piątek, 24 października 2014

Rozdział 31 Spadek



Maj mijał niespiesznie. Pogoda jak na Anglię była zadziwiająca, dzień w dzień świeciło słońce i było całkiem ciepło.
- James, podaj mi dżem – powiedziałam do chłopaka, kładąc sobie na talerzu gorący tost. Właśnie odbywało się sobotnie śniadanie, siedzieliśmy zaspani przy stole i niemrawo spożywaliśmy posiłek.
- Oo, poczta – zauważyła Mary, gdy chmara sów wleciała do Wielkiej Sali. Przede mną wylądował Paddington, którego jak zwykle użyczył mi James, w końcu leniwy kot nie dostarczy rodzicom poczty...
- Petunia urodziła! – zawołałam trochę zszokowana. No dobra, wiadome było, że w końcu urodzi to dziecko, ale to takie dziwne, moja siostra ma dziecko! A ja zostałam ciocią! – Nazwali go Dudley, w chwili narodzin ważył 4 i pół kilo i miał 54 centymetry – dodałam, wyczytując najciekawsze wiadomości z listu.
- Trochę spory – stwierdził James i wypił szklankę soku dyniowego – Co jest Łapo, kiwasz się i gapisz w ten pergamin jak nawiedzony.
Spojrzałam na Syriusza i rzeczywiście, jakoś zbladł i przez parę minut nic nie mówił, co było dosyć niepokojące.
- Zmarł wujek Alfard – oznajmił, chowając pergamin z powrotem do koperty – Jestem jego jedynym spadkobiercą – dodał.
- Syriuszu, tak mi przykro z powodu twojej straty – powiedziałam.
- Co? Ruda, nie przesadzaj, jest ok., wujek był spoko-kolesiem, ale prawie się nie znaliśmy. Pewnie chciał doprowadzić do zawału moją matkę, przepisując wszystko na mnie – odparł wzruszając ramionami i zajmując się jedzeniem owsianki.
- To co ci zapisał? – zapytał ciekawsko James.
- Nie wiem, mam się zgłosić do jego prawnika na oficjalne odczytanie testamentu. Mam nadzieję, że Dumbledore puści mnie w poniedziałek… - dodał, wstając od stołu.
- Ciekawe co arystokraci zostawiają w spadkach – zaczął rozważać Remus.
- Z tego co wiem, to mnóstwo galeonów, czasem posiadłości lub biżuterię – odparł James, który trochę siedział w tym temacie.
- Mógłby odziedziczyć dom, wcale bym się nie obraziła – stwierdziła Dorcas – To co, babski dzień, dziewczęta? – zaproponowała, na co z chęcią przystałyśmy. Tylko Remus z Jamesem coś tam jęczeli, ale kto by się przejmował facetami?



