czwartek, 25 czerwca 2015

Miniaturka numer 10 – „Ciemniejsza strona Pottera”

Parodia następnej części Grey'a. Co prawda, nie pamiętam co się tam działo (wyparłam to ze świadomości), ale chyba było coś o jego mrocznym dzieciństwie...
A więc, zapraszam.
Ale uprzedzam, to jest tak strasznie, strasznie, strasznie, strasznie głupie. Że aż momentami zabawne :) Albo ja mam jakieś dziwne poczucie humoru ;p
Aaa, i miniaturka zawiera lokowanie produktów, haha.

***


Przyglądał się jej. Czuł coraz większą zazdrość i pożądanie. Tak bardzo chciał być na jej miejscu…
Jednak zacznijmy od początku. Od wczesnych lat dzieciństwa, gdy to James Potter, pragnął czegoś z całych sił, a tego nie dostał…


***


            - Mamo? – zapytał sześcioletni James, pociągając matkę za długą spódnicę. – Czy mogę to dostać? – zapytał, wskazując paluszkiem na coś, co wyglądało na tak bardzo smaczne i intrygujące.
            - James, to mugolskie jedzenie, niewiadomego pochodzenia – odparła kobieta i pociągnęła syna w kierunku wejścia do Dziurawego Kotła. – Kupię ci suszone traszki, chcesz?
Mały James skrzywił się z obrzydzenia. Suszone traszki, chociaż były przysmakiem większości czarodziei, jego zwyczajnie obrzydzały. Miały dziwny, słony smak i wydawały okropny chrzęst pomiędzy zębami.
Zdecydowanie wolał to, co zobaczył na ulicznym straganie. Coś co go zachwyciło.
Była to długa, biała bułka, przecięta wzdłuż, z wielką ilością jakiegoś żółtego oraz czerwonego sosu. Jednak to, co wyglądało najsmaczniej, kryło się w jej puchatym wnętrzu.
Wyglądało to jak kiełbaska, ale miało zupełnie inną fakturę.
Od razu tego zapragnął.
I miał tego pragnąc jeszcze długo…


***


            - Co się tak gapisz? – zapytała Lily, odkładając widelec z nabitą nań parówką na talerz.
James Potter przyglądał się jej z dziwnym wyrazem twarzy. To było coś pomiędzy pożądaniem, a chęcią wyrwania widelca.
Jej wewnętrzny bogin zachichotał i wyszeptał: „Zrób mu pokaz, mała! Przecież widzisz, że tego chce. Gryź parówę!”
            - Nie gapię się – burknął James, chociaż nadal tęsknie spoglądał na parówkę.
Jego życie było pasmem mroku. Całe dzieciństwo, to było wspomnienie jednego, okrutnego zdarzenia.
Odmówienia mu hot - doga przez bezwzględną matkę.
To było tak traumatyczne przeżycie, że już nigdy nie chciał tknąć parówki. Ani jasnej bułki. A tym bardziej musztardy, czy ketchupu.
Ale nadal ich pragnął. Tak mocno…
            - O Boże – wyszeptał, widząc jak Evans z radością wbija białe ząbki w ten zakazany, mięsny przysmak.
Następnie zamoczyła parówkę w musztardzie oraz w ketchupie, i przysunęła ją do ust.
Ugryzła.
James nerwowo połknął ślinę i odciągnął kołnierzyk koszuli, uciskający go w szyję.
To był najbardziej erotyczny gryz parówki, jaki widział w całym swoim mrocznym życiu. Czuł coraz większe podniecenie. Cieszył się, że założył dżinsy, które mogły ukryć jego stojącego na baczność „trolla”, jak to lubił nazywać swojego członka.
Bo jak powszechnie wiadomo, trolle to są budzące grozę stworzenia, o postawnym wyglądzie. A Potter, w całej swojej próżności, twierdził, że jego „troll” jest największy ze wszystkich. Może nawet monstrualny.
Jak naprawdę gigantyczna parówka.
            - Evans – zagadał, widząc, że dziewczyna kończy kolację. – Lubisz parówki? – zadał zupełnie niewinne pytanie.
            - Potter, spadaj ty zboku! – zawołała, interpretując pytanie chłopaka zupełnie na opak. – Parówki, pff – sarknęła, wstając od stołu.
James Potter czuł, że zapada się w coraz większy i mroczniejszy mrok. Tak mroczny, że aż nie zobaczył zaintrygowania, malującego się w zielonych tęczówkach…


***


Evans jakby się na niego uwzięła. Już od tygodnia, na każde śniadanie i kolację jadła to, czego on tak bardzo pragnął, a nie mógł.
Cały czas chodziły mu w głowie słowa matki: „mugolskie”, „niewiadomego pochodzenia”, „może skażone”, „zakazane”.
Męczył go ten mrok, który otulał go tak szczelnie, jak puchata kołdra, albo bardzo ciasny śpiwór.
Cały czas, obsesyjnie wręcz, myślał o rudowłosej dziewczynie jedzącej parówki.
Na samą myśl o tym, czuł, że jego „troll” unosi głowę. To było doprawdy, deprymujące.
            - Potter – usłyszał, gdy wychodził głodny z kolacji.
Od razu z niej zrezygnował, gdy tylko zobaczył parówkę w zmysłowych ustach Evans.
            - Słucham? – zapytał, nawet nie patrząc na nią. Bał się, że zobaczy to zakazane pożywienie w jej otworze gębowym.
            - Mój wewnętrzny bogin…
            - Co? – przerwał jej, zdziwiony.
Rudowłosa zarumieniła się wdzięcznie i przygryzła wargę. To był wielce podniecający widok, ale Potter przez otaczający go mrok, wcale tego nie zauważył.
To jest, nie od razu.
            - Widzę, że to co robię, cię męczy – powiedziała. – Mam dla ciebie propozycję… Nie do odrzucenia.
            - Słucham – odparł, zaintrygowany.
            - Będziemy się co wieczór spotykać… Przyniosę na te spotkania coś, co cię wyciągnie z tej matni, w której się zaszyłeś – zaproponowała, tak, jak podpowiedział jej wewnętrzny bogin.
Który teraz czekał z zaciśniętymi kciukami, czekając na odpowiedź chłopaka.
            - Czemu chcesz mi pomóc? – zapytał, ale widząc rozkoszne rumieńce, zgodził się. – Będę na ciebie jutro czekał o 20 w Pokoju Wspólnym. Nie spóźnij się, nie lubię tego.


