-
Dobra, to co mam mówić? Jak mam się zachowywać? – zapytałam zrozpaczona patrząc
na przyjaciółki. Tak, poniedziałkowy poranek nastał bardzo szybko po źle
przespanej nocy. Po powrocie, przynajmniej do pierwszej w nocy zastanawiałam
jak mam się zachowywać w stosunku do Rogacza. Randkę zaliczam do udanych i jej
koniec bardzo mi się podobał, ale wiecie zupełnie nie wiem co mam teraz myśleć.
Z jednej strony odrzucałam Pottera przez sześć długich lat, a teraz po paru
całusach mam mu się rzucić na szyję i zapewnić, że już zawsze będziemy razem i
będziemy mieć dwadzieścioro dzieci? No raczej nie. Także, byłam trochę
zdenerwowana.
-
Zachowuj się normalnie, nie tak jakby nic się wczoraj nie stało, ale wiesz, mów
do niego po imieniu, bądź miła, na pewno James też nie będzie wiedział jak ma
się w stosunku do ciebie teraz zachowywać – odparła jak zawsze logicznie Mary.
Pokrzepiła mnie tym trochę.
- No
nie wiem, ja bym mu się rzuciła na szyje i wpiła w te rozkoszne usta –
powiedziała Dor zakładając szatę. Eh, cała ona.
Gdy
już wszystkie wyszykowałyśmy się i spakowałyśmy torby poszłyśmy na śniadanie.
Czułam się strasznie, co chwilę rozglądałam się dookoła, jakbym spodziewała
się, że zza zbroi wyskoczy James i będzie chciał mnie całować, czy coś. Chyba
jestem nienormalna.
Gdy
doszłyśmy do Wielkiej Sali i skierowałyśmy się w stronę stołu Gryfonów,
ujrzałam ich. Huncwotów. Wszystkich. Dor, jak to ona, od razu pognała w stronę
Blacka, więc chcąc nie chcąc też się tam z Mary skierowałyśmy. Jedyne wolne
miejsce było obok Pottera. Eh, chyba Wszechświat nastawił się przeciwko mnie.
-
Cześć – powiedziałam siadając i całując Pottera w policzek. Że kurde, co ja
zrobiłam? Wokół usłyszałam tylko szmer rozmów i spojrzenia zdziwionych uczniów.
A miałam być naturalna! To nie było moje normalne zachowanie.
-
Cze-eśc – odparł Rogacz trochę się jąkając – Ekhm, dobrze spałaś? – zapytał
patrząc groźnie na Blacka, który strzelał głupie miny.
-
Szczerze mówiąc, to okropnie – odparłam pijąc kawę – Nie mogłam zasnąć, bo
myślałam o… - przerwałam rumieniąc się. Zarumieniłam się jeszcze bardziej gdy
usłyszałam śmiech Łapy. Morgano, czemu zachowuje się jak jakaś opóźniona w
rozwoju? Czemu o tym mówię?!
-
Hm, napisałeś wypracowanie z eliksirów? – zapytałam gryząc tosta i próbując
zachowywać się normalnie. Lilka, pamiętaj normalnie - gadałam sama do siebie w
myślach.
-
Taa, Remus mi pomógł – odparł Rogacz patrząc na mnie.
-
Wiesz, jeżeli masz jakieś problemy z eliksirami to chętnie pomogę –
powiedziałam, myśląc, że wiem co mogłoby być zapłatą za te korepetycje. O
ludzie, co się ze mną dzieje?!
-
Naprawdę?! Wiesz, bardzo chętnie, zupełnie sobie nie radzę z tym eliksirem euforii,
a Slughorn powiedział, że znowu będziemy go dzisiaj warzyć – powiedział
uśmiechając się – Z ostatniego dostałem O – hm, no nieźle on dostał Okropnego,
a ja Wybitnego. To się dobraliśmy.
-
Jak chcesz możemy razem usiąść i po prostu ci pomogę, wiesz, nigdy nie robię
eliksirów tylko według podręcznika, zawsze na czuja i jakoś wychodzą. Eliksiry
są podobne do gotowania, pewna przyprawa czasem pasuje do danego dania, a inna
po prostu nie – odparłam, nie wiem czy przy okazji się nie przechwalając.