- Czas na maseczkę! – zarządziła Mary, nakładając brunetce na twarz specyfik z zielonej glinki – Dor, nie ruszaj się, bo ci pobrudzę włosy – fuknęła.
Siedziałam i malowałam sobie paznokcie, z mnóstwem wałków na głowie, z maseczką ściągającą pory(małe, okropne dziady, nienawidzę ich) i nuciłam sobie nową piosenkę zespołu Otruci Amortencją.
- „… i przyszła, przyszła i otruła mnie! Otruła mnie, o nieee, o nieee…!” – wyłam sobie, gdy zobaczyłam za oknem trzy roześmiane postacie.
- Powtórka z przeszłości – skomentowała to Mar, na co przypomniałam sobie początek siódmej klasy i pierwszą wizytę Huncwotów w naszej sypialni. Też wtedy miałyśmy maseczki na twarzach. Fatum jakieś, czy co?
- A wy tu czego? – zapytałam, otwierając szerzej okno, aby mogli wlecieć na miotłach.
- A tego – odparł bardzo „zabawnie” Syriusz. Haha, boki zrywać!
- Co to za zwierzaki masz we włosach? – zapytał James, dotykając powkręcane we włosy wałki.
- Mugolskie wałki – odparła za mnie Dorcas – Dzięki temu, Lil będzie miała prześliczne loki – dodała.
- Lubię cię w lokach – wyszeptał mi na ucho Rogacz. Aż mi się gorąco zrobiło!
- Weźcie mi tu nie flirtujcie, Ruda, dawaj chipsy, wiem, że pani Evans ci wysłała! – zawołał oskarżycielsko Syriusz. Westchnęłam głośno i poszłam do mojej jakże tajnej skrytki, czyli wyjęłam spod łóżka spory karton pełen paczek syriuszowych przysmaków.
- Tyle chipsów – wyszeptał Łapa, porywając jedną z paczek. Ech, chipsomaniak.
- W „Czarownicy” jest test dla par, zrobimy? – zaproponowała Dorcas, wskazując na kolorowy magazyn. Gdy już wszyscy wyrazili ochotę, i byli zapchani chipsami o smaku papryki, albo tak jak Syriusz cebuli(Cebulak jeden), zaczęliśmy.
- Dobra, to zasady są takie, każdy pisze odpowiedzi na swojej kartce, a potem sobie je porównujemy w parze. Test nazywa się: „Co najbardziej lubi twoja połówka? Czy znacie siebie dostatecznie dobrze, żeby stworzyć trwały związek?”. Uwaga czytam, pierwsze pytanie!
Co najbardziej lubi twój/twoja ukochany/na?
a)    Czekoladę
b)    Owoce morza
c)    Pomidory
Tak sobie pomyślałam, że niezłe połączenie! Czekolada, owoce morza i pomidor, jakiś kretyn układał tak debilne pytanie. No, ale wiem że James uwielbia pomidory, więc odpowiedz c.
- Pytanie drugie:
Co założyłby/założyła twa ukochana osoba na imprezę:
a)    Mini
b)    Spodnie
c)    Ogrodniczki
W „Czarownicy” pracują sami kretyni, ale dobra, odpowiedz b) spodnie. Bo James w ogrodniczkach? Hahaha.
- Pytanie trzecie:
Jaką pozycję seksualną uwielbia twój/twoja dziewczyna/chłopak?:
a)    Misjonarska
b)    Na jeźdźca
c)    Od tyłu
Cholera jasna, a co my Kamasutrę już mieliśmy przerobić? Szczerze mówiąc, to ech, dobra, niech będzie odpowiedz a).
- Pytanie czwarte:
Co twój/twoja ukochana/ukochany kocha w tobie najbardziej?
a)    Oczy
b)    Usta
c)    Inną część ciała
W końcu jakieś sensowne pytanie. Tylko hm, co by tu zaznaczyć? Niech będą oczy!
- I uwaga, piąte ostatnie pytanie:
Gdzie widzisz siebie z ukochaną osobą za 10 lat?
a)    W domu z piątką dzieci
b)    Na Malediwach
c)    Na Pokątnej
Kolejne idiotyczne pytanie, ale jestem pewna, że odpowiedz a! James już sobie zaplanował co najmniej trójkę dzieci, które to chce powiązać z dziećmi DorSyriuszów oraz ReMarów.
- Czytamy odpowiedzi! – zadecydowała Mary. A że mieliśmy to robić w parach, odwróciłam się do Jamesa i zaczęłam czytać:
- Pytanie 1 odpowiedz c) pomidor – powiedziałam, na co zadowolony James kiwnął głową i odpowiedział:
- Odpowiedz b) owoce morze – teraz ja się uśmiechnęłam, cóż uwielbiam krewetki, kraby, homary! Mniam, mniam!
- Pytanie 2 odpowiedz b) spodnie.
- Ja u ciebie zaznaczyłem a) mini – z braku laku, to najlepsza odpowiedz.
- Pytanie numer 3, odpowiedz a) misjonarska – powiedziałam lekko się czerwieniąc.
- Ja również to zaznaczyłem. Ale nie martw się, niedługo wypróbujemy inne – zapowiedział. No nic, trzymam go za słowo.
- Pytanie 4, odpowiedz a) oczy.
- Doskonale. Ja zaznaczyłem b) usta – odparł, czym sobie przyplusował, doskonale wie, że uwielbiam jego usta.
- I ostatnie, odpowiedz a) w domu z piątką dzieci – powiedziałam, na co James się zaśmiał i kiwnął głową.
- Zaznaczyłem b) Malediwy, bo wiem, że z piątką dzieciaków byś nie wytrzymała – odparł. I tu ma rację, dwójka ok., trójka może być, ale nigdy więcej! Chyba bym oszalała, gdyby były podobne do nadpobudliwego Jamesa. Gdy już wszyscy przeczytali sobie odpowiedzi i pozmywałyśmy z dziewczynami maseczki, oraz zdjęłam z głowy niewygodne wałki, zdecydowaliśmy, że resztę dnia spędzimy na błoniach.



