Dobrze, że podróże Błędnym
Rycerzem są takie szybkie, bo chociaż jechaliśmy tylko niecałą godzinę, to i
tak myślałam, że widowiskowo puszczę pawia. Nie wiem kto dał prawo jazdy kierowcy
autobusu, ale był to największy błąd w jego życiu! Ten koleś nawet nie powinien
wsiadać do autobusu, a co dopiero nim kierować…
W domu jak zwykle przywitała
nas mama. Uściskom i całusom nie było końca, mamuśka na starość dziwaczeje i
robi się strasznie sentymentalna. Drogi tatuś, jak zwykle był w pracy, więc
obiad zjedliśmy tylko we trójkę.
- Tak się cieszę, że się
zaręczyliście! Petunia po ślubie jest taka szczęśliwa, a Dudley jest słodkim
dzieciaczkiem – powiedziała mama, gdy piliśmy herbatkę w salonie – Mam już trochę
zdjęć – dodała i podała nam całkiem gruby plik fotografii.
Na zdjęciach był gruby bobas
w różnych pozach. Leżący na plecach, na brzuchu, trzymany na rękach, w
łóżeczku, i miliony innych póz, motywów i przeróżne tła. Widać, że Petunia zabawiła
się w fotografa – amatora.
- Słodki – skomentowałam,
podając następne zdjęcia Jamesowi.
- Zabawny – dodał J, gdy
zobaczył zdjęcia Dudley'a z palcem od nogi w buzi.
- Obawiam się, że będzie
miał problemy z wagą, już jak się urodził był spory, niestety Tunia wybrała sobie
takiego gru… postawnego mężczyznę – poprawiła się mama.
James wyszczerzył zęby i
stwierdził, że w jego rodzinie wszyscy trzymali odpowiednią wagę, na co mama wyraźnie
odetchnęła z ulgą. Cóż, musi być równowaga w przyrodzie…
- Mamo, pójdziemy do mnie do
pokoju, James pomoże mi się pakować, muszę posegregować wszystkie swoje rzeczy
– zaczęłam mówić.
- Tylko nic nie wyrzucaj!
Obie z Petunią zawsze będziecie mieć tu swoje pokoje, zabierz wszystko to, co
będzie ci potrzebne w waszym domu, ale reszta jak najbardziej może zostać – zapowiedziała
mama.
Gdy już dotarliśmy do mojego
pokoju, James rzucił się na moje łóżko i stwierdził, że nic mu się nie chce robić.
- James, jak się teraz za to
nie zabierzemy, to nigdy tego nie zrobimy – wyjęczałam, sama nie wiedząc za co
się brać. Bo w końcu trochę się tych przedmiotów nazbierało przez te 18 lat
życia.
- Dobra, to zacznijmy od
książek – zaproponował. Myślałam, że będzie chciał zacząć od bielizny… Ależ się
zdziwiłam!
- Naukowe, powieści,
przyrodnicze, horrory, ooo, romanse? – taa, J się zdziwił widząc w mojej
biblioteczce książki o tematyce miłosnej.
- To głównie książki od
Dorcas – odparłam, przeglądając szuflady w biurku. Serio, nigdy nie myślałam,
że jestem aż taką bałaganiarą! Większość zawartości wrzuciłam do worka na
śmieci. Bo po co mi stare kartki z jakimiś bazgrołami? Albo karykatury Petunii?
Chociaż te, są całkiem niezłe…
- „… Alfredo, miłości moja
jedyna, wybacz mi tę zdradę okrutną, me serce krwawi, gdy nie ma cię przy mnie!
Alfredo ma jedyna, me słońce w zenicie, ma chmuro na niebie, mój skarbie
najdroższy! – wołał Federico stojąc pod oknem swej ukochanej, błagając o
wybaczenie zdrady…” dooobre – powiedział James, między wybuchami śmiechu. Ta,
widzicie jaki poziom mają książki od Dor…
- Wyobraź sobie, że ja
przeczytałam tą całą książkę, i zapewniam cię, że jest pełna takich smaczków –
odparłam, uśmiechając się i przypominając sobie co lepsze teksty Federica.
