Zazwyczaj gdy Nowy Rok jest
tuż, tuż, ludzie robią sobie listę postanowień na rok następny. Nigdy czegoś
takiego nie robiłam, ale hej!, czemu nie?
Więc:
Lista
postanowień na rok 1980 Lily Potter:
-
urodzić zdrowe dziecko – niestety, ale zupełnie nie jest to zależne ode mnie
-
pozbyć się
dodatkowych kilogramów, które na pewno mi się rozlokują tu i ówdzie w czasie ciąży
-
ogarnąć o co tak naprawdę chodzi z tym Quidditchem
-
więcej ćwiczyć – w zdrowym ciele zdrowy duch, czy coś takiego
-
pilnować, żeby
nasze małżeństwo
było nadal taką niekończącą się,
radosną drogą tak jak teraz
-
zobaczyć w końcu jednorożca!
Taa, super. Świetne
postanowienia. Tak swoją drogą to chciałabym zobaczyć taką listę Syriusza –
pewnie w każdym punkcie napisałby „Nadal być takim boskim ideałem jak teraz”…
- Lily, jesteś już gotowa?!
– zawołał James. Czekał na mnie na parterze, a ja się szykowałam. I zajmowało
mi to – jak to kobiecie, całe godziny.
- Gotowa – potwierdziłam
schodząc po schodach w nowych szpilkach – przez to że James poukrywał gdzieś
wszystkie moje buty na obcasie, musiałam kupić nowe. Ale jak wiadomo, dla
kobiety każdy powód do kupna nowego obuwia, jest dobry!
- Pięknie wyglądasz, ale te
buty… - zaczął.
- Są wygodne, najwyżej
będziesz mnie asekurował całą noc – przerwałam mu i od razu wsparłam się na
jego ramieniu. Przyznaję, wcale te buty nie były takie wygodne. Ale były
piękne!
Do domu Blacków dostaliśmy
się kominkiem – niezawodną siecią Fiuu.
- Wow – wyszeptałam,
rozglądając się po pomieszczeniu urządzonym niczym nocny klub. Pulsujące
światła, tajemniczy półmrok, bar, kelnerzy(!!). Po prostu wow.
- To się postarali –
skomentował to James i pociągnął mnie w stronę Dorcas.
- Cześć! – wrzasnęłam,
przekrzykując dudniącą muzykę – Świetnie wyglądasz! – pochwaliłam przyjaciółkę.
- Hej wam! Lil, super
szpilki – odparła Dor lustrując mój ubiór spojrzeniem – Syriusz zaprosił
mnóstwo osób, sporo z nich nie znam – pożaliła się brunetka, gdy James podszedł
do Syriusza stojącego obok baru z innymi Aurorami. Raczej tymi młodszymi, byli
tu chyba wszyscy z naszego kursu.
- Nie przejmuj się, widzę
idącą w naszą stronę Mary i Alicję – powiedziałam i po chwili witałyśmy się z
dziewczynami.
Z
dziennika Jamesa Pottera
Nie mogłem się opanować i co
jakiś czas patrzyłem w kierunku rozchichotanych dziewczyn. Wiem, że nie
powinienem tak ciągle pilnować Lily, jednak wszelakie obawy były silniejsze.
- Stary, mam takie wieści! –
powiedział Syriusz i się zapowietrzył.
- Jakie? – zapytałem
popijając Ognistą. Spojrzałem na przyjaciela, jednak ten zrobił niepewną minę.
- Powiem ci o północy –
odparł i podszedł do Franka Longbottoma.
Z
różowego notesu Dorcas Meadowes- Black
- Dorcas, dobrze się
czujesz? – usłyszałam pytanie zadane przez Lily – Nie pijesz alkoholu – dodała,
trochę oskarżycielskim tonem.
- Ty też – odparłam patrząc
na sok dyniowy w szklance Rudej – Coś ci jest? – zapytałam.
- Dowiesz się o północy –
odparła tajemniczo Lily i poszła do Jamesa.
Z
dziennika Mary McDonald
Siedzieliśmy w pokoju
Regulusa i się obściskiwaliśmy.
- Może pójdziemy na dół? –
zapytałam, odrywając się od ust chłopaka – Impreza chyba się już rozkręciła –
dodałam, słysząc wesołe okrzyki i toasty.
- To chodźmy – powiedział R
i bezceremonialnie ściągnął mnie z łóżka.
Z
dziennika Syriusza Blacka
Tańczyliśmy sobie ze słodką
Czekoladką tak zwany taniec – przytulaniec.
- Kiedy im powiemy? –
wymruczałem jej do ucha pytanie.
- Ustaliliśmy, po północy –
odparła, mocniej się na mnie opierając.
- Za dwie godziny –
powiedziałem, spoglądając na zegarek. Nie mogę się doczekać!
