Nauczyciele zupełnie nic
sobie nie robili z tego, że niedługo wyjeżdżamy na przerwę świąteczną. Zadawali
okrutne wręcz ilości wypracowań, analiz, ćwiczeń zaklęć, oraz powtórek
materiałów, że aż nie wiedziałam za co się brać. Co nie było do mnie podobne –
zawsze miałam wszystko świetnie rozplanowane.
- Chyba nie zamierzasz pisać teraz wypracowania, prawda?
– zapytał James, pojawiając się w Pokoju Wspólnym z kurtką w ręku. –
Zapomniałaś o wypadzie do wioski?
- Nie zapomniałam – odparłam, chociaż tak. Zapomniałam! –
Zaraz będę gotowa, poczekaj chwilę – dodałam zabierając podręcznik od
Transmutacji i pergamin z powrotem do dormitorium.
Szybko zmieniłam spodnie
dżinsowe, na cieplejsze sztruksy, wzięłam kurtkę i torebkę.
- Możemy iść – zadecydowałam, stając obok Jamesa.
- Masz szalik i czapkę? – zapytał, patrząc na mnie
podejrzliwie.
Przewróciłam oczami i
wyciągnęłam obie rzeczy z rękawa kurtki.
- Tak, tato – zażartowałam.
James się skrzywił i
pociągnął mnie do wyjścia z pokoju.
- To jakie mamy plany? – zapytałam, gdy zbliżaliśmy się
do wyjścia z zamku, przy którym stał jak zwykle pan Filtch, dzierżąc w jednej
dłoni długą listę, a drugą drapał kotkę, panią Morris za uchem.
- Zrobimy zakupy, a później spotkamy się z resztą w Trzech
Miotłach – odparł James, naciągając mi czapkę na głowę i owinął szyję szalikiem
w barwach Gryffindoru.
- Na chwilę się rozdzielimy – zastrzegłam. – Nie kupiłam
ci jeszcze prezentu – przyznałam się.
Zawsze mam problem z
prezentami. Nigdy nie wiem, co kto chciałby dostać. Co jest całkiem głupie, bo
przecież naprawdę dobrze znam swoich przyjaciół i chłopaka!
- Ja też jeszcze ci nic nie kupiłem – odparł, wyżej
stawiając kołnierz kurtki, gdy zawiał silny wiatr, zrzucający nam na głowy
śnieg z drzew, pod którymi szliśmy.
- To dobrze, już się bałam, że dostanę coś… - przerwałam,
zdając sobie sprawę z tego, że James patrzy na mnie badawczo.
- Że dostaniesz coś...?
- Napuszonego – wyszeptałam. Spojrzałam na Jamesa i
zobaczyłam, że ma uniesione policzki. – Czemu się uśmiechasz?
- Jestem szczęśliwy, że mam tak dobrych przyjaciół –
odparł, obejmując mnie w pasie i szybciej ciągnąc w stronę już widocznej
wioski.
***
Rozdzielenie się na
zakupach, tylko w teorii było dobrym pomysłem. Bo tak jak wcześniej, jeszcze
miałam jakiekolwiek pomysły na świąteczny prezent dla Jamesa, tak teraz miałam
zupełną pustkę w głowie.
Tak właściwie co można kupić
facetowi, który ma wszystko? Serio. Ma wszystko czego zapragnie. Co prawda,
może nie tak od razu (patrz: ja), ale tak. Chce najnowszą miotłę? Matka mu
kupuje. Chce zostać kapitanem szkolnej drużyny? Udaje mu się (ciężką pracą co
prawda, ale i tak!).
Więc, co kupić osobie, która
tak naprawdę ma wszystko?
Kręcąc się po wiosce i
spoglądając na świątecznie przystrojone witryny, wpadłam chyba na jedyną osobę,
która zna Jamesa lepiej ode mnie.
- Syriusz! – wydyszałam, doganiając go obok niedużej filii
sklepu z markowym sprzętem do quidditcha. – Musisz mi pomóc – zażądałam, łapiąc
go pod ramię i odciągając od wejścia do sklepu.
- Hola, hola! – zawołał, gdy pociągnęłam go w drugą
stronę wioski. – Najpierw powiedz w czym mam ci pomóc! Bo wiesz, Rogacz mógłby
się wkurzyć, jeżeli w czymś, hm, przyjemnym – dodał, unosząc brew.
Przewróciłam oczami.
- Próbuje coś kupić Jamesowi na święta, ale zupełnie nie
mam pomysłu… - odparłam, rozglądając się. – Myślisz, że gnom śpiewający „Jingle Bells” to dobry pomysł?
- Oj, Lily – westchnął Syriusz, ciągnąc mnie w wąską
uliczkę. – Związałaś się z facetem, który ma czego zapragnie…
- Jakbym nie wiedziała – zakpiłam.
