeć na Blacka. – Masz jakiś pomysł, Łapo?
Widząc uśmiech Syriusza, wiedziałam, że coś wymyślił. Ale nie byłabym sobą, gdybym zaprotestowała.
            - My z Jamesem mamy inne plany – odparłam, pociągając bruneta za rękę.
            - Mamy…? – zapytał, ręką przeczesując włosy.
Grzecznie ruszył za mną i uśmiechnął się, gdy puściłam mu oko.
            - Zawsze chciałam coś zrobić, i możesz się śmiać, pozwalam – powiedziałam.
            - Ale z czego mam się śmiać? – zapytał James, rozglądając się po korytarzu, którym szliśmy.
            - Przekonasz się – odparłam.


***


            - Chciałaś popływać?
Uśmiechnęłam się i skinęłam głową.
            - Ale nie tak normalnie, w jeziorze są trytony – odparłam i wyciągnęłam różdżkę. – Najpierw przygotuję nas do tego, dobrze?
James skinął głową.
            - Zamknij oczy – poprosiłam i skierowałam na niego różdżkę, gdy tylko zrobił to, o co prosiłam.
W myślach wymawiając inkantację zaklęć, zmieniałam wygląd chłopaka i swój. Następnie zaklęciem przywołałam łódkę, która stała na środku jeziora.
            - Możesz otworzyć oczy – powiedziałam.


***


Otworzyłem oczy i nie mogłem uwierzyć w to, co widziałem.
            - Wow, Lily – powiedziałem i głośno wciągnąłem powietrze, spoglądając na swój strój. – Dobrze, wytłumacz wszystko – poprosiłem, gdy zobaczyłem, że moje ciuchy zostały zastąpione czymś eleganckim i niezbyt wygodnym.
            - Nie wiem czy ci mówiłam – zaczęła, rumieniąc się lekko. – Ale uwielbiam Jane Austen. Taka mugolska autorka książek. W gruncie rzeczy, może nie o to chodzi, a o czasy. Gdy wszyscy byli tacy eleganccy, mężczyźni zalecali się do kobiet i istniały te wszystkie, teraz zabawne reguły. Chciałabym, żebyśmy odegrali taką scenę. Jak z książki.
Zamrugałem i siłą woli powstrzymałem uśmiech. Lily była zakłopotana i przez to taka słodka.
            - Więc chcesz, abym zabrał swoją damę na łódkę i pożeglował z nią, rozmawiając o błahostkach?
            - Dokładnie tego chcę – odparła, uśmiechając się lekko.
Spojrzałem z podziwem, na sukienkę, którą Lily przetransmutowała ze swojego mundurka szkolnego, na parasolkę chroniącą od słońca, wiszącą na jej nadgarstku i wszedłem w swoją rolę.
Zalotnika? O Merlinie, znowu to samo?
            - Pani Potter… - zacząłem, ale poczułem na nadgarstku dosyć mocne pacnięcie wachlarzem.
Skąd ona wzięła wachlarz?!
            - Panno Evans – odparła wyniośle.
Błysnąłem uśmiechem i od razu się poprawiłem.
            - Panno Evans, czy uczyni mi pani ten zaszczyt i uda się ze mną na krótką wyprawę łódką? – powiedziałem, wskazując dłonią dwuosobową łódkę.
            - Panie Potter, ale czy to wypada? – zapytała, robiąc zniesmaczoną minę. – Tak bez przyzwoitki?
Delikatnie złapałem ją za dłoń, ubraną w białą rękawiczkę.
            - Obiecuję, panno Evans, że pani cnota nie jest zagrożona – powiedziałem, szczerząc zęby.
            - Panie Potter! – westchnęła, rumieniąc się. – Dam się zaprosić, w końcu mój ojciec już dał ogłoszenie w gazecie o naszych zaręczynach.
Zaśmiałem się cicho i trzymając ją za łokieć, poprowadziłem na pomost, do łódki.
            - Panno Evans, cóż za wyszukane obuwie – zauważyłem, spoglądając na jej trampki.
            - Panie Potter, proszę nie patrzeć na moje kostki! – zawołała, z trudem powstrzymując uśmiech. – Dopiero w noc poślubną, łaskawie je panu pokażę.
            - Łaskawie, panno Evans? – zapytałem, i zacząłem wiosłować.
Lily rozłożyła parasolkę, chroniącą od słońca i spojrzała na mnie z psotnym uśmiechem.
            - Bardzo łaskawie, panie Potter – odparła i rozejrzała się dookoła. – Ależ pan jest silny! Już prawie jesteśmy na środku jeziora – zauważyła.
            - Być może, przekona się pani o tym podczas nocy poślubnej – odparłem, zahaczając wiosłami o boki łódki. Dryfowaliśmy. – Panno Evans…
            - Słucham?
            - A może nie będziemy czekać do nocy poślubnej? – zapytałem, pochylając się w stronę dziewczyny.
            - Panie Potter! – powiedziała, udając oburzenie. – Jestem cnotliwą panną z dobrego domu, żadną aktoreczką lub baletnicą.
            - Szkoda – westchnąłem. – Ale na pannę, panno Evans, mógłbym czekać latami.
            - Panie Potter… - wyszeptała, nachylając się do mnie. – Naprawdę, czekałby pan? – zapytała.
            - Zawsze – odparłem, czując, że wypadam z roli. – Zawsze, Lily.
            - James – westchnęła, uderzając mnie po dłoni wachlarzem. – Merlinie, jaki ty jesteś niecierpliwy – dodała, gdy zacząłem sunąc dłonią od jej kostki, wzwyż.
            - Jeszcze tego nie zauważyłaś? – zapytałem, wciągając dziewczynę na kolana.