-
Umiesz gotować? – zapytał zdziwiony Okularnik.
- No
jasne, moja mama ma hopla na punkcie gotowania i w ogóle zdrowego odżywiania.
Od zawsze przesiadywałam z nią w kuchni i coś pichciłyśmy, zobaczysz kiedyś
upiekę wam keks, to takie ciasto, nie chwaląc się wychodzi mi naprawdę smaczne
– dodałam rozkręcając się. Razem z moją drogą mamą tak mamy, że jak zaczniemy o
gotowaniu to nie możemy skończyć - Najfajniejsza jest Gwiazdka, wtedy z mamą
siedzimy dwa dni w kuchni i gotujemy kupę żarcia. Zresztą jeżeli chcecie to
zapraszam was na Święta do siebie – powiedziałam patrząc na zaskoczone miny
Huncwotów. Dziewczyny już dawno były zaproszone.
-
Zapraszasz nas do siebie? – zapytał Black patrząc z niedowierzaniem – Na
Święta?
-
No, jasne, zobaczycie jak żyją mugole – odpowiedziałam śmiejąc się z ich min i krzywiąc
się, gdy zdałam sobie sprawę z tego co powiedziałam. Trochę to zabrzmiało jak
oglądanie zwierząt w ZOO – Spodoba Ci się Black, mój tata ma dwa motory –
dodałam zachęcającym tonem.
-
Whooaa, to ja się piszę, zawsze chciałem zobaczyć jak to działa! – zawołał –
No, Rogacz, co się nie odzywasz, masz może jedyną szansę w życiu zobaczyć jak
działa Wiewiórka w swoim naturalnym środowisku.
-
Co? A, bardzo chętnie, nawet myśleliśmy, że będziemy musieli zostać na Święta w
szkole, moi rodzice wyjechali na misję, za granicę, także bardzo chętnie Lily –
odparł Potter.
- A
ty Remusie? Peter? – zapytałam, cóż chciałam zawczasu napisać list do mamy, że jednak
przyjedzie więcej osób. Ale znając ją i tatę to tylko się ucieszą, są bardzo
towarzyscy. Gorzej z Petunią….
-
Przepraszam Lily, jadę do babci, gdybyś spróbowała jej węgorza na słodko, to
wiedziałabyś czemu – odpowiedział Peter popijając sok dyniowy.
- A
ja chętnie – powiedział Lupin patrząc na Mary. Ha, wiedziałam że coś się kroi!
-
Ale będzie super! – zawołała Dor – Wiecie jaki fajny ma dom Ruda? Ma basen w
piwnicy, taki całoroczny! I ma wielką garderobę, nie mogę się doczekać, aż tam pobuszuję,
a mama Lilki zawsze daje nam wielkie torby ciuchów, Lily mówi, że ona jest
zaholiczką.
-
Zakupoholiczką – poprawiłam Dor, uśmiechając się. W końcu wstaliśmy od stołu i
skierowaliśmy się w stronę lochów.
- A
wiecie, że Lilka jest arystokratką? – zapytała Mary, śmiejąc się z mojej
głupiej miny – Oj, Lil, nie krzyw się.
-
Co? Jesteś księżniczką? – zapytał Black klepiąc Pottera po plecach i gadając
coś o zostaniu królewiczem.
- No
nie, co wy. Tata ma tytuł Lorda, po dziadku. W 14 czy którymś tam pokoleniu
jesteśmy spokrewnieni z Królową Anglii – odparłam stając pod drzwiami od klasy.
-
Zaraz się okaże Ruda, że jesteśmy rodziną – odparł Łapa.
- To
jest chyba niemożliwe, ty jesteś arystokratą wśród czarodziei, a ja wśród
mugoli – odpowiedziałam wzruszając ramionami. Chciałam dalej poprowadzić mój
wywód, ale przerwał mi profesor Slughorn zapraszając Gryfonów i Ślizgonów do sali.