- Jednak dobrze wiesz, czego James nie ma – powiedział,
stając przed kolorową witryną. – A właściwie, czego jeszcze nie miał – dodał.
Spojrzałam na niego, niczego
nie rozumiejąc. Syriusz głośno westchnął i łapiąc mnie za ramiona, obrócił w
stronę sklepu, którego wcześniej nie widziałam. Cóż, nie zapuszczałam się w
takie miejsca.
- Chyba żartujesz… - wyszeptałam, patrząc na wystawę. –
Nie, nie ma mowy!
- Wchodzimy – powiedział, uśmiechając się szatańsko i
zacierając ręce.
***
Czerwona jak pomidor szłam
obok uchachanego Syriusza. Kierowaliśmy się w stronę Trzech Mioteł, w których
to mieliśmy się spotkać z resztą.
W ręku dzierżyłam torbę,
której zawartości chyba w życiu nie obejrzę przy świetle dziennym… Nadal nie
byłam pewna czy to dobry pomysł, ale Syriusz, zapewniał mnie, że doskonały i,
że sam z chęcią dostałby coś takiego od Dorcas.
No dobra.
- W końcu – powiedział James, i od razu zmarszczył czoło,
widząc za mną rozradowanego Syriusza. – Byliście gdzieś razem?
- Nie uwierzyłbyś, gdzie – odparł Syriusz, zdejmując
kurtkę i witając się z Dorcas buziakiem.
- Gdzie? – od razu zapytała Alicja, szturchając
śmiejącego się z czegoś Franka.
- Nieważne – powiedziałam, siadając obok Jamesa. – Dla
mnie grzane wino – dodałam, widząc, że Syriusz zmierza do baru, za którym jak
zwykle stała madame Rosmerta.
- Zobacz co kupiłam Syriuszowi – powiedziała Dorcas,
pomiędzy wybuchami śmiechu.
- Co to jest? – zapytałam, oglądając kolorowe pudełeczko
z każdej strony.
- Cóż, to jest pudełko. Jak je otworzysz, to zobaczysz
model motoru, który Syriusz sobie kupi po świętach – odparła.
- Uhm – wymruczałam, podnosząc wieczko.
- A ty co kupiłaś Jamesowi? – zapytała szeptem,
spoglądając na bruneta pogrążonego w rozmowie z Marleną i Remusem.
- Niespodzianka – odparłam, wkopując torbę głębiej pod
krzesło.
Nadal wolałam nie myśleć o
tym, co się w niej znajdowało.
- Ach, tak – westchnęła Dorcas, uśmiechając się
porozumiewawczo. – Chyba rozumiem.
- Chyba nie – odparłam od razu.
- Oj, Lily – wyszeptała, ściszając głos tak, że ledwo ją
słyszałam. – Wszyscy wiedzą, że Syriusz jest, hm, Syriuszem. Dobrze wiemy co
lubi. Chce, żebyście też to polubili.
Zmarszczyłam czoło. Nie
wiedziałam, czy myślimy o tym samym. Wydawało mi się, że nie.
- Nieważne – skwitowałam i uśmiechnęłam się do Jamesa, który
spojrzał na mnie bystro.
***
Wepchnęłam prezenty pod
łóżko, zabezpieczyłam je zaklęciem (doskonale znam Dorcas!) i poszłam się
odświeżyć.
Patrząc się na siebie w
zaparowanym lustrze, zastanawiałam się, kiedy będę gotowa na kolejny krok w
naszym związku.
Jakby na to nie patrzeć,
parę ich mieliśmy za sobą.
1.
Oficjalne uznanie za parę.
2.
Ciągłe (oczywiście w zaciszu Pokoju Życzeń,
lub pustego dormitorium) obściskiwanie się.
3.
Wyznanie sobie miłości.
4.
Dotarcie do drugiej bazy (tak jakoś ręka
Jamesa zawędrowała pod moją bluzkę… Właściwie nadal nie wiem, czy to było przez
przypadek, czy z premedytacją).
Więc może Black miał rację?
Może to był odpowiedni czas na kolejny krok? W końcu już od jakiegoś czasu
miałam niezachwianą pewność, że James jest mężczyzną z którym chcę spędzić
życie.
***
Do świąt został już tylko
tydzień, a co za tym szło – prefekci musieli dopilnować dekoracji zamku.
Wielkie pudła pełne bombek,
girland, mieniących się łańcuchów, czy anielskich włosi, zajmowało pół holu
przed Wielką Salą.
- Słuchajcie, musimy się jakoś podzielić! – zawołałam,
patrząc na gadających prefektów i oczywiście milczących prefektów ze
Slytherinu. – A ty co tutaj robisz? – wysyczałam, widząc Jamesa idącego w naszą
stronę.