Poniedziałkowe popołudnie spędzaliśmy w Pokoju Wspólnym, rozwaleni na kanapach po ciężkich lekcjach. Niby koniec roku szkolnego tuż-tuż, a cisną nam strasznie! McGonagall wyżywała się na nas, jakbyśmy jej kota zatłukli balonem, no masakra.
Głównie czekaliśmy na Syriusza, który dostał pozwolenie od Dumbledore’a na wyjście ze szkoły i spotkał się z prawnikiem swojego zmarłego wujka.
- Ile może trwać takie spotkanie? – zapytała Dorcas. W końcu Black wyruszył ze szkoły o 9 rano, a było już po 17 i nadal go nie było.
- Pewnie muszą wszystko pozałatwiać, wiesz jakieś sprawy notarialne czy coś – odparłam piłując Mary paznokcie.
- Notarialne? – zapytał James.
- Hm, nie wiem jak to się nazywa w magicznym świecie. U mugoli są prawnicy, notariusze… - zaczęłam wyliczać, jednak jak zwykle przerwało mi nadejście Syriusza.
- Cześć wam! – zaczął, rozpinając marynarkę i zdejmując ją z ramion. Następnie rozsiadł się na wolnym fotelu i wypił resztki soku dyniowego z butelki.
- Weź nie przeciągaj i powiedz co odziedziczyłeś? – zapytał James.
- No, moi drodzy, Czekoladko, już nie jestem bezdomny – oznajmił Syriusz i błysnął zębami – Przypadł mi dom wuja, jego całkiem pełna skrytka u Gringotta, trochę biżuterii rodowej oraz różne lokaty.
- Fiu fiu – gwizdnęła Dorcas – To co, już spokojnie cię stać na pierścionek zaręczynowy – zauważyła i dodała marzycielsko – Z pięciokaratowym brylantem.
- Hm, no nie szalej Czekoladko – odparł Łapa – Ale trzy karaty na pewno dostaniesz – dodał, widząc jej zabójczy wzrok.
- To się cieszę, będziemy mieć z Jamesem spokój w naszym gniazdku – powiedziałam, uśmiechając się do Rogacza.
- Chyba wiewiórczej norze – rzucił Black i zaśmiał się ze swojego dowcipu, który nikogo nie rozśmieszył.
- Aleś zabawny – odparłam.


Z dziennika Severusa Snape’a
- Odnalazłem miejsce ukrycia ostatniego horkruksa – oznajmił Dumbledore.
- I gdzie on się znajduje? – zapytałem ciekawy.
- Jutro po niego wyruszę, jednak chciałbym żebyś mi towarzyszył – powiedział zupełnie ignorując moje pytanie, jednak pokiwałem głową na zgodę.
- Będziesz musiał wykonać wszystkie moje prośby, gdy powiem uciekaj, uciekniesz na nic się nie oglądając, gdy powiem schowaj się, od razu to wykonasz, rozumiemy się? – dodał, spoglądając na mnie zza tych okularów-połówek.
- Tak, panie profesorze – odparłem. Już czekałem na możliwość zniszczenia wszystkich części duszy Voldemorta.



Ostatni rozdział w tym tygodniu. 
Muszę trochę nadrobić pisanie kolejnych części, już mam tylko trzy w zapasie! 
Więc, miłego weekendu i dzięki za komentarze :)

czwartek, 23 października 2014

Rozdział 30 Szczeniaczki?



Tadam! I dobrnęłyśmy do rozdziału 30. Dziękuję za komentarze, cieszę się, że Biedronex wzbudził w was pozytywne emocje. Szczerze mówiąc jak pisałam tamten rozdział, to sama się idiotycznie zacieszałam. Więc fajnie, że nie tylko ja tak na to reagowałam, bo najgorsze co może być to śmiać się samemu z własnych żartów, a innych nimi nie rozśmieszać...
Melduję, że jakoś skończyłam pisać rozdział 33, ale jest on zupełnie do du... sorry, do kitu. Miłego czytania :)




