poniedziałek, 23 lutego 2015

Epilog



Czerwona lokomotywa stała na torach. Buchała wesoło białą parą, tworząc przeróżne, obłe kształty. Do odjazdu pociągu, zostało tylko dwadzieścia minut, więc rodzice po raz ostatni pouczali oraz przytulali swoje pociechy.
- Harry, bądź grzeczny – powiedziała rudowłosa kobieta, przytulając swojego chudego, jedenastoletniego syna – Proszę, nie bierz wzoru z taty – dodała, mrugając okiem do pierworodnego.
- Harry, nie słuchaj mamy! – odparł od razu James Potter, wysoki trzydziestolatek, o wielkiej szopie, brązowych, lekko kręconych włosów – Rozrabiaj ile wlezie – dodał, czochrając synowi włosy.
- Będę grzeczny, mamo – zapewnił Harry, patrząc matce w oczy. Tak samo zielone jak jego – Ale trochę po rozrabiam, dobrze? – dodał, spoglądając na wesoło uśmiechającego się ojca.
- Tylko nie za bardzo Harry, pamiętaj, że ja idę za rok do Hogwartu! – zawołała rudowłosa dziewczynka, młodsza siostra Harry’ego, Rose.
- Zobaczymy, Rosie – odparł Harry i puścił siostrze oko.
Lily przewróciła oczami. Rose była do niej tak podobna! Już po kryjomu, po nocach, studiowała księgi zaklęć i pomagała mamie w gotowaniu eliksirów.
- Harry! – zawołał piskliwy głosik. Cała rodzina Potterów, spojrzała w stronę przejścia na peron 9 i ¾.
- Carina, Leo! – zawołał Harry – Już myślałem, że się spóźnicie… - powiedział z pretensją, witając się „żółwikiem” z przyjacielem i szybkim uściskiem z Car.
- Tata oszalał, kupił samochód i zrobił mugolskie prawo jazdy – wyjaśnił Leo i spojrzał na  rodziców.
- Cześć! – zawołała Dorcas, witając się z przyjaciółmi i starym zwyczajem, potargała Harry’emu włosy i pogładziła piegowaty policzek Rose – Syriusz i samochód… Z motocyklem radzi sobie o wiele lepiej!
Syriusz Black roześmiał się, typowym dla siebie, szczekliwym śmiechem i przytulił dzieci.
- Bawcie się dobrze! – zawołał – Carina, żadnych randek do 18 roku życia! – zawołał, na co córka przewróciła oczami – Leo, pilnuj siostry i nie ładuj się z Harry’m w kłopoty! – dodał poważnie, chociaż gdy żona nie widziała, mrugnął do dzieci, aby nie brały na poważnie tego co powiedział.
- Wsiadajcie – powiedział James, gdy rozległ się gwizd, oznajmiający odjazd pociągu.
- Jak dojedziecie, od razu napiszcie! – zawołała Dorcas, machając.
- Natychmiast! – dodała Lily, obejmując rozemocjonowaną Rose, która szaleńczo machała bratu i przyjaciołom.
- Mama żartuje, najpierw zróbcie komuś jakiś dowcip! – zawołał Syriusz.
- Black! – jęknęła Dorcas i walnęła męża w ramie.
Dzieciaki zaśmiały się wesoło i zniknęły w głębi pociągu.
- Mamo, prawda, że jak pójdę za rok do Hogwartu, to trafimy razem ze Stellą do Gryfindoru? – zapytała Rose, patrząc z nadzieją na mamę.
- Jestem prawie pewna, że tak – odparła Lily, biorąc córkę za rękę – Wujek Regulus twierdzi, że Stella to urodzona Gryfonka, a ty Rose, też masz mnóstwo cech prawdziwego lwa – dodała z uśmiechem, kierując się ku wyjściu.
Myślami nadal była przy swoim starszym synu, który właśnie rozpoczynał swoją przygodę życia.
- Nie martw się, poradzi sobie – powiedział James, widząc zatroskaną minę żony. Lily uśmiechnęła się lekko i kiwnęła głową.
- Oczywiście, że sobie poradzi, w końcu to nasz syn – odparła, wtulając się w ciepłe ramiona męża.
Przyszłość rysowała się w kolorowych barwach.
Marzenia Lily się spełniły.


