Poniedziałek zaczął się
nieciekawie. Obudziłam się w doskonałym nastroju, jednak zupełnie zniszczyła go
profesor McGonagall po Transmutacji. Oznajmiła, że cały wieczór będę musiała
pilnować dwóch osób, które zarobiły szlaban. Tym większe było moje zdziwienie,
kiedy dowiedziałam się których.
- Kiedy zdążyłeś dostać szlaban? – zapytałam Jamesa,
myśląc o tym, że rozstaliśmy się w Pokoju Wspólnym chwilę po dwudziestej. Więc
kiedy?
- Filtch nas złapał na korytarzu po 21 – odparł beztrosko
James.
Przewróciłam oczami i
spojrzałam na Blacka.
- Co robiliście?
- Rudzielcu, nie twoja sprawa – odparł jakże miło. – Masz
nam tylko zadać jakąś okrutną karę na ten wieczór, i pilnować czy to robimy.
Od razu zaczęłam wymyślać coś,
czego Black bardzo, ale to bardzo nie lubi.
***
- Pomożesz pani Pince układać na półkach nowe książki –
powiedziałam do Syriusza i spojrzałam na zegarek.
Była 18, a szlaban mógł
trwać maksymalnie do 21.
- Przyjdziemy po ciebie równiutko o 20:30 – dodałam, i
uśmiechnęłam się na widok przerażenia, malującego się na twarzy Blacka. –
Poradzi sobie pani z nim, pani Pince?
- Oczywiście, już ja mu dam wycisk – odparła wojowniczo
bibliotekarka.
Z triumfalnym uśmiechem
wyciągnęłam zaskoczonego Jamesa z biblioteki.
- Dla ciebie mam inne zadanie – wyjaśniłam.
- Trochę to dziwne – zauważył James. – Zazwyczaj mamy
razem szlabany…
- Widzisz, pilnowanie Blacka na szlabanie zdecydowanie
nie jest moim ulubionym zajęciem – odparłam. – Dlatego wymyśliłam coś innego.
Masz, zakładaj – dodałam, gdy dotarliśmy do drzwi wyjściowych prowadzących na
szkolne błonia.
- Wychodzimy z zamku? I skąd masz mój sweter? – zapytał
James, posłusznie wkładając sweter przez głowę.
- Idziemy do schowka na miotły, wiesz tego obok szatni
przy boisku do quidditcha – odparłam, oświetlając różdżką drogę. – McGonagall
już jakiś czas temu zleciła prefektom doprowadzenie tego miejsca do jako
takiego ładu. A biorąc pod uwagę, że znasz się na miotłach, to będzie
odpowiednie zadanie dla ciebie – wyjaśniłam.
- Lily, ale wiesz, że dla mnie to wcale nie jest kara? –
zapytał ostrożnie.
- Wiem – odparłam.
***
- Wow – wyszeptał James, gdy przekroczyliśmy próg
szkolnego schowka na miotły.
- Na gacie Merlina – powiedziałam, rozglądając się po
wnętrzu.
Schowek, a raczej wielki
magazyn, był cały zawalony miotłami. Połamanymi, całymi, z powyginanymi
witkami, nowszymi i całkowicie starymi.
- Normalnie eksponat muzealny – powiedział James, biorąc
delikatnie do rąk jedną ze starych mioteł. – Chcesz, żebym to dzisiaj ogarnął?
Nie dam rady!
- Uch, nie – odparłam, z niedowierzaniem patrząc na to, w
co nas wpakowała McGonagall, oraz ja sama. – Zaczniesz. Zapewne trafią się wam
kolejne szlabany…
James się uśmiechnął.
- To co, zaczynam? – zapytał, zdejmując sweter i
podwijając rękawy koszuli.
***
Siedziałam na jedynej nie
zawalonej miotłami powierzchni, to jest na stoliku, który tak właściwie nie
wiadomo do czego tutaj służył.
Patrzyłam jak James z
czułością, lub z radosnym okrzykiem ogląda niektóre miotły i zastanawiałam się,
czy na mnie czasami też spogląda z takim uczuciem. Wiem, dziwne przemyślenia,
ale cały czas krążyło mi to po głowie.
