Obrona przed Czarną Magią
stała się dla siódmorocznych najważniejszym przedmiotem. Cały czas ćwiczyliśmy
zaklęcie, ale z żadnej różdżki nie wyszedł nawet obłoczek.
Huncwoci byli załamani.
Syriusz z Jamesem tracili nadzieję, że opanują to zaklęcie. Niezawodny Remus,
twierdził, że w końcu nam się uda.
- Słuchajcie – powiedziałam przed następnymi dwoma
godzinami OPCM, które nas czekały. Zapewne bezowocnymi. – Jeżeli jest to zaklęcie,
chroniące przed dementorem, to czy nie powinniśmy ćwiczyć na nich? – zapytałam.
- Hm, Lily, a jak sobie wyobrażasz takie zajęcia? Mamy
sobie wynająć z Azkabanu jednego dementora do ćwiczeń? – zapytał James, patrząc
na mnie kpiąco.
- Jasne, że nie! – odparłam oburzona. Chyba nie
przemyślałam tego do końca. - Jeszcze nie chcę się pozbywać swojej duszy…
- Jednak to jest pewna myśl – zauważył Remus.
Syriusz uśmiechnął się.
- A co myślicie o boginach?
Zmarszczyłam brwi.
- Przecież bogin, zamienia się w to, czego najbardziej
się boimy – powiedziała Marlena. – Nie jestem pewna, czy boję się akurat
najbardziej dementorów.
- Ale jeżeli znajdziemy osobę, która najbardziej boi się
dementorów… - zauważyłam.
- To mogłoby wypalić – dokończyła Alicja, uśmiechając się
zwycięsko.
***
- Musimy coś ustalić.
Szłam do biblioteki, z
naręczem ksiąg o najciekawszych eliksirach tego stulecia, gdy zaczepił mnie
James.
- Co? – zapytałam, trochę niegrzecznie. Nie lubiłam, gdy
mi przeszkadzano w moich eskapadach do biblioteki.
- Jak to co? Szczegóły dotyczące naszej randki – odparł
szeptem, żeby nie usłyszały go osoby idące za nami.
- Och – westchnęłam, przypominając sobie o chwilach
spędzonych w tym dziwnym pokoju, do którego mam nadzieję, już więcej nie
trafię. – Hogsmeade?
- Nie, wypad do wioski jest dopiero w połowie
października – odparł James, zabierając mi książki. – Odprowadzę cię do
biblioteki.
- Aż tak ci się śpieszy z tą randką? – zapytałam.
Niecierpliwy
chłopak może podnosić ego. Moje stanowczo wystrzeliło do góry.
- Trochę już czekałem, nie sądzisz? – odparł pytaniem na
pytanie.
Zamyśliłam się i stanęłam
przed drzwiami do biblioteki.
- Niedziela, po obiedzie – powiedziałam, odebrałam od
chłopaka książki i weszłam do biblioteki.
***
Lekcje stawały się coraz
trudniejsze. Każdy z nauczycieli chyba myślał, że ich przedmiot jest jedyny i
najważniejszy, i cisnął nam okrutnie. Ale doskonale to wiedziałam - siódmy rok
to nie przelewki. Czekają nas najważniejsze egzaminy w życiu – OWTM-y. Więc
jeżeli ktoś planuje karierę na jakimś ciekawym stanowisku w Ministerstwie
Magii, powinien ich zdać jak najwięcej.
Miałam w planie zdanie
pięciu egzaminów, na co najmniej Powyżej Oczekiwań. Obrona przed Czarną Magią,
Transmutacja, Eliksiry, Zaklęcia oraz Zielarstwo.
Całkiem ambitne plany, ale
przecież trafiło na ambitną osobę…
- Znaleźliście kogoś, kogo największym strachem jest
dementor? – zapytała Dorcas, spoglądając na nas z nadzieją.
- Nawet nie szukałem – wymamrotał zakłopotany Syriusz.
- Pytałem, ale nikogo takiego nie znalazłem – odparł
James.
Uśmiechnęłam się
triumfująco.
- Lily znalazła – zauważyła Alicja, cicho się śmiejąc,
zapewne z mojej jakże dumnej z siebie miny.
