czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 15



Obrona przed Czarną Magią stała się dla siódmorocznych najważniejszym przedmiotem. Cały czas ćwiczyliśmy zaklęcie, ale z żadnej różdżki nie wyszedł nawet obłoczek.
Huncwoci byli załamani. Syriusz z Jamesem tracili nadzieję, że opanują to zaklęcie. Niezawodny Remus, twierdził, że w końcu nam się uda.
            - Słuchajcie – powiedziałam przed następnymi dwoma godzinami OPCM, które nas czekały. Zapewne bezowocnymi. – Jeżeli jest to zaklęcie, chroniące przed dementorem, to czy nie powinniśmy ćwiczyć na nich? – zapytałam.
            - Hm, Lily, a jak sobie wyobrażasz takie zajęcia? Mamy sobie wynająć z Azkabanu jednego dementora do ćwiczeń? – zapytał James, patrząc na mnie kpiąco.
            - Jasne, że nie! – odparłam oburzona. Chyba nie przemyślałam tego do końca. - Jeszcze nie chcę się pozbywać swojej duszy…
            - Jednak to jest pewna myśl – zauważył Remus.
Syriusz uśmiechnął się.
            - A co myślicie o boginach?
Zmarszczyłam brwi.
            - Przecież bogin, zamienia się w to, czego najbardziej się boimy – powiedziała Marlena. – Nie jestem pewna, czy boję się akurat najbardziej dementorów.
            - Ale jeżeli znajdziemy osobę, która najbardziej boi się dementorów… - zauważyłam.
            - To mogłoby wypalić – dokończyła Alicja, uśmiechając się zwycięsko.


***


            - Musimy coś ustalić.
Szłam do biblioteki, z naręczem ksiąg o najciekawszych eliksirach tego stulecia, gdy zaczepił mnie James.
            - Co? – zapytałam, trochę niegrzecznie. Nie lubiłam, gdy mi przeszkadzano w moich eskapadach do biblioteki.
            - Jak to co? Szczegóły dotyczące naszej randki – odparł szeptem, żeby nie usłyszały go osoby idące za nami.
            - Och – westchnęłam, przypominając sobie o chwilach spędzonych w tym dziwnym pokoju, do którego mam nadzieję, już więcej nie trafię. – Hogsmeade?
            - Nie, wypad do wioski jest dopiero w połowie października – odparł James, zabierając mi książki. – Odprowadzę cię do biblioteki.
            - Aż tak ci się śpieszy z tą randką? – zapytałam. 
Niecierpliwy chłopak może podnosić ego. Moje stanowczo wystrzeliło do góry.
            - Trochę już czekałem, nie sądzisz? – odparł pytaniem na pytanie.
Zamyśliłam się i stanęłam przed drzwiami do biblioteki.
            - Niedziela, po obiedzie – powiedziałam, odebrałam od chłopaka książki i weszłam do biblioteki.


***


Lekcje stawały się coraz trudniejsze. Każdy z nauczycieli chyba myślał, że ich przedmiot jest jedyny i najważniejszy, i cisnął nam okrutnie. Ale doskonale to wiedziałam - siódmy rok to nie przelewki. Czekają nas najważniejsze egzaminy w życiu – OWTM-y. Więc jeżeli ktoś planuje karierę na jakimś ciekawym stanowisku w Ministerstwie Magii, powinien ich zdać jak najwięcej.
Miałam w planie zdanie pięciu egzaminów, na co najmniej Powyżej Oczekiwań. Obrona przed Czarną Magią, Transmutacja, Eliksiry, Zaklęcia oraz Zielarstwo.
Całkiem ambitne plany, ale przecież trafiło na ambitną osobę…
            - Znaleźliście kogoś, kogo największym strachem jest dementor? – zapytała Dorcas, spoglądając na nas z nadzieją.
            - Nawet nie szukałem – wymamrotał zakłopotany Syriusz.
            - Pytałem, ale nikogo takiego nie znalazłem – odparł James.
Uśmiechnęłam się triumfująco.
            - Lily znalazła – zauważyła Alicja, cicho się śmiejąc, zapewne z mojej jakże dumnej z siebie miny.
            - Amy z Ravenclawu – powiedziałam, przypominając sobie naszą ostatnią rozmowę na patrolu.
            - Mówisz o prefekt Amy? – zapytał Remus.
Taak, Amy była czasami dziwna. Właśnie tak prosiła do siebie mówić. Ale co poradzę? Typowa służbistka…
            - To co, zostaje nam tylko zapytać nauczyciela oraz znaleźć bogina – powiedział Frank.
            - Jestem pewien, że wiem gdzie jest jeden – powiedział Syriusz i spojrzał na Jamesa. – Pamiętasz tą dziwną szafę w opuszczonej sali na piątym piętrze? Chciałem ją otworzyć, ale zacząłeś gadać, żebym tego nie robił. Tam na pewno siedział bogin!
            - Wow, zabroniłeś czegoś Syriuszowi? – zapytałam z podziwem. Co jak co, ale na pewno nie było to łatwe. Syriusz ma większość osób tam, gdzie światło nie dochodzi.
            - Tak, jestem boski, prawda? – odparł James.
Przewróciłam oczami i usłyszałam dzwonek na lekcje.
            - To kto pyta? – zapytała Dorcas.
Gdy wszyscy spojrzeli na mnie, tylko smętnie kiwnęłam głową.