***

Mogłyście sobie zadać pytanie, co to jest? Sama nie wiem. Jakieś krótkie, żałosne coś. Więc, mamy definitywny koniec opowiadania. Zapewne, powinnam być przejęta, ale spędziłam dzisiejszy dzień z bardzo żwawym sześciolatkiem i jestem wykończona. Dzieci są straszne... Odnosząc się do opowiadania, jestem w szoku, po pierwsze - z powodu ukończenia go, po drugie - ktoś to czytał i po trzecie - ktoś to komentował. Chciałabym wam bardzo, bardzo, bardzo, bardzo.... bardzo, bardzo podziękować za to, że tu zaglądałyście, czytałyście i komentowałyście. To strasznie miłe, jak zaczynałam, nie myślałam, że ktoś to przeczyta... Oczywiście, nie żegnamy się - zaczęłam pisać od początku to drugie opowiadanie. Więc za jakiś czas, gdy napiszę chociaż ze trzy - cztery rozdziały, opublikuję prolog. Myślę, że ukaże się gdzieś na początku marca. Jeszcze raz, WIELKIE dzięki, i do "spotkania", przy drugim opowiadaniu :)

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 80 Ślub Mary i Regulusa



Nadszedł ten wyczekiwany dzień. 20 stycznia 1981 roku, dzień ślubu Mary McDonald i Regulusa Blacka. Patrząc dzisiaj na blondynkę, można by odnieść wrażenie, że nic szczególnego się nie dzieje. Ot, ślub jakich wiele. Przecież codziennie ktoś się pobiera, prawda? Czemu ten ślub miałby być zupełnie inny?
Cóż, z paru powodów.
Pierwszym było to, że zarówno Mary, jak i Regulus byli czarodziejami, dosyć niezwykłe, prawda? Szczególnie dla nas, mugoli…
Po drugie, ich rodziny szczerze się nie znosiły. Odwieczne podziały między czystokrwistymi czarodziejami, oraz parami mieszanymi. Tak, państwo McDonald byli parą mugol - czarodziej.
Po trzecie, młoda para kochała się bezgranicznie.
Tak, tak, wiem! Przecież każda młoda para, mająca zamiar wziąć ślub powinna się kochać… No, a przynajmniej lubić.
Ale przecież wiemy jak jest w życiu, ludzie pobierają się z różnych powodów. Łączą wielkie majątki, wmawiają sobie uczucie do tej drugiej osoby, chcą mieć przykrywkę, dla swoich tajemnic…
Ale nie Mary i Regulus. Oni byli parą doskonałą, chociaż na pierwszy rzut oka, tak nie dobraną!
On, sarkastyczny arystokrata, wielbiciel wyścigowych mioteł oraz były zwolennik Sami- Wiecie- Kogo.
Ona, czarownica półkrwi, były kujon, wielbicielka księgarni Esy i Floresy, nałogowy pochłaniacz kolejnych książek o tematyce zdrowotnej.
Więc, co ich łączy?
To takie proste, a tak trudne do znalezienia!
Miłość. 

***

Nad ogrodem w domu przy Grimmauld Place wisiał olbrzymi namiot, który miał za zadanie chronić gości przed potężnymi opadami śniegu. Swoją rolę spełniał w stu procentach, elegancko odziani ludzie, siedzieli na złotych krzesełkach, bez grama białych płatków w misternych fryzurach i zabawnych nakryciach głów.
- Zaczęłam się denerwować – stwierdziła Mary, wyglądając z okna dawnej sypialni Regulusa na przykryty białą płachtą ogród – Merlinie, wżeniam się w okropną rodzinę, Walburgia jest taka wredna i jędzowata! – krzyknęła dziewczyna, niespokojnie poprawiając welon, wpięty w kok, upleciony ze złocistych włosów.
- Mów do mnie jeszcze – odparła Dorcas Meadowes- Black, pierwsza druhna – Wczoraj, gdy Leo płakał, powiedziała, że źle go wychowałam! Rozumiesz? Pięciomiesięczne dziecko, źle wychowałam! – dodała z oburzeniem i poprawiła krzywo układające się fałdy sukni przyjaciółki.
- No nie wiem, do mnie dzisiaj zwróciła się per „Istoto” i kazała sobie przynieść wzmocnioną wódką lemoniadę – zagaiła Lily Potter, druga druhna – A gdy jej to podałam, powiedziała, że mogę sobie zrobić wolne – dodała, parskając śmiechem.
- Stara nietoperzyca – wymamrotała Dorcas – Dziewczyny, już czas! – krzyknęła, spoglądając na zegar, który wybił 17.