- Amy z Ravenclawu – powiedziałam, przypominając sobie
naszą ostatnią rozmowę na patrolu.
- Mówisz o prefekt Amy? – zapytał Remus.
Taak, Amy była czasami
dziwna. Właśnie tak prosiła do siebie mówić. Ale co poradzę? Typowa służbistka…
- To co, zostaje nam tylko zapytać nauczyciela oraz
znaleźć bogina – powiedział Frank.
- Jestem pewien, że wiem gdzie jest jeden – powiedział
Syriusz i spojrzał na Jamesa. – Pamiętasz tą dziwną szafę w opuszczonej sali na
piątym piętrze? Chciałem ją otworzyć, ale zacząłeś gadać, żebym tego nie robił.
Tam na pewno siedział bogin!
- Wow, zabroniłeś czegoś Syriuszowi? – zapytałam z
podziwem. Co jak co, ale na pewno nie było to łatwe. Syriusz ma większość osób
tam, gdzie światło nie dochodzi.
- Tak, jestem boski, prawda? – odparł James.
Przewróciłam oczami i
usłyszałam dzwonek na lekcje.
- To kto pyta? – zapytała Dorcas.
Gdy wszyscy spojrzeli na
mnie, tylko smętnie kiwnęłam głową.
***
W piątek w końcu miała się
odbyć lekcja, na którą wszyscy czekali. Profesor Galbraith wraz z Syriuszem
przenieśli szafę z boginem do klasy od OPCM, Amy została powiadomiona, że
będzie musiała się znajdować niedaleko bogina, aby przez cały czas był dementorem
(nie była z tego faktu ucieszona, ale gdy profesor powiedział, że dzięki temu
poświęceniu Ravenclaw zdobędzie dodatkowe 40 punktów, w końcu ustąpiła), a w
czwartek powtórzyliśmy gdyby co, zaklęcie Riddiculus.
- Gdy otworzę szafę, Amy stanie naprzeciwko bogina.
Reszta, stojąc gęsiego, będzie po kolei stawać za plecami Amy i będzie rzucać
zaklęcie. Jeżeli komuś uda się wyczarować chociażby obłok, zarabia 20 punktów –
powiedział profesor Galbraith, czym z pewnością nas zmotywował.
No dobra, nie wiem jak
resztę, ale ja byłam zmotywowana, zwarta i gotowa! 20 punktów piechotą nie
chodzi, a Huncwoci tak szybko tracą punkty…
- Amy, gotowa? – zapytał profesor, wskazując różdżką na
szafę.
- Gotowa, profesorze – odparła niepewnie Amy.
Płynnym ruchem różdżki,
profesor uwolnił z szafy bogina w postaci dementora.
- O kurczę – westchnęłam.
Dementorów widziałam jedynie
na szkicach w książkach. Na żywo wydawał się dosyć… upiorny.
- Expecto patronum!
– zawołał Remus, który był pierwszy w kolejności.
Niestety nic się nie
zdarzyło. Po próbach następnych uczniów, w końcu przyszedł czas na Syriusza.
- Expecto patronum!
– zawołał i wykonał pewny ruch nadgarstkiem.
Z jego różdżki wypłynął
mglisto – biały obłok.
- Doskonale, panie Black! – zawołał podekscytowany
nauczyciel. – Następny.
Widziałam skupienie malujące
się na twarzy Jamesa.
- Expecto patronum!
– z różdżki wydobył się podobny obłoczek, do tego syriuszowego.
Profesor był w istnej
ekstazie.
- Świetnie, proszę panno Meadowes!
Dorcas stanęła za Amy i
wychyliła zza niej różdżkę. Niestety nic się nie stało.
Czy dwójka największych leni
(zdolnych, ale leni) miała być jedynymi osobami, którymi miało się udać zaklęcie?
Przywołując swoje
najszczęśliwsze wspomnienie (dowiedzenie się o tym, że jestem czarownicą)
stanęłam za Amy.
- Expecto patronum!
Spojrzałam na różdżkę, z
której wydobył się dosyć smętny, srebrzysto – biały obłok.
- Dobrze, panno Evans!
Spojrzałam za siebie, ale
byłam ostatnią osobą.
