niedziela, 21 września 2014

Rozdział 13 Święta



Święta, ach, magiczny czas, kiedy wszystko co brzydkie jest przysypane śnieżnym puchem, a ludzie są dla siebie mili i wybaczają sobie wszystkie przykrości. Dla mnie Święta Bożego Narodzenia, są nieodzownym momentem kończącego się roku, co niestety przekłada się na lekką depresję, wiecie, człowiek robi się coraz starszy, pojawiają się pierwsze zmarszczki, powoli trzeba się decydować, co chce się robić w życiu, ogólnie obrać jakiś kierunek. A ja, jako wieczne duże dziecko, strasznie tego nie lubię! Chyba na zawsze chciałabym mieć 11 lat i ciągle chodzić do Hogwartu, niczym się nie przejmować i jak to mówi Dorcas, mieć na wszystko wyjebane. Także jasne, lubię święta, te wszystkie ozdoby, pierniczki, prezenty, ale wtedy też zaczynają się przemyślenia. Mam już prawie 18 lat, świetnego chłopaka, zgraną paczkę przyjaciół, nauka idzie mi całkiem nieźle. Ale co dalej? Czasy robią się coraz bardziej niepewne, niestety zaczynam się tym martwic. I coraz częściej wyrzucam sobie, że nie próbuję naprawić moich relacji z siostrą. W końcu, hej, kiedyś byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami! Z postanowieniem poprawy relacji Peti-Lily, w końcu wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki. Po typowych porannych ablucjach i ubraniu się w jakieś dresy( wygląd prawdziwego prawilniaka, to jest to!), zeszłam na dół. I trochę się zdziwiłam, bo już wszyscy tam byli i razem jedli śniadanie.
- W końcu Lily! Ile ty śpisz dziecko, dobrze się czujesz? – taa, jak zwykle poranno-napastliwa mamusia.
- Uhm – wydusiłam i usiadłam koło, jakże przystojnego dzisiejszego poranka Jamesa, po czym uraczyłam go mlaszczącym całusem w jego gładki, zapewne świeżo ogolony, policzek.
- Witaj, o piękna lilijo, władczyni mego serca – powiedział pompatycznie Rozczochrany Rogacz, po czym wytarł sobie policzek z mojego lepiącego się błyszczyku.
- Ależ oni słodcy – wyszeptała mamuśka, spoglądając na nas i rozpływając się w uśmiechach.
- Aż mdli – dodał Black, wpychając sobie do swojej bezdennej paszczy tosta z serem.
- Yhm – oo i tatuś się odezwał, jak zwykle wielce rozmowny!
- Pani Evans, to kiedy będziemy robić pudding? – zapytała jak zwykle uprzejma i skora do pomocy Mary.
- Pudding, zupełnie zapomniałam! Po śniadaniu – odparła droga mama, po czym wstała od stołu i poleciała do kuchni. Ech, starzeje się kobiecinka, skleroza, te sprawy. Bo, halo, żeby o świątecznym puddingu zapomnieć?! Rzecz niepojęta!
Siedzieliśmy sobie tak w ciszy, zajadając śniadanko, wesoło pomlaskując i ogólnie było tak swojsko, gdy do jadalni wtargnęła mama, odziana w swój mundur kucharki, czytaj – fartuszek i taką zabawną czapkę na głowę, taką jak mają Smerfy i tragicznym głosem zawołała:
- Nie ma czekolady! Marsz do sklepu!
Hm, przecież był cały zapas słodkiego przysmaku. A kto jest czekolado-maniakiem? Dziki łoś, Dor!
- Dorcas, znowuuu? – wyjęczałam patrząc na brunetkę, która przybrała całkiem niewinny wyraz twarzy – Gdzie ty upychasz tą czekoladę, zupełnie po tobie nie widać!
- Bo to ta mugolska, z toffi. Już idziemy pani Evans! – odparła brunetka, po czym wskazała nam na drzwi wyjściowe. Ugh, a myślałam, że spędzimy miły dzionek, szykując się do kolacji i podjadając pierniczki, a musimy iść na ten śnieg i na pewno jest zamieć i nas porwie i w ogóle będzie śnieg za szalikiem i czerwone lico. Mówiłam, że nie przepadam za śniegiem? Nie? To już wiecie.
Gdy w końcu wstaliśmy od stołu i udaliśmy się do holu, żeby poubierać się w ciepłe kurtki oraz buty, wyszliśmy na ten mróz. I co się okazało? Że wcale tak zimno nie było. Tak właściwie było całkiem miło. W sensie, śnieg dookoła, taki skrzypiący pod nogami, a nie roztopiona breja, nigdzie nie było widać psich odchodów i jeszcze na śniegu nie było tych ohydnych żółtych plam po moczu. No, całkiem przyjemnie.
