25
grudnia 1977
Niewątpliwie najlepszym
miejscem do spędzania Świąt Bożego Narodzenia był Hogwart. Uważali tak wszyscy
nauczyciele, duchy, magiczne stworzenia żyjące w okolicy zamku oraz znaczna
część uczniów. Atmosfera, przepiękne dekoracje, pyszne jedzenie – to wszystko i
jeszcze więcej składało się na niesamowity świąteczny klimat Hogwartu.
W tym roku – jako, że był to
już ich ostatni rok nauki w szkole, Święta w Hogwarcie postanowiła spędzić
znaczna część rocznika 1960. Mianowicie parę osób, które na czas Świąt
postanowiły zawrzeć niepisany pakt o nieagresji.
Tymi osobami byli mieszkańcy
Wieży Gryffidoru – Lily Evans, Dorcas Meadowes, Mary McDonald, James Potter,
Syriusz Black, Remus Lupin oraz Peter Pettigrew.
Każdy z nich został w zamku
z innego powodu – chociażby taka panna Evans, która od lat nie mogła dogadać
się z siostrą – została w zamku z powodu zaręczyn wcześniej wspomnianej osoby z
grubym przedstawicielem płci męskiej, o dosyć głupim imieniu, Vernon.
Dorcas, jako najlepsza
przyjaciółka rudowłosej postanowiła jej towarzyszyć, a rozmarzona Mary chciała poczuć
prawdziwą magię świąt – a nie wieczne kłótnie przy stole.
James Potter, gdy tylko
usłyszał, że rudowłosa nimfa – jego wielka miłość, tak zwana przez niego
„Evans”, zostaje w zamku na Święta, postanowił, że wprowadzi swój niecny plan w
życie właśnie teraz, bo w końcu Święta, to magiczny czas, prawda?
Syriusz Black, jako osoba
bezdomna i wyklęta – również postanowił spędzić ten czas w szkole, razem z
najlepszymi przyjaciółmi i swoją ostatnią zdobyczą – niewiarygodnie ładną
Dorcas.
Remus Lupin został w zamku z
bardzo tajemniczego powodu - nikt oprócz jego przyjaciół – tak zwanych
Huncwotów – nie wiedział jakiego. Mówiło się, że chce przerwę świąteczną poświecić
na jeszcze więcej nauki, ale po kątach szeptano, że coś jest z nim nie tak.
Tylko nikt nie wiedział, co.
Znowu Petera Pettigrew
zupełnie nic nie obchodziło – co tam magia Świąt, dekoracje, czas spędzany z
przyjaciółmi, rodziną, prezenty – dla tego chłopca o wadze małego nosorożca, najważniejsze
były dyniowe paszteciki podawane do świątecznego barszczu oraz ryba w galarecie
– według Petera – najlepsza tylko, przyrządzana przez hogwarcie skrzaty!
I takim oto sposobem, w
Wieży Gryffindoru zostało siedem osób, w tym dwie o zupełnie odmiennych
uczuciach - miłość i nienawiść, jakże cienka linia je dzieli!...
Poranek 25 grudnia przywitał
siódemkę Gryfonów potężnymi opadami śniegu, ale co ważniejsze
prezentami!
- Lily, pośpiesz się, zaraz
zacznie się śniadanie, burczy mi w brzuchu! – zawołała Dorcas waląc pięścią w
drzwi od łazienki – Lilyyyy! – wydarła się jeszcze i poczuła, że jest odpychana
przez drzwi.
Oto z łazienki wyszła pewna
rudowłosa osoba i spokojnie powiedziała:
- Luzuj Dorcas, bo ci gumka
z majtek puści.
Takim oto żartobliwym
tekstem uraczyła swoją najlepszą przyjaciółkę.
- Jak ty coś powiesz… -
powiedziała Mary – urocza blondynka o twarzy elfa.
- Dziewczyny, mam jeszcze
coś do załatwienia, idźcie na śniadanie, ja zaraz dołączę – odparła zadowolona
panna Evans i patrzyła jak jej przyjaciółki wychodzą z pokoju.
To był odpowiedni moment!
W
tym samym czasie w męskim dormitorium
- Rogacz! Rogacz, wyłaz z
tego kibla! Rogacz! – darł się wkurzony Syriusz Black. Był zdenerwowany na
swojego najlepszego przyjaciela – Jamesa Pottera, z dosyć trywialnego powodu –
bardzo chciał umyć zęby przed śniadaniem, aby olśnić ich blaskiem swą nową dziewczynę,
Dorcas Meadowes – według szkolnego rankingu, najseksowniejszą dziewczynę
rocznika 60’.
- Już, Łapo – powiedział
przystojny brunet, zakładając na swój zgrabny nos, zabawne, okrągłe okulary.
- Idziemy już na śniadanie?
