piątek, 5 grudnia 2014

Rozdział 52 Prima aprilis?!



1 kwietnia 1979 roku zaczął się dosyć niefortunnie. Jako żona jednego z największych żartownisiów Hogwartu, powinnam pamiętać o takim „święcie”. Od samego rana zostałam uraczona „przeuroczymi” żarcikami typu – zamiana pasty do zębów na lukier (niby nie takie straszne, ale bądźcie zaspani i umyjcie sobie zęby lukrem… fujka), sól zamiast cukru, także obryzgałam kawą cały kuchenny stół, oraz zmniejszenie moich ulubionych botków – gdy je założyłam, skurczyły mi się na stopach i zaczęły mnie uwierać. Owszem, były to zupełnie niegroźne żarty, ale wiecie jak człowiek jest rudy i niezrównoważony, w dodatku zaspany dzieją się różne rzeczy. Na przykład taka osoba może inną osobę o potarganych włosach, zdzielić łokciem w brzuch, co jasne, może być bolesne. I taka osoba, może się potem zgiąć wpół i jęczeć coś o przemocy w rodzinie i ofiarach maltretowania…
Także, nasz poranek prima aprilisowy był dosyć ciekawy i bolesny.
- Pamiętasz, że dzisiaj przychodzi na kolację moja kuzynka z nowym chłopakiem? – zapytałam męża, przy okazji przypominając mu o czekającym nas spotkaniu z drugą członkinią Gangu Rudych.
- Oczywiście, że tak – odparł James, przecierając sobie szmatką okulary i zakładając je z powrotem na nos – Pamiętam o wszystkim, mam kupić odpowiednie wino, oraz serwetki bo się skończyły.
Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową. Miło mieć kogoś, kto cię słucha,  nawet jeżeli robi ci dziecinne dowcipy.


- Dobra, wszystko kupiłam, teraz to ugotuję – gadałam do siebie, oraz do składników porozkładanych na blacie w kuchni. Przygotowanie kolacji potraktowałam całkiem serio, więc postanowiłam, że upiekę kaczkę według doskonałego przepisu pani Genowefy, oraz upiekę tort. Taak, całkiem ambitne zadanie!
- Więc teraz cię natrę przyprawami i nadzieję pomarańczami – powiedziałam do mięsa leżącego w brytfance.
- No nie wiem, wolałbym czymś innym – powiedział James (oczywiście mam nadzieję, że to nie odnosi się do nadziewania, tylko do przyprawiania…).
- Boże, James! Nie zachodź mnie od tyłu! – zawołałam, łapiąc się za serce. Oczywiście, w przenośni. No, nieważne.
- Myślałem, że tak lubisz – odparł, mówiąc zupełnie nie na temat. Zbok.
- Przestraszyłeś mnie, kretynie – dodałam do mojej wcześniejszej wypowiedzi, wracając do przyprawiania mięsa – Czemu się skradasz? – zapytałam podejrzliwie.
- Wróciłem do domu, przyniosłem ci zakupy, a ty nawet nie zauważyłaś, że wszedłem. Rozmawiałaś z kaczką – odparł, spoglądając na truchło.
- Lubię pogadać z kimś na poziomie – zarzuciłam dowcipem, łehehe, normalnie boki zrywać (ekhm, nie).
James wzruszył ramionami i wyszedł z kuchni, uprzednio zabierając paczkę ciastek.
- Nie zjedz wszystkich, zobaczysz ta kaczka będzie wyśmienita! – krzyknęłam jeszcze za kierującym się na piętro mężem.