- Uwielbiam mugolskie sklepy – powiedział James, gdy przekroczyliśmy próg osiedlowego przybytku pełnego słodyczy i innych smakołyków. Black oczywiście zgodził się ze swoim przyjacielem i skierował nas w stronę działu ze słodyczami.
- Bierzcie czekoladę i idziemy – powiedział Remus, patrząc jak Mary wybiera spośród gigantycznej liczby słodyczy parę tabliczek.
- Weźmy jeszcze chipsy – Syriusz, niestety przejął mój nawyk jedzenia słonych chrupek, co niestety łączy się z dodatkowymi kilogramami, które wskazuje waga. Taak, Syriuszek już ma niezły brzuchol. Dalej tak sobie odpuści, to go Dorcas kopnie w tyłek i znajdzie sobie nowego faceta.
- Black, ile ty tego ładujesz?! Mamy jedzenie w domu, ba, mamy go od groma! – zawołałam, gdy Syriusz ładował do koszyka kolejne paczki chipsów, a ja je z powrotem odkładałam na półkę.
- Oj, Ruda, na Rogacza nie mówisz, że wziął chyba z dwadzieścia paczek żelek, a ja, jak zwykle jestem poszkodowany! A Remus, ile ma gazetek naukowych?
- Uhh, OK., bierzmy te chipsy i chodźmy – powiedziała Mary lekko gromiąc mnie wzrokiem. Niestety, nie przepuszczam okazji denerwowania naszego pana arystokraty. Gdy już byliśmy przy kasie, przy której niestety była niemała kolejka usłyszałam:
- Lily! Cześć, o i twoi znajomi! Cześć wam! – zawołał młody bóg, czyli Will. Ach, piękny William.
- Witaj – powiedziała zalotnym głosem Dorcas i zaczęła owijać loka wokół wskazującego palca. Uuu, sexy Dorcas!!
- Możemy zamienić dwa słowa? Chciałem cię o coś zapytać – powiedział Will, po czym bezceremonialnie pociągnął mnie za łokieć i zaciągnął do działu dziecięcego. Łee, pieluchy.
- Widzisz, bo chodzi o to, hm, głupio o tym mówić, ale uchh… Ten chłopak, Syriusz, jest wolny? – zapytał niebieskooki bóg, dosłownie zwalając mnie z nóg swoim boskim miętowym oddechem.
- W jakim sensie wolny? – zapytałam rozkojarzona, patrząc na te pełne malinowe usta. Och.
- W sensie czy ma chłopaka – odparł Will, a ja, może nie będę opisywać mojej reakcji, ale byłam w szoku!
- Że niby Black gejem? – zapytałam patrząc na blondyna z niedowierzaniem.
- Tak mi się wydaje, mój gej-radar działa całkiem nieźle. Wiesz, te obcisłe spodnie, ułożone włosy, zadbany wygląd… Myślałem, że może chce się umówić.
- Na randkę?! Z tobą?! – zawołałam z pewnym oburzeniem.
- No, ze mną. Ech, pewnie nie mam u niego szans, tak? O to ci chodzi? – zapytał, gdy w szoku zaczęłam wracać do przyjaciół. Że Black gejem?
- Will, on nie jest homoseksualistą – odparłam i dodałam – Dorcas to jego dziewczyna!
- Serio? – zapytał chłopak ze zdziwioną miną – A byłem pewny! Uch, to hm, mogłabyś nie mówić swoim znajomym o czym gadaliśmy? Nie chciałbym żeby było dziwnie, pewnie się jeszcze spotkamy.
- Jasne – dodałam słabo się uśmiechając i podchodząc do kasy, akurat w momencie płacenia. Wysupłałam z kieszeni parę funtów, które rzuciłam na ladę z cwaniackim „reszty nie trzeba” i szybkim krokiem wyszłam ze sklepu.
- Czego ten bubek chciał? – zapytał groźnie James z mordem w oczach. A, to zazdrośnik!
- Aaa, tak sobie pogadaliśmy. Pomagałam mu wybrać pieluchy – odparłam robiąc niewinną minę. Chociaż palnęłam z tymi pieluchami!
- To on ma dzieci? – zapytał Remus.
- Nie, w rodzinie ktoś ma – odparłam ściemniając. Wiem, że nie powinnam, ale cholera, będą się wyśmiewać z Syriusza! Chociaż to niegłupi pomysł, fajnie się z niego nabija, bo od razu się obraża, ale wiecie, teraz mógłby się obrazić na amen. Są Święta, także nie będę aż taka okrutna.
- Znasz się na pieluchach? – zapytała Dorcas, się kurcze Sherlock Holmes znalazł!