James zajął się pakowaniem
zaaprobowanych przeze mnie książek do kufra, a ja zajęłam się przetrząsaniem
komody.
- Moje stare pamiętniki! –
zawołałam, przypominając sobie, że to właśnie tutaj je wrzuciłam w zeszłe wakacje
– Od piątego roku – dodałam, przeglądając zeszyt z drobno zapisanymi stronami.
- Mogę? – zapytał James,
biorąc jeden z nich. Skinęłam głową, a brunet zaczął go przeglądać.
- „… James Potter znowu
zaprosił mnie na randkę. Jednak nie mógł tego zrobić w sposób cywilizowany,
czyli w cztery oczy, oo nie, on musiał urządzić z tego przedstawienie! Gdy
weszłam do Wielkiej Sali, nad stołem Gryffindoru wisiał wielki plakat: ”Evans,
pójdziesz ze mną do Hogsmeade? Twój Potter”. Tylko czułam jak krew krąży mi
szybciej i policzki robią się wściekle czerwone. Potter znowu przesadził…”
- Ekhm, no tak pamiętam to! Syriusz mi doradził ten plakat… - powiedział J kręcąc
głową – To była straszna głupota – dodał, po chwili zastanowienia. Kiwnęłam
tylko głową i zajęłam się przeglądaniem kolejnych szuflad.
- „… Potter znowu mnie
wkurzył! Razem z bandą swoich kolegów-idiotów(no dobra, Remus nie jest idiotą,
jest całkiem miły) zrobił przedstawienie na błoniach. Byliśmy już po
egzaminach, a ten Kretyn razem z Idiotą Blackiem znowu poniżył Severusa. Gdy
stanęłam w jego obronie, ten nazwał mnie szlamą. W życiu nie pomyślałabym, że
Severus zachowa się tak paskudnie w stosunku do mnie. Ale czym ja się różnię od
innych mugolaków…?”.
- Taak, wtedy ostro przesadziliśmy – powiedział James,
komentując sytuację.
Westchnęłam tylko i
wrzuciłam kolejne pamiątki i zdjęcia do kufra bez dna.
- „… Dorcas i Mary
przekonują mnie, żebym w końcu zgodziła się na tą cholerną randkę z Potterem.
Mówią, że jesteśmy już na szóstym roku, Potter trochę wydoroślał, a ja się z
nikim jeszcze nie spotykam. Ale jak mogę się z kimś umówić, gdy osoba Pottera,
skutecznie odstrasza każdego zalotnika? Wczoraj po kolacji zaczepił mnie Thomas
i zapytał czy wyskoczę z nim do Trzech Mioteł. Ale oczywiście zanim coś
odpowiedziałam, napatoczył się Potter ze swoją bandą(zawsze wie gdzie się
znajduję, to jest niepokojące!) i powiedział: „Czemu zapraszasz gdzieś moją
dziewczynę? Chcesz dostać w nos?”. Thomas zaczął go przepraszać i mówić, że
myślał, że wcale się nie spotykamy, a przez rzucone na mnie(przez Idiotę Blacka)
Silencio nic nie mogłam powiedzieć! Z całą pewnością, nienawidzę Huncwotów!
Ktoś w końcu powinien zrobić z nimi porządek!...”
- Ostro, Lily. Naprawdę nas
nienawidziłaś? – zapytał James z przerażoną miną – I naprawdę chciałaś umówić
się z tym kretynem?
- Jaaames, zachowywaliście
się jak dupki! I tak, Thomas był całkiem milutki – odparłam, biorąc się za
ostatnią szufladę w komodzie.
