poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rozdział 16



Poniedziałek zaczął się nieciekawie. Obudziłam się w doskonałym nastroju, jednak zupełnie zniszczyła go profesor McGonagall po Transmutacji. Oznajmiła, że cały wieczór będę musiała pilnować dwóch osób, które zarobiły szlaban. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałam się których.
            - Kiedy zdążyłeś dostać szlaban? – zapytałam Jamesa, myśląc o tym, że rozstaliśmy się w Pokoju Wspólnym chwilę po dwudziestej. Więc kiedy?
            - Filtch nas złapał na korytarzu po 21 – odparł beztrosko James.
Przewróciłam oczami i spojrzałam na Blacka.
            - Co robiliście?                 
            - Rudzielcu, nie twoja sprawa – odparł jakże miło. – Masz nam tylko zadać jakąś okrutną karę na ten wieczór, i pilnować czy to robimy.
Od razu zaczęłam wymyślać coś, czego Black bardzo, ale to bardzo nie lubi.


***


            - Pomożesz pani Pince układać na półkach nowe książki – powiedziałam do Syriusza i spojrzałam na zegarek.
Była 18, a szlaban mógł trwać maksymalnie do 21.
            - Przyjdziemy po ciebie równiutko o 20:30 – dodałam, i uśmiechnęłam się na widok przerażenia, malującego się na twarzy Blacka. – Poradzi sobie pani z nim, pani Pince?
            - Oczywiście, już ja mu dam wycisk – odparła wojowniczo bibliotekarka.
Z triumfalnym uśmiechem wyciągnęłam zaskoczonego Jamesa z biblioteki.
            - Dla ciebie mam inne zadanie – wyjaśniłam.
            - Trochę to dziwne – zauważył James. – Zazwyczaj mamy razem szlabany…
            - Widzisz, pilnowanie Blacka na szlabanie zdecydowanie nie jest moim ulubionym zajęciem – odparłam. – Dlatego wymyśliłam coś innego. Masz, zakładaj – dodałam, gdy dotarliśmy do drzwi wyjściowych prowadzących na szkolne błonia.
            - Wychodzimy z zamku? I skąd masz mój sweter? – zapytał James, posłusznie wkładając sweter przez głowę.
            - Idziemy do schowka na miotły, wiesz tego obok szatni przy boisku do quidditcha – odparłam, oświetlając różdżką drogę. – McGonagall już jakiś czas temu zleciła prefektom doprowadzenie tego miejsca do jako takiego ładu. A biorąc pod uwagę, że znasz się na miotłach, to będzie odpowiednie zadanie dla ciebie – wyjaśniłam.
            - Lily, ale wiesz, że dla mnie to wcale nie jest kara? – zapytał ostrożnie.
            - Wiem – odparłam.


***


            - Wow – wyszeptał James, gdy przekroczyliśmy próg szkolnego schowka na miotły.
            - Na gacie Merlina – powiedziałam, rozglądając się po wnętrzu.
Schowek, a raczej wielki magazyn, był cały zawalony miotłami. Połamanymi, całymi, z powyginanymi witkami, nowszymi i całkowicie starymi.
            - Normalnie eksponat muzealny – powiedział James, biorąc delikatnie do rąk jedną ze starych mioteł. – Chcesz, żebym to dzisiaj ogarnął? Nie dam rady!
            - Uch, nie – odparłam, z niedowierzaniem patrząc na to, w co nas wpakowała McGonagall, oraz ja sama. – Zaczniesz. Zapewne trafią się wam kolejne szlabany…
James się uśmiechnął.
            - To co, zaczynam? – zapytał, zdejmując sweter i podwijając rękawy koszuli.


