sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział 38



Spędzałem przy szpitalnym łóżku Lily całe dnie. Nie chodziłem na zajęcia, opuszczałem większość posiłków, oraz przestałem przejmować się treningami quidditcha, czy sprawami prefektów.
Liczyło się dla mnie tylko to, aby Lily w końcu otworzyła oczy, i zapewniła mnie, że wszystko jest z nią dobrze.
Od zajścia, ataku, zwał jak zwał, minęło już sześć dni, a Lily nadal nie wybudzała się ze śpiączki, w którą wprowadziła ją pielęgniarka. Pani Pomfrey twierdziła, że wtedy organizm lepiej sobie radzi z leczeniem obrażeń.
Obrażenia… Obrażenia były poważne. Z tego co wywnioskowała pielęgniarka, Lily zaatakowały najpaskudniejsze zaklęcia, jakich można się nauczyć z książek z Działu Ksiąg Zakazanych.
Pani Pomfrey wysnuła teorię, że najpierw została sparaliżowana. Następnie napastnik użył chyba większości zaklęć pojedynkowych, a nawet jednego niewybaczalnego.
Najgorsze były skutki Sectusempry – pielęgniarka co parę godzin musiała zmieniać przesiąknięte krwią bandaże. Rany po zaklęciu nie chciały się goić – Lily przeszła już dwie transfuzje.
A napastnik? Nieodnaleziony. Nieznany.
Dumbledore przebadał różdżkę Snape’a – to nie on torturował Lily.
W szkole już nikt nie czuł się bezpiecznie. Po złapaniu Avery’ego i jego pomocnika, Pettigrew w szkole panował idealny spokój. Teraz, każdy się bał, że atak znowu się powtórzy, że to on będzie następny.
Nauczyciele, szkolne duchy oraz nawet skrzaty domowe, zostali postawieni w stan gotowości. Wszyscy spodziewali się kolejnego ataku. Tylko ja, byłem dziwnie pewny, że jest to wymierzone w nas, we mnie i w Lily. Albo po prostu chciałem wierzyć w to, że wcale niebezpieczeństwo nie czaiło się za rogiem.
            - James, zejdź na kolację, stary, wyglądasz okropnie – powiedział Syriusz, łapiąc mnie za ramię. – Nie pomożesz Lily zwyczajnie się głodząc.
            - Później zjem – odparłem, cały czas patrząc na spokojną twarz rudowłosej. To było jedyne miejsce, bez żadnego zadrapania, siniaka, czy rany.
            - Rogaczu…
            - Później.


***


Czułam, że ktoś trzyma mnie za rękę. Nie chciałam tego, wszystko tak bardzo mnie bolało…
            - Lily – usłyszałam, powtarzające się co chwilę imię. – Budzi się!
Walcząc z ociężałymi powiekami i bólem paraliżującym całe moje ciało, w końcu coś zobaczyłam.
            - Zostaw mnie – wyszeptałam, patrząc ze strachem. – Nie dotykaj! – dodałam, gdy chłopak się nade mną pochylił.
            - Lily, to ja, James – powiedział, patrząc na mnie z niepokojem.
            - Panie Potter, proszę opuścić salę, muszę zbadać pacjentkę – powiedziała pielęgniarka. – Już, proszę iść, może jeszcze pan zdąży na kolację.
Widząc, że chłopak wychodzi z sali, odetchnęłam z ulgą.


***


            - Jak to, nie poznała? – zapytała Dorcas, spoglądając z przejęciem na miotającego się po dormitorium Jamesa.
            - Bała się, nie wiem, może po prostu myślała, że… - przerwał. – Może się bała, że ją skrzywdzę.
            - James – wyszeptała Marlena, delikatnie dotykając ramienia przyjaciela. – Na pewno nie chciała cię skrzywdzić, ktoś ją zaatakował, leżała przez tydzień w śpiączce, na pewno nie zorientowała się, że to ty.
            - Marlena ma rację, Rogaczu, nie martw się – powiedział Syriusz. – Rano pójdziesz do Skrzydła i wszystko się wyjaśni. Będzie jak dawniej, zobaczysz…


***


Leżałam z szeroko otwartymi oczami, wpatrując się w biały, delikatnie popękany sufit. Lekko poruszałam każdą kończyną, czując promieniujący z niej ból. Westchnęłam i popatrzyłam na pełne szram ręce.
            - Lily – usłyszałam i spojrzałam w stronę drzwi. – Jak się czujesz?
            - Dobrze – wyszeptałam, nerwowo spoglądając na chłopaka. – Po co tu przyszedłeś? – zapytałam.
Wyglądał, jakby zabolało go to pytanie.
            - Jak możesz o to pytać? – odparł. – Kocham cię, jak mogłoby mnie tu nie być?
Otworzyłam szerzej oczy i trochę podniosłam się na posłaniu.
            - Ja… - zaczęłam nerwowo, po czym głośno zaczerpnęłam tchu. – Nie wiem kim jesteś.


