wtorek, 14 kwietnia 2015

Miniaturka numer 5 "Na opak"



Zastanawiałyście się kiedyś, jakby to wyglądało, gdyby wszystko było na opak? Gdyby to Lily była Huncwotem, zwariowaną, beztroską dziewczyną, a James poważnym prefektem, wiecznie przesiadującym w bibliotece?
Ja się zastanowiłam… I wyszło to coś, mega krótkie coś :) Mam nadzieję, że chociaż raz się zaśmiejecie!

***

            - Potter, umówisz się ze mną?! – zawołała rudowłosa dziewczyna z zawadiackim błyskiem w oku.
Tą dziewczyną, była Lily Evans, najbardziej rozrywkowa i szalona dziewczyna zamieszkująca jedno z dormitoriów znajdujących się w Wieży Gryffindoru.
Rudowłosa była prawdziwym zgrywusem. Uwielbiała żartować. A z kogo najbardziej? Oczywiście z przebrzydłych Ślizgonów, oraz tego niedojdy, Syriusza Blacka.
A kogo darzyła gorącym, lecz niestety nieodwzajemnionym uczuciem, ta niepowtarzalna panna E?
Jamesa Pottera, prefekta Gryffindoru, chłopaka tak samo poważnego jak przystojnego.
Jednak czy kiedykolwiek James P spojrzał na dziewczynę innym wzrokiem, niż udręczonym, zmieszanym, zakłopotanym, wkurzonym, lub bardzo, ale to bardzo zdenerwowanym? Niestety, nie.
James stanowczo ucinał zapędy dziewczyny, dotyczące gorącej randki w Hogsmeade.
I chociaż większość szkolnych przystojniaków mu tego zazdrościło, na Jamesie zupełnie nie robiło to wrażenia. Dla niego były ważne tylko książki, nauka, wypracowania, oraz dawanie dobrego przykładu jako prefekt.
Więc co mogła zdziałać rudowłosa? Była kapitanem gryfońskiej drużyny quidditcha (Jamesa nie znosił tego sportu), uwielbiała wszystkim dokuczać (James nie mógł tego zaakceptować, zdecydowanie!), szlajała się po zamku razem ze swoimi równie zdeprawowanymi przyjaciółkami (które były jak wrzody na tyłku, takiego poważnego prefekta, jakim niewątpliwie był James).
I dlatego brunet za każdym razem odmawiał pannie E. Co jej wcale nie znosiło z obranego sobie celu.
Chciała zdobyć serce poważnego prefekta.
I nic, i nikt nie mógł jej od tego odwieść.

***

            - Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? – zapytała Dorcas, uśmiechając się kpiąco pod nosem.
            - Jasne, że tak. Może dzięki temu zwróci na mnie uwagę? – zapytała Lily, przeglądając się w lustrze.
            - Wyglądasz… dziwnie – powiedziała Alicja, uważnie lustrując przyjaciółkę wzrokiem.
Wcale nie wyglądała jak Lily! Bo gdzie się podziały jej szaleńczo rozwiane włosy? Gdzie luzacko przewieszony krawat, albo tak zabawnie wplątany we włosy? Gdzie nieprzyzwoicie skrócona spódniczka? I wreszcie, gdzie jej niewiarygodnie wysokie szpilki?
            - Wyglądasz jak kujon – stwierdziła Mary, poprawiając sobie zakolanówkę. – Nie rozumiem, czemu Potter? Jest tylu fajnych facetów w szkole…
            - Bo Potter jest jeden – odparła Lily i głośno westchnęła. – No. Ukryłyście znicz? Wiecie, że nie mogę go znaleźć. Nie wiedzieć czemu, ale Pottera strasznie wkurza, jak się nim bawię…
            - Jest bezpiecznie schowany – odparła Dorcas, mając na myśli Pokój Życzeń, miejsce o którym wiedziały tylko one.
Czwórka dziewcząt prawie każdej nocy wybierała się na zwiedzanie zamku. Dodajmy – nielegalne. Nieraz miały prawdziwe kłopoty, spowodowane takimi wypadami, ale nic to ich nie uczyło. Bo czym był taki miesięczny szlaban, dla prawdziwych Huncwotek?
            - Idę. Gdzie jest? – zapytała Lily, zakładając na ramię torbę.
Mary spojrzała na mapę, ich największy skarb. Mapę, ukazującą każdego ucznia i każdy zakamarek Hogwartu.
            - A gdzie może być Potter? – odparła. – W bibliotece. Pewnie zakuwa te swoje ukochane Eliksiry…
            - Życzcie mi powodzenia, dziewczęta – powiedziała Lily i wyszła z dormitorium.
Szybko zbiegła po schodach i ruszyła w stronę biblioteki. W ogóle jej nie interesowały zaciekawione spojrzenia innych uczniów. Lily miała je głęboko gdzieś. Liczył się tylko jej cel.
Cel, który obrała sobie już na piątym roku.