Nauczyciel zagonił bogina z
powrotem do szafy, Amy z lekko przerażoną miną usiadła na krześle, a reszta
zgromadziła się koło nauczyciela.
- Gryffindor dostaje 60 punktów. Świetnie wam poszło! –
zawołał nauczyciel.
Po chwili zagłuszył wciąż rozemocjonowanego profesora dzwonek, oznajmiający koniec zajęć.
***
Na niedzielny obiad
schodziłam z sercem w gardle. Nikt nie wiedział o tym, że za jakieś pół
godziny, spędzę trochę czasu z Jamesem Potterem na randce.
Byłam zarówno przerażona,
jak i podekscytowana.
- Czemu nic nie jesz? – zapytała Marlena, patrząc jak
układam na talerzu sporą kupkę z groszku.
- Nie jestem głodna – odparłam szybko.
- Jak tam chcesz, ale wiesz, nie musisz się odchudzać –
dodała szeptem.
Spiorunowałam ją wzrokiem i
zajęłam się sokiem dyniowym.
- To co dzisiaj robimy? – zapytała Dorcas.
- Ja idę do biblioteki – zastrzegłam szybko. Przecież nie
mogłam powiedzieć, że idę z Jamesem na randkę!
- Mogę iść z tobą? – zapytała Alicja. – Mam problem z
wypracowaniem z Eliksirów…
Zagryzłam wargę i z
niepokojem spojrzałam na chłopaka.
- Lily pomoże ci wieczorem, ja byłem pierwszy – wypalił.
Myślałam, że go kopnę. I to
naprawdę mocno.
- A w czym Rudzielec ma ci pomagać? – zapytał Syriusz,
uśmiechając się obleśnie.
- Nie twoja sprawa, Black – odparłam i wstałam od stołu.
Spojrzałam na bruneta
ostrzegawczo i ruszyłam w stronę wyjścia z zamku.
Plan był taki, że ja miałam
wyjść pierwsza, a on dopiero po jakiś pięciu, dziesięciu minutach. Aby nie było
żadnych podejrzeń.
Tylko, że plan jak zwykle
się sypnął. Już nabrali podejrzeń. A przynajmniej Syriusz.
***
Stałam już przy jeziorze,
gdy dołączył do mnie zdyszany James.
- Biegłeś – zauważyłam jakże spostrzegawczo.
- Tak – odparł.
Zaległa cisza. Czyli coś,
czego się obawiałam. Zazwyczaj spędzaliśmy czas w towarzystwie innych osób,
wtedy zawsze były tematy do rozmów. Nasze chwile sam na sam, można policzyć na
palcach jednej ręki.
- Więc… Co będziemy robić? – zapytałam.
Nie było zbyt wiele
możliwości. Zostały nam błonia, jakieś opuszczone klasy w zamku, oraz boisko do
quidditcha. To były miejsca, w które niewiele osób się zapuszczało, jeżeli nie
było takiej potrzeby. Czyli względnie bezpieczne.
- Najpierw myślałem o nielegalnym wypadzie do Hogsmeade…
– powiedział James.
Spiorunowałam go wzrokiem.
- … ale doskonale wiem, że prefektowi naczelnemu, coś
takiego nie wypada – dokończył. – Następnie myślałem o Pokoju Życzeń, ale
wydało mi się to trochę banalne. Jasne, mógłbym tam urządzić romantyczną
kolację przy świecach, ale dopiero co zjedliśmy obiad. A poza tym, jak dla
ciebie, to chyba trochę za wcześnie… Dlatego pomyślałem, że tradycyjny spacer,
to będzie strzał w dziesiątkę – powiedział i uśmiechnął się ciepło.
Skinęłam głową i ruszyłam
przed siebie.
- Biorąc pod uwagę fakt, że miałem aż prawie dwa lata, na
wszystkie przemyślenia, dotyczące tego dnia, przygotowałem nawet tematy rozmów.
Eliksiry, zwierzęta domowe, wypracowania, zajęcia dodatkowe, książki, mugolskie
filmy oraz literatura angielska. Wszystko co lubisz – dodał z satysfakcją.
Uśmiechnęłam się.
- Wychodzi na to, że całkiem dobrze mnie znasz –
zauważyłam. – Problem leży w tym, że ja chyba znam cię za słabo. Dlatego,
skierujemy całą uwagę na ciebie – dodałam.