Megan z partnerem mieli przyjść na 19, więc po 18 już miałam nakryty stół, ogarnięty dom, oraz co najważniejsze – ja się wyszykowałam.
- Możesz mi zapiąć suwak? – zapytałam Jamesa, podchodząc do niego z rozpiętą na plecach sukienką.
- Nowa? – zapytał, przyglądając się zielonej kiecce i zapinając złoty suwak.
- Jasne, że taaak – odparłam, okręcając się wokół osi i pokazując jak fałdy fajnie falują przy ruchu – Ładna prawda? – zapytałam, zakładając małe, złote kolczyki.
- Ładna jesteś ty, moja ruda żono – powiedział James, przelotem całując mnie w policzek – Naprawdę muszę zakładać krawat? – zapytał, stając przed lustrem.
- Jak ja się odstawiłam, to ty też możesz. Zresztą, czy już ci mówiłam, że strasznie mnie pociągasz w krawacie? – zapytałam, próbując nadać swojemu głosowi seksowne brzmienie. I chyba mi się udało, bo J zaczął wiązać krawat z werwą.
Założyłam jeszcze balerinki i zajrzałam do piekarnika, danie pachniało bosko, więc miałam nadzieję, że będzie równie dobrze smakować. W momencie gdy nalewałam wodę do dzbanka, odezwał się nasz irytujący, świergoczący dzwonek.
- Otworzę! – wrzasnęłam, bo James gdzieś polazł.
Na progu stała moja ulubiona – może dlatego, że jedyna, kuzynka Megan.
- Witaj, Ruda Nimfo! – zawołała i mnie przytuliła.
- Czołem, Ruda Kokoto! – odparłam. Taa, nasze stare przezwiska, z czasów gdy nie do końca rozumiałyśmy co oznacza słowo kokota… Cóż no, wytłumaczę to tym, że usłyszałyśmy to słowo z ust takiej starej sąsiadki i tak nam się spodobało, że potem ciągle mówiłyśmy, że jesteśmy kokotami. Co teraz brzmi strasznie.
- A gdzie jest twój chłopak? – zapytałam rozglądając się po podwórku, ponieważ Megan przyszła sama.
- Będzie za chwilę, widzisz, ja jechałam samochodem i chociaż były korki, to zdążyłam na czas, a on, chociaż dostaje się wszędzie tym waszym sposobem to i tak się spóźnia – odparła Meg, wchodząc do holu i rozbierając się z płaszcza.
- Naszym sposobem? – zapytałam podejrzliwie. Bo przecież Meg nie wie, usunęliśmy jej niektóre wspomnienia po weselu!
- Och, Lil, doskonale wiem, że jesteście tymi, no… magami, hokus- pokus, te sprawy – powiedziała beztrosko, zasiadając na kanapie. Trochę zszokowana, klapnęłam ciężko na miękkim siedzisku.
- To znaczy, że twój chłopak jest czarodziejem? – zapytałam, jakże inteligentnie. Merlinie, brawo ja!
- No tak – odparła i wstała, żeby przywitać się z Jamesem – Cześć, czarodzieju! Jak zwykle przystojny… - powiedziała. J zaśmiał się nerwowo i na mnie spojrzał.
- Ona wie – wyszeptałam, stając obok Rogacza.
- Aaa, to super, cześć Megan, świetnie wyglądasz – dodał J – A gdzie jest twój chłopak?
- Zaraz będzie – odparła i w tym momencie usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
Podeszłam do drzwi i z rozmachem je otworzyłam.
- Severus?! – zawołałam.
- SNAPE?! – wydarł się głośniej James.
- Cześć, misiaczku – powiedziała Megan, i tym tekstem mnie rozłożyła na łopatki.
- O mój Boże – wyszeptałam, przyjmując od Sev’a bukiet kwiatów i patrząc jak się wita z Jamesem (myślałam, że zmiażdżą sobie dłonie), oraz jak całuje Megan w policzek.
- No dobra, to jest dziwne – zaczęłam, zapraszając ich do salonu – Od kiedy jesteście razem? – zapytałam. W końcu doskonale wiedziałam gdzie się poznali, ja się do tego przyczyniłam!
- Od miesiąca – odparł Severus, uśmiechając się (!!). On się często nie uśmiecha! Merlinie!


Z dziennika Jamesa Pottera
- Od miesiąca – powiedział uśmiechnięty Snape. Szczerze mówiąc, byłem w szoku. Bo kuzynka Lily, jest ładną, seksowną dziewczyną i pytanie brzmi: co ona robi z takim wypłoszem?! Jasne, Snape mi pomógł z Lily, ale ugh, nie polubię go z dnia na dzień, ok.?
- Dzisiaj jest prima aprilis – wyszeptałem do Lily. Wieeem, to było niegrzeczne – Myślisz, że z nas żartują? – zapytałem, gdy zobaczyłem, że Megan przytula się do Smarkerusa.
- Myślę, że nie żartują – odparła, również szeptem Lily – To co, zapraszam do stołu – dodała, wskazując na kuchnię.