- Już dwudziesta – zauważyłam, spoglądając na zegarek.
- Super szlaban, Lily – skomentował James, odkładając na
półkę kolejną całą, nadającą się do latania miotłę. – Te są do wyrzucenia –
dodał, widząc gdzie patrzę.
- Nie uważasz, że coś mi się należy za przydzielenie ci
tak fajnego szlabanu? – zapytałam przebiegle, owszem, sporo ryzykując.
James spojrzał na mnie ze
zdziwieniem w oczach.
- Czy ty sugerujesz…?
Skinęłam głową i po chwili
utonęłam w słodkim pocałunku.
***
- To był beznadziejny szlaban – powiedział Syriusz. –
Rogaczu, a co ty robiłeś?
„Odebraliśmy” Syriusza spod
opieki pani Pince i ruszyliśmy w stronę wieży.
- Segregowałem miotły – odpowiedział uśmiechnięty James.
- Co?! – zawołał Syriusz, patrząc na mnie z wyrzutem. –
Czemu on segregował miotły, a ja siedziałem z tą starą nietoperzycą, układając
jakieś durne książki? – zapytał z typowym dla siebie zachowaniem a’la
pięcioletnie dziecko.
- Bo cię nie lubię – odparłam ze śmiechem.
- No wiesz co, Rudzielcu – powiedział Syriusz. – A ja cię
nawet lubię, zrobiłaś się ostatnio równa babka.
- Dziękuję za komplement – odparłam. – Bajeczne
świecidełka – powiedziałam do Grubej Damy.
- Dobranoc – dodałam, kierując się w stronę damskich
dormitoriów.
***
Siedziałam przy stole w
Wielkiej Sali, w której odbywał się obiad i wpatrywałam się w jedno miejsce.
Od wczorajszego szlabanu
cały czas myślałam o jednym i tym samym. O chłopaku, którego jeszcze całkiem
niedawno nawet nie lubiłam. A teraz nie wiedziałam co do niego czuję. Jedynie
byłam pewna tego, że zaczęło mi na nim zależeć.
- Żyjesz? – zapytała Alicja, machając mi dłonią przed
twarzą.
- Uhm – mruknęłam, skupiając całą swoją uwagę na pełnym
talerzu, a nie na żartującym z Syriuszem, Jamesie.
Czy to nie zakrawa na lekką
obsesję?
- Nie jestem głodna – powiedziałam, wstając od stołu. –
Zobaczymy się później – dodałam, widząc zaskoczenie malujące się na twarzach
przyjaciół.
Nie wiedziałam co mam ze
sobą zrobić. Pierwszy raz, od czasu dostania się do Hogwartu, nie mogłam sobie
w nim znaleźć miejsca. Zresztą, jako osoba do niedawna zainteresowana jedynie
nauką, znałam głównie bibliotekę, klasy w których odbywały się zajęcia, oraz
Wieżę Gryffindoru. Niezbyt duży wybór…
- Dobrze się czujesz? – zapytał James, gdy zrównał ze mną
kroki.
- Raczej tak – odparłam, nadal idąc przed siebie.
- Hej, przecież widzę, że coś jest nie tak – powiedział,
łapiąc mnie za ramię.
Przyszpilił mnie w miejscu
spojrzeniem i czekał.
- Coś jest nie tak, James – odparłam, poważnie na niego
patrząc. – I ma to związek tylko i wyłącznie z tobą – dodałam i wyrwałam się z
jego uścisku.
Uciekłam jak najzwyklejszy
tchórz.
***
Na szczęście w porę
przypomniałam sobie o Pokoju Życzeń. To było odpowiednie miejsce na wszelkie
przemyślenia i być może, postanowienia.
Rozejrzałam się po wnętrzu,
dosyć przypominającym mój pokój w domu i usiadłam na łóżku. Spojrzałam na biały
sufit i położyłam się.
Musiałam jakoś sklasyfikować
uczucia, którymi niewątpliwie darzyłam chłopaka.