***


Siedziałam na jedynej nie zawalonej miotłami powierzchni, to jest na stoliku, który tak właściwie nie wiadomo do czego tutaj służył.
Patrzyłam jak James z czułością, lub z radosnym okrzykiem ogląda niektóre miotły i zastanawiałam się, czy na mnie czasami też spogląda z takim uczuciem. Wiem, dziwne przemyślenia, ale cały czas krążyło mi to po głowie.
            - Już dwudziesta – zauważyłam, spoglądając na zegarek.
            - Super szlaban, Lily – skomentował James, odkładając na półkę kolejną całą, nadającą się do latania miotłę. – Te są do wyrzucenia – dodał, widząc gdzie patrzę.
            - Nie uważasz, że coś mi się należy za przydzielenie ci tak fajnego szlabanu? – zapytałam przebiegle, owszem, sporo ryzykując.
James spojrzał na mnie ze zdziwieniem w oczach.
            - Czy ty sugerujesz…?
Skinęłam głową i po chwili utonęłam w słodkim pocałunku.


***


            - To był beznadziejny szlaban – powiedział Syriusz. – Rogaczu, a co ty robiłeś?
„Odebraliśmy” Syriusza spod opieki pani Pince i ruszyliśmy w stronę wieży.
            - Segregowałem miotły – odpowiedział uśmiechnięty James.
            - Co?! – zawołał Syriusz, patrząc na mnie z wyrzutem. – Czemu on segregował miotły, a ja siedziałem z tą starą nietoperzycą, układając jakieś durne książki? – zapytał z typowym dla siebie zachowaniem a’la pięcioletnie dziecko.
            - Bo cię nie lubię – odparłam ze śmiechem.
            - No wiesz co, Rudzielcu – powiedział Syriusz. – A ja cię nawet lubię, zrobiłaś się ostatnio równa babka.
            - Dziękuję za komplement – odparłam. – Bajeczne świecidełka – powiedziałam do Grubej Damy.
            - Dobranoc – dodałam, kierując się w stronę damskich dormitoriów.


***


Siedziałam przy stole w Wielkiej Sali, w której odbywał się obiad i wpatrywałam się w jedno miejsce.
Od wczorajszego szlabanu cały czas myślałam o jednym i tym samym. O chłopaku, którego jeszcze całkiem niedawno nawet nie lubiłam. A teraz nie wiedziałam co do niego czuję. Jedynie byłam pewna tego, że zaczęło mi na nim zależeć.
            - Żyjesz? – zapytała Alicja, machając mi dłonią przed twarzą.
            - Uhm – mruknęłam, skupiając całą swoją uwagę na pełnym talerzu, a nie na żartującym z Syriuszem, Jamesie.
Czy to nie zakrawa na lekką obsesję?
            - Nie jestem głodna – powiedziałam, wstając od stołu. – Zobaczymy się później – dodałam, widząc zaskoczenie malujące się na twarzach przyjaciół.
Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Pierwszy raz, od czasu dostania się do Hogwartu, nie mogłam sobie w nim znaleźć miejsca. Zresztą, jako osoba do niedawna zainteresowana jedynie nauką, znałam głównie bibliotekę, klasy w których odbywały się zajęcia, oraz Wieżę Gryffindoru. Niezbyt duży wybór…
            - Dobrze się czujesz? – zapytał James, gdy zrównał ze mną kroki.
            - Raczej tak – odparłam, nadal idąc przed siebie.
            - Hej, przecież widzę, że coś jest nie tak – powiedział, łapiąc mnie za ramię.
Przyszpilił mnie w miejscu spojrzeniem i czekał.
            - Coś jest nie tak, James – odparłam, poważnie na niego patrząc. – I ma to związek tylko i wyłącznie z tobą – dodałam i wyrwałam się z jego uścisku.
Uciekłam jak najzwyklejszy tchórz.