Po kolacji znowu zasiedliśmy w salonie i popijaliśmy wino.
- Opowiadaj, masz mi powiedzieć wszyściuteńko – powiedziałam do Megan, siadając obok niej i obserwując jak James wykłóca się z Severusem, na jakiś dziwny temat – gadali o Zmutowanych Szarańczach, nowym zespole grającym hard metal. Severus był zachwycony, a James zażenowany.
- No co mam ci powiedzieć, doskonale wiesz, że gustuję w bladych kolesiach, z ziemistą cerą – odparła Meg, spoglądając na Sev’a – Od razu wydawał mi się taki mroczny, ale zarazem skrzywdzony – wiesz, że mam słabość do takich osób. W dodatku, on ma naprawdę niezłe ciało – dodała szeptem.
Spojrzałam na Severusa z niedowierzaniem. Chyba musiał pakować po kryjomu, bo raczej nigdy bym nie pomyślała, że pod tymi za dużymi czarnymi szatami, kryje się fajne ciało. Ale kto wie? No dobra, Megan wie…
- To już do tego doszło? – zapytałam zszokowana. Ale ona jest szybka!
- I to nie raz – odparła, z tajemniczym uśmieszkiem. O ludzie! Chyba wolałam tego nie wiedzieć! – W dodatku był prawiczkiem, uwierzysz w to? Chociaż, z tego co mówił, to zrozumiałam, że od zawsze czekał na ciebie… - dodała spoglądając na mnie z uwagą.
- Ekhm, możliwe – odparłam i wypiłam spory haust wina – Jednak w moim przypadku, to James był mi przeznaczony.
- I bardzo dobrze! – odparła zadowolona Meg – Dzięki temu mam swojego Severuska – dodała i uśmiechnęła się w jego stronę. Aż mi się niedobrze zrobiło. Severusek, uwierzycie?!
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa – powiedziałam szczerze.
- Ja się cieszę bardziej – odparła Megan i zaśmiała się z mojej miny.


- No dobra, to było dziwne, nie sądzisz? – zapytał James, gdy już zamknęliśmy drzwi za naszymi gośćmi.
- To było tak dziwne, że aż muszę się napić – odparłam i nalałam sobie trochę wina do kieliszka – W życiu bym nie powiedziała, że moja kuzynka zwiąże się z Severusem Snapem!
- W życiu bym nie powiedział, że Smarkerus zwiąże się z kimkolwiek, zaliczając do tego gnomy i sklątki tylno wybuchowe – odparł James, czym mnie rozśmieszył. Jejku, chyba nie powinnam się śmiać z przyjaciela i kuzynki, ale lepiej się śmiać, niż płakać, prawda?
- Megan powiedziała, że chcą zamieszkać razem – dodałam, wkładając naczynia do zmywarki. Wiem, zaklęciem umyłabym je raz - dwa, ale takie mugolskie przyzwyczajenia niełatwo wyplenić – Chcą wynająć mieszkanie w Londynie, Meg będzie miała blisko na uczelnie, a Severus znalazł pracę jako Zastępca Mistrza Eliksirów u Munga.
- Dziwnie się czuję to mówiąc, ale to dobrze, że znalazł szczęście, a jeszcze lepiej, że odczepił się od ciebie – powiedział James, chowając resztki jedzenia do lodówki. Przewróciłam oczami i przytuliłam się do szerokich pleców Rogacza.
- Doskonale wiesz, że nie zmieniłabym cię na nikogo innego – wyszeptałam w jamesową szyję.
- Dobrze to wiedzieć, ale i tak bym ci na to nie pozwolił – odparł James i odwrócił się do mnie – A teraz, pokażę ci jakbym cię zatrzymał, wykorzystując do tego krawaty – dodał, z diabelskimi ognikami w oczach.