– zapytał Peter, żałośnie trzymając się za brzuch. Zapytacie, jak można trzymać
się żałośnie za brzuch, prawda? Otóż wszystko co robił Peter, miało taki efekt
– jego czary, próby nauki czegokolwiek – Pettigrew niewątpliwie był
człowiekiem- nieudacznikiem.
- Chodźmy, Peter zaraz odgryzie
sobie palce – powiedział Syriusz wychodząc z łazienki i olśniewając kumpli
idealnym uśmiechem.
- Muszę jeszcze coś załatwić
przed śniadaniem, dołączę do was! – powiedział James i patrzył jak koledzy
wychodzą z pokoju. Podszedł do łóżka i wyjął spod niego małą paczkę. Wziął
jeszcze Mapę Huncwotów i wyszedł z pokoju.
Panna Evans maszerowała
korytarzem i zamaszyście machała włosami związanymi w tak zwany koński ogon.
Kierowała się do Sowiarni – zapomniała wysłać prezentu dla rodziców.
- Będą zadowoleni z tych
czarodziejskich piór, jestem tego pewna – powiedziała do siebie, a może do
sowy, panna Evans.
- Wiesz Evans, gadanie do
siebie, to nie jest normalne – powiedział jakiś głos. Dla nas byłby to zwykły,
coraz bardziej męski i głęboki głos. Jednak dla Lily był to najbardziej
wkurzający dźwięk świata.
- Potter, a ty tu czego? –
zapytała, jakże miło, Lily – Lec do Little Whinging – dodała do sowy i
skierowała się do wyjścia, z dumnie zadartą głową.
- Poczekaj! – zawołał
chłopak za nią i z prędkością wyścigowej miotły, ruszył za swoją ukochaną –
Evans, czekaj! – zawołał raz jeszcze, gdy uparta panna E ruszyła sprintem przez
korytarze Hogwartu.
Żaden postronny widz tej
gonitwy nie był zaskoczony – takie biegi często miały miejsce na szkolnych
korytarzach. Gdybyśmy byli w mugolskiej szkole – ta dwójka z pewnością miałaby
miejsce w sekcji biegowej.
- Mówiłem: czekaj! –
powiedział chłopak, gdy dogonił dziewczynę i wciągnął ją do dawno nieużywanej
klasy na drugim piętrze.
Głośno dysząc spojrzeli na
siebie i rzucili się na siebie!
Wiem co myślicie, zaczną się
bić!
Ale nie, to było zupełnie
coś innego…
Pocałunek.
Dosyć namiętny.
Dobra, wcale nie dosyć –
bardzo namiętny – gdybym nie była duchem tego zamku, tylko zwykłą nastolatką –
widząc coś tak gorącego, od razu bym się zarumieniła i odwróciła wzrok.
- Nie mogę dłużej udawać,
proszę, nie karz mi – wydyszał chłopak, gdy w końcu lekko odsunął się od lekko
nieprzytomnej dziewczyny. Rudowłosa podniosła głowę i spojrzała w orzechowe
tęczówki chłopaka.
- James, pomyśl co to się
będzie działo – wyszeptała ruda, mocno przytulając się do szerokiego torsu chłopaka (ach, ten
Quidditch!).
- No co się będzie działo? –
zapytał chłopak, oplatając szczupłą talię dziewczyny swoimi wielkimi łapami.
- Tyle czasu ci nie uległam,
nie mówię, że uznają mnie za łatwą, ale uch, będziemy na językach wszystkich
uczniów i zapewne większości duchów – odparła dziewczyna, trochę się plącząc.
No o co jej chodzi, ma przystojnego chłopaka i boi się plotek? Eh!
- Zupełnie mnie to nie
obchodzi… Męczy mnie to udawanie – odparł lekko naburmuszony chłopak i
pogłaskał dziewczynę po plecach.
- Myślisz, że mnie nie męczy
nazywanie cię kretynem przy wszystkich? – zapytała rudowłosa i spojrzała na
chłopaka gorącym spojrzeniem – Oczywiście, że tak… - dodała – Zresztą, Dorcas
coś podejrzewa. Przez te cholerne patronusy! – krzyknęła.
Brunet uśmiechnął się.
- Musisz przyznać, że jeleń
i łania ładnie razem wyglądały… - powiedział, siadając na zakurzonym krześle i
pociągając dziewczynę na kolana – Remus chyba się domyśla – dodał.
Lily spojrzała na chłopaka i
się uśmiechnęła.
- Mam dla ciebie prezent –
powiedziała i wyciągnęła z kieszeni swetra niedużą paczuszkę.
- Co to jest? – zapytał
brunet, próbując rozwiązać ładnie zawiązaną wstążeczkę.
Rudowłosa nic nie powiedziała,
tylko szerzej się uśmiechnęła.
- Kluczyk? – zapytał chłopak
nic nie rozumiejąc.