Na początku uzmysłowiłam
sobie, że go zwyczajnie lubię.
Za to, że naprawdę się
stara. Zmienił się, to było widoczne. Nie zachowywał się jak kiedyś, jak
beztroski dupek. Śmierć ojca go niewątpliwie zmieniła, i może zabrzmi to
okrutnie, ale wiele go to nauczyło.
Później pomyślałam jak na
niego reaguję.
Od jakiegoś czasu wyczuwałam
jego obecność, nawet jeżeli jeszcze nie zdążyłam go zobaczyć. To było dziwne,
ale miałam przeczucie, że zaraz go zobaczę, albo spotkam. Im bliżej mnie się
znajdował, tym bardziej czułam się naprawdę inaczej, niż w obecności chociażby
Syriusza, czy Remusa. Serce biło mi szybciej, rumieniłam się niczym
pensjonarka, musiałam dokładnie przemyśleć każdą wypowiedz, żeby tylko nie
strzelić gafy.
Podobał mi się.
Mogłam się do tego przyznać
z czystym sumieniem. James Potter mi się cholernie podobał. Nawet te jego
wiecznie potargane włosy, nagle nabrały jakiegoś uroku.
W końcu zaczęłam myśleć, czy
to co do niego czuję to tylko zauroczenie. Czy może coś innego.
Coś, do czego nawet sama
przed sobą bałam się przyznać.
***
Do Pokoju Wspólnego weszłam
z wielkim uśmiechem na ustach i sercem przepełnionym nadzieją.
W końcu wiedziałam co się ze
mną działo, i wcale nie musiał mi nikt tego tłumaczyć. Nie musiałam już o tym
czytać w książkach, lub czasopismach.
Po prostu to czułam.
- Rudzielcu, zostałaś mianowana na Super Prefekta
Naczelnego, że uśmiechasz się aż tak szeroko? Boję się – powiedział Syriusz,
doskonale udając strach.
Pokręciłam głową i usiadłam
na oparciu sofy.
- Stało się coś o wiele lepszego, Black – odparłam.
- Nazwali twoim imieniem bibliotekę szkolną? –
zażartowała Dorcas.
- Nie powiem – odparłam. – Chociaż to całkiem niezły
pomysł, już widzę ten szyld „Biblioteka imienia Lily Evans”. Brzmi fajnie –
zauważyłam.
Spojrzałam na obserwującą
mnie Marlenę i uniosłam brew.
- Nie!!? – krzyknęła zrywając się z fotela.
- Tak – odparłam, śmiejąc się.
Zapewne to James, powinien
być pierwszą osobą dowiadującą się o moich uczuciach. Ale hej! Czy to Marlena
nie była osobą, która mnie popchnęła w kierunku rozmyślań o możliwości brania
pod uwagę osoby Jamesa Pottera, jako tego, którego obdarzę uczuciem? Miała
pełne prawo się o tym dowiedzieć. Gorzej, że nadejdzie czas, kiedy powinnam to wyznać
samemu zainteresowanemu.
- Gratuluję Lily, wiedziałam, że do tego dojdziesz –
powiedziała, mocno mnie przytulając.
Zaśmiałam się radośnie i
odwzajemniłam uścisk.
- Dzięki, M – szepnęłam.
***
- Możemy porozmawiać? – zapytałam.
Był środowy poranek, nadal
byłam w doskonałym nastroju i po długim przekonywaniu Marleny, w końcu
postanowiłam, że to zrobię. Tu i teraz.
Hm, może nie do końca tu, bo
stałam w Pokoju Wspólnym. Raczej wolałabym, żeby nie było żadnych świadków tego
wiekopomnego wydarzenia.
- Jasne – odparł James.
- Ale nie tutaj – dodałam, rozglądając się.
Syriusz wlepiał w nas
badawcze spojrzenie, zresztą Dorcas nie była lepsza. Widziałam, że coś jej
chodzi po tej bystrej główce.
- Więc gdzie? – zapytał James, gdy wyszliśmy z Pokoju
Wspólnego.
- Wieża Astronomiczna powinna być teraz pusta, prawda? –
zapytałam, na co chłopak skinął głową.
