środa, 3 czerwca 2015

Miniaturka numer 6 – „Pięćdziesiąt twarzy Pottera”



Parodia wiadomo czego, przeplatająca się z typową akcją Potter – Evans xD Szaaaleństwo!



Był chłodny grudniowy wieczór. Wracałam do wieży Gryffindoru z kolejnego, długiego wypadu do biblioteki. Trzymając przed sobą dwie księgi od Eliksirów, niczym przysłowiową tarczę, wsłuchiwałam się w stukanie swoich niewysokich obcasów.
Mogłabym iść tak całą wieczność, uwielbiałam te wieczorne spacery. Tylko ja, opustoszały zamek i odgłos moich butów. Coś cudownego!
Jednak nigdy nic nie idzie po mojej myśli. Tak było i tym razem…
Z czułością gładząc grzbiety ksiąg, potknęłam się. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie wylądowała na kolanach. Podparłam się rękoma o podłogę i uniosłam wzrok. Zobaczyłam coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam z tak bliskiej odległości.
Rozporek w męskich dżinsach.
Co prawda zapięty, ale i tak…
            - Evans – mruknął głos, tak dobrze mi znany.
Westchnęłam cicho i wstałam z klęczek. Rzuciłam spojrzenie spod rudej grzywki.
            - Potter – wyszeptałam, rozchylając wargi.
Mój wewnętrzny bogin, podpowiadał mi: „Bierz go!” To ciacho!”, ale oczywiście, jak zwykle go zignorowałam. Nie pozwalałam moim chuciom brać góry nad zdrowym rozsądkiem.
            - Dokąd zmierzasz? – zapytał, zrównując ze mną krok.
James Potter to temat rzeka. James Potter to moje przekleństwo. James Potter to całkiem seksowny… o przepraszam, to palant!
            - Całkiem dobre pytanie – zauważyłam. – Dokąd się zmierza? Z każdym dniem bliżej śmierci…
Potter rzucił mi zagadkowe spojrzenie, a ja speszona, spuściłam wzrok. Bo gdy tak na mnie patrzył, całe moje ciało na to reagowało. A ja tego nie chciałam. Chociaż mój wewnętrzny bogin znowu mi mówił: ”Rozchyl dla niego uda, maleńka! To istny ogier!”.
Jednak jak już zdołałam ustalić, mój wewnętrzny bogin był starym, obleśnym dziadem, który rozmyślał tylko o seksie…
            - Evansss – wymruczał Potter, zabawnie podkreślając s. S jak se…, eee serdelek!
            - Co Potter? – wyszeptałam, lekko rozchylając usta, gdy tak patrzyłam na jego przystojną twarz.
            - Ruchasz się, czy trzeba z tobą chodzić?


***


Głośno oddychając oparłam się o ścianę na siódmym piętrze i westchnęłam.
„Ruchasz się, czy trzeba z tobą chodzić?” To jakże romantyczne zdanie zadziałało na mnie niczym płachta na byka.
Chciałam powiedzieć: „Spieprzaj Potter” ale nie mogłam tego z siebie wydusić. Bo zdałam sobie sprawę, że James Potter odkrył moją tajemnicę… 
Nie trzeba było ze mną chodzić!! Chciałam to z nim zrobić! Z nim, tym dupkiem, ale bogatym, przystojnym, kapitanem drużyny…
Tyle pytań! Kiedy stałam się taką rozochoconą dziewoją? Co się stało z moimi feministycznymi przekonaniami? Czemu Potter tak na mnie oddziaływał? Co by się stało, gdybym powiedziała, że może mnie przelecieć?!
Mój wewnętrzny bogin zrobił salto, piruet, podwójny axel, skok baletowy, zatańczył mazura i oberka i z radością mi obwieścił: „Jesteś małą, niegrzeczną dziewczynką, Evans! A James Potter to w tobie wyzwolił!”.
Załamana zjechałam po ścianie i głośno plasnęłam tyłkiem o kamienną podłogę.
Musiałam pogodzić się z faktem, że chciałam aby James Potter mnie zdrowo przeleciał.


