poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 68 Wyjazd



Był koniec marca, ptaszki ćwierkały, czuć było nadchodzącą wiosnę – powoli rozkwitała zieleń. Taak, wszystko kwitło, piękniało, a ja na odwrót – brzydłam.
- Jak ja wyglądam?! – wyszeptałam, gdy przejrzałam się w lustrze.
Dobra, aż tak bardzo nie przytyłam – pilnowałam zdrowej i racjonalnej diety, dużo spacerowałam, ok, miałam już duży brzuch (no, ale to normalne w ciąży :), ale cała reszta…
- Wory pod oczami, przyklapnięte włosy, na Merlina, pierwsza zmarszczka na czole?! – wyliczałam przed lustrem – Krem od Dorcas, gdzie on jest? James, gdzie jest mój krem?!!! – wydarłam się.
Taa, emocje buzują!
- Co? – zapytał wystawiając głowę spod kołdry.
- Gdzie jest mój krem na zmarszczki? – wysyczałam.
- Pod lustrem w łazience – odparł i zaczął się zwlekać z łóżka – O tutaj – dodał, wskazując mi go palcem.
No spoko, nie zauważyłam.
- Ech, przepraszam, że od rana na ciebie krzyczę, ale zobacz jak ja wyglądam? Nie dość, że jestem cała spuchnięta to jeszcze pojawiła mi się zmarszczka, o tutaj, widzisz? – zapytałam, wskazując mężowi miejsce powstania tej okropnej przypadłości oznaczającej starzenie się.
- Ja tam nic nie widzę – stwierdził wchodząc pod prysznic.
Faceci! Oni nigdy nic nie widzą i nie wiedzą o co nam, kobietom chodzi!
Niedomyślne dupki.
Komplementy, głąby, nawet jeśli wyglądamy kiepsko, pragniemy je usłyszeć!
- Ech, nic mi już nie pomoże – wyjęczałam i zeszłam smętnie do kuchni.
Na kaloryczne śniadanko.


Z dziennika Remusa Lupina
Przyznaję – długo nie mogłem się pogodzić z decyzją Mary o zakończeniu naszego związku. Ba! Byłem wściekły!
Jednak Peter mi wszystko uzmysłowił.
Oni wszyscy po prostu na mnie nie zasługują. Na moją przyjaźń, pomoc.
Jeżeli wolą Regulusa, to proszę bardzo – zostawiam im wolną rękę.
Wyjeżdżam.


- Potter, ładnie dzisiaj wyglądasz – powiedział Moody przechodząc przez sekretariat. Zmarszczyłam czoło.
- Dzięki, szefie – odparłam i zajęłam się przeglądaniem i porządkowaniem raportów. Gdy byłam przy tych pisanych przez Scotta (Merlinie, jak można napisać „wziąśc”? Wziąć, pacanie!) przed moim biurkiem ukazał się Syriusz.
- Cześć Ruda, ładnie wyglądasz, tak promiennie – powiedział i uśmiechnął się tak, jak to tylko Syriusz potrafi – głupio.
- Cześć Łapo – odparłam i przyjrzałam się brunetowi – Co słychać? Jak tam Dorcas, nadal ma mdłości? – zapytałam, poprawiając byki zrobione przez Scotta.
- Och, już jest lepiej, dzięki za polecenie koperku. Pomógł – powiedział i zasiadł na krześle – Słuchaj, mam problem… - zaczął. Spojrzałam na niego ciekawie – Syriusz nigdy nie zwracał się do mnie z problemami, już prędzej do Jamesa.
- Słucham? – ponagliłam go, bo się zamyślił.
- Moja matka chce poznać Dorcas. Ale Dorcas stanowczo odmawia.
- Wcale się jej nie dziwię, z tego co opowiadała Mary… cóż, to ciekawa persona – zakończyłam kulawo. Nie powtórzę Łapie tego co powiedziała blondynka – że jego matka to stary smok, w dodatku rasistowski.
- Doskonale wiem jaka jest moja matka – odparł Syriusz, wykrzywiając się – Ale wiesz, nie będzie przynajmniej jęczeć do Dor, że jest brudnej krwi, u Meadowesów nie ma chyba ani jednego mugola.
- Więc chcesz, żebym przekonała Dor do spotkania z twoją matką, dobrze cię zrozumiałam? – zapytałam i spojrzałam na Syriusza. Od razu się rozpromienił!
- Tak, zrobisz to? – zapytał. Kiwnęłam głową – Dzięki Ruda, jesteś boska! – zawołał i wypadł z biura.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Och, Harry, będziesz miał ciekawego wujka.