- Taa, pośpieszmy się, pudding czeka – powiedziałam i w swoim naturalnym wiewiórczym tempie skierowałam się w stronę naszych rodzinnych włości, przy okazji ciągnąc Jamesa i Gejusza, o sorry Syriusza, za te ich zamrożone łapy.


Mama z dziewczynami robiła pudding, a ja keks, czemu przyglądał się zadowolony Rogacz. Syriusz przesiadywał z tatą w garażu, a Remus czytał te swoje gazetki. Także, lekki klimacik, ciche kolędy w tle i ukochane osoby. Lubię Święta! Wstawiłam ciasto do piekarnika i nastawiłam timer.
- Chodźmy do pokoju – powiedziałam do Jamesa, po czym skierowaliśmy się na piętro. Hm, nie brzmi to najlepiej. OK., po prostu poszliśmy do mojego pokoju. W końcu małe sam-na-sam! Już zaczynało się robić całkiem miło, James robił coś fajnego z moimi ustami, gdy usłyszałam skrzek. A ten skrzek, moi mili rozpoznam zawsze, nawet jeżeli jest mi bardzo dobrze w rogaczowych ciepłych ramionach. Peti jest w domu!!
- James, słyszałeś to? – zapytałam odrywając się od jego kuszących ust. Kto to widział, żeby facet miał takie słodkie usta, no kto?
- Coo? – odparł schodząc ustami na szyję i rozpinając mi parę guzików od koszuli.
- Chyba słyszałam moją siostrę – odparłam zapinając guziki z powrotem i przytrzymując jego ręce z dala od mojej klatki piersiowej. Bo wtedy nie mogę myśleć.
- Przecież mówiłaś, że wyjechała – ooo, J jeszcze nie zna Petunii, ona jest zdolna do wszystkiego!
- Chodźmy na dół – powiedziałam obciągając koszulę w dół i poprawiając włosy zarówno swoje, jak i chłopaka.
- Lily, patrz! Petunia przyjechała! – zawołała mama i wtedy zobaczyłam moją siostrę. Za bardzo się nie zmieniła, nadal była niezdrowo chuda, chociaż chyba ma wzdęcia, bo jej jakoś brzuch wywaliło i miała swój wielki nochal. Czyli nic nowego.
- Witaj Petunio – powiedziałam, moim najbardziej sztywnym tonem – Oo i jest też Vernon.
- Cześc Lilano – powiedział grubasek.
- Lily – poprawił James, podsuwając sobie okulary, które jak zwykle zaczęły mu zjeżdżać z nosa.
- Być może – odparł Vernon i dodał – Alpy to jednak nie to, pani Evans. Dlatego wróciliśmy do Anglii. Zresztą, tata miał jakieś problemy w firmie i musiałem wrócić.
Oho, Peti chyba jest niezadowolona. No, tak, Święta w otoczeniu sześciu dziwaków pewnie nie przypadną jej do gustu.
- Vernon tylko mnie przywiózł i wraca do domu – powiedziała blondynka.
- Ale na kawę zostaniesz, prawda Vernonie? – zapytał tata, który wziął się nie wiadomo skąd. Gorzej, że wraz z nim nagle wszyscy staliśmy w holu i przyglądaliśmy się tej dziwnie dobranej dwójce osobników.
- Oczywiście, panie Evans.
Żesz! Głupi, głupi Dursley! Zniszczy moje idealne Święta!
- Mamo, to my pójdziemy na górę szykować się do kolacji – powiedziałam, po czym od razu czmychnęłam do naszej czarodziejskiej meliny.
- Co ona tu robi?! – zapytała Dorcas.
- Gdybym ja to wiedziała! Pewnie chce zniszczyć Święta. Jest jak Grinch! – odparłam.
- Jak kto? – zapytał Remus.
- Nieważne. Ech, Nochal zawsze wszystko psuje – odparłam – Szykujcie się, niedługo 19, goście się zjadą, to może nie będę widzieć mojej drogiej siostrzyczki. 


Równo na 19 wszyscy odstawiliśmy się w odświętne ciuchy, prezentowaliśmy się całkiem nieźle, może nie jak modele/modelki z „Czarownicy”, ale nie najgorzej. Oczywiście Black, jak to on, stwierdził, że wygląda najlepiej z nas wszystkich. Skromnością, to on nie grzeszy! Już od parunastu minut schodzili się goście – przyszła ciocia Mel z wujkiem, babcia z dziadkiem, parę przyjaciółek mamy z jej dawnego fashion życia, paru samotnych znajomych taty z pracy i Will z rodzicami. Całkiem spora gromada. Gdy już wszyscy się zapoznali, w końcu mogliśmy usiąść do stołu. A stół nie dość, że był ogromny, to jeszcze suto zastawiony. Mnóstwo mięsiw, w tym danie główne, czyli indyk, sałatki, ryby na ileś różnych sposobów, ciasta, ciasteczka, pralinki, i już sama nie wiem co tam jeszcze było. Przy stole toczyły się miłe rozmowy, nawet Petunia zachowywała się jak człowiek kulturalny i odpowiadała na pytania całymi zdaniami, a nie jej typowymi burknięciami. Gdy już byliśmy przy deserach i wieczór miał się ku końcowi, przyszedł jeszcze jeden gość- Vernon Dursley z rodzicami. Jedno pytanie, WHY?!