- Jest coś jeszcze – odparła
dziewczyna i wyjęła płaską paczkę.
- To jest…
- To jest mój pamiętnik –
wytłumaczyła – Chciałabym, żebyś wiedział, że nie zawsze myślałam o tobie jak o
kretynie – dodała i zaśmiała się z miny ukochanego.
- Też mam coś dla ciebie –
powiedział i wstał z krzesła, usadził na nim dziewczynę i co było dla niej
zaskoczeniem, uklęknął przed nią na jednym kolanie.
- Lily Evans, jesteś miłością
mojego życia. Zakochałem się w tobie już tak dawno temu, że nawet nie pamiętam
kiedy to było. Hm. Chyba wtedy, gdy zdzieliłaś mnie tą wielką księgą od
eliksirów na czwartym roku… Jednak to nieważne, chcę tylko zapytać, czy
zostaniesz moją żoną i uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem pod Słońcem,
a może i we Wszechświecie, albo i…
- James, tak – wyszeptała
panna Evans. Oczywiście, wzruszona i onieśmielona (a to jest dziwne).
- Kocham cię, Lily –
powiedział chłopak, wsuwając na palec ukochanej śliczny pierścionek zaręczynowy
ze szmaragdowym oczkiem.
- Kocham cię, James –
odparła panna Evans - ale – już – niedługo – Potter – Powiedzmy znajomym! –
zawołała śmiało – Powiedzmy wszystkim! – dodała, patrząc na szczęśliwego
chłopaka. Narzeczonego, ku woli ścisłości,.
Wielka
Sala, świąteczne śniadanie
- Gdzie ona jest? – zapytała
Mary, zwracając się do Dorcas.
- Nie ma pojęcia – odparła
brunetka, chrupiąc tosta – Syriuszu, a gdzie jest James? – zapytała swojego
chłopaka.
- Nie wiem, miał coś załatwić
– odparł chłopak i rozejrzał się po Sali. Nagle zrobił zszokowaną minę – Na
gacie Merlina… - wyjęczał, łapiąc się za serce.
W tym momencie cała piątka
spojrzała w stronę wejścia do Wielkiej Sali.
A stała w nim dwójka osób –
które o dziwo na siebie nie krzyczały, nie ganiały się, nie wyzywały, ani nie
chciały na siłę całować (co zdarzało się bardzo często w przypadku pewnego
bruneta).
- Czy oni?... – zapytała
Mary.
- Trzymają się za ręce! –
zawołał Remus – chłopak który zawsze zachowywał zimną krew – a w tym momencie
ogarnęły go wielkie emocje.
- Cześć – zaczęła nieśmiało
panna Evans, siadając obok zszokowanych przyjaciółek i ciągnąc za sobą
narzeczonego – No co? – wyburczała, gdy Dorcas wskazała na nią palcem
oskarżycielsko.
- Ty!... – zawołała.
- No, ja – odparła
inteligentnie panna E. W tym momencie światło odbiło się w jej zaręczynowym
pierścionku.
- To!... – zawołała Mary,
patrząc na pierścionek.
- Zaręczynowy – powiedział
dumnie James.
- Rogaczu… - wyjęczał
Syriusz, patrząc na tą scenę z niedowierzaniem – Ale jak?… Jeszcze wczoraj
wyzywała cię od debili! – zawołał na całą salę. Niektórzy uczniowie obejrzeli
się na stół Gryffindoru.
- Ciszej, głupku –
powiedziała wkurzona rudowłosa – Ukrywaliśmy się – dodała z uroczym uśmiechem.
- Jeleń i łania… - wyszeptał
Remus, patrząc na dwójkę przyjaciół.
- Jeleń i łania –
potwierdził James i pocałował narzeczoną w policzek.
I uwaga, nie dostał w twarz!
Tak oto świąteczne śniadanie
roku 1977 przeszło do historii Hogwartu.
Już na zawsze panna Evans,
oraz pan Potter wpisali się do niespisanych (ależ co ja teraz robię? Spisuję!)
historii miłosnych Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
Ich historia, pełna
wzniesień i upadków, wyzwisk, kłótni, nienawiści, a na końcu miłości zapisała
się w dziejach tej niewiarygodnej szkoły.
Można by żartobliwie powiedzieć – „Nieprawdopodobne, a
jednak*”!
*Oczywiście piję tu do serialu paradokumentalnego Polsatu
;)
***
Pomiędzy pieczeniem keksa, a makowca dodaję świąteczną miniaturkę :) Jest taka sobie, niestety nie miałam czasu jej poprawic...
Chciałabym wam życzyc Wesołych Świąt, pełnych miłości, radości, magii :)
Oraz żebyście dostały świetne prezenty i nie przytyły ani grama, przy świątecznym obżarstwie - tego życzę i sobie :)