***


W piątek w końcu miała się odbyć lekcja, na którą wszyscy czekali. Profesor Galbraith wraz z Syriuszem przenieśli szafę z boginem do klasy od OPCM, Amy została powiadomiona, że będzie musiała się znajdować niedaleko bogina, aby przez cały czas był dementorem (nie była z tego faktu ucieszona, ale gdy profesor powiedział, że dzięki temu poświęceniu Ravenclaw zdobędzie dodatkowe 40 punktów, w końcu ustąpiła), a w czwartek powtórzyliśmy gdyby co, zaklęcie Riddiculus.
            - Gdy otworzę szafę, Amy stanie naprzeciwko bogina. Reszta, stojąc gęsiego, będzie po kolei stawać za plecami Amy i będzie rzucać zaklęcie. Jeżeli komuś uda się wyczarować chociażby obłok, zarabia 20 punktów – powiedział profesor Galbraith, czym z pewnością nas zmotywował.
No dobra, nie wiem jak resztę, ale ja byłam zmotywowana, zwarta i gotowa! 20 punktów piechotą nie chodzi, a Huncwoci tak szybko tracą punkty…
            - Amy, gotowa? – zapytał profesor, wskazując różdżką na szafę.
            - Gotowa, profesorze – odparła niepewnie Amy.
Płynnym ruchem różdżki, profesor uwolnił z szafy bogina w postaci dementora.
            - O kurczę – westchnęłam.
Dementorów widziałam jedynie na szkicach w książkach. Na żywo wydawał się dosyć… upiorny.
            - Expecto patronum! – zawołał Remus, który był pierwszy w kolejności.
Niestety nic się nie zdarzyło. Po próbach następnych uczniów, w końcu przyszedł czas na Syriusza.
            - Expecto patronum! – zawołał i wykonał pewny ruch nadgarstkiem.
Z jego różdżki wypłynął mglisto – biały obłok.
            - Doskonale, panie Black! – zawołał podekscytowany nauczyciel. – Następny.
Widziałam skupienie malujące się na twarzy Jamesa.
            - Expecto patronum! – z różdżki wydobył się podobny obłoczek, do tego syriuszowego.
Profesor był w istnej ekstazie.
            - Świetnie, proszę panno Meadowes!
Dorcas stanęła za Amy i wychyliła zza niej różdżkę. Niestety nic się nie stało.
Czy dwójka największych leni (zdolnych, ale leni) miała być jedynymi osobami, którymi miało się udać zaklęcie?
Przywołując swoje najszczęśliwsze wspomnienie (dowiedzenie się o tym, że jestem czarownicą) stanęłam za Amy.
            - Expecto patronum!
Spojrzałam na różdżkę, z której wydobył się dosyć smętny, srebrzysto – biały obłok.
            - Dobrze, panno Evans!
Spojrzałam za siebie, ale byłam ostatnią osobą.
Nauczyciel zagonił bogina z powrotem do szafy, Amy z lekko przerażoną miną usiadła na krześle, a reszta zgromadziła się koło nauczyciela.
            - Gryffindor dostaje 60 punktów. Świetnie wam poszło! – zawołał nauczyciel.
Po chwili zagłuszył wciąż rozemocjonowanego profesora dzwonek, oznajmiający koniec zajęć.


