Z
dziennika Regulusa Blacka
Zdenerwowany chodziłem po
swoim pokoju w domu Syriusza – wszystko wylatywało mi z rąk i albo się zbijało,
albo uszkadzało. Ręce mi lekko drżały – prawie się poparzyłem zapałkami, gdy
podpalałem papierosa.
- Jesteś gotowy –
powiedziałem do siebie – Nie ma się nad czym zastanawiać – dodałem.
Wziąłem torbę do ręki i
teleportowałem się wprost pod drzwi domu Mary.
Z
dziennika Mary McDonald
- Idę! – krzyknęłam
zbiegając ze schodów. Ktoś wyżywał się na dzwonku do drzwi ciągle nim dzwoniąc
– Regulus? – zapytałam zdziwiona widząc chłopaka na progu.
- Pakuj się, zabieram cię
gdzieś na weekend – powiedział chłopak i szybko pociągnął mnie do pokoju.
- I unosimy rękę! Dobrze! A
teraz drugą! Ćwiczymy! I wymach nogą! Doskonale! – taak, rady uzdrowicielki
potraktowałam bardzo dosłownie i zabrałam się za ćwiczenia.
W mugolskim sklepie w
centrum Londynu, kupiłam płytę z ćwiczeniami dla ciężarnych i wymachiwałam
kończynami przed telewizorem.
- I wymach! – krzyknęłam z
entuzjazmem. Chyba mi się uwolniły endorfiny! – I wykop! – zawołałam i
zobaczyłam męża stojącego w drzwiach od salonu.
- Ale mam gimnastyczkę w
domu – powiedział James i pocałował mnie w policzek – Nie przemęczaj się – dodał i
skierował się do kuchni.
Wciągnęłam powietrze nosem i
wypuściłam ustami – tak jak kazała pani z filmu, wyłączyłam telewizor i
ruszyłam za mężem.
- Pamiętasz, że jutro mamy
wizytę w szpitalu? – zapytałam męża, nalewając sobie do szklanki wodę.
- Lily, jak mógłbym zapomnieć,
skoro codziennie mi o tym przypominasz i nasz kalendarz wygląda tak – odparł i
wskazał na zakreśloną na czerwono datę. Wziętą w kółeczko i serduszko. I podkreśloną, ot tak
dla pewności…
- Och, no nie wiem. Może tak
jak zapomniałeś o hurtowym zakupie koperku? – odparłam ironicznie,
przypominając sobie moje ostatnie cierpienie. Bez koperku, ani rusz!
- Przecież już przepraszałem
– jęknął James i pociągnął mnie na kolana – Oo, już nie jesteś taka lekka –
dodał z zawadiackim uśmiechem.
- Bo to jest mój drogi, 19
tydzień – odparłam – Boli mnie kręgosłup, zrobisz mi masaż? – zapytałam,
wstając z kolan męża.
- Oczywiście – powiedział i
zaprowadził mnie do sypialni.
Z
dziennika Mary McDonald
- Gdzie jesteśmy? –
zapytałam, gdy teleportowaliśmy się gdzieś. W jakieś dziwnie znajome, zalesione
miejsce.
- Jesteśmy w Hogsmeade –
odparł lakonicznie Reg i pociągnął mnie w stronę jakiegoś budynku.
- Moje kostki – wyszeptałam,
wychodząc spod prysznica – James, popatrz jak one wyglądają! – dodałam, gdy
wyszłam z łazienki i podciągnęłam spodnie od piżamy.
- Spuchły – odparł brunet i
wciągnął mnie na łóżko – Nie chodziłaś dzisiaj za dużo? – zapytał, lekko mi je
masując.
- Nie – odparłam i zrobiłam
niezadowoloną minę – Jeżeli tak dalej pójdzie, to niedługo będę wyglądać jak
ludzik Michelin – dodałam.
- Jak co? – zapytał James z
uśmiechem.
- Och, to taki gruby ludzik,
reklama mugolskich opon do samochodu – dodałam, oglądając moje lekko spuchnięte
nogi – Ja chcę już urodzić! – zawołałam i dramatycznie opadłam na łóżko.
- Już tylko drugie tyle – pocieszył
mnie J i przykrył nas kołdrą.