Było słoneczne popołudnie, lekcje skończyły się godzinę temu, a ja sobie szłam do biblioteki. Wiem, jest już po egzaminach, nie trzeba się tyle uczyć, jednak miałam ochotę wypożyczyć jakąś ciekawą książkę o eliksirach. Więc tak maszerowałam sobie zalanym słońcem korytarzem na 3 piętrze, gdy zostałam wciągnięta przez kogoś do komórki na miotły.
- Dorcas, co ty odwalasz? – zapytałam brunetki, trzymając się za mocno bijące serce. Nie lubię takich akcji! Zresztą, wątpię by ktokolwiek lubił być wciągany do małego pomieszczenia pełnego pajęczyn i różnych mały stworzonek z paroma odnóżami. No, chyba że ma jakiś taki dziwny fetysz.
- Lily, musisz mi pomóc! – zawołała i zaczęła beczeć – Ja ostat-nio ciągle ra-rano wymiotuję i źle się czuję – dodała, głośno trąbiąc w chusteczkę. Mój analityczny mózg zaczął przetwarzać informacje i doszedł do jednego wniosku.
- Na skarpety Syriusza, Dor, uważasz, że jesteś w ciąży?! – no, muszę usiąść. Takie wiadomości! O moje słabe serce! Tylko nie to!
- Nie wieeeem – odparła, pociągając nosem – Rzygam jak kot, jakoś mi słabo i mam jeszcze więcej ochoty na Nutellę – dodała, wyliczając na palcach swoje objawy.
- Och, Door – wyjęczałam. Bo co miałam powiedzieć? To super Dorcas, stworzyliście z Blackiem małe Syriuszki? Kurczę nie, mamy 18 lat, nie skończyliśmy szkoły! Black nawet nie ma gdzie mieszkać, no oczywiście oprócz domu Jamesa – Musimy się dowiedzieć czy jesteś w ciąży – stwierdziłam genialnie.
- Jak? – wyszeptała brunetka. Ta to chyba w Średniowieczu żyje, że nie wie jak się sprawdza czy jest się w ciąży – Zrobimy quiz z „Czarownicy”, wiesz? Dor, ogarniaj bazę, przecież mamuśka zapakowała mi po ślubie Tuni mnóstwo testów ciążowych! Chyba nadal ma nadzieję, na kolejnego wnuka… No, ale to za rok, czy dwa…
- Dobra, Lily, mów co z testem – przerwała moje rozważania przyszła mamuśka. No „może przyszła mamuśka”.
- Jak gdyby nigdy nic, idziemy do naszego dormitorium, zamykamy się w kiblu i sprawdzamy – odparłam, wyciągając z kieszeni różdżkę i usunęłam z twarzy Czekoladki rozmazany makijaż – Idziemy – powiedziałam otwierając drzwi.   
Oczywiście nasz banalny plan nie mógł być aż taki prosty, bo z naszym parszywym szczęściem od razu wpadłyśmy na Syriusza i Jamesa.
- A co wy tu robiłyście? – zapytał James, zdejmując z mojego ramienia ohydnego pająka(tą czynność powitałam cienkim piskiem).
- Ugh, zgubiłyśmy się – powiedziała jakże inteligentnie i zupełnie niepodejrzanie Dorcas. Gratuluję!
- Co? – zaśmiał się Syriusz – Chodzicie do tej szkoły tyle czasu i nadal się w niej gubicie? – dodał, bardzo niegrzecznie się z nas wyśmiewając.
- Tak Łapo, nadal się gubimy. Codziennie – dodałam sarkastycznie, jednak Black jak to on, nie załapał.
- Ech, pierdoły – westchnął i przytulił do siebie Dor – To co moja słodka Czekoladko, małe sam-na-sam w jakiejś przytulnej klasie? – zapytał, robiąc jakąś taką obleśną minę starego zboka. Takiego który zaprasza małe dziewczynki do piwnicy, żeby pooglądały z nim kotki…
- O nie, nie, zabieram Dorcas ze sobą do dormitorium – odparłam, ciągnąc brunetkę za rękę.
- Co będziecie robić? Może się przyłączymy? – zapytał James, na szczęście bez żadnych podtekstów.
- Będę depilować Lily nogi – odparła brunetka, wymyślając jakże świetną wymówkę.
- Przecież Lily nie ma włosów na nogach – zauważył Rogacz, robiąc minę pod tytułem „Ależ ze mnie Sherlock Holmes”.
- Nie ma, bo jej tak często depiluję – powiedziała Dorcas, czym tylko wzbudziła śmiech Syriusza.
- Pewnie Wiewióra jest tak zarośnięta, że Dorcas musi to robić codziennie – „zażartował” Łapa i ze śmiechu klepał się po nogach. Aż się wkurzyłam.
- Pewnie mam więcej kłaków na nogach, niż ty na całym ciele, panienko – wysyczałam, mocniej ciągnąc przyjaciółkę w stronę schodów. Pokonany, moim jakże świetnym tekstem Łapa został, robiąc smutną minę.
- Dorcas, musimy popracować nad szybszym wymyślaniem lepszych alibi – powiedziałam, gdy wchodziłyśmy na siódme piętro.
- Uch, no przepraszam Lily – wyjęczała, robiąc tą minę, po której jej wszystko wybaczam.