***


Na szczęście w porę przypomniałam sobie o Pokoju Życzeń. To było odpowiednie miejsce na wszelkie przemyślenia i być może, postanowienia.
Rozejrzałam się po wnętrzu, dosyć przypominającym mój pokój w domu i usiadłam na łóżku. Spojrzałam na biały sufit i położyłam się.
Musiałam jakoś sklasyfikować uczucia, którymi niewątpliwie darzyłam chłopaka.
Na początku uzmysłowiłam sobie, że go zwyczajnie lubię.
Za to, że naprawdę się stara. Zmienił się, to było widoczne. Nie zachowywał się jak kiedyś, jak beztroski dupek. Śmierć ojca go niewątpliwie zmieniła, i może zabrzmi to okrutnie, ale wiele go to nauczyło.
Później pomyślałam jak na niego reaguję.
Od jakiegoś czasu wyczuwałam jego obecność, nawet jeżeli jeszcze nie zdążyłam go zobaczyć. To było dziwne, ale miałam przeczucie, że zaraz go zobaczę, albo spotkam. Im bliżej mnie się znajdował, tym bardziej czułam się naprawdę inaczej, niż w obecności chociażby Syriusza, czy Remusa. Serce biło mi szybciej, rumieniłam się niczym pensjonarka, musiałam dokładnie przemyśleć każdą wypowiedz, żeby tylko nie strzelić gafy.
Podobał mi się.
Mogłam się do tego przyznać z czystym sumieniem. James Potter mi się cholernie podobał. Nawet te jego wiecznie potargane włosy, nagle nabrały jakiegoś uroku.
W końcu zaczęłam myśleć, czy to co do niego czuję to tylko zauroczenie. Czy może coś innego.
Coś, do czego nawet sama przed sobą bałam się przyznać.


***


Do Pokoju Wspólnego weszłam z wielkim uśmiechem na ustach i sercem przepełnionym nadzieją.
W końcu wiedziałam co się ze mną działo, i wcale nie musiał mi nikt tego tłumaczyć. Nie musiałam już o tym czytać w książkach, lub czasopismach.
Po prostu to czułam.
            - Rudzielcu, zostałaś mianowana na Super Prefekta Naczelnego, że uśmiechasz się aż tak szeroko? Boję się – powiedział Syriusz, doskonale udając strach.
Pokręciłam głową i usiadłam na oparciu sofy.
            - Stało się coś o wiele lepszego, Black – odparłam.
            - Nazwali twoim imieniem bibliotekę szkolną? – zażartowała Dorcas.
            - Nie powiem – odparłam. – Chociaż to całkiem niezły pomysł, już widzę ten szyld „Biblioteka imienia Lily Evans”. Brzmi fajnie – zauważyłam.
Spojrzałam na obserwującą mnie Marlenę i uniosłam brew.
            - Nie!!? – krzyknęła zrywając się z fotela.
            - Tak – odparłam, śmiejąc się.
Zapewne to James, powinien być pierwszą osobą dowiadującą się o moich uczuciach. Ale hej! Czy to Marlena nie była osobą, która mnie popchnęła w kierunku rozmyślań o możliwości brania pod uwagę osoby Jamesa Pottera, jako tego, którego obdarzę uczuciem? Miała pełne prawo się o tym dowiedzieć. Gorzej, że nadejdzie czas, kiedy powinnam to wyznać samemu zainteresowanemu.
            - Gratuluję Lily, wiedziałam, że do tego dojdziesz – powiedziała, mocno mnie przytulając.
Zaśmiałam się radośnie i odwzajemniłam uścisk.
            - Dzięki, M – szepnęłam.