***


Następnego dnia rano, podczas śniadania znowu go zobaczyłam. Siedział oddalony ode mnie o dwa miejsca i co jakiś czas rzucał mi zagadkowe spojrzenia.
Za każdym razem tak samo się płoniłam i oblewałam gorącymi rumieńcami. Na zmianę dostawałam gęsiej skórki, albo robiło mi się gorąco.
Wstał od stołu niczym wielki, zadowolony z siebie kocur i podszedł do mnie tak blisko, że znowu patrzyłam mu prosto w… rozporek.
            - Evans – zagadnął, nakręcając jeden z moich loków na swój palec. – Zostawiłaś mnie wczoraj bez odpowiedzi… Wychowane dziewczęta tak nie robią... Czy mam uznać, że jesteś z tych niegrzecznych?
Podniosłam wzrok na jego twarz i oblizałam suche usta. Lekko je rozchyliłam i z miną tępego orangutana patrzyłam na jego przystojną twarz.
            - Evans – mruknął, lekko pociągając mnie za włosy. Wstałam i kiwnęłam głową.
            - Muszę mieć to spisane – wyszeptałam. – Przygotuj umowę, będziemy pertraktować.
Z zadowoloną miną skinął głową i lekko dotknął wargami mojego policzka.
            - Wiedziałem – wyszeptał mi do ucha.
Patrzyłam jak znika za drzwiami, a mój wewnętrzny bogin robił szalone obroty, podskakiwał z radości do góry i rozwijał wielki banner: „Potter ją zaliczy!”


***


Siedziałam jak na szpilkach w pokoju wspólnym i nerwowo zagryzałam wargi. Patrzyłam w stronę schodów kierujących do męskich dormitoriów. Po chwili na ich szczycie ukazał mi się on. Potter.
            - Chodźmy – powiedział, dzierżąc w dłoni zwinięte pergaminy.
Szybko wstałam, i potykając się o własne nogi ruszyłam za brunetem.
            - Wchodź – rozkazał, gdy przeszedł parę razy pod ścianą, w której ukazały się tajemnicze drzwi.
Przełykając ślinę otworzyłam mahoniowe drzwi. Moim oczom ukazał się… zwykły pokój, coś w stylu tych konferencyjnych z mugolskich filmów.
            - Usiądź – poprosił, odsuwając mi jedno z licznych krzeseł. – Mój prawnik…
            - Masz prawnika? – wtrąciłam zaskoczona.
Spojrzał na mnie spod byka.
            - Remus – odparł.
            - Och – westchnęłam. No tak, mogłam się tego spodziewać.
            - Mój prawnik – zaczął ponownie, patrząc na mnie ostro, żebym nie przerywała. – Przygotował umowę. Przeczytaj – dodał, podsuwając mi plik pergaminów.
Spojrzałam na górę i jęknęłam.
            - Umowa cywilno - prawna pomiędzy kujonką Lily Evans i Jamesem Potterem, jeleniem na baby?! – zawołałam. – Co to za sformułowanie „jeleń na baby”? – zapytałam, ale gdy na mnie spojrzał ucichłam i zarumieniłam się.
Mieniłam się jak neon, a on w tym czasie czochrał włosy.
            - Sformułowanie pies na baby jest już zajęte – wyjaśnił po chwili, zapewne mając na myśli swojego przyjaciela, Syriusza Blacka, Casanovę Hogwartu i jednego z poszkodowanych poprzez rzeżączkę szalejącą w szkole.
            - Och, rozumiem – wyszeptałam i zaczęłam czytać dalej.
            - Punkt pierwszy – przeczytałam. – Niewolnica… Niewolnica?! – zapytałam zszokowana.
            - Niewolnica Izaura – zaśmiał się pod nosem Potter, ale spoważniał widząc mój wzrok. – Niewolnica seksualna. Rozumiesz, wtedy jesteś oddana tylko mi. Jestem bardzo zazdrosny…
            - Rozumiem – wyszeptałam, czując że na moje lico znowu wypełzają rumieńce. – Więc „niewolnica musi słuchać swojego pana i władcę, swojego cara, swojego ukochanego, swojego króla…” to na pewno pisał Remus?
Potter zrobił niezadowoloną minę, a ja przygryzłam wargę. Mój wewnętrzny bogin pokiwał mi palcem, a ja od kiwałam mu głową.
            - To pisałem ja – przyznał się. – Ale resztę Remus…
            - … "niewolnica zawsze musi być gotowa” – przeczytałam i nagle zrobiłam się blada. – Na co?
Potter uśmiechnął się obleśnie i oblizał usta.
            - Ma być gotowa na… - zaczął i wybuchnął rubasznym śmiechem. – Na oglądanie ze mną powtórek meczy quidditcha! W moim pokoju…
            - Co to za pokój? – zapytałam zaciekawiona.
            - Jest to bardzo szczególne miejsce – wyszeptał, przykuwając mój wzrok. – Pokój, który ci pokażę dopiero gdy podpiszesz umowę. Pokój rozkoszy…
Słysząc słowo „rozkosz” mój wewnętrzny bogin podskoczył i zaczął tańczyć lambadę ze szczęścia.
            - Raz się żyje – wyszeptałam, szybko przeglądając resztę umowy i złożyłam zamaszysty podpis w miejscu do tego przeznaczonym.
James Potter uśmiechnął się, schował papiery do tylnej kieszeni spodni i wycisnął na moich ustach brutalny pocałunek.
            - Zaczniemy za godzinę, przyszykuj się…


