Z
dziennika Jamesa Pottera
Niestety, nasza podróż
poślubna w końcu musiała się skończyć. Po cudownym tygodniu spędzonym w
Szkocji, wróciliśmy do szarej rzeczywistości. Jako, że już zaczął się luty,
zaczął się też kurs, na który zapisaliśmy się z Syriuszem już jakiś czas temu.
Syriusz teleportował się do nas do domu, a stamtąd za pomocą sieci Fiuu,
dostaliśmy się do Ministerstwa Magii.
Tu w całkiem sporej auli, siedziało około
30 facetów, podjaranych niczym małe dzieci przed urodzinami, na których to
dostaną tonę prezentów i najedzą się słodyczy.
- Podobno te zajęcia są
strasznie trudne – powiedziałem do Syriusza i odwróciłem się do faceta którego
przed chwilą gadaliśmy – James Potter – przedstawiłem się.
- Scott Gill – odparł blondyn
podając mi rękę.
- Syriusz Black – powiedział
Łapa.
- W tamtym roku mieli
chociaż dwie dziewczyny, a teraz pustka! – powiedział Scott i rozejrzał się po sali – Chociaż, o cholera! – dodał i zapatrzył się na drzwi.
Odwróciłem się i spojrzałem
w tym samym kierunku, w którym teraz patrzyli wszyscy uczestnicy szkolenia.
W drzwiach stała pewna
rudowłosa piękność i rozglądała się po auli.
- Lily?! – zawołałem z
lekkim niedowierzaniem.
- Znasz ją? – zapytał
blondyn – Chętnie bym się z nią umówił… - dodał spoglądając na mnie z nadzieją.
- Stary, spóźniłeś się, to
żona Jamesa – odparł Syriusz, uśmiechając się do Lily – Wiewióro, uhuuu,
tutaj!! – zawołał do rozglądającej się po sali dziewczyny.
Lily uśmiechnęła się
olśniewająco (na co usłyszałem zbiorowe westchnięcie) i ruszyła do nas
delikatnie kołysząc biodrami - niby tak jak zawsze, ale kurna, ci faceci
pożerali ją wzrokiem!
- Co ty tu robisz? –
zapytałem nadal zdziwiony, wstając z krzesła i przepuszczając Lily na środkowe miejsce,
pomiędzy mną, a Syriuszem.
- Chodzę na zajęcia –
odpowiedziała z uśmiechem. Że co?!
- A możesz mi powiedzieć,
czemu mi nie powiedziałaś, że masz zamiar zapisać się na kursy Aurorskie? –
zapytałem spokojnym tonem. Lily spojrzała na mnie bystro i odparła:
- Chciałam, żebyś miał
niespodziankę. Nie cieszysz się? – zapytała i wygięła usta w podkówkę.
- Ja tam się cieszę –
usłyszałem głos zza nas – Hej śliczna, Scott Gill, do usług – powiedział
blondyn i mocno potrząsnął dłonią Lily.
- Lily Potter – odparła i
uśmiechnęła się do chłopaka.
- No Wiewióro, chyba masz
powodzenie – skomentował to Syriusz, a Lily się zaśmiała, na co wszyscy faceci się na nią obejrzeli.
Pomyślałem, że chyba szlag
mnie trafi.
Zajęcia mijały w miłej
atmosferze, na razie mieliśmy głównie teorię oraz mnóstwo pisania. Oczywiście,
tak jak to było w Hogwarcie, chłopcy nie pisali, tylko opierali twarze na rękach
i toczyli bezmyślnym wzrokiem po otoczeniu.
- James – syknęłam i
kopnęłam bruneta pod stołem.
- Ałaa – wyjęczał cicho –
Słucham?
- Nie będę się z tobą dzielić
notatkami, pisz – odparłam i szybko zapisałam zdanie które wypowiedział szkoleniowiec.
- Jestem twoim mężem, twoim
obowiązkiem jest dzielenie się ze mną notatkami – wyszeptał mi J do ucha.
