sobota, 14 lutego 2015

Miniaturka numer 4 Nieporozumienie



Luty 1978
- Gdzie jest ten kretyn? – wymamrotałam pod nosem, rozglądając się po zatłoczonym, szkolnym korytarzu.
Przelatując spojrzeniem po podekscytowanych twarzach uczniów w końcu ujrzałam osobę której szukałam. Cicho niczym lampart, czy inna puma dopadłam swoją ofiarę.
- Black, jesteś totalnym kretynem – powiedziałam do zdziwionego chłopaka i dyskretnie wcisnęłam mu zwinięty pergamin w rękę.
Dumna z wykonanego zadania, poszłam do klasy na Transmutację.


Z perspektywy Jamesa Pottera
- Łapo, co to było? Znowu dokuczałeś Evans? – zapytałem, patrząc z niezrozumieniem na przyjaciela.
- Co? Przecież ja jej nie dokuczam… No dobra! Nie patrz tak na mnie, czasem mi się to przydarza. Ale teraz nie wiem o co jej chodziło – odparł i zacisnął ręce w pięści.
Z rozmarzeniem spojrzałem za maszerującą pod klasę rudowłosą. Te biodra! Te nogi! Włosy! Cudowna…


Z perspektywy Syriusza Blacka
Ciekawość wzięła górę nad obowiązkiem – powiedziałem chłopakom, że zapomniałem czegoś z dormitorium i wstąpiłem do toalety.
Zasiadając na „tronie” rozłożyłem skrawek pergaminu na dłoni.

Spotkajmy się o 19 w starej klasie od Numerologii. Mam do ciebie sprawę prośbę. L.E
- Ciekawe – wymamrotałem do siebie i usłyszałem dzwonek. Cholera, Transmutacja!


Równo o 18:50 wyszłam z wieży i nieśpiesznym krokiem ruszyłam w kierunku dawno nieużywanej części zamku. Obejrzałam się za siebie, ale na szczęście Kretyn nie szedł za mną.
- Może nie jest taki głupi, na jakiego wygląda – wyszeptałam i cicho zachichotałam.
- Kto nie jest głupi, Evans? – zapytał ironicznie Osobnik.
- Merlinie, jednak jesteś głupi! Mieliśmy się spotkać w klasie, a nie przed! – wysyczałam otwierając drzwi.
Chłopak spojrzał na mnie wrogo i założył ręce na piersi.
- To jaką masz do mnie prośbę? – zapytał podkreślając słowo klucz.
Och i tu nastąpił problem.
- Chciałamzaprosicpotteranawalentynkidohogsmeade – powiedziałam na wydechu.
Czarnowłosy zmarszczył brwi.
- Możesz powtórzyć? Nic nie zrozumiałem… Powiedziałaś to językiem gryzoni? – dogryzł mi, uśmiechając się wrednie.
- Uch – westchnęłam i czując gorący rumieniec na policzkach, powtórzyłam – Chciałam zaprosić Pottera, to jest Jamesa, na Walentynki do Hogsmeade.
Spojrzałam na chłopaka. Jego twarz wyrażała najszczersze zdumienie.
- Oszalałaś? – zapytał, badawczo mi się przyglądając.
Żachnęłam się.
- Oczywiście, że nie oszalałam – odparłam, na pozór spokojnie – Chociaż może… Musisz wiedzieć, że ciężko mi o tym mówić. Ale… Chyba ten idiota w końcu osiągnął swój cel.
Black spojrzał na mnie debilnym wzrokiem (o ile coś takiego istnieje – chociaż w jego przypadku na pewno!).
- Cel? – zapytał.
- Wiedziałam, że jesteś lekko tępy, ale nie myślałam, że aż tak! Jaki miał cel od dwóch lat, kretynie? Chciał się ze mną umówić! A teraz ja chce się z nim umówić, czaisz bazę? – zapytałam wkurzona.
- Och, no tak. Ale nie rozumiem, czemu chcesz się z nim umówić? – zapytał drapiąc się po głowie.
- Ale zadajesz głupie pytania. Przecież to twój przyjaciel, chyba znasz jego zalety?
- Jasne, że tak! Rogacz jest szlachetny, rycerski, pomocny, szalony, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu, odważny, przystojny, chociaż głupio mi to przyznawać…
- Dobra, starczy! – powiedziałam zniecierpliwiona – Pomożesz mi zaaranżować najlepszą randkę w jego życiu? – zapytałam z nadzieją.
Black zlustrował mnie spojrzeniem i wzruszył ramionami.
- W końcu to mój najlepszy przyjaciel. Chociaż ja wybrałbym sobie bardziej zrównoważoną dziewczynę…
Przewróciłam oczami i zaczęłam mówić.