Po zajęciu przeze mnie i Rogacza miejsca w pierwszej ławce zapadła chwila
ciszy, a później słychać było szepty. Eh, zapewne zacne plotki powstaną.
Rozejrzałam się niepewnie po klasie, zostałam obdarowana uśmiechem przez Dorcas
i kciukiem w górze Blacka. Oraz wściekłym spojrzeniem czarnych oczu. Aż się
wzdrygnęłam. Przypomniałam sobie, jak kiedyś te oczy patrzyły na mnie
przyjaźnie, a nie jak na robaka, szlamę.
- To
co mam robić? – zapytał James szeptem po napełnieniu kociołka wodą i podgrzaniu
go różdżką.
- Pokrój
figę abisyńską w idealną kosteczkę, wrzuć do kociołka i zamieszaj dwa razy w
lewo i pięć w prawo – odparłam szeptem. Dalszą instrukcję nadal podawałam mu
szeptem i robiłam swój wywar. Na 20 minut przed końcem lekcji odezwał się
profesor Slughorn:
-
Sprzątamy, przelejcie wywary do fiolek ze swoimi nazwiskami i ustawcie na
biurku. Pettigrew, daruj sobie przelewanie, bo na pewno Ci się nie uda. Czas na
korepetycje drogi chłopcze.
Gdy
już wszyscy oddali swoje fiolki Slughorn zaczął obowiązkowo od mojego wywaru.
-
Idealna konsystencja, ten kolor, zapach, moi drodzy, panna Evans otrzymuje 20
punktów dla Gryffindoru. Ideał! – rozpływał się profesor oglądając i wąchając
mój wywar. Potem przeszedł do fiolek Ślizgonów, niektóre ocenił jako dobre,
inne zmiażdżył swoją krytyką i…:
-
Och, a co my tu mamy? Bardzo dobra konsystencja, kolor podręcznikowy, zapach
też świetny! Pan Potter?! – zawołał zdziwiony Profesor.
-
Ahh, rozumiem! To ten czar panny Evans, tylko pan z nią usiadł i uwarzył mi
doskonały wywar. Tak moi drodzy, ostatni eliksir pana Pottera oceniłem na O,
lecz ten… hm… Wybitny proszę państwa! – zawołał Slughorn patrząc na nas z
uśmiechem. – A może by tak pan Potter przyszedł kiedyś z panną Evans do mnie na
podwieczorek? – zapytał, na co Potter pokiwał z uśmiechem głową. Chyba był w
szoku czy coś.
-
Taka piękna dwójka uczniów, taka zdolna! – Black parsknął śmiechem – Moi
drodzy, nie zdziwiłoby mnie to, gdyby ta dwójka, tak proszę państwa, ta dwójka,
miała wybitne wręcz dzieci! Kapitan drużyny Quiditcha i Mistrzyni Eliksirów! –
Slughorn rozpływał się nad nami jak czekolada na słońcu. Chociaż uwagę o
dzieciach mógł sobie darować…
- No
to co Ruda, to kiedy będą te wybitne
dzieci? – zapytał Łapa uśmiechając się po swojemu. Wyszliśmy już z sali i
skierowaliśmy się na obiad. Cztery godziny eliksirów to nie przelewki.
-
Później niż myślisz, Black – odparłam i przecisnęłam się do Mary i Remusa,
którzy rozmawiali o jakiejś książce, której nie czytałam. Eh.
- Co
Dorciku jesteś taki smutny? – zapytałam błękitnooką.
-
Eh, Lil, eliksiry to klapa. Nie wiem po co się znowu na nie zapisałam, przecież
ja chcę mieć tylko dobrze prosperujący salon kosmetyczny na Pokątnej.
-
Dorciku, eliksiry Ci się do tego przydadzą, wiesz ile jest takich na urodę?
Nawet kiedyś znalazłam taką książkę w bibliotece, możemy potem jej poszukać –
powiedziałam i zobaczyłam niezadowoloną minę brunetki. Chyba to nie był dobry
pomysł. Usiedliśmy przy stole, znowu po jakiś dziwnych Blackowych machlojkach
siedziałam obok Rogacza.