- Obowiązkiem?! – wysyczałam
– Moim zasranym obowiązkiem jest gotowanie ci obiadków, pranie twoich skarpetek i
prasowanie twoich koszulek! I do tego jeszcze mam ci robić notatki? Chyba cię
James, zdrowo pogrzało – wyszeptałam.
Rogacz zrobił niezadowoloną
minę i wyjął notatnik.
- Zadowolona? – zapytał, gdy
zapisał jakieś zdanie.
- Bardzo – odparłam i
pogłaskałam go po ręce.
- Mamy przerwę, idziemy na
lunch? – zapytałam chłopaków.
- Z tobą piękna, zawsze –
powiedział Scott i szarmancko podał mi swoje ramie. James spojrzał na niego
zabójczym wzrokiem i mocno pociągnął mnie za rękę.
- Tak swoją drogą, to mogłaś
nie zakładać tak obcisłych spodni – powiedział cicho, pewnie żeby nie usłyszeli
nas idący za nami faceci.
Spojrzałam na swoje spodnie
i westchnęłam.
- Pewnie spódnica do kostek
byłaby lepsza, co? – zapytałam ironicznie. James chwilę się zastanowił i kiwnął
głową. O ludzie!
Z
dziennika Jamesa Pottera
Na lunch poszliśmy do pobliskiej
kafejki, zresztą prowadzonej przez czarodziei.
- Więc, kiedy wzięliście
ślub? – zapytał Scott, pakując sobie do ust garść frytek.
- W grudniu – odparłem,
patrząc nieprzychylnie na tego chłopaka. Wcześniej wydawał się całkiem spoko,
jednak to jak patrzył na Lily, zupełnie go skreślało z listy znajomych.
- Młodzi małżonkowie –
zauważył. Bystrzak...
- Dokładnie, dopiero co
wróciliśmy z podróży poślubnej – powiedziała Lil, mocno ściskając moją rękę.
Spojrzałem nasze splecione dłonie i poczułem się trochę lepiej.
- Stary, żebyś ty wiedział
co James przeszedł, żeby w końcu zdobyć tą oto Wiewiórkę – powiedział Łapa,
wskazując frytką na rudowłosą – Błaznował, łaził za nią, robił z siebie
totalnego kretyna, błagał ją o randki, masakra.
Spojrzałem z wyrzutem na
kumpla.
- Nie było tak źle –
odparłem.
- Cóż, czasami było źle –
powiedziała Lily – Kiedyś nawet groził pobiciem jednemu chłopakowi, który
chciał się ze mną umówić – dodała, patrząc prosto na Scotta. Ten spojrzał na
mnie i spuścił wzrok.
- A może masz jakieś wolne
koleżanki? – zapytał po chwili, kierując pytanie do Lily.
- Zajęcia były świetne,
prawda? – powiedziałam, gdy przekroczyliśmy próg domu.
- Taaa – odparł J.
- James, co jest? –
zapytałam, łapiąc bruneta za rękę – Odkąd weszłam do auli, czuję, że coś jest nie
tak – dodałam, zastanawiając się o co mu chodzi.
- Nie widziałaś jak się na
ciebie gapili? – powiedział J, zataczając w powietrzu koło ręką – Wszyscy,
nawet wykładowca! – dodał. Zamrugałam, lekko zdziwiona.
- Jesteś zazdrosny?! –
krzyknęłam, rzucając zdjęte botki obok szafki.
James spojrzał na mnie jak
na nienormalną i kiwnął głową. Uśmiechnęłam się lekko.
- Jelonku, przecież nie masz
najmniejszego powodu – powiedziałam – Kogo kocha Wiewiórka? – zapytałam z lekka
dziecinnym głosem.
- Jelonka – odparł James i
wybuchnął śmiechem.
- Merlinie, te zajęcia wcale
nie są fajne – powiedziałam. To był trzeci tydzień kursów, zaczęliśmy zajęcia
praktyczne. Czyli co chwilę trzeba było uskakiwać przed lecącymi zaklęciami,
samemu rzucać jakieś trudne czary, walczyć z przeróżnymi wrogami. Powiem tyle:
masakra!
- Huuu! – Syriusz zasiadł
obok mnie na ławce – Ale się spociłem – dodał. Właśnie przeszedł tor przeszkód
przyszykowany przez wykładowcę.