***


Na niedzielny obiad schodziłam z sercem w gardle. Nikt nie wiedział o tym, że za jakieś pół godziny, spędzę trochę czasu z Jamesem Potterem na randce.
Byłam zarówno przerażona, jak i podekscytowana.
            - Czemu nic nie jesz? – zapytała Marlena, patrząc jak układam na talerzu sporą kupkę z groszku.
            - Nie jestem głodna – odparłam szybko.
            - Jak tam chcesz, ale wiesz, nie musisz się odchudzać – dodała szeptem.
Spiorunowałam ją wzrokiem i zajęłam się sokiem dyniowym.
            - To co dzisiaj robimy? – zapytała Dorcas.
            - Ja idę do biblioteki – zastrzegłam szybko. Przecież nie mogłam powiedzieć, że idę z Jamesem na randkę!
            - Mogę iść z tobą? – zapytała Alicja. – Mam problem z wypracowaniem z Eliksirów…
Zagryzłam wargę i z niepokojem spojrzałam na chłopaka.
            - Lily pomoże ci wieczorem, ja byłem pierwszy – wypalił.
Myślałam, że go kopnę. I to naprawdę mocno.
            - A w czym Rudzielec ma ci pomagać? – zapytał Syriusz, uśmiechając się obleśnie.
            - Nie twoja sprawa, Black – odparłam i wstałam od stołu.
Spojrzałam na bruneta ostrzegawczo i ruszyłam w stronę wyjścia z zamku.
Plan był taki, że ja miałam wyjść pierwsza, a on dopiero po jakiś pięciu, dziesięciu minutach. Aby nie było żadnych podejrzeń.
Tylko, że plan jak zwykle się sypnął. Już nabrali podejrzeń. A przynajmniej Syriusz.