Alkohol lał się
strumieniami, muzyka grała tak głośno, że ledwo wytrzymywałam i ci wstawieni
ludzie! Jednak impreza bez alkoholu jest dziwna.
Ale jeszcze dziwniejsze było
to, że ani ja, ani Dorcas, Mary czy Alicja – żadna z nas nie ruszyła drinka.
Ja jestem w ciąży, ale czemu
one nic nie piły? W dodatku Mary? Nasz mały alkoholik?
- Dziewczyny, siedzimy jak
stare baby na kanapie i plotkujemy – powiedziałam przekrzykując muzykę – Może
chociaż potańczymy? – zaproponowałam.
Po chwili zajęłyśmy parkiet.
- 3… 2… 1 Szczęśliwego
Nowego Roku!! – zawołał Syriusz, gdy wyszliśmy na podwórko oglądać pokaz
fajerwerków, urządzonych przez Regulusa i Syriusza (rodzina piromanów).
- Wesołego! – zawołałam, po
kolei przytulając każdego z przyjaciół – Ale słuchajcie, mamy świetną nowinę! –
dodałam i spojrzałam na Jamesa.
- Spodziewamy się dziecka –
powiedział James, zwracając się do rozbawionej zgrai.
Tak jak większość rzuciła
się na nas z gratulacjami, tak Dorcas zawołała:
- CO?! To była moja nowina!
Na podwórku zaległa cisza –
dobra, było słychać wystrzały petard i pokrzykiwania reszty gości. Ale wiecie o
co chodzi, nasi najbliżsi przyjaciele zamarli.
- O Boże, Dorcas, to
cudownie! – wrzasnęłam i ze śmiechem rzuciłam się na przyjaciółkę. Zaczęłyśmy
mówić jedna przez drugą.
- Razem je wychowamy…
- Ja urodzę chłopca, a ty
dziewczynkę…
- Może zostaną
małżeństwem?...
- To takie super, razem
pójdziemy do szkoły rodzenia!...
- W końcu Syriusz się
spisał…
- James, ty ogierze…!
- Halo, dziewczyny, moment!
– przerwała nam Alicja – Będziemy rodzic we trójkę! – zawołała i zaczęła śmiać
się z naszych min.
Po prostu wszyscy oszaleli,
każdy każdemu gratulował. To była masakra.
- Dobra, ale ja rodzę
chłopca – powiedziałam, ot, tak dla porządku.
- Ja tam zawsze marzyłam o
dziewczynce – wyszeptała Dorcas i spojrzała na Syriusza, który był właśnie
poklepywany i zasypywany gratulacjami – Jednak Syriusz chciałby chłopca.
- Dziewczyny, ważne, żeby
były zdrowe – powiedziała Mary, gdy już z niej opadły emocje – w końcu zostanie
ciocią aż trójki dzieci!
- Wyszło tak, jakbyście się
zmówiły – powiedział Regulus wietrząc spisek (niczym prawdziwy Ślizgon).
Przytulił rozpromienioną i rozgadaną Mary. Spojrzałam na dziewczyny i się
zaśmiałyśmy.
- Nie planowałyśmy tego –
zapewniła go Alicja – Chodźmy do domu, jest strasznie zimno.
Resztę imprezy spędziłyśmy w
babskim (ciężarnym i nie tylko) gronie w sypialni Blacków.
- Nadal nie mogę w to
uwierzyć – powiedziałam podgryzając ciastka i patrząc na przyjaciółki siedzące
obok mnie na łóżku – Nasze dzieci pójdą razem do Hogwartu! – zauważyłam.
- Zupełnie o tym nie
pomyślałam! – zawołała Alicja – Byle trafiły do Gryffindoru…
- Ej, co macie do innych
domów? Reg jest Ślizgonem, ale tym dobrym – wyburczała Mary, patrząc na nas
spode łba.
- Oj tam, oj tam, ważne,
żeby w ogóle dostały list – sprowadziła nas na ziemię Dorcas – Matka Syriusza
by mnie gołymi rękoma udusiła, gdyby się dowiedziała, że urodziłam charłaka.
- Będzie dobrze –
wymamrotałam i się wygodniej ułożyłam. Gadałyśmy do trzeciej w nocy.
Z
dziennika Jamesa Pottera
- Tutaj są – wyszeptałem do
kumpli. Od paru minut szukaliśmy naszych żon/dziewczyn i znaleźliśmy je w
sypialni Dorcas i Syriusza – spały jak susły.
- Która to tak chrapie? –
zapytał Regulus, zaglądając do pokoju i nasłuchując.
- Dorcas – powiedział pewnym
głosem Syriusz – Ona zawsze chrapie.
- To co panowie, jeszcze po
Ognistej? – zapytałem, zamykając drzwi od sypialni.
Chyba pierwszy raz od
osiągnięcia pełnoletniości mogę to napisać – nie miałam kaca po Sylwestrze! To
było takie dziwne… I jednocześnie fajne!