- Nie ma sprawy, niech Syriusz sobie myśli, że jestem zarośnięta jak ruda małpa – odparłam. Weszłyśmy do Pokoju Wspólnego i szybko przeszłyśmy do naszego dormitorium. Które o dziwo było puste, ale przypomniałam sobie, że Mary mówiła, że spędzi ten dzień z Remusem na błoniach.
- Ok – powiedziałam, gdy zaczęłam przeszukiwać kufer, torby oraz półki w łazience – Jest! – zawołałam, gdy w końcu znalazłam pięć opakowań testów ciążowych w niewypakowanej torbie, którą brałam na ślub Peti.
- W instrukcji jest napisane, że musisz nasikać na to miejsce – powiedziałam, pokazując brunetce gdzie – A później poczekać 10 minut. Jedna kreska nie jesteś w ciąży. A dwie, jesteś – dodałam, przeglądając instrukcję obsługi.
Dorcas z niepewną miną weszła do łazienki. Po chwili mnie do niej zawołała.
- W życiu się tak nie stresowałam! – zawołała, cały czas patrząc na test. Te dziesięć minut wlokło się w nieskończoność.
- Jest! – zauważyłam. I były to:
- Dwie kreski – wyjęczała Dorcas, od razu zaczynając szlochać.
- Hm, no Dor, nie martw się, wszystko będzie dobrze. Wiesz, te mugolskie testy nie dają 100% pewności, musisz iść do pani Pomfrey – powiedziałam, przytulając beczącą dziewczynę – A nawet jeśli będziesz w ciąży, to sobie poradzimy! Kochacie się z Syriuszem, dziecko będzie tylko uzupełnieniem waszego szczęścia – dodałam, jakiś idiotyczny farmazon.
- Wyobrażasz sobie, jakie będą plotki, jak ktoś się dowie po co poszłam do pielęgniarki? – zapytała, wyjąc jak syrena strażacka. Co nie było dobrym posunięciem, bo po chwili usłyszałyśmy w pokoju chłopaków.
- Co wy robicie w tym kiblu? – zapytał James. Dorcas spojrzała na mnie przerażona, gdy usłyszała szczęknięcie zamka, otworzonego przez Syriusza Alohomorą.
- Dziewczyny, co wy odwalacie? – dodał Black. Jednak gdy zobaczył test ciążowy w dłoni brunetki, zaniemówił.
- Ooo, kurwa – skomentował to jakże inteligentnie James – Ale to nie twoje, co Lil? – zapytał. Kretyn!
- Nie moje – odparłam, spoglądając na dwójkę ciemnowłosych, którzy zamarli w bezruchu – Chyba musicie pogadać, to my wyjdziemy do pokoju.
Z łazienki nie dochodziły żadne dźwięki, co było dosyć niepokojące, w końcu mieli coś ustalić.
- I co wyszło na teście? – zapytał James.
- Pozytywny – odparłam, na co chłopak gwizdnął – To nieźle – dodał.
- Masakra – powiedziałam kręcąc głową – Dor musi iść do pani Pomfrey lub do magomedyka. Mugolskie testy nie są pewniakami – dodałam, spoglądając na Jamesa.
- Mam nadzieję, że nie będę musiał skopać Syriusza, jeżeli uzna, że nie podoła – powiedział James, czym mnie zachwycił. Już sobie wyobrażałam leżącego na ziemi, skopanego, sponiewieranego Pana Prostaczka. Cieszyłam się na samą myśl o tym, ech, odpłynęłam zupełnie!
Gdy tak sobie wyobrażałam posiniaczonego i pokonanego Syriuszka, z obitą tą jego piękną facjatą, moje całe marzenia runęły.
- Syriusz mi się oświadczył!! – zawołała Dorcas wybiegając z łazienki(świetne miejsce na zaręczyny, tak swoją drogą…) i rzucając mi się w ramiona.
- O ja pierdolę – skomentowałam wulgarnie i złapałam się za głowę.
- Stary, gratulacje – chociaż James zachował się z klasą…
- No dzięki – odparł Syriusz, gdy został już mocno wyklepany po plecach przez Rogacza – Co Wiewióreczko, nie pogratulujesz przyszłemu mężusiowi swojej przyjaciółeczki? – zapytał i niestety, musiałam to powiedzieć:
- Gratuluję – wycharczałam przez zaciśnięte zęby. Moja biedna Dorcas, skazana na życie z tym człowiekiem! Już jej współczuje – No dobra, ale co z ciążą? Musicie sprawdzić, lepiej mieć stuprocentową pewność – dodałam, jeszcze mając nadzieję.
- To ja pójdę do pani Pomfrey – powiedziała dzielnie Dorcas i wyszła z pokoju. To była idealna okazja, żeby coś uświadomić Panu Łapie.
- Słuchaj Idioto, jeżeli skrzywdzisz moją przyjaciółkę, bądź pewny śmierci w męczarniach – zaczęłam mówić groźnym tonem, trzymając Blacka za kołnierzyk od koszuli – Jeżeli przez ciebie będzie płakać, moja zemsta będzie okrutna. Gang Rudych cię zaatakuje, nie będziesz znał dnia, ani godziny – dodałam i poklepałam Syriusza po bladym policzku.
- Lily, ja się czasami ciebie boję – skomentował to James, spoglądając na mnie niepewnie.
- Och, nie masz powodu, oczywiście dopóki mnie nie zranisz – odparłam uśmiechając się radośnie.



