piątek, 1 maja 2015

Majówkowo = książkowo

Miałam napisać pod rozdziałem 18, ale uznałam, że mogę sobie pozwolić na dłuższy post :) Majówka, weekendy, niedługo wakacje - takie dni sprzyjają czytaniu! Ponieważ uwielbiam czytać po parę razy te same książki (gdybyście widziały wzrok mojej matki, gdy czytam po raz pięćsetny HP, ale czasem muszę sobie coś przypomnieć, żeby opowiadanie nie było zupełnie oderwane od rzeczywistości :), to cóż, chciałam wam coś polecić.
Jesteście nastolatkami (a przynajmniej tak wnioskuję), więc twórczość Meg Cabot. Typowa dla nastolatek. Z rozrzewnieniem przypominam sobie bieganie do biblioteki po kolejne części jej książek... Boże, kiedy  to było!
Uważam, że wszystkie cykle są świetne. Jednak moim numerem jeden jest: Pośredniczka.
Świetny cykl. Tam jest wszystko. Romans. Przystojny duch. Fajna dziewczyna. Akcja. Chłopak z krwi i kości, ale straszny dupek, podróże w wymiarach. I koniec - świetny!
Kolejny świetlny cykl: Porzuceni.
Dziewczyna. Chłopak. 150 letni chłopak. Ale o ciele młodego boga ;) Świat podziemi. Cudo.
Zapewne wszystkim nastolatkom znany cykl: Pamiętnik księżniczki.
Serio, jest ktoś kto nie czytał lub nie oglądał filmu? (oczywiście film był gorszy. Film jest zawsze gorszy!)
Cykl: Top modelka.
Zamiana mózgów. Czy to nie mówi wszystkiego? Z przeciętnej dziewczyny w modelkę...

A wiecie co w tym wszystkim jest najlepsze? Czytałam to jak miałam naście lat! I nadal lubię do tego wracać. Serio, mam chyba mentalność szesnastolatki, czy coś.

Możecie znaleźć tutaj: http://chomikuj.pl/ssaaggaa/Ebooki/Autorzy+na+litere+C/Cabot+Meg,2   (oczywiście nie namawiam do piractwa - po 24 godzinach usuwamy pliki :)

No i oczywiście nowe książki J.K Rowling.
Trafny wybór (The Casual Vacancy) - pierwsza ksiązka po Harry'm Potterze. Naprawdę dobra. Co najlepsze - zupełnie inna. Wiecie, że powstaje serial, na podstawie tej książki?

Oraz cykl: The Cormoran Strike Novels, czyli J.K. Rowling jako Robert Galbraith. Na razie wydane dwie książki - Wołanie kukułki i Jedwabnik. Ma powstać siedem części (czy to wam coś mówi?:). Detektywistyczne. Świetnie napisane. Cóż, to Rowling.

Najzabawniejsze jest to, że dzisiaj weszłam na stronę Meg Cabot - będą nowe, "dorosłe" części - siódma Pośredniczki i jedenasta Pamiętników Księżniczki.

Jestem jak najbardziej na tak! Moja wewnętrzna nastolatka (rozdwojenie jaźni, czy co?) się cieszy ;)

To tylko drobna sugestia. Nie ingeruję w wasz wolny czas - oprócz tego, że czytacie bzdury, które tutaj piszę...

A jeżeli któraś z was ogląda "The Vampire Diaries" - przypominam, że serial powstał na podstawie książek. Które są zupełnie inne od serialu. Też ciekawe.
I chciałabym tu wypisywać jeszcze mnóstwo, mnóstwo książek (cykl o Sookie Stackhouse - Charlaine Harris = True Blood! Oglądało się Erica :) ale chyba starczy.

Albo i nie - nasza polska "Jeżycjada"! Twórczość pani Musierowicz jest świetna! Uwielbiaaam - ulubiona część - "Pulpecja" oraz "Tygrys i Róża". Właściwie nie - każdą uwielbiam. Totalnie oderwana od rzeczywistości rodzina Borejków, to jest coś co poprawia mi humor.

Dziękuję za uwagę :)
I miłego czytania!