***

James Potter stał obok swojego najlepszego przyjaciela, Syriusz Blacka, oraz jego brata, Regulusa i czekał na rozpoczęcie ceremonii zaślubin. Prowadzący ceremonię, niski czarodziej w wielkim cylindrze, spoglądał co jakiś czas na zegarek i głośno wzdychał.
- Coś je zatrzymało – stwierdził Syriusz, spoglądając na wciąż puste wejście do namiotu, w którym już dziesięć minut temu miały pojawić się druhny oraz panna młoda.
- Na pewno straciły poczucie czasu, wiesz, te makijaże, ubieranie się… - odparł James, żywo gestykulując.
- Jeżeli Mary nie pojawi się za trzydzieści sekund, idę po nie – powiedział walecznie Regulus, spoglądając na wykrzywioną w paskudnym grymasie matkę.
- Może… - zaczął James, lecz przerwał gdy zobaczył wytwornie kroczącą Dorcas – Uff – westchnął cicho i wyprostował się, aby lepiej widzieć swoją rudowłosą żonę, która zmysłowo kołysząc biodrami szła za brunetką. James odciągnął palcem uciskający mu szyję kołnierzyk koszuli i uśmiechnął się.
Ta cudowna istota, należy tylko do mnie, pomyślał.

***

Ceremonia ślubna gładko przeszła w wytworne wesele, o jakim z pewnością marzyła tak nadęta arystokratka jak Walburgia Black. Kobieta nadal nie mogła przecierpieć, że taka mugolaczka jak Mary, związała się węzłem małżeńskim z jej cudownym synem. Ale co poradzić? Świat się zmienił, a wraz z nim jej poglądy. No, może nie tak zupełnie, nadal chlubiła się swoją czystą, od pokoleń krwią, ale musiała zaakceptować zmiany. Jej ukochany Lord zginął marnie, a ona cóż, musiała żyć w tym przewróconym do góry nogami świecie.
Spojrzała spod grubo namalowanych brwi na nową synową i wykrzywiła usta w uśmiechu.
Już ona wychowa tą małą mugolaczkę, na damę z krwi i kości!

***

- Przepięknie wyglądasz – powiedział Regulus, mierząc wzrokiem nową panią Black – Gdyby nie ci wszyscy goście, już leżelibyśmy na ciepłym piasku w Miami, a ja próbowałbym zdjąć twój kostium kąpielowy… - wyszeptał zarumienionej blondynce do ucha.
- Regulus! – zawołała zawstydzona – Przestań, ludzie się gapią – dodała, wysyłając radosnej Lily uśmiech.
- Niestety – dodał pan młody i zakręcił dziewczyną – Ale niedługo ta męka się skończy i wylądujemy w łóżku.
Zaśmiał się głośno i zawadiacko mrugnął.

***

- Więc… - zaczęła Lily, która tańczyła już czwartą piosenkę w ramionach męża – Nie mogę zatańczyć z żadnym innym facetem?
James uśmiechnął się lekko i pokręcił głową.
- Jesteś niepoprawnym zazdrośnikiem – wyszeptała rudowłosa Jamesowi do ucha, co wywołało u niego przyjemne mrowienie – A z Łapą? – dopytała dla pewności.
- Z Syriuszem możesz, ale obawiam się, że możesz zostać znokautowana – odparł James, śmiejąc się z głośno krzyczącej Dorcas, której to Łapa nadepnął na stopę.
- Och, to chyba wolę nie ryzykować – wyszeptała Lily, mocniej wtulając się w obłędnie pachnące objęcia męża.

***

- Syriuszu, to było podłe – powiedziała obrażona Dorcas, masując sobie stopę obutą w niewiarygodnie wysokie obcasy – Będę miała siniaka jak nic! Ała.
- Dorcas, już przeprosiłem! To przez Regulusa, dawał mi jakieś dziwne znaki i na coś pokazywał – odparł skruszony Syriusz – Ale nie wiem o co mu chodziło, chyba… - przerwał, wpatrując się w kogoś zszokowany.
- Syriuszu? – zapytała Dorcas i spojrzała w tym samym kierunku, w którym patrzył jej mąż – Oo.