Siedzieliśmy w Pokoju Wspólnym jak na szpilkach, Dorcas już od paru ładnych godzin nie wracała ze Skrzydła Szpitalnego.
- Może powinienem tam pójść? W końcu jestem ojcem – powiedział spanikowany Syriusz.
- Dorcas na pewno zaraz wróci, ona nigdy nie szlaja się sama po zamku – odparła Mary, podnosząc wzrok znad właśnie czytanej powieści.
Więc siedzieliśmy tak dalej, już nawet nie zliczę ile zjadłam ciastek ze stresu! Przytuliłam się do ciepłego ramienia Jamesa i chrupałam koleje ciasteczko. Jednak spięłam się na dźwięk otwieranego przejścia.
- Dorcas? – zapytał Syriusz – Czy wszystko dobrze z naszym dzieckiem? – dodał, gdy zobaczył jej zapłakane oczy. To się wczuł chłopina!
- Nie ma żadnego dziecka – odparła brunetka, uśmiechając się coraz szerzej – Pani Pomfrey mnie przebadała, jest pewna na milion procent, że to tylko zatrucie pokarmowe – powiedziała rumieniąc się.
- Ale ten test? – zapytałam zdziwiona.
- Sama mówiłaś, że nie są pewne – odparła zasiadając zszokowanemu Syriuszowi na kolanach i częstując się żelką – Odetchnęłam z ulgą – dodała.
- A już myślałem, że będziemy mieć małe szczeniaczki – powiedział Łapa smutnym głosem. Szczeniaczki? O Merlinie, ale on jest głupi!
- Syriuuuuszu – wyjęczał James, chyba również zaskoczony głupim tekstem swojego kumpla.
- No co? – odparł stalowooki.
- Możemy sobie sprawić szczeniaczka, jeśli chcesz – powiedziała Dorcas, która zupełnie nie załapała. Dobrali się idealnie…
- Dor, jemu chodziło o to, że wasze dziecko było by szczeniaczkiem – powiedział Remus – Przez to, że Syriusz potrafi zamienić się w psa, pamiętasz?
- Och, no tak! – zawołała brunetka i pacnęła się w czoło – Ale jestem zakręcona!
Postanowiliśmy, że tak dobre wieści trzeba świętować, więc resztę tego wieczoru spędziliśmy popijając piwo kremowe i zajadając się kilogramami żelek.