Przewróciłam kolejną stronę
grubej, starej księgi i westchnęłam. Nudziłam się. To jest straszne, ale
nudziłam się czytając książkę. Co prawda, była napisana łaciną i może to był
powód mojej nudy – nie znałam łaciny, więc nie rozumiałam co czytam, ale
kiedyś, mogłam przeglądać każdą książkę i znajdowałam w niej coś ciekawego.
Pytanie brzmi: Co ten Potter
ze mną zrobił, że znudziły mi się książki?
A następne pytanie brzmi:
Gdzie on jest, gdy mi się tak nudzi?
- Lily! – zawołał Syriusz, wpadając do Pokoju Wspólnego,
zupełnie burząc spokój wszystkich osób przebywających w pomieszczeniu. – Tylko
się nie denerwuj… - poprosił, co przyniosło zupełnie odwrotny skutek –
zdenerwowałam się.
- Co się stało? – zapytałam, wstając z fotela.
- Tylko spokojnie… Właściwie nic im się nie stało –
odparł.
Merlinie,
i jak tu zachować spokój?!
- Black, gadaj! – zawołałam.
- James i Remus wylądowali w Skrzydle Szpitalnym.
***
Mogłam zrozumieć to, że
czasem przydarza się coś niespodziewanego. Albo ktoś się myli i rzuca jakieś
przerobione zaklęcie, co ma często katastrofalne skutki.
Ale będąc Prefektem i
Prefektem Naczelnym, nadal robić jakieś dziecinne żarty?
- Macie za swoje! – zawołałam, gdy już pooglądałam ich
obrażenia.
Nie były gigantyczne.
Właściwie byli podrapani i jacyś tacy wymięci, ale nie wyglądali znowu aż tak
źle.
- Lily… - zaczął James, ale jaką byłabym dziewczyną,
jeżeli bym mu nie przerwała?
- James, zastanów się nad swoim zachowaniem –
powiedziałam. – Pogadamy wieczorem – dodałam i zamaszystym krokiem wyszłam ze
Skrzydła.
***
Remus skrzywił się, słysząc
trzaśnięcie drzwiami i spojrzał na przyjaciela.
- Dzięki – mruknął.
- Nie musisz dziękować, Luniaczku – odparł James, patrząc
na sufit. – Będzie obrażona przez parę godzin i jej przejdzie – dodał, wierząc
w to, co mówi.
- Albo i nie przejdzie – zauważył Syriusz, na co
poszkodowani spojrzeli na niego ze zdziwieniem. – Może powinny się dowiedzieć.
Mówię o Rudej i Dorcas. Przecież nas nie wydadzą, nie?
Remus jeszcze bardziej
zbladł, a James patrzył na czarnowłosego z podziwem.
- Stary, gdybym cię tak dobrze nie znał, to bym
powiedział, że jesteś całkiem dojrzałym facetem – powiedział James i od razu
dodał: - Dorcas ma cię już pod pantoflem, co? – i od razu zarechotał z oburzonej
miny przyjaciela.
- Nie tak głęboko, jak ciebie Evans – wyburczał Syriusz i
spojrzał na Remusa. – Luniaczku, tylko one dwie. Wyglądają krucho, ale to silne
dziewczyny, udźwigną twój mały, futrzasty problemik.
- Problemik – powtórzył blondyn, wzdychając. – Problemikiem
jest to, że ostatnio nie poszło ci najlepiej na Zaklęciach, a nie moje wilkołactwo
– dodał, przyciszając głos przy słowie kluczu.
- Oj tam – zlekceważył Syriusz, siadając w nogach
szpitalnego łóżka. – Muszą wiedzieć. Dorcas już pytała gdzie znikam na noc…
Chyba miała na coś ochotę, jeżeli wiecie o co mi chodzi…
- Aha, to już rozumiemy! – odparł James, uśmiechając się.
– Myślisz, że ona myśli, że ją zdradzasz i dlatego chcesz jej powiedzieć, że
Remus jest wilkołakiem, żeby sobie dziewczyna nie myślała, że latasz za innymi!
Syriusz zamrugał,
przetwarzając tę skomplikowaną wypowiedz przyjaciela, po czym skinął głową.
- Poniekąd – wyburczał i spojrzał na blondyna. –
Luniaczku, będzie dobrze! Rudzielec i Dor są rozsądne, wyedukowane, przecież
nie będą się ciebie bały…
***
- Chyba nie myślisz, że chcą czworokąt? – zapytała
Dorcas.