***


Co prawda, nie wiedziałam co oznacza to „przygotowanie się”, ale dla pewności wzięłam prysznic, zmieniłam bieliznę (z nudnej szarej, na równie nudną białą… Taa, wielkie bawełniane gacie rulez!) i stawiłam się po godzinie w pokoju wspólnym.
James Potter już na mnie czekał i zniecierpliwionym gestem wskazał na zegarek.
            - Czeka cię kara – oznajmił, wyprowadzając mnie z pokoju. – Spóźniłaś się całe dwadzieścia trzy sekundy!
Przerażona tym spóźnieniem (Merlinie, nigdy tak się nie spóźniłam!) przygryzłam wargę. A następnie rozchyliłam usta. I znowu przygryzłam wargę.
            - Nie rób tak, nawet nie wiesz jak to na mnie działa – oznajmił, jakimś takim zwierzęcym tonem.
Z nerwów zaszurałam głośno butami i zarumieniłam się.
Po chwili znowu staliśmy przed tym zagadkowym pokojem. Tym razem drzwi miały kolor wściekłej czerwieni…
Zresztą, cały pokój miał taki kolor. Ściany, sufit, podłoga, wielkie łóżko, stół, krzesła – wszystko było w burdelowo czerwonym kolorze!
Jednak to, co ujrzałam na ścianach tego przybytku, przeraziło mnie.
            - Ty chory popaprańcu – wyszeptałam zszokowana.
Na ścianach wisiała gigantyczna kolekcja mioteł. Miotły wyścigowe. Miotełki do kurzu. Miotły do zamiatania podłogi. Miotły wyglądające jak mopy. Miotły wyglądające jak odkurzacze…
Cały pokój wypełniony był miotłami…
            - Witaj w czerwonym pokoju mioteł – oznajmił z zadowoloną miną.


***


Przez chwilę chciałam uciec. Przecież to było nienormalne! Taki dziwny, miotłowy fetysz!
Ale znowu odezwał się mój wewnętrzny bogin. Powiedział „Tylko spróbuj spieprzyć głupia kujonko, to w życiu nikt cię nie…” – przestałam go słuchać. Byłam przerażona, ale co gorsza, byłam też podniecona.
            - Masz – powiedział, wręczając mi zawiniątko. – Przebierz się tam – wskazał palcem na parawan.
Na sztywnych nogach weszłam za parawan i otworzyłam torbę. Z cichym jękiem wyciągnęłam przebranie francuskiej pokojówki z przyczepioną do paska miotełką do kurzu!
„Ty chory psychopato” – pomyślałam, wkładając seksowny gorset i spódniczkę. Poprawiłam włosy, zagryzłam wargi, zarumieniłam się i wyszłam zza parawanu.
            - Doskonale – wymruczał, oglądając mnie z każdej strony.
Położył się na łóżku. Zaczerwieniłam się wściekle. Patrzył na mnie poważnie.
            - Co tak stoisz? – zapytał po chwili. – Ścieraj kurz z moich mioteł! – rozkazał.
Podniecona do granic możliwości, zaczęłam ścierać kurz miotełką…


