Przełom kwietnia i maja,
czyli koniec szóstego miesiąca ciąży był dla mnie ciężki.
Mdłości już mnie nie
męczyły, ale zaczęła się inna, typowa przypadłość dla kobiet w ciąży –
puchnięcie.
Czułam się źle.
Czułam się niczym ludzik Michelin.
Albo jak smok.
Wielka, spuchnięta ruda
baba, z błyskiem szaleństwa w oku.
Chyba nie brzmi to
zachęcająco, prawda?
Jak mąż ze mną wytrzymuje?
To dobre pytanie, trzeba go o to zapytać…
- James, czy ja nie
przypominam ci może smoka norweskiego? – zapytałam pewnego ciepłego, majowego
poranka.
Mąż spojrzał na mnie
zdumiony i westchnął.
Ostatnio coś często wzdycha,
jak go o coś pytam, zastanawiające…
- Lily, nie wyglądasz jak
smok... Tym bardziej norweski. Wyglądasz, jak śliczna kobieta w ciąży – odparł przytulając
się do mnie.
Tak właściwie bardziej do
brzucha, bo teraz on nas od siebie lekko oddzielał. Musiałam się nieźle
napracować, żeby przylgnąć do Jamesa inną częścią ciała niż brzuch.
- Serio? – zapytałam i
uśmiechnęłam się. Nie jest tak źle! Juhu!
- Serio, serio – odparł.
- Pufff, puff, uff – takie dźwięki
wydawałam z siebie.
Siedziałam w sekretariacie i
akurat dzisiaj, w pierwszy najcieplejszy dzień maja, musiało się zrąbać
zaklęcie atmosferyczne. Masakra!
- Merlinie, jak tu dusznoooo
– wyjęczałam, wycierając sobie pot z czoła i próbując się zając dokumentami.
A było ciężko – było gorąco,
spuchły mi stopy i musiałam założyć balerinki, które chociaż były najluźniejsze
to i tak uciskały mi stopy i w ogóle czułam się okropnie.
Jak kurczak w piekarniku.
Chociaż nie, teraz
rozmiarami bardziej przypominałam wielkiego indyka… W dodatku można powiedzieć,
że nadzianego – hu hu, ależ jestem zabawna! Cóż, nie. Nie jestem.
- Zaraz naprawią tą awarię –
powiedział James wchodząc do sekretariatu. Już od paru dni nie mieli żadnych
akcji, ani zebrań, więc J dużo czasu spędzał w biurze i po prostu pomagał mi z
dokumentacją.
- Mam nadzieję, najchętniej
wróciłabym do domu i poszła pod chłodny prysznic – odparłam popijając zimną
wodę.
- To całkiem niezły pomysł,
możemy go zrealizować – powiedział J, mrugając do mnie porozumiewawczo.
Uśmiechnęłam się i od razu
skrzywiłam.
- Harry dzisiaj często kopie
– wyjaśniłam minę i przyłożyłam dłoń męża do brzucha – Chyba zostanie piłkarzem
– dodałam i zaraz zaczęłam wyjaśniać – To taki zawodnik sportowy, pamiętasz
oglądałeś mecze z tatą. Ten sport w którym są te auty i spalone.
- Aaa, tak, tak, ale nieee, Harry
zostanie najlepszym zawodnikiem Quidditcha, zobaczysz Lily! – zawołał z
entuzjazmem – Może będzie szukającym, tak jak ja? – zastanowił się.
- Taak, na pewno będzie
najlepszy – odparłam z mniejszym entuzjazmem. Sport… - Ważne żeby był
szczęśliwy, zdrowy – dodałam – I żeby nie nabył twojego nawyku czochrania
włosów, był czas, że strasznie mnie to irytowało.
- Och, serio? – powiedział J
i rozczochrał włosy – A co cię w tym tak irytowało? – zapytał z błyskiem w oku
i lekko się nade mną pochylił.