***


Poprawiłam mundurek, do jako takiego porządku i z rumieńcem patrzyłam na nagi tors Jamesa, widoczny zza niedopiętej koszuli.
            - Jest pan niepoprawny, panie Potter – zażartowałam. – W książkach nie było takich scen.
Widząc błyszczące oczy Jamesa, poczułam miłe dreszcze.
            - Więc dobrze się stało, że je dopisaliśmy – odparł, zapinając koszulę.
Uśmiechnęłam się i zaraz spoważniałam.
            - James…
            - Tak?
            - A co będzie, jeżeli nigdy nie odzyskam pamięci? – zapytałam.
            - Stworzymy nowe wspomnienia, Lily – odparł, przypatrując mi się. – Chociaż… mam pewien pomysł.


***


            - Co tu robimy? – zapytałam, rozglądając się po pomieszczeniu.
Wydawało mi się, że nigdy w nim nie byłam. Znajdowało się w nim dosłownie wszystko. Połamane krzesła, zniszczone miotły, książki, gry, meble, klatki. Jakiś składzik?
            - Podejdźmy tutaj – powiedział, jakby czegoś szukał. – Jest!
Podeszłam do sporego, marmurowego naczynia.
            - Myślodsiewnia? – zapytałam.
James skinął głową.
            - Jeżeli nie możesz odzyskać swoich wspomnień, pokażę ci moje.


***


Wracaliśmy do wieży trzymając się za ręce. Czułam się, jakbym płynęła nad ziemią.
James pokazał mi wszystko. To znaczy, wydaje mi się, że wszystko.
Nasze pierwsze spotkanie. Jego zatargi ze Snapem. Nasze, hm, przekomarzanie. I te najcudowniejsze wspomnienia, których chyba najbardziej mi brakuje.
Pierwsza randka. Początki naszego związku.
Wiedziałam, że sporo mi brakuje. Brakowało mi tego, co czułam. Wyglądało to tak, jakbym na początku szczerze go nie znosiła. Co prawda, mogłam zrozumieć, czemu się w nim zakochałam, ale tak bardzo mi brakowało tych chwil, widzianych z mojej perspektywy.
Avery tak wiele mi zabrał. Ukradł to, co było tak cenne. Bez wspomnień, nie wiedziałam, kim tak naprawdę byłam. Co czułam, co myślałam.
            - Kocham cię – powiedział James, przystając niedaleko obrazu.
            - Też cię kocham – odparłam.
I czułam to. Może to brzmi niewiarygodnie, bo cholera, nie miałam żadnych wspomnień związanych z jego osobą. Ale wspomnienia, to nie było coś, co ściśle wiązało się z uczuciami.
            - Nie mogę się doczekać powrotu do domu – powiedział, przepuszczając mnie przodem.
            - Ja też – odparłam.
I była to najprawdziwsza prawda. Co prawda, nie wiedziałam gdzie ten dom się znajduje i jak wygląda, ale to nie o to chodziło. James był moim domem, moim pragnieniem i wszystkim czego mogłam oczekiwać od życia.