- Zapraszamy serdecznie, proszę siadać – mamunia jak zwykle miła, usadziła rodzinkę spaślaków koło Petunii. Gdy już pozjadali trochę(ha, trochę, doobre!) ciast i pogadali o głupotach, Petunia wstała i zaczęła przemawiać:
- Cieszę się, że są tu wszystkie ważne dla mnie osoby. Chciałam powiedzieć, że na wyjeździe Vernon poprosił mnie o rękę, zgodziłam się! – OMÓJBOŻE!! Na Merlina!
- Ale jest coś jeszcze… Jestem w ciąży! – i nastąpiła cisza. Głucha. A później nastąpiły reakcje ludzi:
- Zostanę babcią?! – mama.
- Będę dziadkiem?! – tata.
- Vernonie?! – państwo Dursley.
- Prawnuczek! – babcia.
- Niewiarygodne! Przed nami?! – James.
- Ale to on jest w ciąży? – niezawodny Syriusz.
- Kurde, Petunia robiła to, przede mną – Mary.
- Z naukowego punktu widzenia, to nic dziwnego – Remus.
- No nie wiem, dzieci to ja nie lubię. Robią kupę i ciągle wymiotują – Dorcas. Oraz ja:
- O żesz w mordę Godryka! Petunio, a prezerwatywy?!
Także, całkiem miły wieczór, skończył się w bardzo widowiskowy sposób. Taa, Petunia lubi być w centrum uwagi, a można powiedzieć, że dzisiejszego wieczoru spuściła bombę. W przyszłości całkiem śmierdzącą.
- Vernon kupił już dom w Surrey, nieduży, ale dla nas odpowiedni – dodała Peti, jakby trochę nieśmiało.
- To, kiedy ślub? – zapytał pan Dursley Senior.
- Myślimy, że w marcu. Lily, chciałabym żebyś została moją druhną – powiedziała Petunia, czym mnie zadziwiła. Siedziałam z szeroko otwartymi oczami i chyba buzią.
- Oczywiście, możesz na mnie liczyć – odpowiedziałam w szoku. Co za dziwny dzień!!
Goście zaczęli się czuć nie na miejscu, gdy mama zaczęła z panią D wszystko planować, także większość po prostu pojechała do domów. A my wróciliśmy do naszej meliny tj., mojego pokoju.
- Na Merlina, będę ciocią – wyszeptałam.
- Ciocią- wiedźmą – dodał Black.
- I druhną – dopowiedziała Dorcas.
- Ale widzieliście, była dla mnie całkiem miła! To chyba ta ciąża tak na nią działa, wiecie hormony, te sprawy, no bo, co innego? – powiedziałam i już chciałam coś dodać gdy przerwało mi pukanie do drzwi.
- Proszę.
- Możemy porozmawiać? U mnie?
Gdy weszłam, do dawno nieodwiedzanego pokoju, byłam w szoku, że nie był już on różowy i wypełniony lalkami, tylko całkiem przyjemnie beżowy i jakiś taki bez wyrazu. Czyli takie typowe, lśniąco-czyste lokum Petunii.
- Lily, wiem, że jesteś zdziwiona moim zachowaniem. Ale odkąd spodziewam się dziecka, tak dużo się zmieniło! Myślę, że w końcu dojrzałam i zobaczyłam jak wiele tracę. Chciałam cię przeprosić, ostatnie lata zachowywałam się okropnie! Byłam nieznośna zarówno dla ciebie jak i dla rodziców. Uprzykrzałam ci życie, dokuczałam, obrażałam. Lily, chcę żebyś wiedziała, że jest mi przykro. Jesteś moją jedyną siostrą, kiedyś byłaś mi najbliższą istotą, a ja to wszystko tak strasznie schrzaniłam! Dzięki temu dziecku zrozumiałam, że chcę odzyskać moją małą siostrzyczkę, ja…
- Petunio! – wyszlochałam i wtuliłam się w tak dobrze mi znane siostrzane ramiona. Właściwie razem sobie szlochałyśmy i smarkałyśmy, oraz mówiłyśmy jedna przez drugą:
- Bo ja ci tak zazdrościłam!...
- Byłam taka uparta!...
- Nie lubiłam tego Snape, ale to nie znaczy, że ciebie też miałam unikać…
- Żebyś wiedziała, jak byłaś nieznośna!
