- Dorcas – wyszeptał Syriusz, patrząc na zamyśloną
dziewczynę. – Dor – powtórzył, wyrywając ją z zamyślenia.
- Tak? – zapytała, nieprzytomnym wzrokiem patrząc na
czarnowłosego.
- Odpłynęłaś, kotku – zauważył, wpatrując się w błękitne tęczówki
dziewczyny. – Mam nadzieję, że nie myślałaś o nim? – zapytał, czując pewien
niesmak.
Nigdy nie przypuszczał, że
będzie mu zależało na jakiejkolwiek dziewczynie, tak bardzo, jak na Dorcas. Do
pewnego momentu, dziewczyny, w życiu Syriusza Blacka stanowiły miłą odskocznię od rzeczywistości.
Mógł w nich przebierać; blondynki, brunetki, rude, młodsze, starsze, dotąd nie
miał ustalonego typu. Dopóki nie pojawiła się ona…
Jedyną przeszkodą, w miarę
spokojnym i ustabilizowany związku z panną Meadowes, była ciągle czająca się
gdzieś postać jego brata.
- O Regulusie? – zapytała, rumieniąc się lekko. – Wcale o
nim nie myślę, przecież wiesz, że zawsze myślę o tobie.
Syriusz odwrócił głowę. Nie
chciał dać po sobie znać, jak bardzo zabolało go kłamstwo dziewczyny.
***
- Paskudnie to wygląda – mruknęłam, oglądając swoje
plecy.
Zapomniałam, jak bardzo
lubiłam łazienkę prefektów. To wielkie pomieszczenie, przypominające bardziej
basen, niż typową łazienkę, było cudownym miejscem do przemyśleń. Jedynie nie
wpadłam na to, że w gigantycznym lustrze, w końcu dokładnie zobaczę wszystkie
swoje obrażenia.
Tak, szramy nadal zdobiły
moje ciało i przypominały mi o tym, że nigdy nie można czuć się bezpiecznie. Bo
gdy już oblewa cię słodkie uczucie bezpieczeństwa, dzieje się coś takiego.
- Okropne – wyjęczałam, wyżej podnosząc ręcznik, aby
obejrzeć uda.
Popatrzyłam na nogi,
uniosłam wzrok i głośno wrzasnęłam.
- Potter! – zawołałam, ciasno obwiązując się ręcznikiem.
– Oszalałeś? – zapytałam, próbując zachować zimną krew.
- Tylko na twoim punkcie – odparł, podchodząc do mnie. –
I zapamiętaj sobie jedno, nic co twoje nie jest okropne. Nawet to – dodał,
przejeżdżając palcem po jednej z zagojonych pręg po zaklęciu.
- Naprawdę? – zapytałam, czując przyjemne ciepło,
rozchodzące się w miejscu, którego dotknął.
- Myślisz, że mógłbym cię okłamać? – zapytał, sunąc
dłonią po moim ramieniu.
- N-nie – odparłam, widząc gęsią skórkę, w tych miejscach
które dotknął.
- To cudownie – wyszeptał, wpijając się w moje wargi.
O ile sobie przypominam, to
nikt mnie nigdy tak nie całował.
***
- Nadal nic nie wiemy – powiedziałem, patrząc na
przyjaciół.
Siedzieliśmy we trójkę w
dormitorium i nadal dyskutowaliśmy o tym samym – ataku na Lily.
- Ja ci mówię, Rogaczu, że to któryś z tych parszywych
Ślizgonów – odparł Syriusz, zakładając ręce na piersi. – Jestem tego pewien, i
nie, nawet nie próbujcie mnie przekonywać, że się mylę.
- Remusie? – westchnąłem, patrząc na skupionego blondyna.
- Tak jak zazwyczaj nie we wszystkim zgadzam się z
Syriuszem, tak teraz muszę przyznać mu rację – powiedział. – Myślę, że to ktoś
ze Slytherin'u. Musimy pomyśleć, kto chciałby skrzywdzić Lily i dlaczego.