- Milutki jestem tylko ja,
moja droga – stwierdził brunet, podchodząc do mnie i dając mi całusa – Jednak
ty jesteś słodsza – dodał i znowu zaczął przeglądać pamiętniki.
- „… Gryfoni mają dość mojej
wojny przeciwko Huncwotom. Zresztą ja też zebrałam tego plony, mam dzisiaj
wieczorem szlaban z Potterem i Blackiem! Przecież ja tego nie przeżyję!....”
„…Miałam rację, ledwo co
przeżyłam ten szlaban! Filtch przydzielił nas do czyszczenia toalet, nie wiem
czemu ale wylądowałam w parze z Potterem. Oczywiście woźny, jak to on, zabrał
nam różdżki. Jednak Potter, jako niewiarygodny krętacz, owszem, dał swoją
różdżkę Filtchowi, ale pożyczył różdżkę Petera. Jego Chłoszczysc był tak
żałosny(zresztą jak wszystkie jego czary), że podłoga została wypastowana, ale
tak, że zaczęliśmy się po niej ślizgać. Potter jako Największy Idiota W
Hogwarcie, zaczął jeździć po podłodze niczym po lodzie, co miało niemiłe
konsekwencje. Wjechał we mnie, przy okazji mnie przewracając, tak, że stłukłam
sobie boleśnie tyłek. A ten kretyn tylko zapytał: ”Pomasować?” Niech te
szlabany dobiegną końca, ja tego nie wytrzymam!!”
- Nadałaś mi tytuł
Największego Idioty W Hogwarcie? Myślałem, że to było o Syriuszu! – powiedział
James – Ale zauważ, że to był nasz pierwszy, tak bliski kontakt fizyczny.
Pamiętam, jak już leżałem w łóżku i wyobrażałem sobie…
- James, doskonale wiem, co
sobie myślałeś pod tymi rozczochranymi kłakami – przerwałam, czochrając mu włosy.
Odpowiedział mi sugestywnym spojrzeniem i poruszeniem brwiami. Zbok.
- „… Potter pokazał swoje
ludzkie oblicze. Podobno zmarł jego dziadek, brunet przez cały tydzień chodził
smutny i przygaszony. Głupie dowcipy Blacka zupełnie go nie rozśmieszały, sama
sobie się dziwię, ale bardzo mu współczuje. Wiem co oznacza strata bliskiej
osoby, a takie zachowanie Pottera jest zupełną anomalią. Chciałabym go jakoś
pocieszyć, ale już od dwóch tygodni nie rozmawiamy, po ostatniej kłótni, ech,
przesadziłam! Byłam okropna, mam teraz wyrzuty sumienia. Chcę żeby Potter był
znowu sobą!...”
- Martwiłaś się o mnie? –
zapytał James z niedowierzaniem. Westchnęłam.
- Oczywiście, że tak!
Zachowywałeś się wtedy, hmm, niepokojąco. Nie wiem czy odgadłeś, ale to ja ci
przesyłałam te liściki – powiedziałam, przypominając sobie rozweselające listy,
które codziennie przez miesiąc wysyłałam do bruneta.
- To byłaś ty?! – zawołał J
– Byłem pewny, że to był Remus, albo Syriusz. Chociaż nie, on nie wpadłby na
taki pomysł… – dodał.
Uśmiechnęłam się, bo to jest
oczywiste, że Syriusz nie wymyśliłby czegoś takiego. On tylko potrafił miotać w
kogoś zaklęciami, tak jakby to było pocieszające lub zabawne…
- „… Nie wiem co się ze mną
dzieje, zaczęłam zwracać uwagę na Pottera! JA! Na jego wygląd, na coraz lepsze
zachowanie, zauważyłam, że ma całkiem niezłą sylwetkę, ostre treningi
Quidditch’a robią swoje… Może to tylko hormony? Bo jak mogłabym nagle polubić
tego okropnego Pottera? ….”