- Chciałam wcześniej przeprosić, ale duma…
- Peti, to Świąteczny cud!
I tak wyglądała ta dziwna chwila, przerywana trąbieniem w chusteczki higieniczne. Wybaczyłyśmy sobie nawzajem z siostrą wiele rzeczy, wiem że nigdy nie będziemy najlepszymi przyjaciółkami, sporo nas dzieli. Ale też wiem, że zawsze będę mogła na moją siostrę liczyć i ona na mnie też.
Święta to czas magiczny.



 Taak, jak widzicie zmieniam rzeczywistość. 
W końcu wiadomo, Snape wcale tak szybko się nie nawrócił, Lily z Petunią się nie pogodziły. Także, spodziewajcie się, że to opowiadanie nie skończy się tak jak u pani Rowling. 
Z czego się cieszę, bo nie lubię jej zakończenia historii 
Lily i Jamesa.

piątek, 19 września 2014

Rozdział 12 Młody bóg, basen i zdjęcia

Tak, to już potwierdzone, totalnie oszalałam. Dodaję czwarty rozdział w tym tygodniu. Jak tak dalej pójdzie to niedługo skończę to opowiadanie i będzie mi bardzo smutno, niestety zżyłam się z tym oderwanym od rzeczywistości tworem. Także, niech to będzie miły weekendowy rozdział, a następnego spodziewajcie się dopiero w przyszłym tygodniu. Kolejnym powodem tak częstego dodawania rozdziałów, jest też fakt, że moje czytelniczki, to zapewne uczennice i jest mi przykro, że mając tak ładną pogodę za oknem, musicie kisić się w klasach i uczyć się o jakiś durnych cosinusach, czy innych tam jakże przydatnych w dorosłym życiu rzeczach. Dobra, już nie gadam, enjoy!



Profesor Dumbledore siedział zamyślony. Przed kwadransem z jego gabinetu wyszedł jeden z tych niepozornych uczniów, uczący się całkiem nieźle, nie wdający się w jakieś poważniejsze afery, zazwyczaj uprzejmy i niezwracający na siebie uwagi. Właśnie nad tym bolał mężczyzna z haczykowatym nosem, skoro był stosunkowo nie rzucający się w oczy, to profesor nie zwracał na niego szczególnej uwagi. A może to właśnie tacy uczniowie potrzebują więcej atencji, niż ci głośni i zbuntowani? Tak, profesor Dumbledore miał cholerne wyrzuty sumienia. Pluł sobie w brodę, jak mógł tego nie zauważyć, że ten chłopiec tak się zmienił! To nie było tak, że miał gromadę pupili i na innych nie zwracał uwagi, nie. Staruszek, był po prostu bardzo zapracowanym człowiekiem i pewnych spraw nie upilnował. A w tych coraz mroczniejszych czasach powinien być uważniejszy! Przecież widział, że Tomowi Riddle'owi przybywa coraz więcej zwolenników, widział, że zasiewa on strach i grozę wśród czarodziei. To dlaczego nie potrafił upilnować swoich uczniów, żeby chociaż oni nie przyłączali się do armii Śmierciożerców? Wrócił myślami do chwili, gdy przez drzwi jego gabinetu przeszedł jeden z tych niepozornych – Severus Snape.
- Proszę wejść – powiedział Dumbledore, zakładając na nos swoje okulary-połówki.
- Profesorze, to ja w nocy 31 października zaatakowałem Lily Evans. Jestem Śmierciożercą – powiedział uczeń podwijając rękaw czarnej szaty i pokazując Dumbledorowi Mroczny Znak. Po wyrazie twarzy profesora nie dało się niczego wyczytać. Czy był zły? Wściekły? A może zwyczajnie bezradny?
- Domyślałem się tego od pewnego czasu – powiedział cicho starzec spoglądając na czarny tatuaż – Wprawdzie James Potter cię nie wydał Severusie, ale obserwowałem was od pewnego czasu. Widziałem jak na ciebie patrzy, zauważyłem też, że panna Evans znowu na ciebie spogląda. Usiądź, musimy porozmawiać.
- Wiem, że to co zrobiłem, co robiłem, jest złe. Tylko proszę, tak bardzo chciałbym ukończyć szkołę – wyszeptał czarnowłosy chłopak.
- Severusie, nikt cię nie wyrzuca. Przyznałeś się do błędu, widzę że żałujesz. Tylko pytanie co dalej? Jak chcesz naprawić swoje błędy? Na pewno wiesz, że Voldemort nie wybacza zdrady.
Chłopak wyraźnie się spiął. Chociaż wcześniej przemyślał co chce powiedzieć, teraz miał pustkę w głowie.
- Mogę zostać szpiegiem. Będzie miał pan swojego człowieka w szeregach Czarnego Pana – wyszeptał Severus Snape patrząc prosto w oczy Dumbledore’a.