Skrzywiłem się. Kto mógłby
chcieć skrzywdzić Lily?! Przecież to najsłodsza, najmądrzejsza i
najodważniejsza dziewczyna jaką znam! Co prawda, mogę być trochę nie
obiektywny, ponieważ jest moją żoną, ale przecież nie ożeniłbym się z przeciętną
dziewczyną, prawda?
- Nie rozumiem, czemu Dumbledore nie robi nic więcej –
powiedziałem, przerywając ciszę. – Prawie w ogóle nie ma go w zamku, a jak już
jest i próbuję go gdzieś dopaść, znowu gdzieś znika! A myślałem, że w zamku nie
można się teleportować…
- Dumbledore to największy czarodziej naszych czasów, na
pewno zna zaklęcia, o których nie mamy pojęcia – odparł Remus. – Ale to dziwne,
zazwyczaj był na miejscu, w szkole…
- Teraz nawet nie mamy żadnych dojść do Zakonu – wtrącił
Syriusz, i spojrzał na mnie przepraszająco. – Sorry, stary, nie chciałem, żeby
to zabrzmiało okrutnie.
- Nie zabrzmiało – odparłem.
Bo co innego miałem powiedzieć?
W pewnym sensie, pogodziłem się z faktem, że moi rodzice nie żyją. W dodatku,
ostatnie wydarzenia zupełnie wyparły myśli o zmarłych rodzicach z mojej głowy.
Musiałem martwic się żywymi.
- Powinniśmy mieć wtyki – powiedział Remus, spoglądając na
Syriusza.
Popatrzyłem na Łapę
proszącym wzrokiem.
- Ooo, nie! – zawołał, wykrzywiając usta. – Nie pójdę do
mojego brata, tej łajzy, podrywającej moją dziewczynę!
- O czym ty mówisz? – zaśmiałem się.
Dorcas i Regulus? To
śmieszne!
- Nieważne – wyburczał Syriusz, kopiąc kolumienkę swojego
łóżka. – Nie pójdę do tego podlizującego się mamusi, dupka. Nie i koniec –
zapowiedział.
- Łapoo – wyjęczałem. – Błagam – dodałem, ale widząc
upartą minę Syriusza, wiedziałem, że muszę wytoczyć ciężkie działa. – Chcesz,
żebym przypadkowo powiedział Dorcas
co urządziłeś sobie w piwnicy?
Łapa zbladł i okropnie
zaklął.
- Jesteś okrutny, przyjacielu – odparł.
***
- Czy nie mogę iść sama do łazienki? – zapytałam,
nawet się nie odwracając.
Była przerwa, za chwilę
miała zacząć się ostatnia tego dnia lekcja – Obrona przed Czarną Magią.
- No wiesz, Lily… - odparła Marlena, obserwując jak myję
ręce. – Gdybym to ja została zaatakowana, dałabym sobie różdżkę złamać, że też byś
za mną chodziła.
Spojrzałam na blondynkę i z
niechęcią kiwnęłam głową.
- Pewnie tak – odparłam, łapiąc torbę z książkami. –
Marlena…
- Tak? – zapytała.
- James was prosił?
- A jak myślisz? – odparła, przewracając oczami.
Uśmiechnęłam się lekko i
tanecznym krokiem wyszłam z łazienki. To przemiłe uczucie, gdy ktoś tak bardzo
się o ciebie martwi.
***
- Wstając dzisiejszego poranka, nie myślałem, że spotka
mnie taki zaszczyt – usłyszałem ironiczny ton.
Odwróciłem się i zobaczyłem
nadchodzącego Regulusa.
- Chodźmy w głąb Zakazanego Lasu, wolałbym, żeby żaden z
moich kumpli nie zobaczył nas razem – dodał, kierując się wzdłuż granicy błoni
i lasu, aż wszedł pomiędzy drzewa. – Nie myśl, że nie domyślam się o co ci
chodzi.
- Doskonale – odparłem wyniośle. – Jeżeli wiesz o co mi
chodzi, to pewnie też wiesz, czego od ciebie chcę.
Regulus stanął pod drzewem i
wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów.