***


Stałam już przy jeziorze, gdy dołączył do mnie zdyszany James.
            - Biegłeś – zauważyłam jakże spostrzegawczo.
            - Tak – odparł.
Zaległa cisza. Czyli coś, czego się obawiałam. Zazwyczaj spędzaliśmy czas w towarzystwie innych osób, wtedy zawsze były tematy do rozmów. Nasze chwile sam na sam, można policzyć na palcach jednej ręki.
            - Więc… Co będziemy robić? – zapytałam.
Nie było zbyt wiele możliwości. Zostały nam błonia, jakieś opuszczone klasy w zamku, oraz boisko do quidditcha. To były miejsca, w które niewiele osób się zapuszczało, jeżeli nie było takiej potrzeby. Czyli względnie bezpieczne.
            - Najpierw myślałem o nielegalnym wypadzie do Hogsmeade… – powiedział James.
Spiorunowałam go wzrokiem.
            - … ale doskonale wiem, że prefektowi naczelnemu, coś takiego nie wypada – dokończył. – Następnie myślałem o Pokoju Życzeń, ale wydało mi się to trochę banalne. Jasne, mógłbym tam urządzić romantyczną kolację przy świecach, ale dopiero co zjedliśmy obiad. A poza tym, jak dla ciebie, to chyba trochę za wcześnie… Dlatego pomyślałem, że tradycyjny spacer, to będzie strzał w dziesiątkę – powiedział i uśmiechnął się ciepło.
Skinęłam głową i ruszyłam przed siebie.
            - Biorąc pod uwagę fakt, że miałem aż prawie dwa lata, na wszystkie przemyślenia, dotyczące tego dnia, przygotowałem nawet tematy rozmów. Eliksiry, zwierzęta domowe, wypracowania, zajęcia dodatkowe, książki, mugolskie filmy oraz literatura angielska. Wszystko co lubisz – dodał z satysfakcją.
Uśmiechnęłam się.
            - Wychodzi na to, że całkiem dobrze mnie znasz – zauważyłam. – Problem leży w tym, że ja chyba znam cię za słabo. Dlatego, skierujemy całą uwagę na ciebie – dodałam.
James wyraźnie się zakłopotał. I wyglądał jakby nie wiedział, co ma powiedzieć. Co było dosyć słodkie.
            - Jest taka mugolska gra, dwadzieścia pytań – powiedziałam. – Będę ci zadawać pytania, a ty będziesz odpowiadać, dobrze?
            - Ulubione ciasto? – zapytałam.
            - Czekoladowe.
            - Kraj, który chciałbyś zwiedzić?
            - Stanowczo Włochy.
            - Ulubione zwierzę?
            - Sowa. Ale koty też lubię…
I przez dłuższy czas, właśnie tak wyglądała nasza randka. Może trochę jak jakiś wywiad, albo co gorsza, przesłuchiwanie, ale mam wrażenie, że dzięki temu poznałam go trochę lepiej.
            - Zimno ci – powiedział, widząc, że rozcieram ręce.
Była już połowa września, a w Szkocji panuje dosyć chłodny klimat. Robiło się coraz później, a ja nie pomyślałam, żeby wziąć coś grubszego niż sweter, który miałam na sobie.
            - Nie – odparłam, na co James westchnął. Szybko zdjął swoją bluzę i zarzucił mi ją na ramiona. – Będzie ci zimno – zauważyłam.
            - Nie będzie tak źle – odparł James, chociaż doskonale wiedziałam, że jest mu zimno.
Spojrzałam na zachmurzone niebo, na którym jaśniał księżycowy rogal. Zdecydowanie zdjęłam bluzę i mu ją podałam.
            - Załóż – właściwie rozkazałam.
Gdy James, oczywiście głośno się sprzeciwiając to zrobił, przysunęłam się do niego, tak blisko, że poczułam zapach jego perfum. Spojrzałam mu w oczy i zarzuciłam mu ręce na ramiona.
            - Chyba mam pomysł, co zrobić, żeby nam obojgu było ciepło – dodałam zalotnie.
Chłopak cicho się zaśmiał i pewnie mnie objął.
            - Ja mam lepszy pomysł – stwierdził, nachylając się nad moją twarzą.


Oh, kiss me beneath the milky twilight
Lead me out on the moonlit floor
Lift your open hand
Strike up the band and make the fireflies dance
Silver moon’s sparkling
So kiss me
(Sixpence None the Richer – Kiss me)


Pierwszy pocałunek. Na początku całkiem niewinny i nieśmiały, po chwili przerodził się w istny pokaz fajerwerków.


***


Wracaliśmy do zamku ramię w ramię. Nie trzymaliśmy się za ręce, nie rozmawialiśmy, ani tym bardziej, więcej się nie całowaliśmy.
            - Czy to co się stało, coś dla ciebie znaczyło? – zapytał James, zatrzymując się na schodach.
            - Oczywiście, że tak – odparłam, przypominając sobie jak na niego napierałam. – Tylko… Ja nie mogę, tak od razu…
            - Rozumiem – przerwał mi James, znowu ruszając. – Ale mogę mieć nadzieję, na następną randkę?
            - Jak najbardziej – odparłam z uśmiechem.


***


Dormitorium było puste. Z głośnym westchnięciem usiadłam na swoim łóżku i złapałam się za jeszcze czerwone policzki.
Zaczęłam sobie przypominać chwilę po chwili.
Początkową ciszę.
Długą rozmowę.
Wspaniałomyślne zaproponowanie mi bluzy.
Aż wreszcie jego ciepłe objęcia.
I pocałunek.
Pierwszy, który zapamiętuje się na całe życie.
            - Witaj, potajemna randkowiczko – powiedziała Marlena, na co podskoczyłam na łóżku.
            - Skąd…? W sensie, co? – poprawiłam się szybko.
            - Oj, Lily… - westchnęła, jakby załamana moim zachowaniem. 
Przyznaję dosyć dziecinnym.
            - Siedziałam u chłopaków, i wiesz, oni mają taką mapę, która pokazuje wszystkie osoby znajdujące się w szkole! A jak myślisz, kogo szukałam z Dorcas na tej mapie?
            - Hm, nie mam pojęcia – odparłam, udając głupią.
            - Nie martw się, Huncwoci o niczym nie wiedzą – dodała, puszczając mi oczko. Weszła do łazienki i puściła wodę.
            - Cholera – westchnęłam, przygotowując się na sesję wypytywania, zgotowaną mi przez dziewczyny…