***


Do OWTM’ów zostało tylko siedem dni. Tydzień. Cholerny tydzień.
            - Alicja, zastrzel mnie – poprosiłam, gdy wracałyśmy z biblioteki.
            - Co? – zapytała.
No tak, Alicja jako czystokrwista czarownica nie bardzo się znała na mugolskiej broni.
            - Wydaje mi się, że nic nie umiem. Nic nie pamiętam! – wyjęczałam, poprawiając opadającą torbę, pełną książek i przeróżnych pomocy naukowych.
            - Lil, wszystko umiesz i wszystko pamiętasz – odparła, spoglądając mi w oczy. – Jesteś przygotowana na co najmniej Powyżej Oczekiwań, jak nie na same Wybitne.
            - Wątpię – odparłam i obejrzałam się, słysząc głośny gwizd.
            - Witajcie, śliczne niewiasty – przywitał się Syriusz, wpychając się pomiędzy nas i objął nas mocno. – Czyżbyście znowu się uczyły? Merlinie, z kim ja się zadaję?! – zawołał, spoglądając w niebo.
            - Gdzie zgubiłeś Dorcas? – zapytałam, ignorując pytanie Blacka.
            - Szlaja się gdzieś – odparł, odwracając wzrok.
            - Szlaja? – powtórzyłam. – Jest z… Hm, Al., my z Syriuszem mamy do pogadania – powiedziałam i złapałam Łapę za kołnierz koszulki.
            - Idziemy – powiedziałam, machając zaskoczonej Alicji.
            - Cholera, Ruda, nie tak agresywnie! Rozumiem, że pragniesz małego sam-na-sam z kimś tak seksownym jak ja, bo bądźmy szczerzy, Rogacz, chociaż naprawdę przemiły, nie jest tak przystojny i mądry jak ja – odparł skromnie.
Parsknęłam śmiechem i wskazałam Syriuszowi schody do Sowiarni.
            - Naprawdę chcesz tutaj gadać? – zapytał, z niesmakiem spoglądając pod nogi.
Cała podłoga była usiana odchodami sów. Wiem, niezbyt przyjemne, ale przynajmniej mieliśmy pewność, że będziemy tu sami.
            - Gdzie jest Dorcas? – zapytałam, bacznie obserwując Syriusza.
            - Ruda, jesteś na tyle inteligentna, żeby zgadnąć z kim jest – odparł gorzko.
            - Z Regiem?
            - Cholera, nawet ty?! Reg, Lily, serio? – zawołał.
Hm, ktoś tu jest zazdrosny.
            - Wiesz, że Regulus nam pomaga – odparłam. – Myślę, że nie wiemy o nim wszystkiego… - dodałam po chwili zastanowienia.
Syriusz parsknął.
            - Regulus zachował się całkiem dobrze, to muszę przyznać – powiedział. – Ale czemu musi spędzać tyle czasu z Dorcas? To podejrzane!
            - Przyjaźnią się – zaryzykowałam stwierdzenie. – I jeżeli to robią, to się spotykają.
            - My też się przyjaźnimy, a nie spędzamy czasu sami – powiedział i lekko się uśmiechnął. – No, oprócz tej chwili teraz… No, albo tego momentu, gdy mnie pocałowałaś. Ale wtedy nie byliśmy sami, bo gapiła się na nas cała szkoła.
Otworzyłam szeroko oczy. Co zrobiłam?
            - Co? – zapytałam zszokowana.
Syriusz puścił mi oko, a następnie zacmokał. Co z kretyn…
            - Właściwie, rzuciłaś się wtedy na mnie, Ruda. To było całkiem miłe, chociaż moje lico uważało inaczej. Zostało wtedy paskudnie potraktowane przez Jamesa. Boleśnie, Ruda – odparł, śmiejąc się z mojej miny.
            - Fuj, naprawdę się całowaliśmy? James mi tego nie pokazał – powiedziałam, spoglądając na Syriusza z niedowierzaniem.
            - Phi, jaki facet pokazywałby takie wspomnienie swojej dziewczynie? To jest, żonie. Wiesz, całuję najlepiej w szkole – pochwalił się.
Zmarszczyłam czoło.
            - Syriuszu? – zapytałam szeptem.
            - Tak?
            - Jeżeli twierdzisz, że całujesz najlepiej w całej szkole, czy to znaczy, że całowałeś wszystkich uczniów, nauczycieli i pana FILTCHA? – zapytałam i głośno się zaśmiałam z oburzonej miny Syriusza.
            - Lilyyy – wyjęczał. – Jesteś okropna! – zawołał, gdy skierowałam się do wyjścia.
            - Chodź, wracamy do wieży – powiedziałam, łapiąc go za rękę. – A Dorcas i Regiem się nie przejmuj. Pogadam z nią.
            - Dobra – wyburczał, nadal oburzony moimi insynuacjami.
Czekała mnie poważna rozmowa z Dorcas, której trochę się obawiałam.


***

Przepraszam, że ten rozdział jest tak okropnie zły, ale nie miałam czasu tego czegoś poprawiac. Ostatnie tygodnie były szalone - spędzałam poza domem całe dnie, byłam wykończona i zupełnie nie chciało mi się wymyślac czegoś lepszego.
 Podjęłam decyzję a propos opowiadania - na początku, myślałam, że po prostu zakończę je w tym momencie i tyle. Ale później pomyślałam, że nie lubię zostawiać takich niezakończonych spraw. Więc, jak najszybciej się da, skończę to opowiadanie i tak, będzie następne(chyba). Chciałabym, żeby trzecie opowiadanie w końcu było tym, z czego mogłabym być dumna. Żeby akcja nie działa się tak szybko, aby było więcej dowcipów Huncwotów, lepiej dopracowane postacie oraz niezmienione zakończenie. Innymi słowy - ma być idealnie, a nie na odpierdziel, tak jak jest teraz. 

2 komentarze:

  1. Cudowny ! Żaden okropny! Jest mega, super, fajny ! :D Powinnaś być dumna bo piszesz naprawdę dobrze :) rozdział mi się podobał, czekam na więcej i życzę weny ❤
    Aki Aki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komplementy, ale mi miło!! Raczej nie mam być z czego dumną - jestem jedynie zadowolona ;) Fajnie, że skomentowałaś, przyjemnie zobaczyć nowych czytelników, w dodatku aktywnych :)
      Pozdrawiam i tak, sama sobie też życzę weny.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.