***


Ciężko usiadłem na krześle i patrzyłem na nerwowo bawiącą się prześcieradłem Lily.
            - Straciłaś pamięć? – zapytałem, bacznie się jej przyglądając.
            - Pani Pomfrey twierdzi, że tak – odparła spokojnie. – Ale nie wie, czy sobie wszystko przypomnę. Czuję się okropnie, niektóre osoby, sytuacje doskonale pamiętam, ale… - przerwała, przypatrując mi się uważnie. – Nie pamiętam cię. Czy… my jesteśmy parą? – zapytała, lekko się rumieniąc.
Delikatnie złapałem jej lewą dłoń i potarłem palcem cienką obrączkę.
            - Jesteśmy małżeństwem – odparłem, przypatrując się jej reakcji.
            - Małżeństwem – powtórzyła, spoglądając na mnie z zaciekawieniem. Zmarszczyła czoło. – Nie za wcześnie? Mamy tylko osiemnaście lat, sprawdziłam w karcie, nawet tego nie pamiętałam – dodała, zakrywając dłonią oczy.
            - Czekałem na ten moment dwa lata, więc na pewno nie za wcześnie, przynajmniej jak dla mnie – odparłem, walcząc z chęcią rozwalenia czegoś. Nie pamiętała mnie! – Pobraliśmy się w dniu pogrzebu mojej matki, widziałaś moje cierpienie, chciałaś, żebym nie czuł się taki samotny. Wcześniej zmarł ojciec – dodałem, widząc jej minę.
            - Więc to nie było zaplanowane? – zapytała zamyślona. – A moi rodzice? Wiedzą o tym?
Pokręciłem głową.
            - Planowaliśmy, że pojedziemy do twoich rodziców zaraz po zakończeniu szkoły – odpowiedziałem. – Obawiałaś się, że będą na nas wściekli, ale wtedy zaproponowałem, że możemy wziąć drugi ślub, mugolski.
Skinęła głową i spojrzała mi w oczy.
            - Potrafię zrozumieć, czemu coś takiego zrobiłam – powiedziała, wdzięcznie się rumieniąc. – Jesteś całkiem przystojny.
Zaśmiałem się uszczęśliwiony. Nawet jeżeli Lily mnie nie pamiętała, nadal była sobą. A ja byłem na tyle uparty, żeby ponownie ją zdobywać, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Nigdy jej nie opuszczę.


***


Minęły dwa dni, od chwili odzyskania świadomości. Co chwilę ktoś do mnie wpadał, niektóre osoby pamiętałam, niektóre kojarzyłam, inne zupełnie zapomniałam.
Najczęściej siedział u mnie James. Pomagał pani Pomfrey zmieniać moje opatrunki, co prawda, było to dla mnie trochę krępujące, niektóre znajdowały się w miejscach, których wolałabym żeby nie widział, ale on po wyjściu pielęgniarki zmierzył mnie spojrzeniem i oznajmił, że zaznajomił się z każdą częścią mojego ciała.
Niegojące się rany nadal bolały. Nie był już to taki ból, jak przy chwili przebudzenia, był lekko uśmierzony eliksirem przeciwbólowym, ale nadal się czaił. Czasami, gdy zbyt szybko się podnosiłam, znacząco dawał o sobie znać. Nocami potrafiłam leżeć i jęczeć z bólu, dopóki nie przybiegała pani Pomfrey, z kolejną dawką silnych eliksirów.
Jednak, w tym wszystkim nie to było najgorsze. Ból mogłabym wytrzymać. Najstraszniejsza była świadomość tego, że wielu momentów oraz osób ze swojego życia, zwyczajnie nie pamiętałam.
Jak mogłam zapomnieć Jamesa, oraz wszystkie wspomnienia z nim związane, jeżeli pamiętałam koleżankę z podstawówki, z którą, mogłam się założyć, nie widziałam się już parę lat?
Jak mogłam nie kojarzyć Marleny, jeżeli już prawie od roku dzieliłam z nią dormitorium?
Czemu pamiętałam chłopaka imieniem Peter Pettigrew, a nie wiedziałam kim on jest?
Czułam, że te wspomnienia nie są stracone, że jeszcze kiedyś sobie wszystko przypomnę. Jedynym dręczącym mnie pytaniem, było: kiedy?