Z
dziennika Regulusa Blacka
- Zupełnie nie rozumiem co
my tutaj robimy – powiedziała Mary, gdy rozpakowałem nasze bagaże.
Byliśmy w urokliwym pensjonacie
zaraz za Hogsmeade.
- Ostatnio nie miałaś dla
mnie czasu, cały czas się uczyłaś, więc uznałem, że potrzebujesz trochę relaksu
– odparłem i pocałowałem zadowoloną blondynkę.
- O Merlinie, o Morgano,
szybciej, szybciej – burczałam pod nosem i patrzyłam na zegarek, który jak na
złość zbyt wolno poruszał swoimi wskazówkami.
Wizytę u magomedyczki Brown
mieliśmy umówioną na godzinę 12, ale że strasznie pośpieszałam męża,
przybyliśmy na 11:30. I tak czekaliśmy – ja zniecierpliwiona, James rozbawiony.
- Już państwo jesteście? –
zapytała zdziwiona uzdrowicielka Brown, otwierając drzwi od gabinetu – To
zapraszam, nie ma na co czekać – dodała z uśmiechem.
Z
dziennika Mary McDonald
- Co będziemy robić? –
zapytałam przeciągając się w łóżku. Nie brzmi to dobrze, ale była 12, a my
nadal leżeliśmy. Nawet nie zadzwoniliśmy po śniadanie – można powiedzieć, że odpoczywaliśmy…
Taa, ekhm. Nie wdawajmy się w szczegóły.
- Niespodzianka – odparł Reg
i bezwstydnie, świecąc gołymi pośladkami poszedł do łazienki. Zachichotałam i
dołączyłam do chłopaka.
- I co? – zapytałam,
przyznaję, dosyć niegrzecznie! Uzdrowicielka Brown dopiero przyłożyła mi
różdżkę do brzucha, na ekraniku nawet jeszcze nie pojawił się obraz, a ja już
ją wypytywałam.
- Momencik pani Potter,
zaraz będzie wszystko wiadome – odparła z uśmiechem. James złapał mnie za rękę
i również wpatrywał się w na razie czarny ekran.
- O proszę i pokazało się
dziecko – powiedziała pani Brown – Proszę popatrzeć, tu ma główkę… rączki… nóżki…
– mówiła i wskazywałam nam odpowiednie rejony na ekranie.
- A płeć? – zapytał James z
uwagą wpatrując się w lekko zamazany ekran.
- Proszę państwa – zaczęła
uzdrowicielka – To chłopiec!
Spojrzałam na szczęśliwego
Jamesa i się wzruszyłam.
Z
dziennika Regulusa Blacka
Po wczesnym obiedzie
poszliśmy na spacer.
- Uwielbiam tę porę roku –
powiedziała Mary i ciepło na mnie spojrzała.
- Lubisz roztopiony śnieg? –
zapytałem wskazując brodą na pluchę pod nogami.
- Nie, lubię to, co dopiero
nadejdzie – odparła – Wiosna, a wraz z nią nadzieja – dodała.
- Nadzieja na co? –
zapytałem ciekawy odpowiedzi.
- Och, na wszystko co tylko
sobie człowiek wymarzy – odparła dziewczyna i nagle spoważniała – Chociażby na
to, że kiedyś uzyska się wybaczenie – dodała.
Wiem, że miała na myśli
Lupina.
- Widzisz, mówiłam! –
zawołałam triumfalnie, gdy już wyszliśmy z Munga. Moje przeczucia apropo płci
dziecka się sprawdziły.
- Chłopiec… - powiedział
rozmarzony J i mocno mnie objął – Doskonale wszyscy wiedzą, że ty zawsze masz
racje – dodał i pocałował mnie w czubek nosa.
Zaśmiałam się i
poprowadziłam go w kierunku restauracji. Byłam głodna! W ciąży jestem ciągle
głodna…
Z
dziennika Mary McDonald
- Gdzie mnie zabierasz, że
karzesz mi się w to ubrać? – zapytałam, wskazując na przepiękną, elegancką
suknię – jednak zupełnie nie w moim stylu.
- Na kolację – odparł Reg i
zaśmiał się z mojej niezadowolonej miny – Ubieraj się – dodał i zaczął wiązać
krawat.