Następny poranek był dosyć nerwowy - przez „zabawy” krawatami, zaspaliśmy i spóźniliśmy się na zajęcia.
- Jeleniowaci, wyglądacie na zmęczonych – powiedział Scott, przejmując nasze przezwisko od Syriusza.
- Właśnie, co robiliście? – zapytał ciekawsko Syriusz.
- Nie twoja sprawa – odwarknęłam, poprawiając spadający z ramienia sweter – A ty co robisz z Dorcas po nocach? – zapytałam, robiąc sobie koka vel cebulę na głowie.
- Ahaa, czyli jedliście czekoladę w łóżku? – zapytał Black. Spojrzałam na niego i szybko przytaknęłam. Cóż, lepiej żeby nie drążył tematu…
- Scott, daj skopiować notatki – powiedział James.
Dalszą część dnia mogę opisać jako wytężoną naukę, uciekanie przed zabójczymi zaklęciami oraz powrót do domu i błogie lenistwo. Niestety tylko przez godzinę, później wróciła szara rzeczywistość – trzeba było zrobić pranie i ugotować obiad na następny dzień. Dorosłość jest zła!

*** 

Dodaję rozdział dzień wcześniej - jutro nie będę miała czasu.
SPOJLER: właśnie piszę pierwszy rozdział o Harrym. Oczywiście o nienarodzonym Harrym. Więc za 10 rozdziałów - pojawi się! Chociaż w radosnych wzmiankach^^ lecz jeszcze nie cieleśnie.
A teraz, żeby sobie poprawić nastrój idę oglądać The Vampire Diaries (wiem, że jestem na to za stara, ale Damon przeleć wreszcie tą Elenę, może jej wrócą wspomnienia! xD)

środa, 3 grudnia 2014

Rozdział 51 Kłopoty w raju, czyli wyznania Mary



Z dziennika pijaczki Mary McDonald
Z każdym dniem miałam coraz większe wyrzuty sumienia. To co się stało po ślubie Syriusza i Dorcas, było niedopuszczalne! Wiem, nie powinnam się tłumaczyć, ale czasami czuję się tak, jakbym to tylko ja była w naszym związku. Remus jest zupełnie wycofany. Odkąd go poznałam, wiedziałam że jest skryty, może trochę nieśmiały, ale nigdy nie myślałam, że będzie mnie zupełnie olewał. Szczerze mówiąc zupełnie nie pamiętam, kiedy spędzaliśmy czas tylko we dwoje, bez przyjaciół, znajomych czy rodziny. Czuję jakby Remusowi na mnie nie zależało…
Wiem, to co teraz robię jest zupełnie niedobre, niewłaściwe oraz zapewne po prostu głupie, ale Regulus ma w sobie coś takiego… Nie wiem, może to ta otoczka „złego chłopca”? Ale tak, Black totalnie mnie pociąga.
- Długo czekałaś, McDonald? – zapytał podchodząc do stolika w mugolskiej kawiarni.
- Niezbyt – odparłam lakonicznie. Podał mi rękę i wyszliśmy.


- Haaaalo?! – zawołała Dorcas. Niestety moja przyjaciółka jest zupełnie niereformowalna, powtarzałam jej chyba parędziesiąt razy, że ma nie wrzeszczeć do słuchawki, a ta jak zwykle się drze niczym stare prześcieradło.
- Dorcas, ciszej! – burknęłam do telefonu – Słuchaj, kontaktowała się z tobą ostatnio Mary? – zapytałam.
- Nieee – powiedziała Dor, taa chyba lepiej by było gdyby nie korzystała z telefonu – A co??
- Och, nic – odparłam – Wyślę do niej sowę, to nieważne. I jak się czujesz jako pani Black? – zapytałam. Od dnia ślubu nie widziałyśmy się, całe dnie spędzaliśmy z chłopakami w Ministerstwie, szkolenie aurorskie trwało i robiło się coraz trudniejsze. Szczerze mówiąc, miałam coraz mniej czasu, co przekładało się na to, że w domu mieliśmy syf i wielką stertę prania.
- Wspaniale, już cię doskonale rozumiem. Na razie musieliśmy odłożyć jakąkolwiek podróż poślubną, ale jak Syriusz skończy kursy, a ja ruszę z moim salonem, to sobie zafundujemy jakąś wycieczkę – powiedziała Dor – Słuchaj, muszę kończyć, chyba mi się jedzenie przypala! Pa! – krzyknęła do telefonu i rzuciła słuchawką.
Wzruszyłam ramionami i wzięłam się za przygotowywanie obiadu.


Z dziennika pijaczki Mary McDonald
- Ciekawy jestem, gdzie podziała się ta gryfońska odwaga i honor? Chyba tiara przydziału się pomyliła, pasowałabyś do Slytherinu – powiedział Regulus zapinając koszulę. Spojrzałam na niego i się skrzywiłam.
- Powiem mu – odparłam, owijając się prześcieradłem i wstając z łóżka.
- Lepiej żebyś zrobiła to szybko, nie lubię się dzielić – powiedział, przyciągając mnie do siebie i brutalnie całując.