Szłyśmy do sypialni
Huncwotów „na rozmowę”, jak to określił James z Syriuszem, w króciutkim
liściku.
- Dorcas, no weź – jęknęłam.
Brunetka roześmiała się,
dając mi znać, że jedynie żartowała.
- Chociaż nigdy nie zapraszali nas listownie, nie? –
zapytałam, przeczuwając najgorsze.
Merlinie, widok nagich
pośladków Blacka mógłby mnie pozbawić wzroku! Już nie mówiąc o innych
czynnościach z nim związanych. O fu.
- Nie stresuj się, idziemy do naszych facetów, a nie na
dywanik do McGonagall – mruknęła Dorcas, pukając do drzwi.
Które od razu zostały
otworzone przez Remusa. Dzięki ci Merlinie za Remusa!
- Wejdźcie – powiedział, otwierając szerzej drzwi.
No dobra, było dziwnie.
James z Syriuszem siedzieli obok siebie z poważnymi minami, a Remus wyglądał,
jakby szedł na ścięcie, lub przełamanie różdżki.
- Coś się stało? – zapytałam, lekko zestresowana.
- Nic – od razu odparł James. Za szybko.
Spojrzałyśmy na siebie z Dorcas
i usiadłyśmy naprzeciwko chłopaków, na łóżku Franka.
- Dorcas, Lily… - zaczął Syriusz, z poważną miną. –
Musicie się o czymś dowiedzieć.
- Tak, i nie martwcie się. To nic strasznego! – zapewnił
nas James i spojrzał na Remusa.
- To tylko tak źle zabrzmi… - pocieszył nas Remus.
Popatrzyłam na chłopaków.
- Jest źle, Lily – wyszeptała Dorcas, a Remus zaczął
mówić.
***
To był szok. I nie tylko dla
mnie, Dorcas siedziała z rozdziawioną buzią i szeroko otwartymi oczyma.
- Rozumiem – mruknęłam, nie patrząc na żadnego z
chłopaków.
Nie chciałam dać po sobie
poznać, że panikowałam.
- Doskonale – westchnął James.
Wcale nie było doskonale.
Ciężko było mi sobie uzmysłowić fakt, że mój chłopak co miesiąc przemienia się
w jelenia. W ogóle, czemu jeleń?! Czemu nie, no ja wiem, borsuk? Chociaż, jeleń
jest dosyć dumnym zwierzęciem, a jeszcze biorąc pod uwagę okazałe poroże,
mogłam zrozumieć, czemu James się w niego zamienia.
Bo, hello! Jego włosy!
Zawsze mi coś przypominały, tylko nie wiedziałam co!
Poroże.
O Merlinie, spotykam się z
dzikim zwierzem…
- I tak pod samym nosem McGonagall? Dumbledore'a? - zapytałam.
- Cóż, jesteśmy genialni, to jedyna możliwość – odparł
Syriusz, uśmiechając się.
- Dumbledore wie – wtrącił Remus. – To znaczy, wie o
mojej… przypadłości.
- Nielegalni animadzy – mruknęła Dorcas, nagle wybudzona
z jakiegoś transu. – Czarny pies… O Merlinie, to byłeś ty?! Randka z Smith’em,
na szóstym roku, to z tobą się bawiłam?!
- Ekhm, taa – odparł Syriusz.
- I drapałam cię po brzuchu?! – zawołała zbulwersowana.
Zaśmiałam się z
niedowierzającej i na raz wzburzonej miny Dorcas.
- Remusie, niczym się nie martw – powiedziałam, gdy
Syriusz zaczął się tłumaczyć Dor. – Wszystko będzie dobrze.
Co innego mogłam powiedzieć?
***
- Całkiem dobrze to przyjęły – powiedział James,
spoglądając na nadal bladego przyjaciela.
- Dorcas najbardziej przejęła się tym drapaniem po
brzuchu… - dodał Syriusz, w ogóle nie rozumiejąc dziewczyny.
- Jedyne wytłumaczenie, to takie, że są tak samo
nienormalne jak wy – odparł Remus, widocznie odzyskując rezon.
- Dzięki, stary – burknął Syriusz, patrząc na dwie
kropeczki na Mapie Huncwotów. – Widocznie dobrze trafiliśmy.
- Najlepiej – dodał James.