- To, że byłeś wtedy niewiarygodnie seksowny i
gryzłam pazury, żeby się na ciebie nie rzucić – odparłam i pocałowałam go w
usta.
- Ludzie, tu jest biuro,
praca, tu się nie całuje! – zawołał Kretyn Numer 1, wchodząc do biura – Podobno
przyszedł do mnie jakiś list, a tak w ogóle, to cześć – dodał Syriusz i
wyszczerzył zęby.
- Tu leży – powiedziałam,
wskazując na kopertę – I co, Dor przeżyła spotkanie z twoją matką? – zapytałam
ciekawa odpowiedzi. Niestety, ale zupełnie nie miałam czasu zadzwonić do Dor –
praca i inne obowiązki.
- To była masakra – zaczął
Syriusz, rozsiadając się na moim biurku – Rodzice wpadli i od razu wszystko
zaczęli krytykować. A to, że salon za mały, albo pokoik dziecięcy. Gderali, że
nie mamy skrzata, krzywili się na to że Reg z nami mieszka… Jedynie nie
narzekali na Dorcas i jej rodzinę, bo o Mary się trochę nasłuchaliśmy. Regulus
zaczął wrzeszczeć na rodziców, że obrażają jego narzeczoną i wypadł z
mieszkania, a matka jak zwykle, wyklęła go i powiedziała, że nie ma wstępu do
jej domu i że na własnej piersi wychowała wstrętnego gada. Podsumowując, są
zadowoleni z wnuka i synowej. Próbują się pogodzić z pochodzeniem Mary, ale
jest trudno.
- To nie tak źle –
stwierdził James. Spojrzałam na niego – No co, w końcu się nie pomordowali,
nie?
Syriusz się zaśmiał i
wyszedł z biura. Spojrzałam na zegarek.
- To co, będziemy się
zbierać do domu? Zabiorę dokument, tutaj nie da się pracować…
W tym roku maj był wyjątkowo
ciepłym miesiącem. I wyjątkowo miałam dużo energii. Nie twierdzę oczywiście, że
jestem leniem, ale ciąża dała mi niezłego kopa! Serio, chociaż miałam już duży brzuch,
to chodziłam szybciej, niż bez niego.
- Lily, może odpocznij, ja
umyję podłogę… Odłóż tego mopa… Odłóż go! – krzyczał za mną James i właściwie
gonił mnie po domu. Wiem, zachowanie dzieciaka, ale serio, energia mnie
rozpierała.
- Nie, nie, nie! – zawołałam
i lekko zdyszana usiadłam na sofie – Ufff – sapnęłam sobie i rzuciłam mopa do
niezadowolonego Jamesa.
- Miałaś się nie przemęczać…
- zaczął swój codzienny jęk. Merlinie, kiedy mój mąż zamienił się w takiego
jęczącego dziada?
- Przestań, czuję się
świetnie – powiedziałam klepiąc się lekko po brzuchu – Harry czuje się dobrze,
ja czuję się dobrze, tylko ty, James jęczysz jak mąż z trzydziestoletnim
stażem. Gdzie się podział ten stary, dobry Huncwot, hm? – zapytałam i położyłam
nogi na kanapie.
- Umarł wraz z… No, trochę
może jestem przewrażliwiony, ale to wynika z tego, że się o was martwię! –
odparł naburmuszony.
Zmarszczyłam brwi i
pociągnęłam go na kanapę.
- Wyszłam za Huncwota, więc
to jego chcę – wyszeptałam przytulając się całą powierzchnią ciała do J – A
teraz chcę, żebyśmy poszli do sypialni. Wiesz, że często kobietom w ciąży
zwiększa się libido? Serio, nie patrz się tak na mnie, nawet uzdrowicielka o
tym wspominała…
Z
dziennika Dorcas Meadowes – Black
- Córeczko, mamusia jest
wykończona. Tatuś jest leniem, w niczym nam nie pomaga – powiedziałam do
brzucha i ciężko westchnęłam.