Z perspektywy Jamesa Pottera
- Remusie, nie wiesz gdzie jest Łapa? – zapytałem blondyna wchodząc do dormitorium – Mieliśmy dzisiaj ustalić strategię na następny mecz.
- Nie mam pojęcia, sprawdź na mapie – odparł zaczytany w jakiejś stanowczo za grubej i za starej księdze, Lunatyk.
Spod sterty ubrań, pudełek po czekoladowych żabach, oraz pergaminów wygrzebałem nasz najcenniejszy skarb – Mapę Huncwotów.
- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego – wymamrotałem i zacząłem poszukiwania czarnej kropki oznaczonej jako „Syriusz Black”.
I gdy ją znalazłem, przeżyłem niemałe zdziwienie.
- Muszę wyjść! – powiedziałem, biegiem pokonując odległość od dormitorium do pewnej starej klasy…


- Dobra, więc to już zostało omówione. Powiesz Potterowi, to znaczy Jamesowi, że musi z tobą skoczyć do Trzech Mioteł. I będziesz od niego odpędzał te wszystkie napalone dziewczyny – powiedziałam stanowczym głosem.
- Czyżby ktoś tu był zazdrosny? – zapytał Syriusz przez śmiech. Spojrzałam na niego mrużąc oczy i głośno prychnęłam.
- Jasne, że nie. To, że mnie wkurzają, nie oznacza, że jestem zazdrosna! Nie gap się tak Black, dobrze ci radzę! Serio? Och, no dobra, jestem zazdrosna! Jak jasna cholera! – dodałam i zaczęłam się śmiać zaraz za Syriuszem.
Właściwie okazało się, że nie jest taki zły, jak zawsze sądziłam. 
Aż nie wierzę, że to piszę!
- Ale jeszcze jedno. Musisz przećwiczyć to swoje wyznanie – powiedział czarnowłosy i stanowczym głosem dodał – Ja będę do tego najlepszy. W końcu jestem taki przystojny…
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się ironicznie.
- Jasne. Czekaj, może tak: Och, od zawsze uważałam cię za takiego przystojnego faceta! Chcesz się całować? A może od razu…
- Nie, nie, nie! – zawołał Łapa kręcąc głową – Musisz być romantyczna! Może coś takiego: Już od dwóch lat myślę tylko o tobie! Szaleję za tobą! Kocham cię…
I w momencie w którym chciałam się głośno roześmiać z rozmarzonej miny Blacka, drzwi od klasy głośno trzasnęły. Zobaczyłam tylko znajomy, kasztanowy sweter i rozczochrane włosy.


Z perspektywy Jamesa Pottera
Cicho podkradłem się pod otwarte drzwi od klasy i zacząłem podsłuchiwać. Tak właściwie nie wiedziałem, czego mam się spodziewać, ale na pewno nie tego!
- Już od dwóch lat myślę tylko o tobie! Szaleję za tobą! Kocham cię…
Nie myślałem, że najlepszy przyjaciel może mi wbić nuż w serce i dla pewności parę razy nim dźgnąć.


- To był James – powiedziałam z szeroko otwartymi oczami.
- Czekaj, wytłumaczę mu wszystko – odparł zdenerwowanym głosem Syriusz – Przecież to zwykłe nieporozumienie… - dodał i spojrzał na mnie.
Zagryzłam wargę i szybko wstałam z krzesła.
- To ja muszę z nim porozmawiać – powiedziałam zdecydowana, i biegiem rzuciłam się za chłopakiem.
Jak to jest w moim życiu, że zawsze coś się komplikuje?