***


            - Witaj w domu! – zawołała Dorcas, wprowadzając mnie do dormitorium.
Rozejrzałam się po znajomym pomieszczeniu i odetchnęłam z ulgą. Chociaż tego nie zapomniałam.
W Skrzydle Szpitalnym, łącznie, spędziłam dwa tygodnie. Była już połowa kwietnia, wielkimi krokami zbliżały się egzaminy końcowe, oraz powrót do domu.
Tylko, co było moim domem? Little Whinging, w którym się wychowałam i mieszkałam całe życie, czy jak twierdził James, Dolina Godryka, w której mieliśmy osiąść po zakończeniu Hogwartu. Nie wiedziałam.
            - Miło coś pamiętać – mruknęłam, siadając na swoim łóżku.
Lekko się skrzywiłam. Niektóre rany nadal się nie zagoiły, chociaż dyrektor sprowadził ze Świętego Munga magomedyka, znającego się na klątwach i urokach. Nadal musiałam zażywać eliksiry przeciwbólowe, oraz aplikować na rany maści gojące i oczyszczające. Nie było to najprzyjemniejsze, chociaż może wygląd tych szram był gorszy, niż ból.
            - Robiłyśmy dla ciebie na bieżąco notatki – powiedziała Alicja, kładąc mi obok łóżka stos gęsto zapisanych pergaminów. – Nauczyciele znają twoją sytuację i na pewno będziesz miała lżej.
Kiwnęłam głową. Wcale nie chciałam mieć taryfy ulgowej, ale nawet nie wiedziałam co wiem. Przerażało mnie to. A jeżeli zapomniałam nawet najprostsze zaklęcia?
            - Rozmawiałaś z Dumbledore’m? – zapytała Dorcas, siadając obok mnie. – Czy już wykrył sprawcę?
            - Rozmawiałam – przytaknęłam, przypominając sobie rozmowę z dyrektorem, gdy opuszczałam Skrzydło Szpitalne. – Pytał, czy coś pamiętam z tego zajścia, ale mam zupełną pustkę. Nie pamiętam nic, nie wiem skąd wracałam, ani czy z kimś przebywałam na tym korytarzu. Ciemność.
Dorcas cicho westchnęła. Pogładziła mnie po ramieniu i uśmiechnęła się pocieszająco.
            - Nie martw się, na pewno sobie wszystko przypomnisz…
            - Nie wiem tylko, czy chcę wszystko pamiętać – odparłam szeptem.
Bałam się, że przypomnę sobie moment ataku, a tego jednego wspomnienia nie chciałam odzyskać.