- Tak w ogóle, to dziękuję za pomoc - powiedział – Gdyby nie ty, pewnie znowu
dostałbym Okropny albo może cudem Zadowalający. A tak przy okazji, to co
robicie na tych wieczorkach u Slughorna? – zapytał nakładając sobie górę mięsa,
ziemniaków i surówki na talerz.
-
Um, no wiesz, podziwiamy Slughorna, poznajemy różnych ludzi którzy kiedyś się u
niego uczyli, przechwalamy się swoimi naukowymi dokonaniami – odpowiedziałam uśmiechając
się krzywo i nakładając sobie marchewkę – Cieszę się, że w końcu ktoś nowy
dojdzie, w większości to sami Ślizgoni, dwóch czy trzech Krukonów i tylko dwie
osoby z Gryfindoru. Jedynie z Rachel gadałam, ale po tym jak trafiła do
Skrzydła Szpitalnego, hm… - dodałam gryząc różyczkę brokuła.
-
Jak chcesz mieć chody u profesorka, przynieś mu paczkę kandyzowanych ananasów,
uwielbia je – dodałam patrząc jak Black wciąga groszek nosem. Ohyda. Chociaż
wysmarknięcie tego groszku było obrzydliwsze. Z kim ja się zadaję? Dor
piszczała z uciechy, Mary na nic nie zwracała uwagi czytając Proroka, a Peter
się obżerał.
-
Łapo, zachowuj się – powiedział Rogacz patrząc z niesmakiem na kumpla.
-
Przecież to sztuczka – powiedział Black zacieszając ryj. Taa, magiczna po
prostu. Po obiedzie zaczęły się zajęcia z transmutacji, na które nie chodziła
ani Mar, ani Dor, obie miały w tym czasie Wróżbiarstwo. Ze zdziwieniem
zauważyłam, że Rogacz usiadł ze mną w pierwszej ławce. Nieźle, z ostatniej do
pierwszej. Profesor McGonagall chyba też była zdziwiona:
- Co
ty znowu knujesz Potter?
- No,
wie pani profesor! – zawołał Rozczochraniec – Usiadłem obok koleżanki – dodał
wskazując na mnie. McGonagall w żaden sposób tego nie skomentowała i zaczęła
lekcję.
Co robisz po lekcjach? –
nagle wylądowała przede mną karteczka od Rogacza.
Tak właściwie to nic, już wszystko odrobiłam. A
co? – Ha,
jak zwykle podejrzliwa ja.
To może
spacer po błoniach? – hm, czyli, tak jakby chce się umówić?
Chętnie – odpisałam i rzuciłam
karteczką do Pottera. Pech chciał, że zauważyła to profesor McGonagall.
-
Panno Evans! Tego się po pani nie spodziewałam – powiedziała nauczycielka i
spojrzała na mnie spode łba. Wyrzuciła pergamin do kosza i kontynuowała lekcje.
- Co
odpisałaś? – zapytał Potter szeptem prawie dotykając ustami mojego ucha. Aż
dreszcz mnie przeszedł!
- Że
chętnie pójdę – odparłam również szeptem patrząc z niepokojem na nauczycielkę.
Na szczęście nic nie usłyszała. Potter zaszczycił mnie uśmiechem, na który
również odpowiedziałam wyszczerzeniem zębów i wróciłam do robienia notatek. A
tak właściwie, udawania że coś piszę. Zastanawiałam się, jak to się stało, że w
ciągu zaledwie paru dni tak zmieniłam stosunek do Rogacza. Jestem w szoku, jak
dobrze mi się z nim gada i tak, jak fajnie się z nim całuje. Właściwie
myślałam, że na spacerze Potter może znowu skradnie mi pocałunek. Albo trzy.
-
Panno Evans, mówię do pani! – powiedziała profesor McGonagall patrząc na mnie
surowo – Czwarte prawo wyjątków Gampa dotyczących transmutacji!
Coś
wyjąkałam, ale mój wywód przerwał Black krzycząc:
-
Pani profesor jej wybaczy, Evans po prostu się zakochała!