***


            - Opowiadaj! – rozkazała Dorcas.
Było dopiero po 21, a my siedziałyśmy w piżamach, na złączonych łóżkach Marleny i Dorcas. Zrobiłyśmy sobie piżama party.
            - Przed opowiadaniem, mogłabyś nam powiedzieć, czemu łaskawie nie podzieliłaś się z przyjaciółkami taką sprawą? – zapytała trochę obrażona Alicja.
            - Nie chciałam plotek… - odparłam, chociaż strzeliłam sobie w kolano.
            - My miałybyśmy o tobie plotkować, Lily?! – zawołała oburzona Al.
            - Nie wy, ale inni – odparłam, tłumacząc się.
            - Dobra, dziewczyny, nieważne – przerwała nam Dorcas. – Lepiej mów czy do czegoś doszło!
            - Do randki – odpowiedziałam, zdziwiona jej pytaniem.
            - Lily, czasami myślę, że nie jesteś aż tak inteligentna, jakby się wydawało – powiedziała sarkastycznie Dorcas.
Przewróciłam oczami i spojrzałam na przyjaciółki.
            - Całowaliśmy się.
            - Łłiii!! – pisnęła Dorcas, zagłuszając wypowiedź Marleny.
            - Co mówiłaś? – zapytałam.
            - Że się cieszę. Pasujecie do siebie – powiedziała, z miną osoby wszystko wiedzącej. – Od razu to wyczułam.
            - Co? – zapytała Alicja.
            - Iskrzenie między nimi – odparła Marlena.
            - Chyba naczytałaś się romansów, albo „Czarownicy” – powiedziałam, oglądając sobie paznokcie.
Iskrzenie, dobre sobie!
            - Ej, wcale nie! – zawołała Marlena, waląc mnie poduszką w głowę. – Jesteście dla siebie stworzeni i ja to wiem! Wiesz, prababcia była wróżbitką… Może coś po niej odziedziczyłam? – zastanowiła się na głos.
            - Wróżbitką… A ja jestem sarenką – odparłam kpiąco.
            - Lily rozumie magię, ale ma zbyt ścisły umysł na wróżbiarstwo – powiedziała Alicja. – Pamiętasz Dorcas jej wróżenie z fusów? To był ubaw!
            - Pamiętam – odparła Dorcas, śmiejąc się głośno. – Szkoda Marlena, że wtedy nie chodziłaś do Hogwartu. Przez Wróżbiarstwo średnia Lily była dramatycznie niska…
            - Hej, ja wtedy cierpiałam! – zawołałam, śmiejąc się ze wspomnień. – A wy nie byłyście lepsze, kto miał zawsze najgłupsze dzienniki senne?
Dalsza część wieczoru, przeminęła nam na wspomnieniach co zabawniejszych chwil z przeszłości, oraz opowieściom serwowanym Marlenie.
I chociaż uczestniczyłam w tym, myślami nadal byłam przy pocałunku na szkolnych błoniach. Z tym nieznośnym Jamesem Potterem.


***

Dzień wcześniej! Wiem, jest słodko. Ale to się zmieni ;)

3 komentarze:

  1. Jeej! Nareszcie doszło do tak wyczekiwanej randki oraz pocałunku. Rozdział fantastyczny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nareszcie się całowali :D Ale czekaj jak to się zmieni ? O nie :O Ktoś zginie,ktoś kogoś zdradzi,oszuka :O O matko te emocje prawie jak w tej tureckie telenoweli haha :D Rozdział świetny ;) Byle do następnej ;)

    ~Nox

    OdpowiedzUsuń
  3. co się zmieni???!?! Mam fangirling level hard xDD Po prostu kocham ich, kocham ciebie i kocham wszystko <3 aż przyjemnie mi będzie spać hehe więc do następnego xx

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.