Rozdział 18



1 października, niedziela. Jak dobrze, że to była niedziela… Mogłam nie wystawiać spod kołdry, mojego powalonego, głupiego, rudego łba. Mogłam udawać, że nie istnieję, jak najbardziej próbując się rozpłaszczyć pod pierzyną. Mogłam sobie wmawiać, że to co zrobiłam po meczu, wcale się nie wydarzyło…
            - Wstawaj! – zawołała Dorcas, zrywając ze mnie kołdrę. – Jesteś głupia, myśląc, że jestem na ciebie wściekła! Chociaż, dobra, jestem zła! Bo zupełnie wszystko zepsułaś…
            - Przepraszam, Dorcas – powiedziałam, czując kolejną porcję łez, zbierających się pod powiekami. No pięknie, w dodatku zostałam fontanną! – Nie chciałam pocałować Syriusza…
            - Nie o tym mówię! – odparła czarnowłosa, siadając obok mnie na łóżku. – Przewaliłaś sprawę z Jamesem. Totalnie.
            - Wiem – mruknęłam żałośnie.
            - Przecież wiem, że wcale nie chciałaś pocałować Syriusza – powiedziała delikatnie Dor. – Bo wiem, że uważasz, że jest obleśny…
            - Prawda? – zapytałam z nadzieją.
            - Nie Lily, jak dla mnie nie jest obleśny – odparła Dorcas, kręcąc głową. 
Zapewne nad moją głupotą.
            - Przepraszam – szepnęłam.
            - Idź pod prysznic i jak już będziesz wyglądać jak człowiek, porozmawiamy o sprawie – powiedziała, spoglądając na moje wygniecione ubrania.
Kiwnęłam głową i zgarniając pierwsze lepsze ciuchy, poszłam do łazienki.


***


            - Wszyscy się na mnie gapią – jęknęłam.
Siedziałam otoczona dziewczynami. Po mojej lewej, siedziała Marlena. Po prawej – Dorcas. A naprzeciwko Alicja.
Niezawodne przyjaciółki.
            - To prawda – powiedziała Alicja. – Jedz, jesteś tak blada, że mogłabym policzyć wszystkie piegi, które masz na nosie.
Więc posłusznie zajęłam się jedzeniem. Tost z masłem smakował jak trociny, a sok dyniowy jak pomyje.
I gdy usłyszałam zbiorowe westchnięcie, wiedziałam co się dzieje. Wiedziałam kto idzie.
Szybko zlustrowałam stół, i widząc, że wolne miejsca są tylko koło nas, zesztywniałam i chciałam wstać. Powstrzymało mnie silne ramię Dorcas.
            - Cześć – usłyszałam Remusa.
Ale nie mogłam podnieść na niego wzroku. Siedziałam z opuszczoną głową, czerwona jak piwonia, gniotąc w dłoni serwetkę.
I gdy w końcu odważyłam się podnieść głowę, zobaczyłam go.
Blacka z podbitym okiem.
Westchnęłam zszokowana.
            - Cześć Rudzielcu, podziwiasz moją śliwę? – zapytał ironicznie Syriusz.
Zagryzłam wargi i kiwnęłam głową.
            - Mogę cię zapewnić, że przyjąłem ją z dumą – odparł. – W końcu nieczęsto się zdarza, żeby jakaś dziewczyna mnie napastowała…
Przewróciłam oczami i spojrzałam dalej.
I oczywiście nie myliłam się. Siedział obok Syriusza, zupełnie nie zwracając na nic uwagi. Na nikogo nie patrząc i do nikogo nic nie mówiąc.
Nie wyglądał najlepiej. Był blady, pod swoją lekką opalenizną i jakiś taki… inny.
Nie mogłam tego dłużej znieść. Z głośnym szurnięciem krzesła, wstałam od stołu i jak największa idiotka świata, którą niewątpliwie jestem, uciekłam leczyć rany, które sama zadałam. W samotności.


***


            - No mogłeś chociaż powiedzieć „cześć”? – mruknęła Dorcas, spoglądając na patrzącego się na drzwi od Wielkiej Sali, Jamesa.
            - Dor, nie dręcz Rogacza – odparł Syriusz. – To zrozumiałe, że może być zazdrosny… W końcu dobrze wie, kto lepiej całuje – dodał ze śmiechem.
            - Nie ma z czego żartować – powiedziała Marlena. – Musicie porozmawiać, rozumiesz James? Bez oskarżeń i innych odchyłów. Jak dwoje dorosłych ludzi, którzy darzą się uczuciem.
            - Uhm – mruknął James, uparcie mieszając łyżką w swojej owsiance.
            - To co ty tu jeszcze robisz, stary? – zapytał Remus, wyrywając zdziwionemu brunetowi miseczkę.