- Potter! Potter, poczekaj! – krzyknęłam wybiegając za chłopakiem z zamku. Super, bez kurtki! Brr! Bieganie po śniegu i w ciemności, Merlinie, do czego ta miłość zmusza…
- James, do cholery, zatrzymaj się! – zawołałam i gdy chłopak tego nie uczynił, podcięłam mu nogi niegroźnym zaklęciem – Mówiłam, poczekaj! – zawołałam, stając nad nim – Słuchaj, to… źle to zrozumiałeś – dodałam, gdy otrzepywał się ze śniegu.
- Och, zapewne – powiedział sarkastycznym tonem – Przewidziało mi się, że mój niby najlepszy przyjaciel wyznaje mojej… ci uczucia? Skrywane od dwóch lat?! – dodał, wrzeszcząc.
Ekhm.
- To nie było tak – powiedziałam znowu i zaczęłam szybko – To wszystko moja wina, widzisz, poprosiłam Syriusza…
- Teraz to Syriusza, tak? – zapytał i zdenerwowany poszedł w stronę boiska do Quidditcha.
- Syriusza, Blacka, co wolisz! Poprosiłam go o to spotkanie, bo miałam do niego pewną prośbę – mówiłam idąc za chłopakiem – Chciałam, żeby mi pomógł w organizacji walentynkowej randki z …
- Odczep się, Evans – wysyczał i wkurzony szedł dalej. 
Lecz teraz i ja się wkurzyłam…
- Odczep się? Odczep się? A ile razy ja to powtarzałam? Mówiłam, „odczep się, Potter!” a ty nie reagowałeś! A gdy ja, coś do ciebie… Patrz na mnie gdy do ciebie mówię!! – wrzasnęłam i szybko lepiąc kulkę z mokrego śniegu rzuciłam nią w pusty czerep tego palanta.
Odwrócił się do mnie z szaleńczym błyskiem w oku i dosłownie powalił mnie na śnieg.
- Nie… muszę… cię… słuchać! – krzyknął, gdy oboje ostro wkurzeni obrzucaliśmy się śniegiem.
- Masz mnie słuchać, kretynie! Bo cię kocham, do jasnej cholery! – wrzasnęłam i dostałam centralnie w czoło śnieżką.
I gdy wylądowałam na plecach, na mokrym śniegu i gdy widziałam te przysłowiowe gwiazdy, pochyliła się nade mną zatroskana twarz chłopaka.
- Lily? Lily, boli cię coś? Możesz mówić? – zapytał, spanikowanym głosem.
- Oczywiście, że mogę! – zawołałam i szybko podniosłam się z nadtopionego śniegu – Jesteś kretynem – dodałam i ze łzami w oczach skierowałam się do zamku.
Pokonując biegiem śnieżne zaspy, znowu wylądowałam na ziemi. Tym razem na kolanach.
- Przepraszam, nie chciałem cię popchnąć! Musisz powtórzyć to, co powiedziałaś… To po tym, że mam cię słuchać – poprosił chłopak, pomagając mi wstać.
Rumieniąc się, nie wiem czy ze złości, czy zażenowania, powiedziałam:
- Kocham cię, chociaż nie wiem… - jednak przerwał mi najczulszym pocałunkiem.
- Też cię kocham… Tak długo i…
Tym razem to ja mu przerwałam. Żarliwym pocałunkiem.
- Będziemy mieli grypę, zobaczysz – powiedziałam, wskazując na nasze przemoczone ubrania.
- Byle razem – odparł z uśmiechem.