Powrót do domu z kina przebiegł o dziwo całkiem sprawnie. James i Syriusz żyli jeszcze tym, co zobaczyli na ekranie i zachwycali się pomysłowością mugoli. Nadal nam nie wierzyli, że ci aktorzy z filmu, nie są gdzieś zamknięci za ekranem i chociaż zapewnialiśmy ich, że to tylko nagrania, oni jak te osły, upierali się, że na pewno ich oszukujemy. Nawet Remus przysięgał, że nikomu nie dzieje się krzywda, ale oni jak zwykle swoje. No OK., trzeba ich będzie doedukowac z Mugoloznawstwa i tyle.
Gdy już dotarliśmy do domu, do naszych nozdrzy dotarły całkiem przyjemne aromaty. Mogę się założyć, że to mama szalejąca w kuchni. No, albo pani Gertruda.
- Wróciliśmy! Jest tu ktoś?! – zawołałam. I wtedy naszym oczom ukazał się świetny widok. Dobra, myślę, że był on ciekawy tylko dla damskiej części publiczności.
Młody bóg, tylko tyle mogę powiedzieć.
- Ty musisz być Lily? Jestem osobistym trenerem twojej mamy, oraz czasem taty – powiedział blondyn, uśmiechając się i podając mi rękę – William.
- Lily – wyszeptałam zachwycona, patrząc jak po umięśnionym torsie chłopaka spływają kropelki potu. Wow! – To są, eee, hm dziewczyny Dorcas i Mary, a to James, Remus i Syriusz – wyszeptałam łamiącym się głosem.
Dziewczyny wyglądały chyba podobnie jak ja, były zarumienione i patrzyły z niedowierzaniem na ten męski pokaz testosteronu. Chociaż gorzej było z chłopakami, mieli trochę niezadowolone miny. Ale gdybyście były facetami, a przed wami stałby młody Wiking – wysoki prawie na dwa metry blondyn, o niebieskich oczach i wyrzeźbiony niczym Dawid, och, no nie miałybyście się z czego cieszyć!
- Już jesteście? – powiedziała mama, wchodząc do holu – Właśnie sobie z Willem ćwiczyliśmy – dodała uśmiechając się do nas filuternie i zapraszając do salonu.
- Will, łazienka jest twoja – powiedziała pokazując na toaletę dla gości.
- Mamo, on jest…
- Niesamowity! Pani Evans, skąd pani go wytrzasnęła? – zapytała rozemocjonowana Dor, spoglądając tęsknie na już zamknięte drzwi od łazienki.
- To syn sąsiadki, niedawno się tu sprowadzili – odparła zadowolona rodzicielka – Potrafi wycisnąć z człowieka siódme poty.
- Już sobie to wyobrażam… - dodała Dorcas.
- Ekhm, jesteśmy tu – powiedział Black, tym swoim obrażonym tonem małego dzieciaka. Ha, dopiero teraz sobie przypomniałam, że oni też tu są! Spojrzałam na Jamesa, który nie miał zadowolonej miny, Remus wyglądał na zmieszanego, a Syriusz był po prostu obrażony. Ohoo.
- Mamo, to my chyba pójdziemy na górę. Nie trzeba ci w czymś pomóc? – zapytałam wstając z kanapy i łapiąc J za rękę.
- Idźcie, ja sobie ze wszystkim poradzę. W końcu mam do pomocy panią Gertrudę, razem damy radę.
- Lily, widziałaś? – wyszeptała Mary. W końcu przemówiła!
- Noo… - odparłam.
- Boski – dodała Dor – Takiego, to by się z łóżka nie wygoniło, co?
- Dziewczyny! My też tu jesteśmy – powiedział Remus, na co chłopcy przytaknęli.
- Dokładnie, nie wiem czym się zachwycacie! Przeciętna twarz, włosy jakieś nieułożone, doprawdy, macie tu mnie, ideał, pamiętacie? Boski Black! A zachwycacie się jakimś mięśniakiem – powiedział Łapa, jakimś takim żałosnym tonem.
- Lily, on tu będzie często przychodził? – zapytał James.
- A skąd mam wiedzieć? Mam nadzieję… - zaczęłam, ale widząc wzrok Rogacza, eh - … oczywiście, że nie będzie! – dodałam, próbując uspokoić mojego zazdrośnika. Bo, uh, powinniście widzieć jego wzrok! Normalnie wzrok zabójcy, gdybym nie była tak silna psychicznie, pewnie już bym leżała gdzieś na podłodze, ugięta pod tym prymitywnym spojrzeniem. Wiecie, coś w stylu „Uga Uga – wielki pan neandertalczyk - to być moja kobieta, a nie twoja palancie – nie gap się” .