- Palisz? – zapytał.
Westchnąłem i podpaliłem
papierosa różdżką.
- Muszę cię rozczarować, ale jeszcze nic się nie
dowiedziałem – odparł po chwili.
Uniosłem brew.
- Co, Dorcas nic ci nie powiedziała? – zapytał, unosząc
jeden kącik ust w ironicznym uśmiechu. – Ach, rozumiem. Pewnie niedużo
rozmawiacie… - dodał z obleśnym uśmieszkiem.
- Odwal się od Dorcas – odparłem, podchodząc bliżej do
brata. – I to nie twoja sprawa, co ze sobą robimy.
Westchnął i cicho się
zaśmiał.
- Nie mów, że jesteś zazdrosny… - powiedział, a po chwili
ciszy, otworzył szerzej oczy. – Naprawdę, Syriuszu? No, no, kto by pomyślał.
Przecież to zawsze ja byłem zazdrosny o starszego, lepszego brata. Co prawda,
do pewnego momentu lepszego… Matka nadal nie jest zadowolona z lwa na twojej
piersi – dodał, spoglądając na moją szatę.
- Wróćmy do sprawy – przerwałem, mając dość rozmowy z
Regulusem o Dorcas, a tym bardziej o matce. – Zdziałasz coś w sprawie Lily?
- Gdybyś czasem jednak rozmawiał ze swoją dziewczyną, to
wiedziałbyś, że już od jakiegoś czasu działam w tym kierunku – odparł, gasząc
papierosa.
Patrząc za odchodzącym w
kierunku błoni Regulusem, czułem, że coś się zmieniło. Właściwie, nie coś, a
ktoś. I wcale nie byłem pewien, czy na lepsze.
***
Pisałam kolejne, zaległe
wypracowanie. Przede mną leżał stos grubych ksiąg, oraz podręczników, a obok
mnie leżał śpiący James.
Drużyna Gryffindoru,
zaliczyła dzisiejszego dnia ciężki, ostatni trening przed meczem. W tę sobotę miał
się odbyć finał rozgrywek, Gryffindor kontra Slytherin.
I nie wiem czemu, ale ten
temat o wiele bardziej zaprzątał moją głowę niż pisanie wypracowania o
transmutacji kruka w kapę na łóżko.
- James – szepnęłam, pochylając się nad chłopakiem. Lekko
się skrzywiłam, gdy poczułam nadal pobolewające rany na plecach, które wcale
tak szybko się nie goiły, jakbym chciała. Ciągnęły, a poza tym naprawdę
paskudnie wyglądały. Pani Pomfrey już drugi tydzień szykowała mi maść
wybielającą. Co prawda szramy miały już jasny odcień różu, ale na moim bladym
ciele były bardzo widoczne.
- Nie śpię – wymruczał, przekręcając się z boku na plecy,
tak że o mało co na niego nie upadłam. – Miło – dodał, widząc moją twarz nad
sobą.
- Powinieneś iść do dormitorium, jesteś zmęczony –
powiedziałam, wracając na swoje miejsce w kącie kanapy.
Od pocałunku w łazience
prefektów, który miał miejsce już trzy dni temu, do tej pory między nami nic się
nie wydarzyło. Nawet nie dlatego, że James nie próbował, bo próbował i to nie
raz. Ale… Nadal nic nie pamiętałam! Mogłam sobie mieć obrączkę na palcu, mogłam
widzieć nasz akt ślubu, słyszeć od wszystkich zapewnienia, jak to bardzo się
kochaliśmy, ale nadal było dziwnie.
Westchnął, siadając obok i
złapał mnie za brodę. Patrzyłam mu w oczy.
- Będziesz mi kibicować? – zapytał.
Uśmiechnęłam się i skinęłam
głową.
- Przecież wiesz, że będę – odparłam.
Bo, chyba dotąd właśnie to
robiłam, prawda?
- Ale będziesz bo chcesz, czy będziesz, ponieważ wydaje
ci się, że musisz? – zapytał.
Gdybym nie wiedziała, to bym
pomyślała, że mi czytał w myślach.