14 luty 1978
- Mówiłam, że będziemy chorzy – powiedziałam i wyżej naciągnęłam ciepłą kołdrę.
- Co tam, że chorzy. Ważne, że w końcu wylądowaliśmy w jednym łóżku – odparł brunet z rozbawieniem i głośno kichnął – Łapo, rzuć chusteczki! – rozkazał.
- Ruda, gdy planowałaś tą randkę, nie myślałem, że to się skończy twoją prawie przeprowadzką do naszego dormitorium… - powiedział Syriusz, podając nam pudełko chusteczek – Mam gorącą randkę z Meadowes, trzymajcie się! – zawołał wychodząc z dormitorium.
- Skoro nie możemy wybrać się do Hogsmeade, opowiedz co zaplanowałaś – poprosił James.
- Och, mnóstwo atrakcji! Szperanie w antykwariacie, herbatkę u pani Pooditfoot, wybór nowego pióra… - i wkręcałabym go dalej, gdyby nie jego coraz bardziej przerażona mina – Żartuję, mieliśmy zaszyć się w kącie Trzech Mioteł i na spokojnie porozmawiać. A później, cóż, miałam nadzieję, że znajdziemy sobie jakiś miły kącik w zamku i…
Przerwał mi pocałunkiem.
- No, właśnie to miałam na myśli – wyszeptałam, wtulając się w ciepłe ciało chłopaka i głośno kichnęłam.
Tak wyglądały nasze pierwsze Walentynki. Z wysoką temperaturą i obsmarkanymi chusteczkami higienicznymi rozwalonymi dookoła.
Ale jak to mówią, nieważne jak, ważne z kim! 


***

Mega stary wytwór mojej głowy :) Ale... Udanych Walentynek! Czy coś tam, w ogóle składa się życzenia z okazji Walentynek? Chyba nie :p  no, ale niech będą miłe (Przyznawać się, kto idzie do kina na Grey'a? haha)

czwartek, 12 lutego 2015

Rozdział 76 Gdy kobiet nie ma, faceci świrują



- James, tylko ostrożnie, ok? – poprosiłam, pocałowałam męża, oraz uściskałam rączkę Harry’ego.
Był wrześniowy weekend, w którym to miałyśmy rzucić naszych facetów na głęboką wodę – mieli sami zając się dziećmi.
Szczerze? Byłam tym lekko przerażona! Bo taki Syriusz, przecież to zupełnie nieodpowiedzialna osoba! A James, chociaż dobra, bardzo wydoroślał, ale wiecie, czasem widzę przebłyski dawnego Huncwota…
- Jesteś pewien, że sobie poradzicie? – zapytałam, patrząc na bruneta z niepewnością.
- Lily, myślisz, że mógłbym zrobić krzywdę naszemu synowi? – zapytał. Pokręciłam przecząco głową – Więc niczym się nie przejmuj i zmykaj! Tylko nie podrywajcie facetów! – dodał, na co zaśmiałam się głośno.
Złapałam torbę i teleportowałam się do Dorcas.

- Więc… co będziemy robić? – zapytałam gdy już wylądowałyśmy w pokoju hotelowym.
Wybrałyśmy się na weekend do hrabstwa Dorset, znanego z dosyć ładnych plaż - oczywiście biorąc pod uwagę standardy ponurej Anglii.
- Doskonale się bawić! – odparła podekscytowana Megan – Pójdziemy do klubu, upijemy się, wyrwiemy jakieś ciacha i skończymy z kacem gigantem!
Spojrzałam z niedowierzaniem na kuzynkę, a następnie na dziewczyny.
- O matko, naprawdę uwierzyłyście? – zapytała uchachana jak jakaś surykatka,  rudowłosa – Może po prostu pójdziemy potańczyć? Albo cokolwiek innego, co was oderwie od rozmyślań o dzieciach, pieluchach i gotowaniu obiadków.
Dorcas kiwnęła głową i poleciała zając łazienkę.
W co ja się wpakowałam?!


Z dziennika Jamesa Pottera
- Harry, śpij – rozkazałem synowi i dumny ze swoich niewiarygodnych metod wychowawczych, usiadłem na kanapie koło rozwalonego Syriusza – To co, może po Ognistej?
- Lej stary, miałem kiepski dzień – odparł Regulus za brata, trzymając na kolanach bratanka – Tak właściwie, to czy powinniśmy pic alkohol przy dzieciach? – zapytał, marszcząc czoło.
- Jasne, ale nie możemy przesadzić – powiedział Syriusz klepiąc po pleckach najedzoną Carinę – Dzieci usną, będziemy mieli trochę spokoju – dodał, wkładając córkę do turystycznego łóżeczka.
Gdyby tylko to było takie proste…
Po chwili rozległ się głośny ryk Leo, do kumpla dołączył Harry i słodka Carina.
- No nie – westchnął Regulus – A liczyłem na spokojny wieczór…