***


Błonia były zupełnie opustoszone. Jednak to nie było nic nadzwyczajnego – był niedzielny poranek. Kto normalny chodził po błoniach o dziewiątej rano?
Ja.
Ale jak już to zdołałam ustalić, nie jestem normalna.
            - Jesteś kretynką, Lily Evans – powiedziałam do siebie.
Wyciągnęłam z kieszeni spodni różdżkę i obróciłam ją w palcach. Pomyślałam, że to co chciałam zrobić, będzie całkiem zabawne jeżeli wyjdzie. Tak bardzo, gorzko – zabawne.
            - Expecto patronum! – zawołałam, przypominając sobie moje najszczęśliwsze wspomnienie.
Które okazało się na tyle silne, że zadziałało.
A ja usiadłam na zroszonej trawie z szaleńczym śmiechem.
Bo przede mną spokojnie chodziła srebrzysta łania.
Kpiąc ze mnie i całego mojego życia. I tym bardziej z moich uczuć.


***


Mapa Huncwotów została w męskim dormitorium, więc James Potter, musiał zdać się na intuicję. A jego intuicja, podpowiadała mu, że rudowłosa mogła udać się w dwóch kierunkach – albo poszła do swojego dormitorium, albo na błonia.
Jako, że do damskiego dormitorium chłopcy nie mieli wstępu, James skierował się na szkolne błonia.
Rozejrzał się bystro, tak jakby szukał złotego znicza.
I dostrzegł swój znicz, który od piątej klasy tak go pociągał.
Jednak nie był on sam. A raczej ona.
Przed Lily Evans, przechadzała się srebrzysta łania, tak pasująca do jelenia, którego James niedawno przywołał w klasie od Obrony przed Czarną Magią…


***


Gdy usłyszałam kroki, ruszyłam różdżką, a łania zniknęła. Tak samo jak moje nadzieje - rozwiała się w powietrzu.
            - Cześć – powiedział James, siadając na ziemi obok mnie. Ale nie blisko. Kiedyś usiadłby blisko…
            - Hej – odparłam nie podnosząc głowy.
            - Udało ci się – powiedział tajemniczo.
Najpierw pomyślałam, że mówił o tym, że udało mi się zabić jego uczucia do mnie. Ale przypomniałam sobie o łani.
            - Tak, udało – mruknęłam.
Siedzieliśmy w ciszy. Chyba oboje baliśmy się zacząć pierwsi.
            - James, przepraszam – wydukałam. – Zachowałam się jak totalna kretynka, miałeś rację, nie jesteśmy razem i nie mogę ci powiedzieć z kim możesz się… - dodałam, ale nie mogłam z siebie wydusić słowa „całować”.
            - Zraniłaś mnie, Lily – odparł James, patrząc mi w oczy. Ledwo mogłam patrzeć w jego. – Zrobiłaś coś tak ohydnego… I to z Syriuszem. Ale wiesz, co jest w tym najgorsze? – zapytał.
            - Nie – wyszeptałam, obawiając się najgorszego.
            - Najgorsze jest to, że już ci wybaczyłem. Nie potrafię się na ciebie gniewać, nie przebywać w twoim towarzystwie. I gdy już wiem…
Spojrzałam na niego.
            - Łania i jeleń – dodał, jakby to miało mi cokolwiek wyjaśnić.
Zmarszczyłam czoło.
            - Bratnie dusze, Lily – dodał, patrząc tak jakbym była co najmniej głupia.
I przypomniałam sobie mój sen i słowa profesora Galbraitha.
Zaczerwieniłam się. I z nerwów zaczęłam wyrywać trawę z ziemi. Dziwna reakcja, na ostatnią rewelacje chłopaka, ale cóż. Nerwy! I wstyd.
            - Powiesz coś, czy będziesz wyręczać Hagrida z jego pracy, wyrywając chwasty? – zapytał.
Przewróciłam oczami i westchnęłam.
            - Nie wiem, czy to jest dobry czas na jakiekolwiek wyznania – odparłam. – Myślę, że musimy poukładać sobie to, co się stało i dopiero wtedy spróbować.
            - Możesz nazwać to, czego będziemy próbować? – zapytał James z uśmiechem.
            - Cokolwiek zechcesz – odparłam zrywając się z ziemi.
Razem ruszyliśmy w stronę zamku. I gdy James szedł już blisko mnie, uwierzyłam, że wszystko może się dobrze skończyć.