***

James siedział przy najbardziej oddalonym stoliku w bibliotece i z uśmiechem na ustach, czytał definicję eliksiru wielosokowego.
Westchnął, ucieszony tym, że może napisać kolejne wypracowanie i wyjął z torby pergamin i kałamarz. Gdy unosił wzrok znad torby, leżącej na podłodze, zobaczył kogoś, kogo w życiu by się nie spodziewał w tym miejscu.
            - Evans, a co ty tu robisz? – zapytał, patrząc na dziewczynę.
            - Przyszłam się pouczyć. Mogę? – zapytała, wskazując wolne krzesło.
Zszokowany James kiwnął głową. Nie mógł uwierzyć w to, że nieznośna Evans zawitała do biblioteki. Chociaż może jej wygląd był jeszcze dziwniejszy?
Jej zwykle roztrzepane włosy, były związane w gładkiego, wysokiego kucyka. Spódniczka była odpowiedniej długości – czyli do kolan. Krawat, elegancko zawiązany, znajdował się pod szyją, a nie jak to często było w przypadku dziewczyny – we włosach. Również zniknęły gdzieś całkiem nieprzepisowe szpilki, które zostały zastąpione praktycznymi półbutami.
            - Wyglądasz… inaczej – zauważył.
Lily uśmiechnęła się i skinęła głową.
            - Uznałam, że najwyższy czas spoważnieć. To już siódmy rok… - odparła Lily.
            - Taa i wziąć się za naukę – powiedział James. – Jak wy to robicie, że w ogóle się nie uczycie i tak dobrze zdajecie egzaminy? – zapytał, mając na myśli również przyjaciółki dziewczyny.
            - Wyjątkowe zdolności? – zapytała Lily, udając, że interesuje ją to, co czyta z tej przesadnie grubej księgi.
            - Jak zwykle skromna – zauważył sarkastycznie James.
            - Ech, Potter. To taka szkoda, że nie zauważasz moich zalet – odparła poważnie Lily.
James poczuł się naprawdę dziwnie. Mówiła to całkiem szczerze, widział to. I była poważna. Jak nigdy.
            - Twoją niewątpliwą zaletą, było dręczenie mojego przyjaciela – zauważył sucho James, otrząsając się z chwilowego zamyślenia nad nowym obliczem dziewczyny.
            - Nic na to nie poradzę… Black jest kretynem. W dodatku Ślizgonem. Jak można się przyjaźnić ze Ślizgonem? W dodatku takim, który nie chce brać pryszniców? – odparła Lily.
            - Ale to nie znaczyło, że musiałyście go wrzucić do jeziora, żeby umyć jego tłuste włosy! Mydełkiem „Biały jeleń”! – powiedział oburzony chłopak, mrużąc oczy za okularami.
            - Przecież chciałyśmy dobrze – wymamrotała Lily.
Owszem, akcja zorganizowana po SUM-ach nie była przemyślana. Ale Lily tak nienawidziła Blacka! Zupełnie odciągał swoją śmierdzącą osobą, uwagę Jamesa od niej! A to było karygodne.
            - Ale wyszło źle. Jak zwykle – odparł James i wrócił do czytanej księgi.
Lily już chciała potargać włosy, ale przypomniała sobie, że są związane.
Spojrzała w bok i ujrzała w tym swoją szansę.
            - Ty, czego szturchasz tą biedną dziewczynkę? – zapytała chłopca, wyglądającego gdzieś na czwartą klasę. Zaczepiał blondyneczkę z zabawnym, mysim ogonkiem. – Czy mam cię znokautować?
Chłopiec, gdy zobaczył kto do niego mówi, szybko pokręcił głową i wyszedł z biblioteki.
            - Już cię nie będzie dręczył, mała. Już ja się o to postaram… - powiedziała Lily i dyskretnie spojrzała na swój obiekt zainteresowania.
James spoglądał na nią z lekkim szokiem, wypisanym na twarzy. Zastanawiał się, czy nieznośna Lily Evans, choć trochę wydoroślała…