Z przyczyn czysto
przekornych, nie zapytałam się uzdrowicielki o płeć dziecka. Syriusz jest
przekonany, że to chłopiec, kompan dla Harry’ego, ale ja jestem pewna, no
dałabym sobie różdżkę złamać, że to będzie dziewczynka!
Śliczna, ciemnowłosa, z
jasnymi oczami – po Syriuszu i lokami – po mnie.
Już się nie mogłam doczekać
porodu!
- Syriusz! – zawołałam i nasłuchiwałam.
Zero odzewu – Syriusz, lepiej tu przyjdź!! – wydarłam się.
I tak, po chwili pojawił się
mój mąż, odziany w obcisły t-shirt i obcięte pod kolanami dżinsy. Seksowny…
- Obiad gotowy –
powiedziałam, już miło i pocałowałam go w policzek – Ałaa, musisz się ogolić,
kłujesz – dodałam.
- Oj, Czekoladko, nie wydaje
ci się, że z zarostem jestem seksowniejszy? – zapytał, jak zwykle mało skromnie
– Taki look na zarośniętego drwala, dzikusa prosto z puszczy – dodał i
rozczochrał przydługie włosy.
- Raczej look na menela –
westchnęłam i zajęłam się obiadem. Nieskromnie mówiąc – gotuję coraz lepiej!
- Ale ekskluzywnego – dodał.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem i wybuchnęłam śmiechem.
- Chyba przesadziliśmy,
jestem wykończona – powiedziałam wieczorem.
- Czy muszę przypominać kto
tu ma, oczywiście według „Perfekcyjnej Czarownicy” podwyższone libido, i nieee,
wcale się nie męczy, a nawet rozpiera go energia, chociaż dźwiga przed sobą
spory brzuch i duże eee, piersi? – zakończył koślawo, ale jakże ironicznie mój
małżonek.
- Och, jacy jesteśmy
sarkastyczni, proszę, proszę – powiedziałam i spojrzałam na J zza włosów – Ale
podobało ci się, prawda? – zmieniłam temat.
-
Doskonale wiesz, moja lisico, że zawsze mi się podoba – odparł James.
Poczułam
się ukontentowana i spełniona.
Bycie
żoną i przyszłą matką, jest super!
Ostatni
tydzień maja był dla mnie ciężki.
-
James, śpisz? – zapytałam. Była druga w nocy, a ja zupełnie nie mogłam usnąć.
Albo przysypiałam i się budziłam – co chwilę mi się wydawało, że muszę do
łazienki.
-
Nie śpię – odparł J, widocznie przebudzony. Upss.
-
Nie mogę się ułożyć – poskarżyłam się, leżąc na plecach – Może położę się na
boku?
- To
dobry pomysł – powiedział J i pomógł mi się przekręcić. Bo zróbcie to z takim
brzuchem!
- W
miarę wygodnie – wyszeptałam i się chwilę zastanowiłam – Ale chyba muszę do
łazienki – wyjęczałam.
Szczerze?
Chciałabym już urodzić…
***
Heeej! I następny krótki rozdział. Hm, następny będzie dłuższy! W ogóle, ja to jestem ogarnięta - jadę sobie autobusem do Centrum i sobie myślę "o ludzie, gdzie te bachory jadą? I czemu ich jest tutaj tyle?", bo po prostu caluteńki autobus był zajęty przez rozwrzeszczane dzieci! I wtedy załapałam, że przecież zaczęły się ferie :) Ech, człowiek jest już stary i zapomina, że istnieje coś takiego jak "zima w mieście", czy co to tam była za wycieczka. A mnie w ten weekend czekają egzaminy... Buu! Dlatego następny rozdział pewnie dopiero w niedzielę wieczorem. No chyba, że uda mi się wcześniej, nigdy nie wiadomo ;) Aaa i nowość - w tabelce "Powiadomienia" można sprawdzać status rozdziałów nowego opowiadania. Szczerze? Pisze mi się ono o wiele łatwiej, niż końcówkę tego... Czasami już nie wiem co mam wymyślać.