- No nie wiem, ta sukienka jest taka krótka… I obcisła, a mój brzuch jeszcze nie wrócił do formy – narzekałam.
Szykowałyśmy się do wyjścia już dobrą godzinę, a cóż, nadal byłyśmy w lesie.
- Twój brzuch, pfff! Popatrz na mój! Dzięki ci Merlinie za krem na rozstępy i odpowiednie zabiegi, inaczej nigdy bym się już nie pokazała nago Syriuszowi! – zawołała Dorcas.
- Jejku, jak wy jęczycieee – powiedziała Mary i obrzuciła nas rozzłoszczonym spojrzeniem – Jak na młode mamy, wyglądacie bajecznie, a żalicie się jakbyście miały czterdziechę na karku.
Spojrzałam na Dorcas i wzruszyłam ramionami.
- Dobra, ubieram się – wyszeptałam, przewracając oczami.


Z dziennika Jamesa Pottera
- Hm, ma suchą pieluszkę, najadł się, a i tak wrzeszczy jak opętany… Harry, powiedz tatusiowi, co ci jest, chłopie? – zapytałem syna, spojrzałem na rozbawionego Regulusa i Syriusza zmieniającego pieluszkę córce – A może tęsknisz za mamą, hm? Bo chociaż mamusi nie ma dopiero od dziesięciu godzin, to tatuś też tęskni. I myślę, że możemy tęsknic za tą samą częścią ciała mamusi… - dodałem i połaskotałem syna po pełnym brzuszku.
- Cholera, bracie, zajmij się Leo, drze się jak syrena strażacka! Czemu Dorcas tak łatwo idzie usypianie dzieci? – zapytał zdesperowanym głosem, Łapa.
- Chodź do wujka, mały lewku – zagaworzył Regulus – Kto ma takie małe rączki? Kto ma takie małe paluszki? No kto? – zapytał piskliwym głosem.
Spojrzałem na Syriusza.
- On się już upił, czy co? – zapytałem, wkładając Harry’emu w usta smoczek.
- Nie upiłem się, kretyni! Do dzieci trzeba mieć rękę – odparł Regulus i pokazał nam usypiającego Leo.
- Cholera! – wyszeptał Syriusz, gdy Carina zwróciła swój cały posiłek na jego spodnie i zaczęła głośno płakać.


- To był świetny pomysł! – krzyknęła Dorcas.
Byłyśmy już od trzech godzin w nocnym klubie i świetnie się bawiłyśmy! Tańczyłyśmy, piłyśmy bezalkoholowe drinki(w końcu połowa naszego składu karmi piersią), oraz odprawiałyśmy napalonych facetów.
- Przepraszam stary, ale mam męża! – wrzasnęłam, gdy jakiś rozochocony jegomość zaczął tak tańczyć, że aż prawie się o mnie ocierał całym ciałem.
Cóż, obrączka nieźle odstrasza facetów!


Z dziennika Syriusza Blacka
- Śpią – wyszeptałem zadowolony, patrząc na trójkę brzdąców.
- Ja też już usypiam, dzieciaki strasznie męczą – stwierdził Regulus i zmarszczył brwi – Dobrze, że Mary chce poczekać z powiększaniem rodziny, chyba bym oszalał – dodał i rozwalił się na kanapie.
- Też jestem wykończony – powiedział James i delikatnie biorąc Harry’ego na ręce, ruszył do sypialni.
Podszedłem do łóżeczka i spojrzałem na dzieci.
- Jesteście idealne – wyszeptałem i pogładziłem delikatny policzek córki – Doskonałe.