***

Lily bardzo ambitnie wprowadzała swój plan, pod tytułem „Zdobycie Jamesa Pottera do końca roku” w życie.
Z każdym dniem, pokazywała mu, że już wcale nie jest taką niedojrzałą i okropną dziewczyną, jak kiedyś sądził.
Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że Lily na początku myślała, że będzie udawać. Stworzy swoje alter – ego, taką dobrą, grzeczną Lily. Jednak okazało się, że wcale aż tak bardzo nie musiała grac. Może zwyczajnie wyrastała ze swojej starej, niegrzecznej wersji?
Nawet przestała zwracać uwagę na Syriusza Blacka, który czasami stawał na jej drodze, ze swoimi tłustymi włosami i ohydnym, haczykowatym nochalem.
I chociaż reszta Huncwotek, a głównie Dorcas, głośno wyrażały swój sprzeciw, nowa Lily była nieugięta. Brnęła, ku wyznaczonemu celu, jakim była randka z Potterem.
            - Potter! – zawołała, widząc chłopaka po drugiej stronie korytarza. Podbiegła (okazało się, że półbuty są wygodniejsze niż szpilki) do chłopaka i ciężko westchnęła.
Wyglądał naprawdę świetnie, w swoich kujońskich okularach i z grubą księgą w ręku. Kręciło ją to!
            - Zadam ci to pytanie ostatni raz, i proszę, nie, błagam, żebyś to przemyślał! Ja… naprawdę się staram. Więc, naprawdę, mógłbyś to chwilę przemyśleć… - zaczęła się plątać.
            - Po prostu, zapytaj – odparł Jamesa i spojrzał Lily prosto w oczy.
            - Potter, to jest James, umówisz się ze mną? – zapytała, w głębi duszy, bojąc się kolejnego odrzucenia. Czegoś tak przeraźliwie gorzkiego i raniącego jej gorące uczucia.
Twarz Pottera na początku nic nie wyrażała. Wyglądała tak samo jak zawsze – niezwykle poważnie. Jednak po chwili, nastąpiło coś tak odmiennego, że pannie Evans, aż zaparło dech w piersiach. Chłopak się uśmiechnął. Do niej!
            - Umówię się z tobą – odparł i po chwili dodał: - Lily...

3 komentarze:

  1. W sumie nigdy nie pomyśłam o takiej zamianie ról ale to naprawdę ciekawy pomysł. Fajnie jest czytać o Lily która zabiega o serce Jamesa chociaż czasami czułam się dziwne.
    Pozdrawiam
    Gabriela Black

    OdpowiedzUsuń
  2. O ludzie jak ja żałuje że to jest takie krótkie :O Świętna miniaturka :D Do następne ;)
    ~Nox

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem tak: bardzo oryginalny i ciekawy pomysł xD jednak jestem zwolenniczką oryginalnej wersji jeżeli chodzi o ich role :D najbardziej mnie boli to że Lilka znęcała się nad Blackiem, bardzo bardzo boli :'( xDD dobra lece i czekam na next xx

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.