- Ktoś tu się zaczął łamać –
zanucił James, spoglądając na mnie z rozbawieniem – Mówisz, „całkiem niezła
sylwetka”, tak? – zapytał.
- Całkiem, całkiem –
odparłam, puszczając mu oczko.
- „… Nie myślałam, że
kiedykolwiek to napiszę, ale byłam dziś pierwszy raz w życiu zazdrosna. I to o
kogo? O Pottera! Gdy już dziesięć razy w tym tygodniu odmówiłam mu randki,
zabrał do wioski Marlenę McKinnon, największą zdzirę Hogwartu. Co chwilę
widziałam, jak ta ekhm, wlepia w niego te swoje wyłupiaste gały! Nienawidzę
jej, z całego serca, nienawidzę! I siebie również, bo przecież to
niewiarygodne, jak mogę być zazdrosna o tego człowieka?! Dorcas mówi, że w
końcu to się na mnie zemściło, mówi, że to wszystko moja wina. Chyba ma rację,
jestem beznadziejna w sprawach damsko-męskich. Ale Potter? Chyba wariuję…”
- Serio? Byłaś zazdrosna?! –
zapytał James po przeczytaniu tego fragmentu.
- Nie wiem jak to się stało,
ale tak, i to bardzo! – odpowiedziałam, przeglądając i wyrzucając niektóre
kosmetyki – I nie chcę, żebyś kiedykolwiek rozmawiał z tą McKinnon, straszna z
niej puszczalska – dodałam groźnym tonem, przypominając sobie listę podbojów tej
dziewczyny.
- Patrz, chociaż raz, plan
Łapy zadziałał… - powiedział sentymentalnie Rogacz.
- „…Niedługo koniec roku, a
ja coraz częściej przypatruję się Potterowi. Oczywiście, jak mam pewność, że
tego nie widzi, on lub jego kumple. Przecież, to by była katastrofa, gdyby taki
Black zobaczył, że przyglądam się mojemu „zalotnikowi”, jak to często mówią
nauczyciele. Nawet oni dostrzegają te, jak to mówi Mary, końskie zaloty! Co
mnie cieszy, randka z Marleną nie przeniosła ich na wyższy poziom znajomości,
Potter znowu codziennie prosi mnie o randkę. W tej sprawie nic się nie
zmieniło, nadal mu odmawiam, jednak coraz częściej z uśmiechem, a nie fochem i
krzykiem. Chyba zaczyna to zauważać, nawet zachowuje się trochę poważniej! Tak
jakby ktoś go podmienił. Chociaż, Mary mówi, że to wcale nie to, twierdzi, że
Potter po prostu dorasta i się zmienia. Chcę w to uwierzyć…”
- Wiedziałem! Syriusz mówił,
że tylko mi się wydaje, że się do mnie uśmiechasz, że mam jakieś dziwaczne
fantazje, ale tak było naprawdę. Uff, kamień z serca, wtedy myślałem, że
rzeczywiście coś jest ze mną nie tak… - skomentował to James.
- „… Jutro wyjazd do domu.
Będzie mi brakować przez te dwa miesiące szkoły, nauczycieli i… Pottera. Nie
wiem, co mam o tym myśleć, ale przyłapuję się na tym, że staje się on dla mnie
coraz ważniejszą osobą. Gdy ostatnio coś poszło nie tak przy ich dowcipie i
Potter trafił do Skrzydła Szpitalnego, po prostu martwiłam się. Ba, nie mogłam
spać, bo nie wiedziałam co się z nim dzieje! W końcu nie mogłam tak sobie podejść
do Blacka i zapytać, co tam słychać u jego kumpla… Jednak następnego dnia spotkałam Remusa w bibliotece, nie wiem czy mój wzrok, czy też postawa coś mu powiedziała, ale mimochodem
rzucił, że Potter czuje się lepiej i dzisiaj wychodzi ze Skrzydła. Kamień z
serca…”
- Nieźle sobie wtedy
poparzyłem rękę. W końcu jak zwykle wykonywałem czarną robotę, Syriusz i jego
arystokratyczne rączki nie mogły tego zrobić… - powiedział James, spoglądając
na swoją gładką skórę dłoni. Dobrze, że eliksiry są takie skuteczne! Wolę nie myśleć, jak jego ręce by wyglądały po tak paskudnym poparzeniu.