- Czuję to, Łapo – odparłam
i patrzyłam na podbiegającego do nas Jamesa.
- Jestem wykończony –
powiedział, rzucając się obok nas na ławkę.
- Miesiąc szkoleń za nami! –
krzyknął entuzjastycznie Syriusz. Siedzieliśmy grupką w Dziurawym Kotle i
popijaliśmy piwo kremowe. Dobra, sprostowanie, ja piłam kremowe, a faceci
Ognistą.
- Nie wiem jak ty to robisz,
ale znowu byłaś najlepsza – powiedział Scott, patrząc na mnie z podziwem.
- Mam to we krwi – odparłam
ze śmiechem. Przysunęłam się bliżej Jamesa i westchnęłam – Jestem wykończona,
wracamy do domu? – zapytałam. J skinął głową, pożegnaliśmy się ze znajomymi i
wróciliśmy do naszego gniazdka miłości.
Po powrocie do domu od razu
poszłam pod prysznic.
- Milutko – wyszeptałam do
siebie, czując bicze wodne na plecach. Po chwili poczułam zimne powietrze i
spojrzałam za siebie.
- Jeszcze milej – dodałam
widząc Jamesa pod strumieniem wody.
- Pierwszy test zaliczający!
Morgano, tak się stresuję… - siedzieliśmy pod aulą w której zazwyczaj mieliśmy
zajęcia teoretyczne i cóż, jęczałam. Bo jak się nie zaliczy pierwszego testu,
to już można przestać chodzić na kurs. Wybraliśmy ten przyśpieszony, trwający
pięć miesięcy, więc o wiele więcej od nas wymagali.
- Wypadasz doskonale na
testach, nie martw się – pocieszył mnie James.
- Zapraszam – powiedział
wykładowca.
- 96 punktów na 100 – wyszeptałam,
wpatrując się w swój arkusz. Następnego dnia zostały nam wydane, jak się
okazało - wszyscy zaliczyli.
- 97 – powiedział James.
Westchnęłam żałośnie, na co się głupio zaśmiał.
- 95 – powiedział Syriusz.
- 96 – dodał Scott.
Uśmiechnęłam się do chłopaków
i zaczęłam zapisywać, co ważniejsze informacje z wykładu.
- Więc mówisz, że macie tam
samych facetów? – zapytała Dorcas. Zaprosiłam dziewczyny na piątkowe ploteczki,
a faceci siedzieli w kuchni. Został zaproszony też Scott, z którym to najbardziej
się zgraliśmy z całej grupy. Reszta była, ugh, dziwna. Typowe geeki.
- Samiuteńkich – odparłam.
- U nas, na magomedycznych
jest po połowie – powiedziała Mary i napiła się wina.
- Tak właściwie to dobrze,
że nie ma innych lasek, nie muszę pilnować Syriusza – dodała Dorcas i się zamyśliła.
- Słyszałyście o McKinnon? –
zapytała Mary – Podobno wzięła ślub – dodała, widząc nasze zaciekawione miny.
- Uff, to można odetchnąć –
zażartowałam. Dorcas głośno się zaśmiała.
- Taa, straszna z niej była
puszczalska – odparła.
- Kto jest puszczalski? –
zapytał Scott wchodząc do salonu.
- Aaa taka jedna. James,
słyszałeś? McKinnon ma męża – powiedziałam do bruneta.
- Nie słyszałem – odparł,
uwalając się obok mnie na sofie – Accio Ognista Whisky!
No, i tak się zaczęła mała
impreza.
***
Rozdział krótki - więc następny postaram się dodać w piątek/sobotę. Jeżeli lubicie opowiadania z serii "Dramione", czyli parring Hermiona&Draco - chciałabym wam polecić dwa mega zabawne opowiadania:
oraz:
Pierwsze opowiadanie jest tłumaczeniem (boskim!), a drugie to opowiadanie dwóch dziewczyn. Opowiadania są śmieszne, naprawdę wyjątkowe. Więc, jeśli ich nie czytałyście, a lubicie tą tematykę, polecam!