Z dziennika Jamesa Pottera
- Gdzie wyjeżdżasz? – zapytałem.
Stałem w drzwiach mieszkania Remusa i patrzyłem na pakującego się przyjaciela.
- Do Norwegii – odparł, nawet na mnie nie spoglądając – Zaproponowali mi pracę w ich oddziale banku. Będę lepiej zarabiał – dodał i zamknął wieko kufra.
- Ale czemu tak nagle? Nic nie wspominałeś…
- James, co ja mam tu robić? Patrzeć na wasze szczęście? Na radosną Mary, tego idiotę Regulusa? Chcę zacząć od nowa – powiedział i pociągnął kufer za sobą.
Poszedłem za nim i otworzyłem mu drzwi.
- Odezwiesz się jak dotrzesz? – zapytałem.
- Jasne – odparł i ruszył w dół po schodach.
Patrzyłem na oddalającego się przyjaciela i czułem, że go zawiodłem.


- James, jesteś w domu?! – zawołałam wchodząc do domu i zrzucając szybko płaszcz – Wszyscy mi dzisiaj prawili komplementy, to twoja zasługa? – zapytałam wchodząc do salonu.
- Oooo – powiedziałam inteligentnie.
Zastałam widok, który widuję rzadko – James siedział i pił whisky.
- Coś się stało? – zapytałam, lekko przestraszona. J spojrzał na mnie i pokręcił głową.
- To co jest? – zapytałam, siadając obok niego na sofie.
- Remus wyjechał.
- Na wakacje? – dobra, wiem, marzec to nie jest fajny miesiąc na urlop, ale…
- Nie, raczej na zawsze – powiedział, wychylając bursztynowy płyn – Chyba go zawiodłem – stwierdził odstawiając szklankę na stolik.
- Niby jak? – zapytałam, zupełnie nie rozumiejąc rozumowania męża.
- Mogłem być lepszym przyjacielem… Widziałem, że nie radzi sobie po stracie Mary, a nic nie zrobiłem… - odparł – W dodatku Peter…
Zmarszczyłam brwi.
- Co Peter ma wspólnego z ucieczką Remusa? – zapytałam. James spojrzał na mnie ostro.
- To nie jest ucieczka – odparł – Chociaż może… To Peter namówił go do wyjazdu.
Spojrzałam mężowi w oczy i głośno westchnęłam.
- James, spójrz na mnie – powiedziałam – Remus ma własny rozum i wie co robi. Wie komu ufa. Może to nie jest głupi pomysł, może musi coś przemyśleć… Myślę, że wróci. Jestem tego pewna – dodałam i przytuliłam się do bruneta.
Przesiedzieliśmy tak przytuleni i zatopieni w myślach do wieczora.