***
- Jestem przerażona – mruknęłam do Dorcas, gdy zaszyłyśmy
się w łazience, aby przypadkiem dziewczyny nas nie podsłuchały.
- Ja też – odparła Dorcas. – Ufam Remusowi, ale przecież
jako wilkołak nie panuje nad sobą! Może im zrobić krzywdę…
Od razu przed oczami stanęła
mi wizja zakrwawionego ciała Jamesa, porozrywanego przez ostre pazury bestii…
Nie był to miły widok, a moja wyobraźnia jest naprawdę bogata.
- Ale z drugiej strony, nie możemy im nic zakazać –
powiedziałam.
James słuchał mnie w wielu
sprawach, i zawsze był wyrozumiały. Ale zakazać mu czegoś? Pf. To tak, jakby
trzymać niedźwiedzia na sznurku i myśleć, że nie ucieknie. Nie da się.
- Zostaje nam tylko wspieranie.
***
Tego samego dnia, spotkałam
się z Jamesem na patrolu.
- I jak? – zapytał na przywitanie.
I co ja mogłam odpowiedzieć?
Świetnie? Cudownie wiedzieć, że co miesiąc ryzykujesz swoim życiem i zdrowiem?
Ale wiem, że robisz to dla przyjaciela, więc to szanuję?
- Dobrze – odparłam, zapinając guziki sweterka.
Trafił nam się patrol od 22
do 1 w nocy, a w zamku było naprawdę zimno. Zresztą, czego chcieć, to koniec
lutego.
- Twoja mina wcale nie oddaje tego słowa – powiedział,
przyciągając mnie do swojego boku. – Powiedz, co ci leży na wątrobie.
- Raczej na sercu – odparłam. Na wątrobie leżała mi tylko
pożarta w samotności czekoladowa żaba. – Martwię się.
- Martwisz się, czym? – zapytał, gdy ruszyliśmy schodami
na szóste piętro, oświetlając sobie drogę różdżkami.
- Tym, że stanie ci się krzywda, i nie będę mogła ci
pomóc – powiedziałam, splatając palce z jego palcami.
- Nie stanie mi się krzywda! – zaprzeczył gwałtownie.
- Tego nie wiesz – syknęłam.
James się zatrzymał i
spojrzał mi w oczy.
- Jeżeli to poprawi ci nastrój, to mogę obiecać, że nie
będę szarżował. Będę zachowywać się odpowiedzialnie i nie będę ryzykował.
Mówił to takim tonem, jakby
to było coś okropnego…
- Dziękuję.
- Ale ty też musisz mi coś obiecać – powiedział, lekko
całując mnie w policzek.
- Co zechcesz – odparłam zadowolona.
- Nie będziesz się zamartwiać przy każdej pełni. Jak
dotąd wychodziliśmy z nich cali i przy okazji, nieźle się bawiliśmy.
Skinęłam głową.
***
Wracaliśmy z patrolu.
- Idziesz ze mną do łazienki prefektów? – zapytałam, gdy
zmieniliśmy się z prefektami z Hufflepuffu.
- Po co? – zapytał James.
Co za kretyn.
- Wiesz, łazienka prefektów ma całkiem sporą wannę… Powiedziałabym, że dwuosobową –
odparłam uśmiechając się, gdy zobaczyłam zmieniającą się minę chłopaka. – I
można wytworzyć wieeeelkie ilości piany – dodałam.
- Czy ty próbujesz mnie uwieść? – zapytał James z
niedowierzaniem.
- Tak, tylko wydajesz się nieco oporny.
- W żadnym wypadku nie jestem oporny! – zawołał James,
przez co musiałam uciszyć go wkurzającym „ciii”. – I jestem chętny.
Roześmiałam się.
- Gdybyś nie był chętny, pomyślałabym, że coś jest z tobą
nie tak – odparłam, zatrzymując się przed obrazem, ukrywającym łazienkę. –
Fioletowa piana.
Wpijając się w usta
chłopaka, objęci weszliśmy do jasnego pomieszczenia.
***
Jest i to nawet dzień wcześniej ;) Co prawda jakiś krótki ten rozdział, ale lepszy niż żaden, prawda? Pisanie idzie mi naprawdę kiepsko. Czuję, jakbym cały czas pisała to samo, niektóre momenty dublują się ze starym opowiadaniem. Albo tylko tak mi się wydaje? Następny rozdział będzie w sierpniu, o ile w najbliższym czasie skończę pisać 36.