***


            - Możemy porozmawiać? – zapytałam.
Był środowy poranek, nadal byłam w doskonałym nastroju i po długim przekonywaniu Marleny, w końcu postanowiłam, że to zrobię. Tu i teraz.
Hm, może nie do końca tu, bo stałam w Pokoju Wspólnym. Raczej wolałabym, żeby nie było żadnych świadków tego wiekopomnego wydarzenia.
            - Jasne – odparł James.
            - Ale nie tutaj – dodałam, rozglądając się.
Syriusz wlepiał w nas badawcze spojrzenie, zresztą Dorcas nie była lepsza. Widziałam, że coś jej chodzi po tej bystrej główce.
            - Więc gdzie? – zapytał James, gdy wyszliśmy z Pokoju Wspólnego.
            - Wieża Astronomiczna powinna być teraz pusta, prawda? – zapytałam, na co chłopak skinął głową.
Nie byłam do końca pewna, czy jakiekolwiek wyznania przed śniadaniem, a tym bardziej lekcjami są odpowiednie. Ale już nie chciałam tchórzyć. W końcu z jakiegoś powodu trafiłam do Gryffindoru, domu w którym ceni się męstwo i odwagę.
            - Ja… - zaczęłam, gdy stanęliśmy przy barierce.
I stało się. Zapowietrzyłam się i przyszły wątpliwości. Bo co będzie, jeżeli on nie czuje tego samego co ja? To by było straszne!
            - Ty… - pośpieszył mnie James, patrząc na mnie.
            - Sporo ostatnio myślałam – odparłam. – O tym co się ostatnio działo – dodałam, nakierowując bruneta na temat moich rozmyśleń.
            - Chyba rozumiem – powiedział James, smutniejąc. – Nie przejmuj się, całkowicie cię rozumiem – dodał.
Zamrugałam.
            - O czym ty mówisz? – zapytałam.
            - Nie chcesz kolejnych randek, chcesz mi delikatnie oznajmić, że do siebie nie pasujemy i…
            - Chciałam powiedzieć coś zupełnie odwrotnego niż myślisz – przerwałam mu, nie mogąc słuchać tego, co mówi.
            - Odwrotnego? – zapytał, patrząc na mnie z nadzieją. – W sensie…?
            - Jeżeli chociaż raz myślimy o tym samym, to właśnie w tym sensie – odparłam z nieśmiałym uśmiechem.
I oczywiście czerwonym licem.
            - To chyba za dużo jak na tak wczesną porę – powiedział James, czym mnie zupełnie zaskoczył. – Więc przejdziemy od razu do rzeczy. Hm, nie zabrzmiało to romantycznie, przepraszam.
            - W gruncie rzeczy, jestem dosyć pragmatyczna – odparłam, teraz nie mogąc się doczekać tego, co powie. Czy może to ja powinnam pierwsza powiedzieć?
            - Kocham cię, Lily – powiedział, delikatnie dotykając dłonią mój zarumieniony policzek. – I może nie usłyszę od razu jakiś deklaracji z twojej strony…
            - Ja ciebie też – przerwałam.
Czemu, ale to czemu zawsze muszę się komuś wcinać w zdanie?
            - Nic nie powiesz? – zapytałam, gdy chłopak zamilkł.
            - Jest to najszczęśliwszy moment w moim życiu, więc chociaż na chwilę mogłem zamilknąć – odparł i mocno mnie objął.
Po chwili tonęłam w najcudowniejszym pocałunku w całym swoim życiu. Wyrażał tak wiele…