- To jest takie smaczne! –
powiedziałam przeżuwając ciasto przyniesione przez Dorcas – Musisz mi dać
przepis – dodałam, nakładając sobie na talerzyk kolejny kawałek.
- Wiewióro, opanuj swoje
deserowe żądze, roztyjecie się z Dorcas… - stwierdził Idiota, patrząc jak z
brunetką zajadamy się ciastem.
- Jem dla twojej córki,
kretynie! Nie dla siebie – odparła wkurzona Dor wpychając sobie do paszczy
spory kawał czekoladowego przysmaku.
Syriusz spojrzał na Jamesa i
wzruszył ramionami.
- To wy później będziecie jęczeć,
że jesteście grube – dodał Pan Kretyn.
- Jak chcą, to niech jedzą –
powiedział James. I te słowa trochę mnie przystopowały.
- Boże, rzeczywiście. Będziemy
tłuste, Dorcas – wyjęczałam. Właściwie poczułam, że chętnie bym popłakała.
Spojrzałam na w końcu
przejętą dziewczynę, przez oczy przysłonięte łzami.
- No i widzisz do czego doprowadziłeś?
– wysyczał J do Syriusza – Teraz obie beczą… - dodał obejmując mnie ramieniem.
- Będę taka gruuuuba!...
Obleśna, jak jakiś wieloryb, albo słoń! – zaszlochałam w sweter Jamesa.
Hormony są zabójcze…
- Syriuszu, jesteś idiotą –
stwierdziła Dorcas, która dołączyła do mnie z płaczem – Gdy urodzę,
rozwiedziemy się – dodała, pewna swego.
Syriusz patrzył na tą scenę
z niedowierzaniem.
- Teraz je napraw –
wyszeptał James do Kretyna.
- Ale jak? – zapytał Syriusz
i na nas spojrzał – Jak chcecie to sobie jedzcie ciasto – dodał.
To tylko doprowadziło do
głośniejszego zawodzenia.
Z
dziennika Regulusa Blacka
- Czy to twoi rodzice? –
zapytała spanikowana blondynka, gdy podprowadziłem ją do stolika w restauracji,
przy którym rzeczywiście siedzieli moi rodzice.
- Tak – powiedziałem i
odsunąłem jej krzesło.
- Dzień dobry – zapiszczała
blondynka spoglądając na ponure twarze rodziców.
To będzie trudne zapoznanie.
- Już się uspokoiłam, nie
gap się tak – powiedziałam do Jamesa.
Przez nietaktowne teksty
kierowane przez Kretyna Blacka, do dwóch, nadwrażliwych ciężarnych, atmosfera między
nami była kiepska. A miał to być taki miły weekend!
- Lil, przecież wiesz jaki
jest Syriusz. Chlapnie coś, nie przemyśli… - dodał, obejmując mnie od tyłu i
dotykając mojego brzucha.
- Wiem jaki jest Syriusz –
wyburczałam – Ale… - przerwałam.
- Co się dzieje? – zapytał
James, gdy przyłożyłam jego dłoń trochę z boku brzucha.
- Rusza się! – powiedziałam
w lekkim szoku – Maleństwo… To jest, Harry, się rusza! – dodałam, odwróciłam
się i padłam w objęcia męża.
- Znowu płaczesz? – zapytał
ze śmiechem.
No tak, on reaguje śmiechem
– a ja płaczem. To te hormony! Serio, nigdy tyle nie płakałam!
Z
dziennika Mary McDonald
- Imponujące – stwierdził
ojciec Rega, gdy skończyłam opowiadać o mojej nauce i wszelkich osiągnięciach –
Więc mówisz, że twój ojciec jest czarodziejem, a matka mugolką?
Reg syknął na słowo „mugol”,
ale ja się nie przejęłam.
- Tak, tata pracuje w
ministerstwie, jest zastępcą dyrektora Działu Niewłaściwego Użycia Czarów, a
mama pracuje w biurze mugolskiego premiera – odparłam, na co pani Black uniosła
brwi.
- To ten co sprawuje władzę
po Królowej?
- Tak – odparłam i zajęłam
się jedzeniem. Spojrzałam na Regulusa spojrzeniem pod tytułem „Później cię
zabiję” i uśmiechnęłam się do ponurej Walburgii.