- Dorcas, ale czemu nie? Może nie będzie tak źle – powiedziałam pewnego dnia do przyjaciółki.
Jako, że obie jesteśmy w ciąży i nie możemy pic kawy – umówiłyśmy się na herbatę.
- Lily, jak możesz mnie namawiać do spotkania z tą kobietą? – zapytała lekko wzburzona brunetka – Mary powiedziała, że jest okropna – dodała, popijając herbatę malinową.
Siedziałyśmy u nas w salonie i cóż, próbowałam namówić Dorcas do spotkania z matką Syriusza.
- Wiesz, dziecko powinno znać babcię… - zaczęłam.
- Babcię, pfff!! Widziałam to babsko na zdjęciu, samym wyglądem przypomina Rogogona Węgierskiego, a zachowanie… Niby arystokratka, a zwykły burak!
Spojrzałam na Dor i uśmiechnęłam się.
- Słuchaj, zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że cię polubi i może szybko opuści ziemski padół? I co wtedy zrobi z majątkiem? Przepisze wam!
Dobrze wiem, co działa na Dorcas. Wspomnienie o pieniądzach… To nie jest tak, że Dor leci na kasę, o nie! Ale kogo nie pociąga wielka fortuna?
- Pomyśl co mogłabyś za to kupić… Co zobaczyć! – zachęcałam ją.
Dorcas spojrzała na mnie i zmrużyła oczy.
- Doskonale wiem co próbujesz zrobić, Potter. Nie myśl, że jesteś taka sprytna – powiedziała – Ale tak, to może nie jest zły pomysł? Może wnuczka ją zmiękczy?
Uśmiechnęłam się i siorbnęłam herbatę.
Dorcas jest taka prosta w obsłudze!

Marzec minął i zaczął się kwiecień. Taak wiem, to bardzo odkrywcze…
- Popatrz James, czy to jest rozstęp? – zapytałam pewnego kwietniowego dnia, męża.
Spędziłam trochę czasu przed lustrem, oglądając się dokładnie i porównując w myślach ten widok z tym, sprzed ciąży.
Bez komentarza!
- Skąd mam wiedzieć? – zapytał z bliska przyglądając się mojemu sporemu brzuchowi – Nie roztarłaś balsamu – stwierdził, gdy obmacał mi brzuch.
Speszyłam się lekko. Może za bardzo przejmuję się swoim wyglądem?
- Nie martw się głuptasie, nawet jeżeli pojawią ci się te rozstępy, to i tak będę cię kochał i podziwiał – powiedział J, czym mnie zupełnie rozbroił.


 ***

Jakiś krótki ten rozdział, hmm. No, ale jest :) Uwaga, poprawiłam już prolog, oraz napisałam trzy rozdziały nowego opowiadania, także jest nieźle. Więc to doprowadzam do końca i ruszamy z nową historią - bez Voldemorta! W tym opowiadaniu też go prawie nie było, ale mam zbyt dobry humor, żeby pisać o tragediach i śmierciach. Niektórych sytuacji też nie będzie i w ogóle jestem podekscytowana :) A i mały spojler, Harry - cielesny, pojawi się już w 71 rozdziale! Więc już zaraz :) Dziękuję za komentarze, wyświetlenia, no cieszę się, że jesteście :)

sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 67 Oświadczyny



Z dziennika Regulusa Blacka
Zdenerwowany chodziłem po swoim pokoju w domu Syriusza – wszystko wylatywało mi z rąk i albo się zbijało, albo uszkadzało. Ręce mi lekko drżały – prawie się poparzyłem zapałkami, gdy podpalałem papierosa.
- Jesteś gotowy – powiedziałem do siebie – Nie ma się nad czym zastanawiać – dodałem.
Wziąłem torbę do ręki i teleportowałem się wprost pod drzwi domu Mary.

Z dziennika Mary McDonald
- Idę! – krzyknęłam zbiegając ze schodów. Ktoś wyżywał się na dzwonku do drzwi ciągle nim dzwoniąc – Regulus? – zapytałam zdziwiona widząc chłopaka na progu.
- Pakuj się, zabieram cię gdzieś na weekend – powiedział chłopak i szybko pociągnął mnie do pokoju.