***


Niedziela minęła nam na pokazywaniu innym uczniom, którzy tak chętnie zaczęli o nas plotkować, że wcale nic złego się nie stało.
Chociaż, oczywiście stało się, ale po co mieli by o tym wiedzieć? Niech żyją w błogiej  nieświadomości i o nas nie plotkują… To takie niegrzeczne.
            - Dorwę ją – wyszeptałam do Dorcas, gdy z paskudnym uśmiechem minęła nas Jane McClusky, osoba winna naszego paskudnego nieporozumienia.
O ile coś takiego można nazwać tylko nieporozumieniem…
            - Cóż, masz całkiem spore możliwości – odparła czarnowłosa. – Jesteś prefektem naczelnym, a ona tylko wredną Puchonką.
            - Prawda, że jest brzydka? – zapytałam, cały czas mając przed oczami jej ohydny uśmiech.
            - Jesteś od niej o wiele ładniejsza – zapewniła mnie Dorcas.
I może to nie była do końca prawda, w końcu mam oczy. McClusky była naprawdę ładna. Ale jej okrutny wyczyn na zawsze miał zostać przez nas potępiony.
            - Więc – zaczęła czarnowłosa. – Na czym stanęło?
            - Tak właściwie na niczym – odparłam, przypominając sobie nasz cichy marsz do Wieży Gryffindoru.
Szliśmy obok siebie, właściwie prawie ocierając się o siebie ramionami. Ale czułam, że już nie będzie jak dawniej.
Bo przecież już nie mogliśmy być tylko przyjaciółmi!
Mieliśmy dwa wyjścia – albo rozstać się zupełnie – nie odzywać się do siebie, udawać, że nie istniejemy. Ale gdy o tym myślałam, moje serce krwawiło.
Albo mogliśmy spróbować. Związać się. Chodzić ze sobą. Zostać partnerami.
Drugie wyjście o wiele bardziej mi się podobało. I myślę, że Jamesowi też, w końcu tak długo do tego dążył…


***


James siedział na podłodze w Pokoju Wspólnym Gryfonów i dyskretnie obserwował rudowłosą.
Odkąd zobaczył jej patronusa, nie mógł przestać o tym myśleć!
To znaczyło, że się nie mylił. Chociaż każdy tyle razy mu powtarzał, żeby odpuścił sobie Lily, on wiedział.
A teraz miał tego potwierdzenie. Byli bratnimi duszami.
Byli sobie przeznaczeni, i nic, a tym bardziej nikt, nie mógł tego zepsuć.
James wiedział, że gdy minie pierwsze zażenowanie, w końcu będą mogli zacząć pracować nad związkiem.
Czymś, co było im od dłuższego czasu pisane.


***


Doskonale wiedziałam, że James mnie obserwuje. To było całkiem przyjemne. Bo gdy przyłapałam go na jednym z tych spojrzeń, wcale nie było one złe, czy potępiające.
W gruncie rzeczy, było całkiem miłe. Obiecujące.
Więc z czystym sumieniem, mogłam się zając pisaniem wypracowania na Zaklęcia…


***


Syriusz Black był nietuzinkowym chłopakiem. W zeszłym roku został okrzykniętym najseksowniejszym facetem w Hogwarcie. Uwielbiał robić dowcipy. Kochał piękne dziewczyny. Miał najlepszych przyjaciół pod słońcem, a przynajmniej tak uważał. Uczył się dobrze, bez potrzeby zakuwania. Można by powiedzieć, że był chodzącym szczęściarzem.
Jednak, nie zawsze jest tak, jakby się wydawało na pierwszy rzut oka.
Został wyklęty przez własnych rodziców.
Brat go nienawidził, zresztą z wzajemnością…
A dziewczyna, która mu zawróciła w głowie, nagle, przestała na niego zwracać uwagę.
            - Słyszałaś? Piętnastego ma być wyjście do Hogsmeade – zagaił Syriusz, spoglądając na Dorcas.
            - Widziałam ogłoszenie – odparła Dorcas, nawet nie odrywając wzroku od czytanej książki.
            - Więc?
            - Co więc? – zapytała.
            - Idziemy razem, Meadowes? – zapytał ze swoim specjalnym uśmiechem, zarezerwowanym tylko dla ślicznych dziewczyn.
            - Wiesz co, Black? – odparła Dorcas. – Zastanowię się – dodała, z satysfakcją uśmiechając się z niedowierzającej miny Syriusza.