***


Ominęliśmy lekcje. Wiem. Jest to zupełnie do mnie nie podobne. Ale osoby szczęśliwie zakochane nie myślą trzeźwo.
            - Musieliśmy przychodzić na Obronę? Wiesz co się zaraz zacznie? – zapytał James, rysując kciukiem jakieś wzorki na mojej dłoni.
            - Chcę w końcu wyczarować tego Patronusa – odparłam wojowniczo. – I mam wrażenie, że w końcu zdobyłam najszczęśliwsze wspomnienie – dodałam.
James uśmiechnął się z satysfakcją i pochylił nad moją twarzą. Akurat w tym momencie przerwał nam szkolny dzwonek.
            - Później – powiedziałam, trochę odsuwając się od chłopaka. Chociaż on zaraz się przysunął. 
Wyglądało to tak, jakbyśmy byli połączeni elastycznym sznurkiem, który zbyt długo nie może być naprężony i powoduje stykanie się dwóch końców. My, byliśmy takimi końcami.
            - Macie się wytłumaczyć i to natychmiast – wysyczała Dorcas, gdy tylko nas zobaczyła czekających pod klasą. – Opuściłaś Eliksiry!
            - Zdaję sobie z tego sprawę, Dorcas – odparłam beztrosko.
            - Rudzielcu, prefekci naczelni nie uciekają z lekcji z facetami – powiedział Syriusz, pouczającym tonem. – Gdzie byliście i co robiliście? A raczej, Rogaczu, co ty z nią zrobiłeś? Chyba nie napoiłeś Evans żadnym eliksirem, powodującym jakieś dziwne uzależnienie i zmianę zachowania?
            - Oczywiście, że nie! – odparł oburzony James.
            - Wchodzimy – powiedziałam, słysząc wybawiający nas od wszelkich wyjaśnień, dzwonek.
            - Ćwiczymy dalej! – powiedział profesor Galbraith, gdy ustawiliśmy się tak jak na każdej lekcji, już od zeszłego tygodnia.
Tylko ta lekcja różniła się wszystkim. Byłam pewna, że wyczaruję prawdziwego, cielesnego patronusa. Bo czy mogłabym mieć jakieś szczęśliwsze wspomnienie, niż dzisiejszy poranek?
Więc gdy w końcu nadeszła moja kolej, z całych sił skupiłam się na przypomnieniu sobie wyrazu twarzy Jamesa, gdy powiedział, że mnie kocha.
I po chwili z mojej różdżki wystrzeliła srebrzysto – biała łania.
            - Ooo – westchnęła klasa, gdy zwierzę przebiegło koło nas i rozpłynęło się.
            - Doskonale, panno Evans! – zawołał profesor. – 30 punktów dla Gryffindoru!
Uśmiechnęłam się i wycofałam pod okna, żeby oglądać starania innych osób.
Gdy w końcu nadeszła kolej Jamesa, z całych sił trzymałam kciuki, żeby jemu też się udało. Bo gdyby było inaczej, mogłoby się okazać, że nasza wspólna chwila, nie znaczyła dla niego tyle, ile dla mnie. Nie była wystarczająco szczęśliwa.
            - Expecto patronum! – zawołał pewnie, a z jego różdżki wyłonił się dumny jeleń z gigantycznym porożem.
            - Bratnie dusze – powiedział zaskoczonym tonem profesor, spoglądając to na mnie, to na Jamesa.


Nie zdążyłam niczego przemyśleć, bo poczułam mocne szturchanie w ramię.
            - Lily, Lily, wstawaj! – zawołała Dorcas, mocno potrząsając moim ramieniem. – Za pół godziny zaczynają się lekcje!
Otworzyłam oczy. I zamarłam.
To był tylko sen.


 ***

Huehuehuehue, nie! Przepraszam, wiem, okropny rozdział. Ale wiecie, to nie może się tak od razu stać :) Wydaje mi się, że następny rozdział będzie lepszy, więc szybciej go dodam. 
Także przyznaję się, jak zwykle chciałam, żeby tak szybko byli razem, a w ostatniej chwili pomyślałam: "Co ty robisz? Już? Nie ma mowy!" i zmieniłam koniec. W następnym będzie lekki dramat, ot, taki spojler ;)

5 komentarzy:

  1. Aaaaaaaaaaaaaa! !!! To było podłe :/ foch! !! Takie cudo a tak zakończone ... phi. .. Do następnej !
    ~Nox

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie jak mogłaś !? Już myślałam że nareszcie będą razem a ti się okazuje że to tylko sen. Chociaż może dzięki temu snu Lily zrozumie że kocha Rogacza. Rozdział jest fantastyczny.
    Pozdrawiam
    Gabriela Black

    OdpowiedzUsuń
  3. NIEEEEEEE....!!!!!!! Jak ty mogłaś mi to zrobić no jak ?!! Ja taka zadowolona, że wreszcie są razem, a to był tylko sen :(
    Rozdział BOSKI!!! XD
    Ten buziak na szlabanie to nie był sen prawda??
    Życzę bado DUŻO WENY!! Czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  4. Ej co? Jaja se robisz?? Miałam padaczke a tu co? nie rób mi tego, ja CIERPIE :/ xDD czekam na next xx

    OdpowiedzUsuń
  5. No cóż. Muszę po prostu przyznać, że tym snem na koniec mnie zaskoczyłaś.
    Ale nie martw się. Pozytywnie. Mogę dalej z niecierpliwością czekać na ostateczny moment zgody.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.