- To dobrze, bo wolałbym cię przy nim nie widzieć – dodał sucho J, na co Syriusz pokiwał głową patrząc prosto na Dorcas.
- Ojj, bez przesady, to że sobie popatrzyłyśmy na fajne ciach… - zaczęła Mary, ale widząc wzrok i minę Remusa – Dobra, brzydki jest.
- Noo, ma za jasne włosy – dodała Dor wkładając łapę w blackowe czarne włosy i śmiesznie je tarmosząc.
- Taak, a te mięśnie, pff, pewnie się nałykał jakiś sterydów i urosły mu takie buły – dopowiedziałam, podłapując o co dziewczynom chodziło. W końcu faceci są jak, hm, jak dziewczyny? Lubią komplementy! No przyznajcie, wasi nie lubią? Na pewno się cieszą, jak im powiecie, o wow, ale dzisiaj super wyglądasz, pewnie wczoraj cały dzień siedziałeś na siłowni! A on, oczywiście, wcale nie był na siłce, tylko cały dzień popylał w jakieś gry. No, ale dobra.
- Chyba zaraz powinien być obiad – powiedziałam patrząc na zegarek i próbując zmienić temat – A wieczorem będziemy ubierać choinkę!
- Suuper, a pójdziemy na basen? Specjalnie wzięłam bikini – odpowiedziała Dor, wskazując na swój wypchany kufer.
- Oo, basen to dobry pomysł, prawda panowie? – powiedział w końcu zadowolony Syriusz. Dorcas jednak zna go na wylot.

Po obiedzie i po wspólnym rodzinno-przyjacielskim ubieraniu choinki – OK., głównie ubierałyśmy my, chłopacy siedzieli z tatą w garażu, przy motorze, a mama ozdabiała lukrem pierniczkowe ludziki. Także, choinka w tym roku, była w barwach Gryffindoru, czyli czerwono - złota. Bombki w kolorze czerwonym, złote sople, a na czubku, zamiast tradycyjnej gwiazdy, był cicho ryczący lew przetransmutowany przeze mnie ze starej lalki Petunii.
- Dziewczynki, jestem pod wrażeniem – powiedziała mama, gdy zapaliłyśmy też lampki. I muszę przyznać, że sama też byłam zadowolona, choinka była zachwycająca!
- Dziękujemy, pani Evans – powiedziała Mary uśmiechając się.
- Może poszukajcie naszych facetów, z nimi zawsze jest problem, bo gdzieś znikają – dodała mama podśmiewając się i wróciła do kuchni, cicho nucąc kolędę.
- Mam pomysł, jak przekonać Blacka do odejścia od motocyklu – powiedziała Dorcas – Musimy iść się przebrać! – zakomenderowała i skierowała się do naszego pokoju.
W pokoju szybko przebrałyśmy się w kostiumy kąpielowe, zarzuciłyśmy na siebie to co miałyśmy pod ręką, Dor bluzę Syriusza, Mary okręciła się ręcznikiem, a ja założyłam szlafrok i poszłyśmy do drzwi od garażu, które znajdują się w kuchni.
-…. o widzicie, i tak działa motor. Jeżeli jutro będzie trochę czasu, to będziecie mogli się przejechać. Ooo, dziewczynki, przyszłyście popatrzeć na te cuda techniki ? – zapytał tata, przyglądając się z uśmiechem swojemu Harleyowi. Eh, tata i jego miłość do motoryzacji, zupełnie tego nie pojmuję, ale po minach Huncwotów, mogę się domyślać, że oni go doskonale rozumieją. A szczególnie Syriusz, temu po prostu oczy się świeciły gdy patrzył na motocykl.
- Nie tato, chcemy wyciągnąć chłopców na basen – odpowiedziałam przewracając oczami.
- Doskonała myśl chłopcy, trzeba dbać o ciało! Widzicie, dzięki Willowi ostatnio wyrobiłem sobie płaski brzuch i cóż, kobiety po prostu zjadają mnie spojrzeniem! Lily, nie patrz tak na ojca, mówię jak jest. Mama może to potwierdzić, jest bardzo zazdrosna, żebyście widzieli jak nasyczała na jakąś kobietę gdy byliśmy razem na zakupach!
- W to mogę uwierzyć, Lily często syczy – powiedział Black cicho.
- To my już pójdziemy, dzięki teściu, to było ciekawe – powiedział James przybijając z tatą żółwika.
- Co? James, opanuj się – powiedziałam, próbując nie syczeć. Bo w końcu zamiast wiewiórki będę jakimś wężem.
- Lily, spokojnie, przecież my z mamą doskonale wiemy co się szykuje. Idźcie już – powiedział zadowolony tata. Gdy wyszliśmy z garażu i skierowaliśmy się w stronę basenu – zeszliśmy po schodach z kuchni do piwnicy, czyli tak właściwie przerobionej piwnicy na basen, po prostu wrzałam.