***


W tym miesiącu wypadały mi patrole z moim ulubionym prefektem – czyli Remusem. Jako prefekt naczelny, układam rozpiskę takich patroli, więc większym zaskoczeniem to nie było...
Zaczynaliśmy po 21, czyli w chwili gdy zaczynała się tak zwana godzina policyjna. Był to czas, gdy bezkarnie mogliśmy każdemu szlajającemu się nielegalnie po korytarzu uczniowi, wlepiać szlabany, lub odejmować punkty.
Taak, lubiłam tą robotę!
Więc możecie sobie wyobrazić moje zadowolenie, gdy razem z Remusem złapaliśmy na korytarzu Jane McClusky, od niedawna - mojego wroga numer jeden.
            - No, no, McClusky – powiedziałam, uśmiechając się słodko. – A co ty tu robisz? O takiej porze? Nie wiesz, że może ci się coś stać?
            - Spadaj, Evans – odparła, nawet się nie zatrzymując.
Mała suka. O sorry.
            - Jako prefekt naczelny, wlepiam ci miesięczny szlaban u pana Filtcha, spowodowany złamaniem godziny policyjnej, oraz pyskowaniu prefektowi – powiedziałam.
            - Nie słyszałaś? Spieprzaj! – zawołała.
Otworzyłam szeroko oczy i wyjęłam z kieszeni swetra różdżkę.
            - Minus 20 punktów – wysyczałam. – A teraz odprowadzimy cię do twojego domu – powiedziałam, a w myślach dodałam „suko”.
            - Nie myśl, Evans, że to mi w czymś przeszkodzi – wyszeptała, tak, aby Remus nie usłyszał tego co do mnie mówi. – Gdy wybiorę jakiegoś chłopaka, zdobywam go – dodała z uśmiechem.
            - Och, nie wątpię – odparłam. – Ale tego sobie odpuść, bo jak nie, to niedługo będziesz się cieszyć tak ładnymi, długimi włosami – dodałam spoglądając na kaskadę jej ciemnych włosów.
Pogróżki są całkiem przydatne. Oczywiście, jeżeli zna się słabe punkty wroga.
            - Nie ośmielisz się – wyszeptała, oglądając się na Remusa.
            - Chcesz się przekonać?
Pokręciła głową. Jasne, słyszałam jak na mnie złorzeczy pod nosem. I może kiedyś to miało się na mnie zemścić. Ale z całą pewnością, nie teraz.


***


            - Możemy porozmawiać?
Wróciliśmy z Remusem dobrze po drugiej w nocy, gdy patrol przejęła para z Ravenclawu.
            - Jasne – odparłam lekko zdziwiona tym, że James czekał na nasz powrót aż do tej godziny. – O co chodzi? – zapytałam, patrząc się na plecy Remusa, który wchodził po schodach do męskich dormitoriów.
            - O wyjście do Hogsmeade – odparł krótko. – Pomyślałem, że to dobry moment, żeby zorganizować drugą randkę…
Uśmiechnęłam się, naprawdę szczęśliwa. Bo raczej jeżeli ktoś chce rozmawiać prawie o trzeciej w nocy, to człowiek myśli, że to będą złe wieści. A te były wprost wyśmienite!
            - To bardzo dobry pomysł – odparłam zapalczywie. Może za bardzo. Cóż, pewnie tak.
            - Serio? – zapytał James z uśmiechem.
            -  Tak – potwierdziłam. – Już się nie mogę doczekać, James – dodałam, powoli kierując się do schodów, prowadzących do damskich dormitoriów.
            - To świetnie, jesteśmy umówieni! – zawołał i złapał mnie za rękę. – Dobranoc, Lily.
Myślałam, że mnie pocałuje. I może, początkowo, miał taki zamiar. Jednak w ostatniej chwili jego usta wylądowały na moim policzku.


***


Rozdział z cyklu - "Gimbaza i jej problemy" xD
Miłej Majówki! Pogoda co prawda nie zachęca do grillowania, ale hej! Przecież to nasz "sport" narodowy :) Także, co tam deszcze i burze - smrodźmy przypalonymi kiełbasami!! Dookoła i wszędzie! Taa, ktoś tu próbuje zostać wegetarianinem. Znowu... 
Ejj, a czy mamy tu jakąś maturzystkę? Nauczona? To już niedługo! :)