Nie byłam do końca pewna,
czy jakiekolwiek wyznania przed śniadaniem, a tym bardziej lekcjami są
odpowiednie. Ale już nie chciałam tchórzyć. W końcu z jakiegoś powodu trafiłam
do Gryffindoru, domu w którym ceni się męstwo i odwagę.
- Ja… - zaczęłam, gdy stanęliśmy przy barierce.
I stało się. Zapowietrzyłam
się i przyszły wątpliwości. Bo co będzie, jeżeli on nie czuje tego samego co
ja? To by było straszne!
- Ty… - pośpieszył mnie James, patrząc na mnie.
- Sporo ostatnio myślałam – odparłam. – O tym co się
ostatnio działo – dodałam, nakierowując bruneta na temat moich rozmyśleń.
- Chyba rozumiem – powiedział James, smutniejąc. – Nie
przejmuj się, całkowicie cię rozumiem – dodał.
Zamrugałam.
- O czym ty mówisz? – zapytałam.
- Nie chcesz kolejnych randek, chcesz mi delikatnie
oznajmić, że do siebie nie pasujemy i…
- Chciałam powiedzieć coś zupełnie odwrotnego niż myślisz
– przerwałam mu, nie mogąc słuchać tego, co mówi.
- Odwrotnego? – zapytał, patrząc na mnie z nadzieją. – W
sensie…?
- Jeżeli chociaż raz myślimy o tym samym, to właśnie w
tym sensie – odparłam z nieśmiałym uśmiechem.
I oczywiście czerwonym
licem.
- To chyba za dużo jak na tak wczesną porę – powiedział
James, czym mnie zupełnie zaskoczył. – Więc przejdziemy od razu do rzeczy. Hm,
nie zabrzmiało to romantycznie, przepraszam.
- W gruncie rzeczy, jestem dosyć pragmatyczna – odparłam,
teraz nie mogąc się doczekać tego, co powie. Czy może to ja powinnam pierwsza
powiedzieć?
- Kocham cię, Lily – powiedział, delikatnie dotykając
dłonią mój zarumieniony policzek. – I może nie usłyszę od razu jakiś deklaracji
z twojej strony…
- Ja ciebie też – przerwałam.
Czemu, ale to czemu zawsze
muszę się komuś wcinać w zdanie?
- Nic nie powiesz? – zapytałam, gdy chłopak zamilkł.
- Jest to najszczęśliwszy moment w moim życiu, więc
chociaż na chwilę mogłem zamilknąć – odparł i mocno mnie objął.
Po chwili tonęłam w
najcudowniejszym pocałunku w całym swoim życiu. Wyrażał tak wiele…
***
Ominęliśmy lekcje. Wiem.
Jest to zupełnie do mnie nie podobne. Ale osoby szczęśliwie zakochane nie myślą
trzeźwo.
- Musieliśmy przychodzić na Obronę? Wiesz co się zaraz
zacznie? – zapytał James, rysując kciukiem jakieś wzorki na mojej dłoni.
- Chcę w końcu wyczarować tego Patronusa – odparłam
wojowniczo. – I mam wrażenie, że w końcu zdobyłam najszczęśliwsze wspomnienie –
dodałam.
James uśmiechnął się z
satysfakcją i pochylił nad moją twarzą. Akurat w tym momencie przerwał nam
szkolny dzwonek.
- Później – powiedziałam, trochę odsuwając się od chłopaka.
Chociaż on zaraz się przysunął.
Wyglądało to tak, jakbyśmy byli połączeni
elastycznym sznurkiem, który zbyt długo nie może być naprężony i powoduje
stykanie się dwóch końców. My, byliśmy takimi końcami.
- Macie się wytłumaczyć i to natychmiast – wysyczała
Dorcas, gdy tylko nas zobaczyła czekających pod klasą. – Opuściłaś Eliksiry!
- Zdaję sobie z tego sprawę, Dorcas – odparłam beztrosko.