- Ugggh – wyburczał James,
gdy radośnie niczym skowronek wpadłam do sypialni i odsunęłam zasłony.
- Pobudka kochany, zjedliśmy
z maleństwem śniadanie, a ojciec leży skacowany. Nieładnie – powiedziałam i
zaśmiałam się z miny Rogacza.
- Lily, ja cierpię… -
wyjęczał i przykrył poczochraną głowę kołdrą.
- Mam dla ciebie tabletkę na
kaca i szklankę wody. Tylko wyjdź spod kołdry – zaczęłam go wabić, niczym
jakiegoś małego gryzonia, czy innego kota kładąc na szafce nocnej te dwa
wspomniane koła ratunkowe dla osoby zatrutej alkoholem.
- Frank robił tyle tych
toastów… Opiliśmy chyba każde dziecko w Anglii mające się urodzić na przełomie
lipca i sierpnia – wyszeptał J drapiąc się po głowie i zakładając okulary – A
gdzie buziak na dzień dobry? – wyburczał, obrażonym tonem, popijając wodą
tabletkę.
- Jak umyjesz zęby to, to po
negocjujemy – odparłam – W kuchni czeka na ciebie śniadanie, widzę cię tam za
15 minut w pełni ubranym – dodałam, spoglądając z na wpół przymkniętych powiek
na ciało męża. Mrr, mrr, mrr. Boże, to te hormony. Szaleją!
Gdy James w końcu pożarł
śniadanie o godzinie 15 (ekhm, nie komentuję) ułożyliśmy się przed telewizorem niczym
stare małżeństwo z trzydziestoletnim stażem…
Nie no, niestety ale J nie był w
stanie robić nic poza leżeniem i zdychaniem.
Haha, dzięki ci maleństwo,
że dzięki tobie nie mam takiego paskudnego kaca!
- Znowu czytasz tę głupią
serię? – zapytał James, wyrywając mi z rąk książkę – „Perfekcyjna przyszła mama
– ciąża”, serio?
- Serio, serio – wyburczałam
i zabrałam mu książkę – Tu jest dużo świetnych porad, słuchaj tego: „Już od
pierwszych dni życia płodowego dziecka dużo z nim rozmawiaj. Dziecko pozna twój
głos, będzie nawiązywać z tobą nierozerwalną więź…” albo to „W czasie ciąży
słuchaj dużo muzyki klasycznej, udowodnione zostało to, że dzieci osłuchujące
się ze spokojną muzyką są inteligentniejsze…”
- Naprawdę myślisz, że jak
posłuchasz Chopina, czy innego Bacha, nasze dziecko będzie inteligentniejsze? –
zapytał James patrząc na mnie z politowaniem.
Zmarszczyłam brwi i
powiedziałam:
- Oczywiście, że tak nie
sądzę, ale warto spróbować. Mam nadzieję, że po mnie będzie miał zamiłowanie do
nauki, bo jego ojciec to zwykły tłuk – cóż, końcówkę wysyczałam. Wkurzył mnie!
Jak można nie wierzyć serii „Perfekcyjna czarownica”?! No jak?!
James zmierzył mnie wzrokiem
i zrobił coś strasznego.
Coś tak okropnego, że aż nie
chce mi przejść to przez gardło.
Wstrętne.
Ughh, hahahaha, zaczął mnie
łaskotać.
Ale tak strasznie i
okropnie.
- Nie, hahaha, nie,
przestań, hahaha, proszę, zaraz się zsikam! – zawołałam i chyba to go
przystopowało. Nadal czując łaskotki na ciele pobiegłam do toalety.
- To było wredne –
powiedziałam wracając do salonu – Ledwo tam dobiegłam…
James się zaśmiał i zrobił
dumną z siebie minę. Tak, jakby było z czego…
- Może obejrzymy film o
surykatkach? – zapytał, włączając telewizor.
Po chwili te słodkie stworzonka
zawładnęły naszą rozmową. I wzrokiem. I mogłabym napisać, że życiem, no ale aż
tak fajne to one nie są.
***
Witajcie! Przeżyłam(chociaż był moment w którym myślałam- OMG, spadniemy! Były masakryczne turbulencje...). Z tego radosnego powodu (przeżycia :) dodaję kolejny rozdział. Ciekawa jestem, czy was zaskoczyłam dodatkową, Dorcasową ciążą? :) Mam nadzieję, że tak. Zaraz mi tu się zrobi jakiś żłobek, tyle tych dzieci ma się urodzić! Co do opowiadania, cóż, niestety nie miałam czasu na głębsze przemyślenia, muszę wziąć się za pisanie kolejnych rozdziałów i wtedy zobaczę co to wyjdzie. Ale nie martwcie się, pewnie co najmniej 80 rozdziałów będzie :)
Dziękuję za komentarze i do następnego!