***


Połowę niedzieli spędziłam z dziewczynami w dormitorium. Było naprawdę miło, jedynie w chwilach gdy o czymś mówiły, a ja nie wszystko pamiętałam czułam się tak dziwnie. Patrzyły na mnie takim wzrokiem, jakby chciały mi powiedzieć, że powinnam wiedzieć o co chodzi. Czułam się przez to naprawdę źle, ze świadomością, że tak wiele tracę.
Po popołudniowej zmianie opatrunków, w której pomogła mi Marlena, zeszłyśmy do Pokoju Wspólnego. I tu też nie było lepiej. Czułam na sobie spojrzenia uczniów, z każdego kąta dobiegał szmer rozmów. Wiedziałam, że mówią o mnie.
            - Nie gap się – warknęła Dorcas na jedną z szepczących dziewczyn. – Zobacz Lily, idzie James – dodała, spoglądając na schody prowadzące do męskich dormitoriów.
Uśmiechnęłam się lekko na widok chłopaka. Przez ten tydzień spędzony w Skrzydle Szpitalnym naprawdę zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. Był naprawdę miły, troskliwy, i właściwie przestałam się dziwić tej obrączce na moim palcu.
            - Cześć – powiedział zwracając się do dziewczyn, po czym na mnie spojrzał. – Witaj, Lily.
Zarumieniłam się. Był naprawdę przystojny. Ciemne, lekko rozczochrane włosy wdzięcznie opadały mu na czoło. Okrągłe okulary nieznacznie zsunęły się po prostym nosie, a pełne usta były wygięte w przyjaznym uśmiechu.
            - Cześć – odszepnęłam. Rozejrzałam się po pokoju i widząc zaciekawione spojrzenia uczniów, dodałam: - Czy możemy się przejść?
Skinął głową i złapał mnie za rękę. To było całkiem miłe, pomógł mi przejść przez obraz i skierowaliśmy się po schodach na piętro.
            - Miałam dość tych ciekawskich spojrzeń – wytłumaczyłam się od razu, gdy doszliśmy do drzwi wiodących na Wieżę Astronomiczną.
            - Wcale ci się nie dziwię – odparł, prowadząc mnie do barierki.
Spojrzałam na rozległy krajobraz. Było już w miarę ciepło, ale przez luźne sploty swetra czułam przeszywający wiatr.
            - Nie chciałabym zapomnieć tego widoku – powiedziałam, opierając się o barierkę.
Woda w jeziorze, delikatnie połyskiwała w promieniach zachodzącego słońca. Drzewa w Zakazanym Lesie lekko się chwiały pod naporem wiatru, a boisko do quidditcha świeciło pustkami.
            - Już nic nie zapomnisz – odparł.
Czułam, jakby składał mi jakąś przysięgę. Spojrzałam na jego poważną twarz.
            - Mam nadzieję – wyszeptałam i znowu popatrzyłam na jezioro. – Pomożesz mi w nauce? Nawet nie wiem co umiem, jeszcze nie używałam różdżki, a egzaminy już pod koniec maja!
Zaśmiał się.
            - Wszyscy ci pomożemy – zapewnił.


***


            - Mówiłeś, że rzucisz – powiedziała z pretensją dźwięczącą w głosie.
Popatrzyła z irytacją na żarzącą się końcówkę papierosa, po czym przeniosła wzrok na twarz chłopaka.
            - Meadowes, jesteś łatwowierna – odparł, wydmuchując dym. – Mówiłem, że spróbuję, a nie, że rzucę.
Usiadła obok przyjaciela.
            - Dowiedziałeś się czegoś? – zapytała, patrząc na jego poważną twarz. – My nadal nic nie wiemy, a Dumbledore…
            - Dumbledore jest miękki – odparł Regulus, gasząc papierosa czubkiem buta. – Powinien przebadać każdą różdżkę, znajdującą się w zamku, a szczególnie różdżki moich… znajomych – dodał, krzywiąc się.
            - Myślisz, że to Ślizgoni? – dopytała. – James z Syriuszem są tego pewni, ale…
            - Och, mój braciszek z całą pewnością się nie myli, myślę, że to robota Śmierciożerców – odparł brunet beztrosko. – Nazywaj ich po imieniu, Dorcas. To nie są zwykli uczniowie, to zwyrodnialcy, mający za nic takie osoby jak Evans. Tępienie szlam to ich ulubione zajęcie. Co prawda, jeszcze tego nie dopracowali, tak jak ich ojcowie, ale zaczynają. I musisz przyznać, że z zamierzonym skutkiem. W szkole panuje panika.
Dorcas pokręciła głową.
            - Reg, ale ty do nich nie…? – zapytała, rumieniąc się lekko.
            - Czy do nich dołączę? – zapytał, uśmiechając się kpiąco. – A jak myślisz, Meadowes?
            - Myślę, że tego nie zrobisz – odparła.
Zaśmiał się.
            - Meadowes, ja to już zrobiłem.
            - Co? – wyszeptała, rozglądając się. – Coś ty zrobił?!
            - Chcieliście mieć szpiega? – zapytał po chwili milczenia. – To będziecie go mieli… - dodał, odpychając się od pnia drzewa. – Nie kontaktuj się ze mną, bo zaczną coś podejrzewać. Przecież porządny Śmierciożerca nie zadaje się z Gryfonami.