- „… Wakacje na Ibizie.
Zapewne marzy o tym każda nastolatka/dziewczyna. Jednak nie ja. Nie mogę za
długo przebywać na słońcu, bo wyskakują mi kolejne piegi, opalam się na
czerwono i wszystko mnie wtedy boli, ale co najgorsze jestem daleko od
dziewczyn i… od Niego. To takie dziwne, ale coraz częściej przyłapuję się na
tym, że o Nim myślę lub oglądam zdjęcia ze szkoły. Mam takie ulubione, przy
którym Potter strasznie się nakombinował, żeby ustawić się za mną. Stoimy całym
rocznikiem na tle Hogwartu, a za mną stoi uśmiechnięty i o wiele wyższy ode
mnie On. Lubię jak się uśmiecha. Morgano...”
- Więc mówisz, że lubisz jak
się uśmiecham? – zapytał James z rozbrajającym… uśmiechem.
- A jak myślisz, na co
poleciałam? – odparłam – Oczywiście, że na twój seksowny uśmiech – dodałam,
wpychając do kufra ciuchy na lato.
- „… Już jutro 1 września!
Ostatni tydzień chodziłam nerwowo po domu i szykowałam się do powrotu do
szkoły. Byłam z Mary na Pokątnej, myślałam że może Go spotkam, przypadkiem
gdzieś zobaczę, jednak nie. Co parę dni przylatywał do mnie Paddington, czasem
z krótkim listem, jednak częściej bez żadnej przesyłki. Zupełnie tego nie
rozumiem…”
- Wysyłałem Paddingtona żeby
cię pilnował – powiedział James, jakby to było coś oczywistego. Cóż, nie było.
- „… Minęło trochę czasu od
ostatniego wpisu. Byłam dzisiaj na randce z Potterem, a właściwie powinnam napisać
Jamesem. Tak, po raz pierwszy zwróciłam się do niego po imieniu, a nie
nazwisku. Chociaż, muszę się przyznać, że w myślach już od jakiegoś czasu
nazywałam go Jamesem. James to takie ładne imię…
Randka była świetna,
chociaż, jak osoba nie chodząca na randki może coś takiego ocenić? Okazało się,
że J sporo o mnie wie, o moich przyzwyczajeniach, nawet o takich głupotach ile
słodzę herbatę! Nie wiem o nim takich rzeczy, aż było mi trochę wstyd… Zasiedzieliśmy
się we Wrzeszczącej Chacie, powrót do rzeczywistości załatwił nam Black.
Chociaż to dzięki niemu nie zaliczyliśmy szlabanu, przeprowadził nas do szkoły tajnym
przejściem. Gdy szliśmy korytarzem, prawie wpadliśmy na Filtcha, tylko dzięki
Pelerynie Niewidce i niezłemu refleksowi, uciekliśmy woźnemu do jakiejś starej
klasy. I wtedy stało się coś zadziwiającego. James zainicjował nasz pierwszy,
zresztą tym bardziej mój pierwszy, pocałunek! Gdy jego wargi dotknęły moich
poczułam tylko obezwładniające uczucie szczęścia. J po pocałunku chciał coś
powiedzieć, jednak przerwałam mu kolejnym pocałunkiem. Tak, JA, sama z siebie
pocałowałam Jamesa Pottera! Nie wiem, jak mam to skomentować, ale w tym
momencie, jest to moje najmilsze wspomnienie związane z tym niewiarygodnym
chłopakiem…”
- Taak, ta randka była
świetna – powiedział James, rozkładając się na łóżku i czytając dalej.