***


Szli ramię w ramię w stronę Pokoju Życzeń. Zaintrygowany, spoglądał na niedużą reklamówkę, którą to rudowłosa dzierżyła w dłoni.
            - Panie przodem – powiedział, otwierając przed nią drzwi.
Rudowłosa weszła i podeszła do niedużego stolika. Patrząc Potterowi prosto w oczy, wysypała z torebki to, czym miała go uratować, z macek ogarniającego go mroku.
            - Merlinie – westchnął.
Czuł, jakby coś go ciągnęło w jeszcze większą otchłań mroku. 
Co ta Evans sobie myślała?!
            - Berlinki, Morlinki dla dzieci, Wyborne, Sokolinki, oraz klasyczne z indykiem – powiedziała z dumą w głosie. – Do wyboru, do koloru. Wiesz, te z MOMu, takie z mięsa, lub z tektury – zażartowała na koniec, i wybuchła rubasznym śmiechem.
Jamesowi wcale nie było do śmiechu. Czuł wściekłość. Jak ona mogła?! Akurat ona!
            - Czemu mi to robisz?! – zapytał, łamiącym się głosem.
Będzie jadła te wszystkie parówki na jego oczach? To… chore! I tak bardzo okrutne.
Czuł, że mrok zacieśnia się wokół niego, jak mega obcisłe kąpielówki na basen. Ledwo mógł oddychać.
            - Nie będę ich jadła – odparła, opierając dłoń na jego ramieniu. Spojrzała mu w oczy. Zielone tęczówki mierzyły się z brązowymi, aż zarumieniła się i swoim zwyczajem zagryzła wargę. – Zrobię ci hot – doga – oznajmiła.
James otworzył szeroko oczy i poczuł coś, czego nie czuł, odkąd minął z matką to mugolskie stoisko z hot – dogami.
Mrok zaczął ustępować. To obezwładniające go uczycie, gdy tylko widział parówki, zaczęło znikać.
            - Hot - dogi są naprawdę smaczne, spróbuj – zachęcała go, podsuwając wielką bułę, wypełnioną parówką oraz ketchupem. – James, naprawdę, parówki nie gryzą. To ty je gryziesz – dodała.
Spojrzał na nią zmieszany. Czuł się tak niepewnie! Jak sześcioletnie dziecko! Jak dziewica przed pierwszym razem. Jak prawiczek, który pierwszy raz ma się zając swoim „trollem”.
            - Raz parówce śmierć – oznajmił poważnie i wgryzł się w bułkę.
Najpierw poczuł opór miękkiej bułki. Następnie gorzki posmak musztardy. Kwaskowaty ketchupu.
Aż wreszcie, poczuł to! Odgryzł spory kawałek parówki.
            - O Merlinie, to takie niedobre – stwierdził, zszokowany.
Rudowłosa patrzyła na niego szeroko otwartymi oczyma.
            - A- ale… To najwyższej klasy parówka, z zawartością mięsa aż 82%! – zawołała wzburzona.
Potter wzruszył ramionami. Spodziewał się fajerwerków, feeri smaków, czegoś niesamowitego. A parówka smakowała, cóż, dosyć normalnie.
            - Wolę patrzeć jak ty je jesz – powiedział, odkrywając prawdę.
Lily zarumieniła się i przygryzła wargę. Jej wewnętrzny bogin skakał i wymachiwał napisem: ”Już jest twój! Gryź parówki, nie wybrzydzaj!”
            - Zjedz tą – rozkazał, czując, że cały mrok, który tak go dusił, przez tyle lat, odszedł w zapomnienie.
Skupił się na tym, jak dziewczyna seksownie wgryza się w coś, co tyle lat było dla niego zakazane, a na koniec okazało się, że jest po prostu niesmaczne.
            - Zdecydowanie wolę patrzeć jak ty jesz – powiedział, czując, że jego „troll” się wznosi.
Gdy rudowłosa uporała się z parówką, postanowił zrobić coś, czego jeszcze nigdy nie robił.
            - Wiesz coś na temat dominacji, Evans? – zapytał.
Gdy zarumieniła się, wiedział,  że to właśnie tego pragnęła.
Całkowitego poddania się jego mrocznej stronie.
            - Może spróbujesz innej parówki? – zapytał całkiem niewinnie, przejeżdżając dłonią po sprzączce od paska.
Zarumieniona dziewczyna, z przygryzioną wargą, i podskakującym wewnętrznym boginem, skinęła głową…


***

Ekhm. No. 
Co ja tu publikuję, hahaha. 

1 komentarz:

  1. O mój boginie hahahaha rycze ... wyprałaś mi mózg i przez iebie nigdy więcej nie spojrze na parówke tak samo ... a na koniec chciałabym dodać tylko AHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAH umarłam ide do Hogwartu ;) pozdr xx

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.