***

Remus Lupin rozglądał się po zatłoczonym namiocie, w którym odbywało się przyjęcie weselne jego byłej dziewczyny.
- Lunatyk! – wydarł się ktoś niedaleko niego i zobaczył przeciskającego się między gośćmi Syriusza, a zaraz za nim podążała Dorcas – Wróciłeś?!
Remus poczuł wypływający na usta uśmiech.
- Wróciłem – odparł i znowu poczuł, że gdzieś pasuje i że nie jest sam.

***

Nimfadora Tonks* rozglądała się ze znużeniem po znajomych, lub nieznajomych twarzach gości weselnych, jej kuzyna od strony matki.
Owszem, lubiła Syriusza i Regulusa, byli całkiem spoko. Dlatego aż tak bardzo nie sprzeciwiała się matce, gdy ta powiedziała, że musi przyjść na tą rodzinną uroczystość. O dziwo, nawet ciotka Walburgia, zazwyczaj chłodna i do cna arystokratycznie nadęta, tańczyła walca z wujkiem Orionem.
- Niepojęte – wyszeptała, popijając Piwo Kremowe.
- Co jest niepojęte? – zapytał blond włosy mężczyzna, biorąc z baru szklaneczkę z Ognistą Whisky.
- Moja ciotka tańczy z wujkiem i wygląda jakby całkiem nieźle się bawiła – odparła dziewczyna i spojrzała spod różowej grzywki na uśmiechniętego blondyna – Hej, ja cię przecież znam! Remus Lupin, prawda?
Chłopak zmarszczył jasne brwi.
- Skąd mnie znasz? – zapytał, biorąc spory łyk bursztynowego alkoholu.
- Chodziło się do Hogwartu, nie? – odparła różowo włosa – Nimfadora Tonks, ale wolę gdy zwracają się do mnie po nazwisku… W tym roku kończę Hogwart, dostałam przepustkę na dwa dni, na ślub kuzyna – dodała dziewczyna i podała bladą dłoń Remusowi.
- Remus Lupin – odparł, i spojrzał w niewiarygodnie fiołkowe oczy dziewczyny – Chcesz zatańczyć? – zapytał i nawet nie czekając na odpowiedz Tonks, pociągnął ją na parkiet.

***

Krojenie wielkiego tortu weselnego, który miał aż piętnaście kondygnacji i przeróżne zdobienia, zrobione ze słodkiego marcepanu, był szałem. Z jednego powodu. Gdy panna młoda przystawiła nóż do wypieku, tort wybuchł, przez co zrobiło się małe zamieszanie wśród oblepionych wypiekiem gości.
- Ej, no! – krzyknęła Dorcas, gdy dostała prosto w czoło kawałkiem ciasta z białym kremem.
Wybuch był niespodziewany, nie pomagały okrzyki wzburzonej Walburgii, oraz uspokajanie jej przez Doreę Potter. Krzywda się stała i każdy kto stał w okolicy stołu, został obsmarowany białym lukrem.
- Chcę dużo zdjęć! – krzyknął James, szybko rozsmarowując krem po dekolcie żony.
- Ostatni dowcip Huncwotów! – dodał Syriusz, przybijając piątkę roześmianemu Jamesowi, oraz obsmarowanemu ciastem Remusowi.
- Myślałam, że chociaż ślub możecie potraktować z powagą – westchnęła Dorcas, zdejmując sobie z czoła spory kawałek ciasta.
- Wiesz co, Dor? – zapytała Lily, ścierając palcem krem z policzka męża – Myślę, że było by strasznie nudno – dodała, zlizując krem i wybuchając śmiechem z miny przyjaciółki.

***

Przyjęcie weselne trwało do późnych godzin nocnych. Wszyscy goście bawili się doskonale, młoda para co jakiś czas obdarzała się czułym pocałunkiem, co zostało zarejestrowane na gigantycznej ilości zdjęć, robionych przez zatrudnionych fotografów.
- Kocham cię – szepnęła Mary Black, wtulając się w ciepłe ramiona męża.
- Dlatego tu jesteśmy – odparł Regulus, po czym dodał – W tej chwili jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi. Trzymam w objęciach piękną, mądrą kobietę, którą kocham całym sercem…

***

- Więc, co robisz na co dzień? – zapytała Tonks, popijając następny kufel Kremowego Piwa. Spojrzała na powoli pustoszejący parkiet, a następnie na blondyna.
- Obecnie jestem bezrobotny – odparł rozbrajająco Remus i dodał z uśmiechem – Jakie masz plany na przyszłość?
- Chcę zostać Aurorem – odparła różowo włosa i z uwagą popatrzyła na blondyna – I myślę, że chętnie dałabym się zaprosić na randkę – dodała, spoglądając zalotnie.
Remus Lupin uśmiechnął się i napił Whisky.
- To całkiem niezły pomysł – odparł, spoglądając na radosną dziewczynę z błyskiem w oku.