***


            - Dobrze, Lily! – zawołał James.
Od tygodnia, codziennie ćwiczyliśmy zaklęcia, oraz sprawdzaliśmy moją wiedzę.
            - Dziękuję – odparłam radośnie.
Miałam problemy z niektórymi zaklęciami, czy urokami, ale nie było tak źle, jak się obawiałam. Widocznie mój mózg działał tak dziwnie, że pozapominał niektóre osoby, miejsca, oraz wspomnienia, ale nie to, czego się nauczyłam.
Spojrzałam na rozpiskę zaklęć, którą powinien znać każdy uczeń, kończący Hogwart.
            - Expecto patronum jest nadobowiązkowe, ale może spróbujemy? – zapytałam, uśmiechając się.
Nagle James spoważniał.
            - Do tego zaklęcia potrzebne są szczęśliwe wspomnienia – odparł. – Czujesz, że masz takie najszczęśliwsze?
Zamyśliłam się. Wiadomość, że dostałam się do Hogwartu? A może to, jak Severus oznajmił mi, że jestem czarownicą? O, albo to jak byliśmy całą rodziną na wakacjach w Dorset, wtedy, gdy jeszcze Petunia mnie lubiła? Albo zaprzyjaźnienie się z Alicją?
            - Mówiłam ci o tym najszczęśliwszym wspomnieniu? – zapytałam, nie mogąc się zdecydować, które wybrać.
James uśmiechnął się, chociaż wyglądał na smutnego.
            - Mamy wspólne wspomnienie – odparł.
            - Och – westchnęłam.
Jeżeli nie pamiętałam Jamesa, to tym bardziej nie pamiętałam tej chwili, stanowiącej moje najszczęśliwsze wspomnienie.
            - Ale oczywiście, możesz spróbować – zaproponował.
            - Racja – odparłam i uniosłam różdżkę. – Expecto patronum!
Nic się nie wydarzyło. Skrzywiłam się lekko i spojrzałam na bruneta. Widząc jego minę, szeroko otworzyłam oczy.
            - Ty się cieszysz, że nie wyczarowałam patronusa! – zawołałam oskarżycielsko.
            - Wybacz – mruknął, podchodząc do mnie. – To nie jest radość, tylko ulga.
Spojrzałam na niego, nic nie rozumiejąc.
            - Lily, od piątej klasy pragnąłem, żebyśmy byli razem. I gdy to się wreszcie udało, po tych wszystkich perypetiach, byłem najszczęśliwszym facetem na ziemi. A wiedząc, że możesz wyczarować patronusa, myśląc o tym, co nas łączy… To było coś niesamowitego. Więc nie dziw się, że odetchnąłem, wiedząc, że bez tego wspomnienia nie potrafisz wyczarować swojej łani.
            - To chyba najmilsza rzecz, jaką usłyszałam – powiedziałam.
            - Wcześniej, mówiłem ci równie miłe rzeczy, zapewniam – odparł z psotliwym uśmiechem.
            - Może powinniśmy tworzyć nowe, miłe wspomnienia? – zapytałam i wspięłam się na palce.
Całowanie Jamesa, z pewnością było czymś bardzo przyjemnym.



 ***


Ha, wyrobiłam się wcześniej! I nawet mam dwa rozdziały w zapasie, jest nieźle :)

Paczajcie na to:



Koleżanka przesłała mi tę okładkę z pytaniem: "Natala, kogo on ci przypomina?"
No i wiecie, najpierw się uśmiałam, bo kogo może mi przypominać jakiś dziwny facet z okładki jakiegoś romanisdła, a później tak patrzyłam i mnie olśniło!
Umięśniony Snape, z czystymi włosami, spoglądający na dziwnie wyglądający Hogwart z formującym się patronusem nad... kroczem.
I wtedy zaśmiałam się jeszcze bardziej ;)
Ale powiedzcie, widzicie to, czy ja mam jakieś odchyły? xD

10 komentarzy:

  1. Boże! Jak mogłaś! Lily straciła pamięć o.O Spodziewałam się wszystkiego (tak mi się zdawało), ale nie tego! Dobra muszę przestać krzyczeć. Ale ta końcowy scena *o* Awww...Jily ♥ Reg i Dor...nie wiem co myśleć. Często się spotykają i gadają. Czy coś z tego będzie? W sumie lubię Regulusa, ale nie wiem czy jakby coś między nimi było to czy bym potrafiła to zaakceptować. Chyba...albo nie już nie będę rozmyślać. Dowiem się wszystkiego w późniejszych rozdziałach. Co do obrazku to zgodzę się z tobą. Tylko...ekhm...może się nie wypowiem bo miałam troszkę dziwne skojarzenia co do tego patronusa nad kroczem :P
    Życzę Ci byś się utopiła w morzu weny i czekam na kolejny rozdział :D
    Pzdr:***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Byłam PIERWSZA!!! xD
      Dobra teraz żegnam ; P