- Wydaje mi się, że wcześniej to robiłam – odparłam po zastanowieniu. –
Ale najważniejsze jest to, że chcę – dodałam.
***
- Zjedz coś – poprosiłam.
Do meczu została tylko
godzina – cała drużyna Gryffindoru nadal siedziała przy stole i wpatrywała się
w jedzenie.
- Chociaż tosta, chcesz spaść z miotły? – zapytałam,
zsuwając z półmiska na talerz Jamesa, przypieczonego tosta.
- Dobrze, zjem – westchnął. Trochę skojarzył mi się z
dzieckiem robiącym mamie łaskę. Coś w stylu „dobrze, zjem mięso, ale warzywa
zostawię”.
- Doskonale – powiedziałam, gdy bez entuzjazmu przeżuwał
chrupiący chleb. – Jesteście w świetnej formie, jestem pewna, że zdobędziecie
medal.
- Puchar, Rudzielcu – poprawił mnie Syriusz, który też
się przekonał do śniadania. – Rogaczu, zacznij ty edukować swoją ukochaną, masz
do tego świetne możliwości. W końcu mało co pamięta.
- Syriuuuusz – wyjęczała Dorcas. – Merlinie, jaki ty
jesteś nietaktowny.
Black wyszczerzył swoją
idealną gablotę, białych zębów i wrócił do śniadania.
- W każdym razie, na pewno zdobędziecie puchar –
powiedziałam i poklepałam bladego Jamesa po dłoni.
- Lily, musimy już iść zając miejsca – powiedziała
Alicja, siłą odciągając mnie od stołu.
- Powodzenia! – zawołałam jeszcze i ruszyłam za
znajomymi.
- Masz Lily – powiedział Remus, dając mi wuwuzelę. –
Pamiętajcie dziewczyny, głośno kibicujcie – dodał, podając kolejną swojej
dziewczynie, Amy.
- Taa – westchnęła Marlena, z uwagą obserwując Thomasa,
który zawzięcie dął w sprzęt dany nam przez blondyna. – Faceci są tacy
dziecinni – skomentowała, gdy po chwili Frank z Thomasem zaczęli się kłócić o
kapelusz z ruchomym lwem.
***
Było już 100-70 dla
Gryffindoru. Według mnie (ale co ja się tam znam), był to doskonały moment na
złapanie złotego znicza.
- Łap go, James – pomyślałam, patrząc jak brunet rozgląda
się po boisku, szukając piłeczki ze skrzydełkami.
Latając ramię w ramię ze
Smith’em – kapitanem i za razem szukającym Ślizgonów, w końcu to dostrzegł.
Złoty błysk nad trybunami Krukonów.
- Dajesz James! – krzyczał Remus, zawzięcie wymachując
flagą Gryffindoru.
- Gry-ffin-dor! – słyszałam skandowanie z trzech trybun.
Smith cały czas trzymał się
ogona miotły Jamesa, i nie popuszczał. Aż…
- Proszę państwa, James Potter złapał znicz!! – wrzasnął
komentator. – Gryffindor wygrywa przewagą 180 punktów! Gratulacje!
Z wzruszeniem patrzyłam na
szczęśliwą drużynę Gryffindoru, podskakującą i gratulującą sobie wygranej.
***
- Lily! – zawołał James, gdy udało nam się dopchać do
drużyny po odebraniu pucharu, wręczonego przez Dumbledore’a.
- Gra… - zaczęłam, ale przerwał mi gorący pocałunek
chłopaka. – Gratulacje – powiedziałam, gdy w końcu się od siebie odsunęliśmy.
Czerwona jak piwonia,
patrzyłam na szczęśliwego chłopaka i czułam, że zalewa mnie to cudowne uczucie.
Kochałam go.
I wcale nie czułam, że jest
to coś niewłaściwego. Mogłam nie pamiętać wielu wydarzeń z mojego życia, mogłam
go nawet zapomnieć, ale moje serce go znało.
Brzmi to trochę jak z
kiepskiej telenoweli, ale czasami trzeba zaufać uczuciom, a nie rozumowi.