- I unosimy rękę! Dobrze! A teraz drugą! Ćwiczymy! I wymach nogą! Doskonale! – taak, rady uzdrowicielki potraktowałam bardzo dosłownie i zabrałam się za ćwiczenia.
W mugolskim sklepie w centrum Londynu, kupiłam płytę z ćwiczeniami dla ciężarnych i wymachiwałam kończynami przed telewizorem.
- I wymach! – krzyknęłam z entuzjazmem. Chyba mi się uwolniły endorfiny! – I wykop! – zawołałam i zobaczyłam męża stojącego w drzwiach od salonu.
- Ale mam gimnastyczkę w domu – powiedział James i pocałował mnie w policzek – Nie przemęczaj się – dodał i skierował się do kuchni.
Wciągnęłam powietrze nosem i wypuściłam ustami – tak jak kazała pani z filmu, wyłączyłam telewizor i ruszyłam za mężem.
- Pamiętasz, że jutro mamy wizytę w szpitalu? – zapytałam męża, nalewając sobie do szklanki wodę.
- Lily, jak mógłbym zapomnieć, skoro codziennie mi o tym przypominasz i nasz kalendarz wygląda tak – odparł i wskazał na zakreśloną na czerwono datę. Wziętą w  kółeczko i serduszko. I podkreśloną, ot tak dla pewności…
- Och, no nie wiem. Może tak jak zapomniałeś o hurtowym zakupie koperku? – odparłam ironicznie, przypominając sobie moje ostatnie cierpienie. Bez koperku, ani rusz!
- Przecież już przepraszałem – jęknął James i pociągnął mnie na kolana – Oo, już nie jesteś taka lekka – dodał z zawadiackim uśmiechem.
- Bo to jest mój drogi, 19 tydzień – odparłam – Boli mnie kręgosłup, zrobisz mi masaż? – zapytałam, wstając z kolan męża.
- Oczywiście – powiedział i zaprowadził mnie do sypialni.


Z dziennika Mary McDonald
- Gdzie jesteśmy? – zapytałam, gdy teleportowaliśmy się gdzieś. W jakieś dziwnie znajome, zalesione miejsce.
- Jesteśmy w Hogsmeade – odparł lakonicznie Reg i pociągnął mnie w stronę jakiegoś budynku.


- Moje kostki – wyszeptałam, wychodząc spod prysznica – James, popatrz jak one wyglądają! – dodałam, gdy wyszłam z łazienki i podciągnęłam spodnie od piżamy.
- Spuchły – odparł brunet i wciągnął mnie na łóżko – Nie chodziłaś dzisiaj za dużo? – zapytał, lekko mi je masując.
- Nie – odparłam i zrobiłam niezadowoloną minę – Jeżeli tak dalej pójdzie, to niedługo będę wyglądać jak ludzik Michelin – dodałam.
- Jak co? – zapytał James z uśmiechem.
- Och, to taki gruby ludzik, reklama mugolskich opon do samochodu – dodałam, oglądając moje lekko spuchnięte nogi – Ja chcę już urodzić! – zawołałam i dramatycznie opadłam na łóżko.
- Już tylko drugie tyle – pocieszył mnie J i przykrył nas kołdrą.


Z dziennika Regulusa Blacka
- Zupełnie nie rozumiem co my tutaj robimy – powiedziała Mary, gdy rozpakowałem nasze bagaże.
Byliśmy w urokliwym pensjonacie zaraz za Hogsmeade.
- Ostatnio nie miałaś dla mnie czasu, cały czas się uczyłaś, więc uznałem, że potrzebujesz trochę relaksu – odparłem i pocałowałem zadowoloną blondynkę.


- O Merlinie, o Morgano, szybciej, szybciej – burczałam pod nosem i patrzyłam na zegarek, który jak na złość zbyt wolno poruszał swoimi wskazówkami.
Wizytę u magomedyczki Brown mieliśmy umówioną na godzinę 12, ale że strasznie pośpieszałam męża, przybyliśmy na 11:30. I tak czekaliśmy – ja zniecierpliwiona, James rozbawiony.
- Już państwo jesteście? – zapytała zdziwiona uzdrowicielka Brown, otwierając drzwi od gabinetu – To zapraszam, nie ma na co czekać – dodała z uśmiechem.