      Usuń
    2. Jak na razie nie planuję niczego dla Rega i Dor, chłopak będzie wykorzystany do czegoś innego, niż do romansowania z dziewczyną brata ;) Jily, taaak, uwielbiam ich w każdej formie, nawet jak się kłócą, a nie tylko prawią sobie słodkie słówka. Jednak aby nie było za dużo milutkich momentów, rzuciłam im małą kłodę pod nogi, w postaci amnezji. Niech się coś dzieje ;) (normalnie jak w telenoweli)
      Jestem ciekawa tych skojarzeń co do patronusa nad interesem "Smarka" :D

      Usuń
  2. Oby Lilka szybko odzyskała pamięć. Mam nadzieję. Że przypomni sobie kto jej to zrobił. Trzeba będzie tej osobie spuścić łomot ! James jest taki słodki gdzy martwi się o Lily ❤
    Czy Dorcas powie komuś, że Regulus jest śmierciożercom-szpiegiem dobrze by było gdyby powiedziała Dumbledorowi.
    Oj tak tworzenie miłych wspomnień idzie im bardzo dobrze.
    Wenyyyyyy !!!! :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do zdj to nawet trochę przypomina Severusa, ale przez tego "patronusa" mam złe myśli xD

      Usuń
    2. Wszystko w swoim czasie :) Ooo tak, robię z Jamesa słodziaka, czasem zastanawiam się, czy nie za bardzo. Lubię postać Regulusa, co prawda, w książce jest o nim zaledwie wspomniane, ale myślę, że zasługuje na więcej uwagi.
      Wena na pewno by się przydała ;)

      Usuń
  3. Tak bardzo chciałam, żeby musieli się trochę pomęczyć.. :/
    Ale przyznam, że już dawno w mojej głowie zrodził się nieco podobny pomysł, więc błagam nie zabij mnie gdy za kilkanaście rozdziałów wyskoczę z czymś podobnym! (Jako jedyna znasz ten jakże ciekawy spojler, ale csii)
    Podoba mi się Reg. To znaczy jego zachowanie i podejście.Tylko w książce Syriusz był do śmierci przekonany, że Reg był śmierciożercą i brzydził się tego. A u Ciebie ma świadomość, że nie do końca ma rację. Albo pomyliły mi się wątki, wybacz.

    No ale bardzo fajny, czekam na ciąg dalszy!
    Miłego zycia!

    red-flour.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się, nie zabiję Cię :) Uważam, że w tych opowiadaniach, zostało już wszystko napisane, i trudno samemu wymyślić taki wątek, którego nigdzie by nie było. Niestety. Oczywiście, można próbować, ale jest ciężko, bo czytam sobie jakieś opowiadanie i sobie myślę: "Aha, ktoś to już wymyślił, sic! Wcale nie jestem tak genialna" ;)
      Nie pomyliły Ci się wątki, tak Syriusz już coś tam wie, ale nadal nie jest zbyt przychylnie nastawiony do Regulusa. Chyba postaram się to zmienić :)

      Usuń
    2. W takim razie cieszę się ogromnie, że jesteś wyrozumiała i zdajesz sobie sprawę z powtórek w tego typu historiach.
      Ale nie martw się! Na pewno jest jeszcze coś czego nikt nie napisał! Nie mam pojęcia co, ale może akurat będziesz pierwsza? Z chęcią doznam ogromnego szoku. :D

      Usuń
    3. Żeby było coś, czego jeszcze nikt nie napisał, to chyba trzeba by napisać tę historię od nowa :) Zostawić tylko bohaterów i hogwackie tło i cóż, wtedy było by coś innego. Ale, gdyby to wszystko pozmieniać, to już nie była by ta historia, którą uwielbiam, więc ja się tego nie podejmę - wprowadzam tylko drobne zmiany. No, chyba, że mi odwala, i zmieniam koniec historii, jak w poprzednim opowiadaniu, ale to tez nic nadzwyczajnego, bo jest mnóstwo opowiadań z happy endem.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.