O
Merlinie! O Morgano! Zatłukę dziada. McGonagall zostawiła mnie w spokoju i
zaczęła maglować Blacka, który to umiał – a ja nic konkretnego nie umiałam
powiedzieć!
-
Nie przejmuj się Lily, wiesz jaki jest Syriusz… – powiedział Potter
usprawiedliwiającym tonem głaszcząc mnie po dłoni. Co on robi, na lekcji!?
Zabrałam rękę i uśmiechnęłam się wymuszonym uśmiechem.
-
Nie przejmuję, po prostu wyrwę mu jęzor i będzie spokój – wysyczałam szeptem.
Gdy zadzwonił dzwonek wyszłam pierwsza z sali i poszłam do Pokoju Wspólnego.
Ahh, relaks! Niestety do pokoju wrócili też Huncwoci na czele z idiotą
Blackiem.
- Wiewióro, nie obrażaj się, przecież
powiedziałem prawdę! – zawołał Black zwalając się swoim cielskiem na fotel.
Obok mnie usiadł Potter z Lupinem, Peter jeszcze był na wróżbiarstwie, zresztą
jak dziewczyny.
-
Ale nie musisz o takich sprawach mówić przy nauczycielce – wysyczałam wyjmując
z torby lusterko i sprawdzając czy się nie rozmazałam. Nie wiem jak to się dzieje,
ale co się pomaluję, to ten makijaż na mojej twarzy się nie utrzymuje i często
tusz mi się rozciera pod oczami i wyglądam jak panda. Nie myślcie sobie, że mam
coś przeciwko pandą, nie, nie, to są całkiem miłe zwierzątka! Tylko wątpię, czy
któraś dziewczyna, chciałaby je przypominać…
- Oj
tam, oj tam, już pół szkoły wie, że byliście na randce, a Dor zaszczyciła mnie
długim monologiem o tym jak wyglądałaś wczoraj po waszym małym rendez-vous. Także,
mnie Rudzielcu nie oszukasz – dodał Syriusz wyrywając mi lusterko z ręki i
oglądając swoją obrzydliwą mordę. Och, no dobra, całkiem przystojną twarz.
-
Co? Zabiję Dorcas, jej długi jęzor kiedyś mnie wpakuje w niezłe tarapaty – powiedziałam,
a raczej wyjęczałam, opierając głowę o czyjeś ramię. O nie, Potterowe ramię.
Zabrałam szybko głowę udając, że nic takiego się nie stało.
-
Dobra, to kto daje mi odpisać wypracowanie? – zapytał Rogacz.
-
Które? – zapytałam grzebiąc w torbie w poszukiwaniu mojego segregatora z
pracami domowymi zrobionymi do przodu.
- Z
Historii Magii – odpowiedział zdziwiony James, biorąc podany przeze mnie zwój
pergaminu.
- O
widzisz, Wiewióro, mi nigdy nie dałabyś odpisać pracy domowej – powiedział
Black z ironicznym uśmiechem. Eh. Chociaż właściwie, czy to nie ja zawsze się
wydzierałam jak Potter mnie pytał czy może spisać wypracowanie?
-
Chyba jestem chora - powiedziałam kładąc głowę, tym razem na poduszce. Potter
zlustrował mnie uważnym wzrokiem po czym położył mi rękę na czole.
-
Nie masz gorączki – powiedział. I wrócił spokojnie do przepisywania
wypracowania oraz zmieniania niektórych zdań. Myślę, że był taki spokojny, bo nie
wiedział co się aktualnie dzieje w moim ciele. Czułam tylko jak krew jest
pompowana do moich policzków, a serce podskakuje jak dzikie. Coś jest ze mną
nie tak!
-
Ehh, taki mądry Wiewiór, ale taki ślepy –
powiedział Black również częstując się jednym z moich gotowców, tyle że z
eliksirów. Już nawet nie chciało mi się wydzierać, żeby sam wysilił mózgownicę
i napisał wypracowanie. Siedziałam cicho, zmieniając pozycję na wygodniejszą i
po prostu usnęłam.