***


Myślałam, że to zrobimy. Lub cokolwiek się wydarzy. Jednak nie. Nie z tym chorym popaprańcem, z manią miotłową!
Cały wieczór kazał mi wycierać kurz z mioteł i nie odrywał ode mnie wzroku. W pewnym momencie myślałam, że wstanie, przytuli mnie, albo chociaż zleje mnie miotłą po tyłku, ale nie. Nie on…


***


Następne wieczory wyglądały tak samo. Jakby wszystko odbywało się według wcześniej napisanego scenariusza.
Wchodziłam za parawan, przebierałam się, ścierałam kurze, a on z łóżka mnie obserwował. Bez ruchu. Bez mrugnięcia okiem. Gdyby był chociaż bez koszuli, ale też nie!
Zaczynało mnie to męczyć. Dzika żądza rządziła moim zarumienionym ciałem.
            - Skończyłam – oznajmiłam piątego wieczoru i uklękłam obok łóżka.
Potter spojrzał na mnie z błyskiem w oku i poklepał po głowie.
            - Ja… – zaczęłam, ale zagryzłam wargę. Gdy spojrzał na mnie „tym” spojrzeniem, wypuściłam ją spomiędzy zębów. – Kiedy to zrobimy? – zapytałam, zaciskając uda.
            - Ale co? – zapytał z głupim wyrazem twarzy.
            - No to – odparłam, podkreślając słowo „to”.
Spojrzał na mnie, jakby nic nie rozumiał.
            - Przeczytałaś umowę? – zapytał, marszcząc brwi.
Wzruszyłam ramionami, a on z poważnym wyrazem twarzy mi ją podał.
Szybko przeleciałam wzrokiem po kolejnych punktach i poczułam żar na policzkach.
            - Czy to oznacza…?!
            - Dokładnie – westchnął.
Podpisałam umowę, zobowiązującą mnie do codziennego sprzątania jego czerwonego pokoju. Ale tylko do tego.
            - Czy ty, kiedykolwiek…? – zapytałam, rumieniąc się wściekle.
James Potter zmarszczył brwi w niezrozumieniu. Jednak po chwili załapał.
            - Za kogo ty mnie masz, Evans?! – zawołał zdenerwowany. – W tej budzie każdy zaraża rzeżączką!
Spojrzałam na niego, zagryzając wargi.
            - Ja nie zarażam – odparłam i wyszeptałam, jakbym przyznawała się do czegoś okropnego. – Jestem dziewicą.
Potter szeroko otworzył oczy.
            - Wskakuj – rozkazał, wskazując mi ręką na miejsce obok siebie na łóżku.
Po chwili, w szale pozbywaliśmy się kolejnych części garderoby. Czerwony pokój mioteł miał na zawsze pozostać naszą słodką tajemnicą, którą w schedzie, w przyszłości, James zamierzał ofiarować naszemu pierworodnemu…

The End




***

Ekhm. Nie wiem co tu napisać, więc przemilczę :D

4 komentarze:

  1. hahahahah kobieto ryjesz mi psychikę hahahahah nie mogę się pozbierac świetna miniaturka !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. hahahahah kobieto ryjesz mi psychikę hahahahah nie mogę się pozbierac świetna miniaturka !!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie moge złapac oddechu xDD hahahaha rycze ze śmiechu hahahha najlepsze :'D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahahaha boska miniaturka hahahah Rogacz ma naprawdę wielką obsesję oczywiście na punkcie mioteł

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.