Z dziennika Mary McDonald
- Co będziemy robić? – zapytałam przeciągając się w łóżku. Nie brzmi to dobrze, ale była 12, a my nadal leżeliśmy. Nawet nie zadzwoniliśmy po śniadanie – można powiedzieć, że odpoczywaliśmy… Taa, ekhm. Nie wdawajmy się w szczegóły.
- Niespodzianka – odparł Reg i bezwstydnie, świecąc gołymi pośladkami poszedł do łazienki. Zachichotałam i dołączyłam do chłopaka.


- I co? – zapytałam, przyznaję, dosyć niegrzecznie! Uzdrowicielka Brown dopiero przyłożyła mi różdżkę do brzucha, na ekraniku nawet jeszcze nie pojawił się obraz, a ja już ją wypytywałam.
- Momencik pani Potter, zaraz będzie wszystko wiadome – odparła z uśmiechem. James złapał mnie za rękę i również wpatrywał się w na razie czarny ekran.
- O proszę i pokazało się dziecko – powiedziała pani Brown – Proszę popatrzeć, tu ma główkę… rączki… nóżki… – mówiła i wskazywałam nam odpowiednie rejony na ekranie.
- A płeć? – zapytał James z uwagą wpatrując się w lekko zamazany ekran.
- Proszę państwa – zaczęła uzdrowicielka – To chłopiec!
Spojrzałam na szczęśliwego Jamesa i się wzruszyłam.

Z dziennika Regulusa Blacka
Po wczesnym obiedzie poszliśmy na spacer.
- Uwielbiam tę porę roku – powiedziała Mary i ciepło na mnie spojrzała.
- Lubisz roztopiony śnieg? – zapytałem wskazując brodą na pluchę pod nogami.
- Nie, lubię to, co dopiero nadejdzie – odparła – Wiosna, a wraz z nią nadzieja – dodała.
- Nadzieja na co? – zapytałem ciekawy odpowiedzi.
- Och, na wszystko co tylko sobie człowiek wymarzy – odparła dziewczyna i nagle spoważniała – Chociażby na to, że kiedyś uzyska się wybaczenie – dodała.
Wiem, że miała na myśli Lupina.


- Widzisz, mówiłam! – zawołałam triumfalnie, gdy już wyszliśmy z Munga. Moje przeczucia apropo płci dziecka się sprawdziły.
- Chłopiec… - powiedział rozmarzony J i mocno mnie objął – Doskonale wszyscy wiedzą, że ty zawsze masz racje – dodał i pocałował mnie w czubek nosa.
Zaśmiałam się i poprowadziłam go w kierunku restauracji. Byłam głodna! W ciąży jestem ciągle głodna…

Z dziennika Mary McDonald
- Gdzie mnie zabierasz, że karzesz mi się w to ubrać? – zapytałam, wskazując na przepiękną, elegancką suknię – jednak zupełnie nie w moim stylu.
- Na kolację – odparł Reg i zaśmiał się z mojej niezadowolonej miny – Ubieraj się – dodał i zaczął wiązać krawat.