James wyraźnie się
zakłopotał. I wyglądał jakby nie wiedział, co ma powiedzieć. Co było dosyć
słodkie.
- Jest taka mugolska gra, dwadzieścia pytań –
powiedziałam. – Będę ci zadawać pytania, a ty będziesz odpowiadać, dobrze?
- Ulubione ciasto? – zapytałam.
- Czekoladowe.
- Kraj, który chciałbyś zwiedzić?
- Stanowczo Włochy.
- Ulubione zwierzę?
- Sowa. Ale koty też lubię…
I przez dłuższy czas,
właśnie tak wyglądała nasza randka. Może trochę jak jakiś wywiad, albo co
gorsza, przesłuchiwanie, ale mam wrażenie, że dzięki temu poznałam go trochę
lepiej.
- Zimno ci – powiedział, widząc, że rozcieram ręce.
Była już połowa września, a
w Szkocji panuje dosyć chłodny klimat. Robiło się coraz później, a ja nie
pomyślałam, żeby wziąć coś grubszego niż sweter, który miałam na sobie.
- Nie – odparłam, na co James westchnął. Szybko zdjął
swoją bluzę i zarzucił mi ją na ramiona. – Będzie ci zimno – zauważyłam.
- Nie będzie tak źle – odparł James, chociaż doskonale
wiedziałam, że jest mu zimno.
Spojrzałam na zachmurzone
niebo, na którym jaśniał księżycowy rogal. Zdecydowanie zdjęłam bluzę i mu ją
podałam.
- Załóż – właściwie rozkazałam.
Gdy James, oczywiście głośno
się sprzeciwiając to zrobił, przysunęłam się do niego, tak blisko, że poczułam
zapach jego perfum. Spojrzałam mu w oczy i zarzuciłam mu ręce na ramiona.
- Chyba mam pomysł, co zrobić, żeby nam obojgu było
ciepło – dodałam zalotnie.
Chłopak cicho się zaśmiał i
pewnie mnie objął.
- Ja mam lepszy pomysł – stwierdził, nachylając się nad
moją twarzą.
Oh, kiss me beneath the milky
twilight
Lead me out on the moonlit floor
Lift your open hand
Strike up the band and make the fireflies dance
Silver moon’s sparkling
So kiss me
Lead me out on the moonlit floor
Lift your open hand
Strike up the band and make the fireflies dance
Silver moon’s sparkling
So kiss me
(Sixpence None the Richer – Kiss
me)
Pierwszy pocałunek. Na
początku całkiem niewinny i nieśmiały, po chwili przerodził się w istny pokaz
fajerwerków.
***
Wracaliśmy do zamku ramię w
ramię. Nie trzymaliśmy się za ręce, nie rozmawialiśmy, ani tym bardziej, więcej
się nie całowaliśmy.
- Czy to co się stało, coś dla ciebie znaczyło? – zapytał
James, zatrzymując się na schodach.
- Oczywiście, że tak – odparłam, przypominając sobie jak
na niego napierałam. – Tylko… Ja nie mogę, tak od razu…
- Rozumiem – przerwał mi James, znowu ruszając. – Ale
mogę mieć nadzieję, na następną randkę?
- Jak najbardziej – odparłam z uśmiechem.
***
Dormitorium było puste. Z
głośnym westchnięciem usiadłam na swoim łóżku i złapałam się za jeszcze
czerwone policzki.
Zaczęłam sobie przypominać
chwilę po chwili.
Początkową ciszę.
Długą rozmowę.
Wspaniałomyślne
zaproponowanie mi bluzy.
Aż wreszcie jego ciepłe
objęcia.
I pocałunek.
Pierwszy, który zapamiętuje
się na całe życie.
- Witaj, potajemna randkowiczko – powiedziała Marlena, na
co podskoczyłam na łóżku.
- Skąd…? W sensie, co? – poprawiłam się szybko.
- Oj, Lily… - westchnęła, jakby załamana moim
zachowaniem.
Przyznaję dosyć dziecinnym.
- Siedziałam u chłopaków, i wiesz, oni mają taką mapę,
która pokazuje wszystkie osoby znajdujące się w szkole! A jak myślisz, kogo
szukałam z Dorcas na tej mapie?