- „… Znowu trochę czasu nie
pisałam, zupełnie ostatnio nie miałam czasu. Coraz częściej, zamiast siedzieć w
bibliotece, spędzam czas z dziewczynami i Huncwotami. Byliśmy z Jamesem na paru
spacerach po błoniach, razem odrabialiśmy lekcje, po prostu spędzaliśmy razem
czas. Black nazywa nas wzorową parą, jednak James nic na ten temat nie mówi.
Zaczynam się niepokoić. Czy on coś do mnie czuje? Jestem przerażona, bo ja się
w nim szaleńczo zakochałam. Oszalałam…
Jutro będzie pierwszy w tym
sezonie mecz Quidditch’a. Mam złe przeczucia…”
- „… Naprawdę oszalałam,
pocałowałam bruneta przy całej szkole! Nigdy nie pomyślałabym, że zrobię coś
takiego! Nie ten kujon Evans! Chyba się zmieniłam.
Mecz był straszny. Owszem,
wygraliśmy, ale jaką ceną! Goyle uderzył w tłuczek tak, że ten trafił Jamesa w
głowę. Nie wiem co się stało, ani jak, może to byłam ja, a może moja różdżka,
ale wyczarowałam pod spadającym z miotły brunetem, taką wielką poduszkę, jaką
mają mugolscy strażacy. James trafił do Skrzydła…”
- „… Nielegalnie, dzięki
Pelerynie Niewidce, weszłam do Skrzydła Szpitalnego. Chciałam tylko przy nim posiedzieć, upewnić
się, że nic mu się nie stało, jednak jak zwykle coś poszło nie tak. James się
obudził i mnie usłyszał. Wyznałam mu, że to ja wyczarowałam tą poduszkę. A on
mnie totalnie zaskoczył. Powiedział, że w chwili zagrożenia można komuś uratować
życie, lub pomóc. Zapytałam jak, w końcu nigdy nie słyszałam o takich czarach.
A on powiedział coś, co zatrzęsło całym moim życiem. Powiedział, że potrzebna
jest miłość. Powiedział, co do mnie czuje, i wtedy wszystko ze mnie
”wypłynęło”. Najnormalniej w świecie wyznałam mu swoje uczucia, a on odwdzięczył się
tym samym. Myślę, że tych parę minut zaważyło na całym moim życiu, i w tej
chwili marzę tylko o tym, żebyśmy ten cały czas, jaki nam pozostał spędzili
razem. Z całą pewnością i świadomością, w końcu, mogę powiedzieć i napisać, że
Kocham Jamesa Pottera. Dziękuję Opatrzności, wszelkim bóstwom i Bogom, że nigdy
ze mnie nie zrezygnował…”
- Wow, Lily… - wyszeptał
James, po przeczytaniu tego fragmentu pamiętnika – To chyba dobrze, że jestem
taki wytrwały… – dodał, przyciągając mnie do siebie i mocno przytulając.
- To jedna z twoich zalet –
odparłam i pocałowałam go w nos.
- Kocham cię, Evans –
powiedział James.
- Ja ciebie też, Potter –
odparłam i czule pocałowałam Jamesa prosto w usta.
***
No i jak tam dziewczęta, podobał się rozdział? Mam nadzieję, że tak :)
Mam takie pytanie, jak widac opowiadanie jest bardzo słodkie, chcecie jakiś dramat?
Piszę rozdziały z wyprzedzeniem i teraz mam niezły moment do wstawienia małego 2-3 rozdziałowego dramatu. Co wy na to? Bo po niektórych rozdziałach,
można po prostu rzygać tęczą...
Więc czekam na opinie w komentarzach, jednak uprzedzam, nie była by to śmierć Snape'a, na to nie liczcie :D