***

Syriusz tańczył w rytm szybkiej muzyki. Wymachiwał szalenie wszystkimi swoimi odnóżami i głośno się śmiał. Taak, wypił całkiem sporą ilość Ognistej Whisky.
- Dorcas, moja piękna żono! Zatańczmy, tak jak na tym filmie, Dirty Dancing?! – zawołał – Ty będziesz kobitką, a ja facetem – dodał dla uściślenia ról jakie mieli odegrać.
- Merlinie, Łapo, prędzej dostaniesz czyraków, niż mnie złapiesz w locie! – odparła Dorcas, ale widząc bojową postawę męża, pokręciła głową i z rozbiegu wykonała finałową scenę z filmu.
- Kocham cię, ty wariacie! – zawołała, roześmiana, szybko łapiąc powietrze.
- Ja ciebie też – odparł Syriusz i mocno przytulił swoją żonę.

***

- Jak za dawnych czasów – stwierdził James, całując Lily po szyi.
Byli w jakimś niedużym pomieszczeniu, w domu państwa Black. Może była to stara komórka na graty? W każdym razie coś w tym stylu.
- Och – westchnęła rudowłosa, gdy usta męża zjechały po szyi na jej już odsłonięty biust – Tak, tak – wymamrotała, szybko ściągając z bruneta koszulę.
- Chyba Harry szybko doczeka się rodzeństwa – stwierdził James, patrząc w zamglone z pożądania oczy żony.
- Mam nadzieję – odparła, sprawnymi ruchami rozpinając rozporek w spodniach Jamesa – Kochajmy się – zażądała, całując gorące wargi męża…

- Kocham cię – wyszeptała już po wszystkim, czując słodkie rozleniwienie i miłe odprężenie w mięśniach.
- Kocham cię – odparł James.
Przyciągnął do siebie Lily i obdarzył ją czułym pocałunkiem.
Jednym z wielu…


Koniec

***

Więc tak, koniec. Chociaż nie taki koniec - koniec, bo będzie jeszcze epilog :) Ale w każdym razie koniec opowiadania. Co do nowego, to nie wiem. Mam kryzys. Utknęłam na 12 rozdziale, i nie wiem o czym dalej pisać. To nadal nie jest to, co chciałam stworzyć. Wszystko jest przewidywalne, takie gunwo totalne, że aż nie mogę tego czytać i poprawiać, bez załamywania się. Może już nie powinnam pisać następnego opowiadania? Obawiam się, że może być zbyt podobne do tego, a to przecież było by bez sensu... Przepraszam, pewnie w tekście są błędy, czytałam myśląc zupełnie o czymś innym.
* Wprowadziłam Nimfadorę Tonks, chociaż jak wiadomo, była ona jeszcze młodsza od Remusa. Ale hej! To tylko dziwny twór mojej wyobraźni, więc niech Remus też będzie szczęśliwy :)
Edit1:
Uwaga, zmiana planów!! Zaczynam pisac opowiadanie od początku... Taa, to co napisałam, zupełnie nie nadaje się do opublikowania (to też się nie nadawało, ale, taaa). Wstąpiły we mnie nowe siły, poczytałam Harry'ego Pottera, źle się do tego zabierałam. Będzie tak jak miało być :) Czyli lecimy schematem, będą się mordować i w ogóle, będzie Sami-Wiecie-Kto itd. No nic, byle tego entuzjazmu mi starczyło :)
Jeżeli ktoś chce się pośmiac, mogę wam zaserwowac to, co do tej pory napisałam, ale ekhm. To jest złe. Chyba, że naprawdę się bardzo, ale to bardzo nudzicie :) Wiecie, tak czekając na to, co spróbuję teraz stworzyć :)
W każdym razie, startuję ponownie.