- Rudzielcu, prefekci naczelni nie uciekają z lekcji z
facetami – powiedział Syriusz, pouczającym tonem. – Gdzie byliście i co
robiliście? A raczej, Rogaczu, co ty z nią zrobiłeś? Chyba nie napoiłeś Evans
żadnym eliksirem, powodującym jakieś dziwne uzależnienie i zmianę zachowania?
- Oczywiście, że nie! – odparł oburzony James.
- Wchodzimy – powiedziałam, słysząc wybawiający nas od
wszelkich wyjaśnień, dzwonek.
- Ćwiczymy dalej! – powiedział profesor Galbraith, gdy
ustawiliśmy się tak jak na każdej lekcji, już od zeszłego tygodnia.
Tylko ta lekcja różniła się
wszystkim. Byłam pewna, że wyczaruję prawdziwego, cielesnego patronusa. Bo czy
mogłabym mieć jakieś szczęśliwsze wspomnienie, niż dzisiejszy poranek?
Więc gdy w końcu nadeszła
moja kolej, z całych sił skupiłam się na przypomnieniu sobie wyrazu twarzy Jamesa, gdy
powiedział, że mnie kocha.
I po chwili z mojej różdżki
wystrzeliła srebrzysto – biała łania.
- Ooo – westchnęła klasa, gdy zwierzę przebiegło koło nas
i rozpłynęło się.
- Doskonale, panno Evans! – zawołał profesor. – 30
punktów dla Gryffindoru!
Uśmiechnęłam się i wycofałam
pod okna, żeby oglądać starania innych osób.
Gdy w końcu nadeszła kolej
Jamesa, z całych sił trzymałam kciuki, żeby jemu też się udało. Bo gdyby było inaczej,
mogłoby się okazać, że nasza wspólna chwila, nie znaczyła dla niego tyle, ile
dla mnie. Nie była wystarczająco szczęśliwa.
- Expecto patronum!
– zawołał pewnie, a z jego różdżki wyłonił się dumny jeleń z gigantycznym
porożem.
- Bratnie dusze – powiedział zaskoczonym tonem profesor,
spoglądając to na mnie, to na Jamesa.
…
Nie zdążyłam niczego
przemyśleć, bo poczułam mocne szturchanie w ramię.
- Lily, Lily, wstawaj! – zawołała Dorcas, mocno
potrząsając moim ramieniem. – Za pół godziny zaczynają się lekcje!
Otworzyłam oczy. I zamarłam.
To
był tylko sen.
***
Huehuehuehue, nie! Przepraszam, wiem, okropny rozdział. Ale wiecie, to nie może się tak od razu stać :) Wydaje mi się, że następny rozdział będzie lepszy, więc szybciej go dodam.
Także przyznaję się, jak zwykle chciałam, żeby tak szybko byli razem, a w ostatniej chwili pomyślałam: "Co ty robisz? Już? Nie ma mowy!" i zmieniłam koniec. W następnym będzie lekki dramat, ot, taki spojler ;)
Aaaaaaaaaaaaaa! !!! To było podłe :/ foch! !! Takie cudo a tak zakończone ... phi. .. Do następnej !
OdpowiedzUsuń~Nox
No nie jak mogłaś !? Już myślałam że nareszcie będą razem a ti się okazuje że to tylko sen. Chociaż może dzięki temu snu Lily zrozumie że kocha Rogacza. Rozdział jest fantastyczny.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Gabriela Black
NIEEEEEEE....!!!!!!! Jak ty mogłaś mi to zrobić no jak ?!! Ja taka zadowolona, że wreszcie są razem, a to był tylko sen :(
OdpowiedzUsuńRozdział BOSKI!!! XD
Ten buziak na szlabanie to nie był sen prawda??
Życzę bado DUŻO WENY!! Czekam na nn
Ej co? Jaja se robisz?? Miałam padaczke a tu co? nie rób mi tego, ja CIERPIE :/ xDD czekam na next xx
OdpowiedzUsuńNo cóż. Muszę po prostu przyznać, że tym snem na koniec mnie zaskoczyłaś.
OdpowiedzUsuńAle nie martw się. Pozytywnie. Mogę dalej z niecierpliwością czekać na ostateczny moment zgody.