- To jest takie smaczne! – powiedziałam przeżuwając ciasto przyniesione przez Dorcas – Musisz mi dać przepis – dodałam, nakładając sobie na talerzyk kolejny kawałek.
- Wiewióro, opanuj swoje deserowe żądze, roztyjecie się z Dorcas… - stwierdził Idiota, patrząc jak z brunetką zajadamy się ciastem.
- Jem dla twojej córki, kretynie! Nie dla siebie – odparła wkurzona Dor wpychając sobie do paszczy spory kawał czekoladowego przysmaku.
Syriusz spojrzał na Jamesa i wzruszył ramionami.
- To wy później będziecie jęczeć, że jesteście grube – dodał Pan Kretyn.
- Jak chcą, to niech jedzą – powiedział James. I te słowa trochę mnie przystopowały.
- Boże, rzeczywiście. Będziemy tłuste, Dorcas – wyjęczałam. Właściwie poczułam, że chętnie bym popłakała.
Spojrzałam na w końcu przejętą dziewczynę, przez oczy przysłonięte łzami.
- No i widzisz do czego doprowadziłeś? – wysyczał J do Syriusza – Teraz obie beczą… - dodał obejmując mnie ramieniem.
- Będę taka gruuuuba!... Obleśna, jak jakiś wieloryb, albo słoń! – zaszlochałam w sweter Jamesa.
Hormony są zabójcze…
- Syriuszu, jesteś idiotą – stwierdziła Dorcas, która dołączyła do mnie z płaczem – Gdy urodzę, rozwiedziemy się – dodała, pewna swego.
Syriusz patrzył na tą scenę z niedowierzaniem.
- Teraz je napraw – wyszeptał James do Kretyna.
- Ale jak? – zapytał Syriusz i na nas spojrzał – Jak chcecie to sobie jedzcie ciasto – dodał.
To tylko doprowadziło do głośniejszego zawodzenia.

Z dziennika Regulusa Blacka
- Czy to twoi rodzice? – zapytała spanikowana blondynka, gdy podprowadziłem ją do stolika w restauracji, przy którym rzeczywiście siedzieli moi rodzice.
- Tak – powiedziałem i odsunąłem jej krzesło.
- Dzień dobry – zapiszczała blondynka spoglądając na ponure twarze rodziców.
To będzie trudne zapoznanie.


- Już się uspokoiłam, nie gap się tak – powiedziałam do Jamesa.
Przez nietaktowne teksty kierowane przez Kretyna Blacka, do dwóch, nadwrażliwych ciężarnych, atmosfera między nami była kiepska. A miał to być taki miły weekend!
- Lil, przecież wiesz jaki jest Syriusz. Chlapnie coś, nie przemyśli… - dodał, obejmując mnie od tyłu i dotykając mojego brzucha.
- Wiem jaki jest Syriusz – wyburczałam – Ale… - przerwałam.
- Co się dzieje? – zapytał James, gdy przyłożyłam jego dłoń trochę z boku brzucha.
- Rusza się! – powiedziałam w lekkim szoku – Maleństwo… To jest, Harry, się rusza! – dodałam, odwróciłam się i padłam w objęcia męża.
- Znowu płaczesz? – zapytał ze śmiechem.
No tak, on reaguje śmiechem – a ja płaczem. To te hormony! Serio, nigdy tyle nie płakałam!

Z dziennika Mary McDonald
- Imponujące – stwierdził ojciec Rega, gdy skończyłam opowiadać o mojej nauce i wszelkich osiągnięciach – Więc mówisz, że twój ojciec jest czarodziejem, a matka mugolką?
Reg syknął na słowo „mugol”, ale ja się nie przejęłam.
- Tak, tata pracuje w ministerstwie, jest zastępcą dyrektora Działu Niewłaściwego Użycia Czarów, a mama pracuje w biurze mugolskiego premiera – odparłam, na co pani Black uniosła brwi.
- To ten co sprawuje władzę po Królowej?
- Tak – odparłam i zajęłam się jedzeniem. Spojrzałam na Regulusa spojrzeniem pod tytułem „Później cię zabiję” i uśmiechnęłam się do ponurej Walburgii.