- Kocham cię – szepnęłam mu do ucha.
Przez chwilę myślałam, że
nie usłyszał. Wokoło panował istny harmider, co chwilę ktoś go poklepywał po
plecach i gratulował wygranej.
- Ja też cię kocham – powiedział, łapiąc mnie za rękę,
gdy chciałam odejść.
Z pucharem pod pachą, pociągnął
mnie w kierunku zamku.
***
Obserwował ich, wolno
obracając różdżkę w niecierpliwych palcach.
- Zemsta, Potter, będzie słodka – powiedział, spoglądając
na uśmiechniętą rudowłosą.
Już on się postara zetrzeć,
te szczęśliwe uśmiechy z ich twarzy…
***
Jest :) Następny rozdział dodam we wrześniu - zaczęłam dosyc intensywny kurs i na nic nie mam czasu. Przychodzę do domu i padam, nie mam głowy, a tym bardziej siły do pisania.
W tekście na pewno są błędy i literówki - wybaczcie, nawet nie chciało mi się ich szukać i poprawiać.
Jak się czujecie z tym, że to już koniec wakacji? ;) Współczuję powrotu do szkoły, jak dobrze, że mam to już za sobą.
PIERWSZA!
OdpowiedzUsuńPS.Koma napiszę później :)
Dobra, już jestem :) Rozdział jest cudowny! Zastanawiam się czemu Dor nie powiedziała im o Regu...Syriusz jest zazdrosny O.O Jeżeli mam być szczera to nie spodziewałam się. Kto chce zrobić Lilce krzywdę? Znów musiałaś urwać. Przestań ogląda te telenowele bo ja później nie mogę spać. Tylko myślę kto jej to zrobił. Nwm czemu ale ja nie podejrzewam Ślizgonów. Na początku tak myślałam, że to oni, bo nie tolerują mugoli, ale mam wrażenie, że to jednak ktoś inny. Może Gryfon, albo Krukon lub Puchon. Nie mogę się zdecydować. Ale nie byli świadomi tego co robią. Jeżeli ktoś rzucił na nich zaklęcie to musiał być to sprzymierzeniec Czarnego Pana. Nie no moja teoria traci sens (ostatnio często mi się to zdarza xD). Po prostu poczekam. Ale i tak pewnie wymyślę jeszcze jakąś bezsensu teorię. No cóż...czekam na następny rozdział.
UsuńPozdrawiam; **
Tak, przyznaję się, w swoim czasie oglądałam mnóstwo telenowel :D Cóż, nie zdradzę, kto jest tym podłym osobnikiem, marzącym o załatwieniu panny E i pana P ;)
UsuńPozdrawiam, i dziękuję za komentarz :)
Nie nadążam z czytaniem nowych rozdziałów! Hahah.
OdpowiedzUsuńKiedy mam wolną chwilę sprawdzam wszystkie blogi, które mnie interesują i za każdym razem jest w szoku kiedy trafiam do Ciebie. Oczywiście w pozytywnym szoku.
Rozdział bardz fajny. Spodobało mi się to, że rozwinęłaś wątek Regulusa.
Jednakżee... moim zdaniem Lily za szybko uległa Jamesowi. To takie nieatrulane dla mnie. Ale wciąż bardzo miło się czyta!
MIłego życia życzę!
red-flour.blogspot.com
Wiem, że za szybko, zdaję sobie z tego sprawę. Zrobiłam to tylko dlatego, że chcę jak najszybciej skończyć to opowiadanie i nie chcę przeciągać niektórych wątków. W niedalekiej przyszłości, niestety, ale będę miała coraz mniej czasu na pisanie, a chcę doprowadzić tą historię do końca, także, przyśpieszam akcję - przyznaję.
UsuńCieszę się,że zaskakuję Cię nowymi rozdziałami, ale kiedyś było jeszcze lepiej - czasami dodawałam rozdziały codziennie :) Teraz stanowczo zwolniłam tempo.
Pozdrawiam, i czekam na coś nowego u Ciebie.