- Co robisz? – zapytałam
wchodząc do salonu. Była druga w nocy – zdziwiłam się, gdy się obudziłam i nie
znalazłam męża obok siebie.
- Oglądam zdjęcia z USG –
odparł i narzucił na mnie koc, gdy usiadłam obok niego.
- James, martwisz się czymś?
Masz nieszczególną minę – zapytałam, patrząc mu w oczy.
- Niczym się nie martwię –
odparł zaskoczony moim pytaniem – Cieszę się, wszystko układa się tak dobrze…
Może to rodzi pewne wątpliwości, ale nie, stanowczo nic złego nie zaprząta
mojej uwagi.
Spojrzałam na zdjęcia z USG,
uśmiechnęłam się i powiedziałam:
- Chodźmy do sypialni, już
późno.
Z
dziennika Mary McDonald
- Twoi rodzice są…
specyficzni – powiedziałam łagodnie. Tak naprawdę byli dziwni i cóż, to
arystokraci. Wielbiciele „czystej krwi”… „Dziwni” to łagodne określenie.
- I tak dobrze poszło –
stwierdził Reg rzucając krawat na podłogę.
- A możesz powiedzieć czemu
służyło to spotkanie? I czemu mnie nie uprzedziłeś? – zapytałam z lekką
pretensją. Spojrzenie bruneta się zachmurzyło.
- To był wymóg – powiedział
dosyć tajemniczo.
- Czego? – zapytałam ciekawa.
- Moich oświadczyn – odparł
lekko. Spojrzałam zaskoczona, jak klęka przede mną i wyjmuje z kieszeni szaty
wyjściowej małe pudełeczko – Mary McDonald, czy jesteś gotowa spędzić resztę
życia ze mną i moją pochrzanioną rodziną? Bratem kretynem i rasistowskimi
rodzicami? – zapytał, a mnie zatkało!
- Ja…
- Mogę cię zapewnić, że będę
cię zawsze kochał i szanował – dodał, spoglądając mi w oczy.
- Reg, to… Jestem taka… Ja…
O Merlinie, tak! – zawołałam, po tym okropnym jąkaniu się.
Regulus wstał z klęczek i
założył mi na palec pierścionek – złoty z wijącym się wężem z zielonym oczkiem
(http://ekskluzywne.net/artykul/pierscionek-waz - w
sumie chodzi mi o coś w tym stylu – z oczami z zielonych kamieni – wiecie
Slytheryn – wąż- bla bla bla - banał :).
- Żebyś zawsze pamiętała, że
nie jestem porządnym Gryfonem – wytłumaczył, gdy spojrzałam na niego
zaskoczona.
Roześmiałam się i namiętnie
go pocałowałam.
***
Witam, w tą świetną (jak dla mnie) sobotę! Mam dobry humor, prawie wyzdrowiałam, miałam świetne zajęcia na uczelni, więc dodaję następny rozdział. Mam nadzieję, że w końcu coś się dzieje - są oświadczyny, okazuje się, że to będzie chłopiec (och, Harry!), oraz Black po raz kolejny zachowuje się jak kretyn :) Także, ufff, to nie jest kolejny, nudny rozdział! I jest dosyć długi - ma ponad siedem stron w Wordzie. Za ewentualne błędy przepraszam. Pisanie kolejnych rozdziałów jakoś idzie, nawet dopisałam parę wątków do mojego spisu następnych rozdziałów - na razie mam plan do 78 - 80. I przemyślałam zakończenie, wiem kiedy opowiadanie się skończy i mniej więcej mam w głowie zarys epilogu. Więc jest spoko. W dodatku znalazłam moje stare opowiadanie - myślę, że będę chciała je poprawić, kontynuować i opublikować na tym blogu. Więc, nawet jeżeli to opowiadanie się skończy, ja nie skończę na tej jednej historii :) I oczywiście będzie to nasze ukochane Jily :) Także taaak, będę was nadal dręczyć swoją twórczością (udaną lub nie - ocenę zostawiam wam). Następny rozdział na początku tygodnia - poniedziałek/wtorek. Uff, ale się rozpisałam! Jeżeli ktoś to przeczyta, cóż, będę go podziwiać!!