- Co robisz? – zapytałam wchodząc do salonu. Była druga w nocy – zdziwiłam się, gdy się obudziłam i nie znalazłam męża obok siebie.
- Oglądam zdjęcia z USG – odparł i narzucił na mnie koc, gdy usiadłam obok niego.
- James, martwisz się czymś? Masz nieszczególną minę – zapytałam, patrząc mu w oczy.
- Niczym się nie martwię – odparł zaskoczony moim pytaniem – Cieszę się, wszystko układa się tak dobrze… Może to rodzi pewne wątpliwości, ale nie, stanowczo nic złego nie zaprząta mojej uwagi.
Spojrzałam na zdjęcia z USG, uśmiechnęłam się i powiedziałam:
- Chodźmy do sypialni, już późno.

Z dziennika Mary McDonald
- Twoi rodzice są… specyficzni – powiedziałam łagodnie. Tak naprawdę byli dziwni i cóż, to arystokraci. Wielbiciele „czystej krwi”… „Dziwni” to łagodne określenie.
- I tak dobrze poszło – stwierdził Reg rzucając krawat na podłogę.
- A możesz powiedzieć czemu służyło to spotkanie? I czemu mnie nie uprzedziłeś? – zapytałam z lekką pretensją. Spojrzenie bruneta się zachmurzyło.
- To był wymóg – powiedział dosyć tajemniczo.
- Czego? – zapytałam ciekawa.
- Moich oświadczyn – odparł lekko. Spojrzałam zaskoczona, jak klęka przede mną i wyjmuje z kieszeni szaty wyjściowej małe pudełeczko – Mary McDonald, czy jesteś gotowa spędzić resztę życia ze mną i moją pochrzanioną rodziną? Bratem kretynem i rasistowskimi rodzicami? – zapytał, a mnie zatkało!
- Ja…
- Mogę cię zapewnić, że będę cię zawsze kochał i szanował – dodał, spoglądając mi w oczy.
- Reg, to… Jestem taka… Ja… O Merlinie, tak! – zawołałam, po tym okropnym jąkaniu się.
Regulus wstał z klęczek i założył mi na palec pierścionek – złoty z wijącym się wężem z zielonym oczkiem (http://ekskluzywne.net/artykul/pierscionek-waz - w sumie chodzi mi o coś w tym stylu – z oczami z zielonych kamieni – wiecie Slytheryn – wąż- bla bla bla - banał :).
- Żebyś zawsze pamiętała, że nie jestem porządnym Gryfonem – wytłumaczył, gdy spojrzałam na niego zaskoczona.
Roześmiałam się i namiętnie go pocałowałam.



***

Witam, w tą świetną (jak dla mnie) sobotę! Mam dobry humor, prawie wyzdrowiałam, miałam świetne zajęcia na uczelni, więc dodaję następny rozdział. Mam nadzieję, że w końcu coś się dzieje - są oświadczyny, okazuje się, że to będzie chłopiec (och, Harry!), oraz Black po raz kolejny zachowuje się jak kretyn :) Także, ufff, to nie jest kolejny, nudny rozdział! I jest dosyć długi - ma ponad siedem stron w Wordzie. Za ewentualne błędy przepraszam. Pisanie kolejnych rozdziałów jakoś idzie, nawet dopisałam parę wątków do mojego spisu następnych rozdziałów - na razie mam plan do 78 - 80. I przemyślałam zakończenie, wiem kiedy opowiadanie się skończy i mniej więcej mam w głowie zarys epilogu. Więc jest spoko. W dodatku znalazłam moje stare opowiadanie - myślę, że będę chciała je poprawić, kontynuować i opublikować na tym blogu. Więc, nawet jeżeli to opowiadanie się skończy, ja nie skończę na tej jednej historii :) I oczywiście będzie to nasze ukochane Jily :) Także taaak, będę was nadal dręczyć swoją twórczością (udaną lub nie - ocenę zostawiam wam). Następny rozdział na początku tygodnia - poniedziałek/wtorek. Uff, ale się rozpisałam! Jeżeli ktoś to przeczyta, cóż, będę go podziwiać!!