- James, czy ty łaskawie możesz przestać ciągle wyskakiwać z tym ślubem? – zapytałam grzecznie.
- Oj, Lil, przecież to nieuniknione. I wszyscy już to widzą – odparł J niezrażony moim pełnym pretensji głosem.
- Gołąbki, później omówicie wasze kłopoty w raju, teraz do basenu marsz! – zawołał Black, tym swoim irytującym tonem, po czym bezceremonialnie wepchnął stojące na samym brzegu basenu Mary i Dorcas. Myślę, że te piski było słychać też w Hogwarcie, bo mi normalnie prawie bębenki popękały.
Gdy już wszyscy byli w wodzie, zaczęła się zabawa! Podtapianie głupka Blacka, wyścigi z Remusem, chlapanie Jamesa wodą, siatkówka basenowa (o ile coś takiego istnieje) z dziewczynami. Wybawiliśmy się za wszystkie czasy. Ale gdy nasze dłonie zaczęły przypominać suszone śliwki, skierowaliśmy się na górę do naszych pokoi.
- Lil, myślisz, że kiedyś jeszcze moje dłonie będą normalne? – zapytała zmartwiona Dorcas, oglądając na swoje pofałdowane łapki.
- Dor, moczyliśmy się ze dwie godziny… - odparł Black – Niedługo będą normalne, zapewniam cię.
- Taa, Syriusz jest prawdziwym ekspertem w tych sprawach, dużo czasu spędza pod prysznicem… - dodał Remus zabawnie naśladując to blackowe sugestywne poruszanie brwiami. Gdy wszyscy zacieszaliśmy twarze, jak te dzikie hieny, Łapa jak zwykle obraził się.
- Ojj, Syriuszu, jesteś strasznie przewrażliwiony na swoim punkcie – powiedziała Mary, która jak zwykle miała rację – Zajmuję pierwsza łazienkę!
Mar poleciała do toalety, a my rozsiedliśmy się w naszym, to znaczy dziewczyńskim pokoju. Syriusz siedział nabzdyczony, Remus przeglądał jakąś książkę, Dor, jak to ona poszła do garderoby i sobie tam czegoś szukała, a James rozglądał się po pokoju.
- Ooo, album ze zdjęciami. Mogę obejrzeć? – zapytał, pokazując na dość opasłe tomiszcze.
- Oczywiście – powiedziałam, rozsiadając się na wyrku koło chłopaków. Nawet Pan Obrażalski się do nas zbliżył.
- Hahaha, Lily- golas! – zawołał już chyba Pan Od-obrażony wskazując na zdjęcie małej dziewczynki w wanience.
- Ugh, mówiłam mamie, żeby to gdzieś ukryła.
- Oj tam, Rogacz ma pełno takich zdjęć, a dodajmy jednak to, że one się ruszają – powiedział Remus, śmiejąc się z kolejnego zdjęcia. Idealne ujęcie zrobione przez tatę na moich piątych urodzinach – razem z Petunią zdmuchiwałyśmy świeczki na torcie, a nasz kolega z dzieciństwa wepchnął nasze głowy we wcześniej wspomniane ciasto. Także dwie dziewczynki, ruda i blondynka miały całe twarze w cieście i kremie. Tylko, że Peti jak zwykle beczała, a ja śmiałam się jak szalona. Także, no.
- Ooo, to zdjęcie to ja chcę! – zawołał James, pokazując na zdjęcie z wakacji przed szóstym rokiem, w końcu zaczęłam mieć kobiece kształty i mama kupiła mi pierwsze bikini. Ehh, wczasy na Ibizie, było bosko.
- Jednak, muszę Rudzielcu przyznać, że jesteś o wiele ładniejsza od siostry – powiedział Syriusz, gdy zobaczył nasze zdjęcie z tych wakacji. Petunia jak zwykle siedziała obrażona na cały świat koło mamy, do której ja się przytulałam. Czasem sobie myślę, że życie bez mojej siostrzyczki, było by o wiele milsze, jednak przypominam sobie chwile, sprzed moich 11 urodzin i mam wyrzuty sumienia. Wiadomo, może jeszcze kiedyś pogodzę się z siostrą?
Obejrzeliśmy cały album, dziewczyny były już umyte i przebrane w piżamy, a chłopcy poszli do swojego pokoju.
- Lily, skończ w końcu pisać w pamiętniku i idź się przebrać! Będziesz chora – wyburczała Mary spod kołdry i przytuliła się do naszego grzejnika - czytaj Dorcas.
- Jasne – i widzicie, muszę spadać, Mary nie lubi jak się ktoś jej nie słucha, ehh, te prefektowe(prefektowskie?) przyzwyczajenia!