- Merlinie, jestem wykończona – westchnęłam pod nosem. Zajęcia praktyczne, które dzisiaj nam zafundował jeden z prowadzących były ciężkie. Jednak faceci mają lepszą kondycję, po nich nie było widać zmęczenia – nie to co po mnie.
- Lil, wyglądasz słabo – powiedział James.
- Dziękuję za komplement – wysyczałam. J lekko się uśmiechnął i mnie przytulił.
- Może wrócimy wcześniej do domu? – wymruczał mi do ucha.
- Chcesz się zerwać z teorii? – zapytałam. Rogacz skinął głową – Black, rób notatki, my spadamy – powiedziałam do czarnowłosego i pociągnęłam Jamesa do wyjścia. Syriusz oczywiście coś gadał i komentował, ale kto by go słuchał?


Z dziennika zdrajcy Mary McDonald
Regulus wyszedł, a ja poszłam pod prysznic. Z każdą chwilą czułam się coraz gorzej, zawsze myślałam o sobie jako o osobie wiernej, szczerej, godnej zaufania. Teraz temu wszystkiemu zaprzeczyłam.
- Co ja narobiłam? – wyszeptałam, spoglądając na siebie w zaparowanym lustrze – Jak mogłam zdradzić Remusa?
Nie mogłam spojrzeć własnemu odbiciu prosto w oczy.


- Mamy wolne popołudnie, pytanie brzmi: co robimy? – zapytał James, gdy już wróciliśmy do domu.
- Myślę, że doskonale wiesz co… - wyszeptałam patrząc mu w oczy.
- Śpimy! – zawołał James, na co entuzjastycznie pokiwałam głową.


Z dziennika zdrajcy Mary McDonald
Kręciłam się po domu i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Mama wyjechała w delegację, tata był jeszcze w pracy, a ja dźwigałam na barkach wielkie poczucie winy. Zapewne należało mi się, ale naprawdę było mi ciężko. Nie mogłam wytrzymać sama ze sobą.
- Dość, muszę z nim porozmawiać – wyszeptałam i teleportowałam się.


- Już dawno się tak nie wyspałam – powiedziałam wieczorem, siadając na kanapie w milutkim szlafroku. Całe popołudnie przespaliśmy i regenerowaliśmy siły do nauki.
- Ja też – odparł James, siadając obok mnie i podając mi kubek z gorącą herbatą – Miejmy to z głowy. Teoria, czy praktyka?


Z dziennika zdrajcy Mary McDonald
Teleportowałam się prosto pod drzwi do domu Blacków. Wiem, pewnie powinnam teleportować się pod zupełnie inny adres… Jednak najpierw musiałam być czegoś pewna.
- Mary? – zapytała zdziwiona Dorcas, gdy otworzyła mi drzwi – Lily cię szukała, odezwij się do niej – dodała, zapraszając mnie do środka.
- Jasne – wyszeptałam – Mogłabyś zawołać Regulusa? Muszę z nim pogadać.
- Regulusa? – zapytała. Spojrzałam na nią ostro – Oczywiście – wyszeptała.


Po paru minutach spacerowaliśmy po zaśnieżonej okolicy.
- Czy nas coś łączy? – zapytałam, spoglądając na bruneta. Od dłuższej chwili maszerowaliśmy w ciszy. Regulus spojrzał na mnie z drwiną w oczach.
- A jak sądzisz? – odpowiedział pytaniem.
- Seks? – zapytałam. Skinął głową.
Spojrzałam na niego i już chciałam odejść, gdy złapał mnie mocno za rękę.
- Nie tylko to nas łączy – wyszeptał – Pasujemy do siebie jak ogień i woda, ty jesteś delikatna, krucha, a ja od zawsze musiałem być silny. Jednak chcę, żebyś wiedziała, że jeżeli będzie trzeba, to na ciebie poczekam. Poznałem cię na tyle, żeby wiedzieć, że musisz sobie to wszystko ułożyć.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Myślę, że jesteś najlepszą osobą jaką spotkałem. Nie chcę cię stracić, McDonald – powiedział i przyciągnął mnie do siebie.
W jego ramionach wszelkie troski odpływały.
Byliśmy tylko my.