- Co jest? – warknęłam, gdy zostałam obudzona przez cios w głowę, zadany mi przez ramię Dorcas.
- Sorry – westchnęła dziewczyna – Ktoś puka? – zapytała i podniosła głowę.
Spojrzałam na drzwi.
- Czemu to zawsze ja? – jęknęłam i wstałam z łóżka.
Do hotelu wróciłyśmy dobrze po trzeciej w nocy i tak jak stałyśmy poszłyśmy spać. Przechodząc obok lustra wzdrygnęłam się na swój widok i otworzyłam drzwi.
- Czego? – warknęłam i zobaczyłam na podłodze… Harry’ego w nosidełku.
- Cześć, nie mogliśmy bez was wytrzymać! – powiedział James, wyłaniając się zza ściany, i podnosząc z podłogi nosidełko z synem dał mi buziaka w policzek – Zaszalało się?
Spojrzałam spod przymrużonych powiek, na ładującego się do pokoju Syriusza oraz Regulusa z dziećmi.
- Chyba tak – odparłam i wyjęłam Harry’ego z nosidełka – Kruszynko, mamusia tak się za tobą stęskniła! Nie było chwili, kiedy o tobie nie myślałam – dodałam i pomyślałam, że mówię nieprawdę. Hm, czasami myślałam też o Jamesie…
- Ej no, to miał być babski weekend! Wypad! – warknęła Megan i złapała się za głowę. Cóż, ona nie piła bezalkoholowych drinków…
- Cicho, Meg – odparła Dorcas i wzięła na ręce córkę – Witaj, moja ślicznotko! Tatuś cię nakarmił? Syriuszu, nakarmiłeś dzieci? I czemu ona tak śmierdzi? Nie zmieniłeś jej pieluchy! – Dor popadła w lekki monolog i zaciągnęła obrażonego Łapę, z dziećmi do łazienki.
- Cieszę się, że nie mam dzieci – powiedziała Mary i przytuliła się do Regulusa – Reg, strasznie się za tobą stęskniłam. Co ty na to, żebyśmy wynajęli sobie osobny pokój?
Więc towarzystwo powoli się wykruszało. Dorcas pokrzykiwała na Syriusza w łazience, Mary z Regulusem się ewakuowali, Megan leżała na łóżku i gadała pod nosem o popsuciu weekendu, James zajął się oglądaniem mugolskiej lampki przy łóżku, działającej na dotyk, a ja chodziłam z Harry’m po pokoju.
- Co się działo, że przyjechaliście? – zapytałam, patrząc jak James z uciechą, co chwilę klepał lampę i patrzył jak zapala się światło.
- Stęskniliśmy się – odparł, przerywając tą zajmującą zabawę – A poza tym, dzieci ciągle płakały, chyba nie dawaliśmy sobie rady… - stwierdził z zażenowaniem.
Uśmiechnęłam się (byłam tego pewna!), i wsadziłam Harry’emu smoczek do ust.
- To wracajmy do domu, ta noc była męcząca – powiedziałam i podałam mężowi dziecko – I ja też się bardzo stęskniłam – dodałam i przytuliłam się do moich ukochanych mężczyzn.


Z dziennika Jamesa Pottera
Położyłem najedzonego Harry’ego w łóżeczku i lekko się uśmiechnąłem. Gdy na piątym roku, wyobrażałem sobie moją przyszłość, widziałem tylko Lily. Teraz mam i ukochaną, oraz cudownego syna. Czy życie może być lepsze?
- Śpi? – zapytała cicho Lily, spoglądając na syna.
- Śpi – potwierdziłem. Spojrzałem na żonę i się zachwyciłem. Czy ona zawsze była taka piękna? Ciąża dodała jej pewnego blasku, już nie była dziewczyną. Była śliczną, młodą kobietą.
- Chodźmy – powiedziałem i pociągnąłem ją w stronę sypialni – Mamy co najmniej dwie godziny dla siebie, dopóki Harry nie zacznie się czegoś domagać… Musimy je dobrze wykorzystać! – wyszeptałem, całując rozchylone usta rudowłosej.


 ***

Ahoj! Mam pytanie, czy rozdział wyświetla wam się ze zwykłą czcionką, czy to tylko mój laptop oszalał? Hm...  W dodatku coś mi się stało z "ć"... Ech. Dobra, nie mam żadnych ogłoszeń, wszystkie rozdziały napisane, tylko je jeszcze popoprawiam, nowe rozdziały się piszą, więc taak... Dziękuję za komentarze :)