- Hm, nie mam pojęcia – odparłam, udając głupią.
- Nie martw się, Huncwoci o niczym nie wiedzą – dodała,
puszczając mi oczko. Weszła do łazienki i puściła wodę.
- Cholera – westchnęłam, przygotowując się na sesję
wypytywania, zgotowaną mi przez dziewczyny…
***
- Opowiadaj! – rozkazała Dorcas.
Było dopiero po 21, a my
siedziałyśmy w piżamach, na złączonych łóżkach Marleny i Dorcas. Zrobiłyśmy
sobie piżama party.
- Przed opowiadaniem, mogłabyś nam powiedzieć, czemu
łaskawie nie podzieliłaś się z przyjaciółkami taką sprawą? – zapytała trochę
obrażona Alicja.
- Nie chciałam plotek… - odparłam, chociaż strzeliłam
sobie w kolano.
- My miałybyśmy o tobie plotkować, Lily?! – zawołała
oburzona Al.
- Nie wy, ale inni – odparłam, tłumacząc się.
- Dobra, dziewczyny, nieważne – przerwała nam Dorcas. –
Lepiej mów czy do czegoś doszło!
- Do randki – odpowiedziałam, zdziwiona jej pytaniem.
- Lily, czasami myślę, że nie jesteś aż tak inteligentna,
jakby się wydawało – powiedziała sarkastycznie Dorcas.
Przewróciłam oczami i
spojrzałam na przyjaciółki.
- Całowaliśmy się.
- Łłiii!! – pisnęła Dorcas, zagłuszając wypowiedź
Marleny.
- Co mówiłaś? – zapytałam.
- Że się cieszę. Pasujecie do siebie – powiedziała, z
miną osoby wszystko wiedzącej. – Od razu to wyczułam.
- Co? – zapytała Alicja.
- Iskrzenie między nimi – odparła Marlena.
- Chyba naczytałaś się romansów, albo „Czarownicy” –
powiedziałam, oglądając sobie paznokcie.
Iskrzenie, dobre sobie!
- Ej, wcale nie! – zawołała Marlena, waląc mnie poduszką
w głowę. – Jesteście dla siebie stworzeni i ja to wiem! Wiesz, prababcia była
wróżbitką… Może coś po niej odziedziczyłam? – zastanowiła się na głos.
- Wróżbitką… A ja jestem sarenką – odparłam kpiąco.
- Lily rozumie magię, ale ma zbyt ścisły umysł na wróżbiarstwo
– powiedziała Alicja. – Pamiętasz Dorcas jej wróżenie z fusów? To był ubaw!
- Pamiętam – odparła Dorcas, śmiejąc się głośno. – Szkoda
Marlena, że wtedy nie chodziłaś do Hogwartu. Przez Wróżbiarstwo średnia Lily
była dramatycznie niska…
- Hej, ja wtedy cierpiałam! – zawołałam, śmiejąc się ze
wspomnień. – A wy nie byłyście lepsze, kto miał zawsze najgłupsze dzienniki
senne?
Dalsza część wieczoru,
przeminęła nam na wspomnieniach co zabawniejszych chwil z przeszłości, oraz
opowieściom serwowanym Marlenie.
I chociaż uczestniczyłam w
tym, myślami nadal byłam przy pocałunku na szkolnych błoniach. Z tym nieznośnym
Jamesem Potterem.
***
Dzień wcześniej! Wiem, jest słodko. Ale to się zmieni ;)
Jeej! Nareszcie doszło do tak wyczekiwanej randki oraz pocałunku. Rozdział fantastyczny.
OdpowiedzUsuńNareszcie się całowali :D Ale czekaj jak to się zmieni ? O nie :O Ktoś zginie,ktoś kogoś zdradzi,oszuka :O O matko te emocje prawie jak w tej tureckie telenoweli haha :D Rozdział świetny ;) Byle do następnej ;)
OdpowiedzUsuń~Nox
co się zmieni???!?! Mam fangirling level hard xDD Po prostu kocham ich, kocham ciebie i kocham wszystko <3 aż przyjemnie mi będzie spać hehe więc do następnego xx
OdpowiedzUsuń