Z dziennika Regulusa Blacka
Nie wiem co się ze mną stało. Jak to jest, że jedna osoba może wszystko zmienić? Jedna, delikatna, blond istota, która wcześniej cię tylko irytowała i z której się wyśmiewałeś? Teraz znaczyła dla mnie więcej niż wszystko co kiedyś było dla mnie tak ważne - nazwisko, pieniądze, czysta krew.
- Odprowadzę cię do domu – powiedziałem, do wtulonej w moje ramię dziewczyny. Skinęła lekko głową. Teleportowałem nas prosto do jej domu.


- Mam już dość nauki – wyjęczałam. Była druga w nocy, a my nadal ślęczeliśmy nad księgami.
- Nigdy nie myślałem, że usłyszę takie zdanie, padające z twoich ust – powiedział James, z trzaskiem zamykając książkę – To co, małe obściskiwanko na dobranoc? – zapytał i rozpostarł ramiona. Z westchnięciem wpadłam w jego ciepłe objęcia.


Z dziennika Remusa Lupina
Staż w Gringottcie był ciężki. Aż sam się dziwię, że to piszę, ale od dłuższego czasu chodzę wykończony. Gobliny znane są z tego, że wykorzystują czarodziejów, ale nigdy nie myślałem, że będę musiał tak ciężko pracować i to bez sensownego wynagrodzenia!
Całe dnie spędzane w banku, skutkowały brakiem kontaktu z Mary. Już sam nie pamiętam kiedy ostatnio widziałem się z blondynką… Owszem, pisaliśmy do siebie listy, jednak nawet na nie ostatnio nie odpisywała, czułem, że nas związek wisi na włosku. Mary ostatnio zrobiła się chłodna, coraz częściej się zastanawiałem, czy do siebie pasujemy? Owszem, nadal ją bezwarunkowo kocham, ale chyba musimy znowu spędzać ze sobą więcej czasu, może powinniśmy wynająć razem jakieś małe mieszkanko?


Z dziennika zdrajcy Mary McDonald
Regulus wyszedł jakąś godzinę temu. Czas z nim spędzany jest niesamowity, z Remusem nigdy nie czułam się tak jak z Blackiem.
Jestem zakochana!


Każde kolejne dni zlewały mi się w jeden - każdy wyglądał tak samo. Od rana do późnego popołudnia kurs Aurorski, szybki obiad, ogarnięcie domu i nauka. Zupełnie nie mieliśmy dla siebie czasu, już nie mówiąc o znajomych! Z Mary i Dorcas nie widziałam się od dwóch tygodni, ostatnio moimi jedynymi towarzyszami byli James, Syriusz oraz Scott. Co nie było fajne, ich głównymi tematami rozmów były:
  •  miotły wyścigowe   
  • motor Syriusza 
  •  jak to się dzieje, że ludzie się poruszają i mówią, a nie są zamknięci w telewizorze.
Więc siedziałam z nimi, ale myślami byłam całkiem daleko. Gdzieś w jakimś ciepłym, słonecznym miejscu, ok., po prostu planowałam wakacje. Ale to dopiero takie luźne plany, nie ma na razie o czym wspominać.
- Powiesiłem pranie i podobierałem skarpetki w pary – powiedział James, siadając obok mnie na sofie w salonie. Była sobota (alleluja!) i w końcu mogliśmy ponadrabiac takie trywialne sprawy, jak pranie, sprzątanie i wyniesienie uschniętej choinki (w marcu…).
- Jesteś kochany – powiedziałam przytulając się do ramienia męża. Siedzieliśmy w ciszy, rozkoszując się nicnierobieniem.
- A obiad, to o której będzie? – zapytał J. Tym pytaniem zepsuł nastrój.


Z dziennika kłamcy Mary McDonald
- Przepraszam, że tak długo się nie odzywałem, ostatnio zupełnie nie miałem czasu – powiedział Remus, odsuwając mi krzesło. Byliśmy w kawiarni na Pokątnej – neutralny grunt, to było dla mnie ważne.
- Remusie, musimy porozmawiać - zaczęłam, nie mogąc spojrzeć w jego przeszywające, błękitne oczy – Stało się coś nieoczekiwanego…