Jeszcze tylko jego
brakowało…
- Pomagam wam – powiedział beztrosko, lewitując przed
sobą pudło z bombkami.
- Przepraszam bardzo, ale jakim prawem? – zapytała Amy.
Wszyscy spojrzeli na Jamesa.
Oczywiście wzrok Snape’a mógłby zabijać, ale reszta patrzyła na niego z
zaciekawieniem.
- Prawem prefekta naczelnego – odparł James, na co
wszystkich zatkało.
Nie no serio. Jeżeli to był
jego kolejny dowcip, to był bezgranicznie głupi!
- O czym ty mówisz? – zapytałam, patrząc na błyszczącą
odznakę na jego piersi. Dla uściślenia – taką samą, jaką to ja posiadam.
Trudno takie podrobić.
- To proste, Lily – odparł James, odstawiając pudło. –
Zawsze było dwóch prefektów naczelnych, nie zauważyłaś? Dziewczyna i chłopak.
Po prostu Dumbledore długo nie mógł się zdecydować, kogo mianować drugim
prefektem…
- Chyba go powaliło – wymamrotał pod nosem Andrew,
prefekt z Ravenclawu. – A jakim prawem ciebie mianowali naczelnym, skoro nawet
nigdy nie byłeś prefektem?
- A takim prawem, Higgs, że nie jestem taką małą,
oszukującą łajzą jak ty – odparł James, robiąc niezadowoloną minę. Pewnie miał
na myśli to, że Andrew często wymigiwał się ze swoich patroli coraz
dziwniejszymi chorobami. Wiedziałam, że symuluje, ale niestety musiałam brać za
niego patrole.
Przewróciłam oczami i szybko
się opanowałam.
- Dobra, spokojnie. Poprzydzielajmy sobie odpowiednie
części zamku, przedyskutujemy to na styczniowym zebraniu prefektów –
powiedziałam, próbując przekrzyczeć rozgadanych prefektów. Raczej nie byli
zadowoleni z decyzji Dumbledore’a… – Remusie, dołącz proszę do Amy.
Po rozdzieleniu części zamku
(mi i Jamesowi przypadł korytarz na piątym piętrze i Izba Pamięci).
- Wyjaśnij mi wszystko od początku, proszę –
powiedziałam, gdy lewitowaliśmy przed sobą cztery pudła pełne świecidełek.
Dodatkowo brunet niósł pod pachą niedużą choinkę, która miała stanąć w Izbie.
- Wczoraj na korytarzu wpadłem na profesora Dumbledore’a
– zaczął James. – Nie patrz tak, nie przyłapał mnie na niczym złym! – zawołał,
widząc mój wzrok. – Wracałem do wieży, ale poprosił, żebym do niego wpadł, do
gabinetu. Wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy zaproponował mi, żebym został
drugim prefektem naczelnym! W życiu nie myślałem, że ktoś może mi to
zaproponować… Nawet moja matka zawsze powtarzała, że nigdy nie zostanę tak jak
tata, na raz kapitanem drużyny i prefektem…
- Do rzeczy, James – przerwałam zniecierpliwiona.
- Uch, więc Dumbledore powiedział, że dłuższy czas się
zastanawiał, kto się nada na to stanowisko… Widział, że dobrze sobie radziłaś,
ale wiedział też, że przyda ci się pomoc. Powiedział, że zauważył, że dorosłem,
wyobrażasz to sobie?
- Jasne – odparłam, i ruszyłam różdżką, aby ustawić pudła
pod ścianą. – Gdybyś nie wydoroślał, jestem pewna, że nie bylibyśmy razem…
James coś wyszeptał pod
nosem, ale to zignorowałam.
- To będzie zabawne, już nie będziesz musiał mnie śledzić
podczas patroli ze Snapem – zauważyłam.
- Bo już ci się żaden nie trafi – odparł James,
rozwieszając pierwszą girlandę. – Albo ze mną, albo z nikim… No, ostatecznie z Remusem.
Przewróciłam oczami i
zajęłam się przystrajaniem zamku.
***
- Jestem wykończony – powiedział James, rzucając się na
kanapę.
Do opustoszonego Pokoju
Wspólnego wróciliśmy dobrze po 23.
- Bycie prefektem, to nie tylko odejmowanie punktów i
wlepianie szlabanów – odparłam, siadając obok chłopaka.
Kiwnęłam głową Remusowi,
który poszedł do dormitorium.
- Wiesz, że nie będziesz mógł ciągle odejmować punktów
Ślizgonom, prawda? – zapytałam, patrząc spod przymkniętych powiek na Jamesa.
- Oczywiście, że wiem! – odparł oburzony. – Przecież
wydoroślałem, prawda? Będę im po prostu przydzielał paskudne szlabany u
Filtch’a…
Westchnęłam i położyłam
głowę na piersi bruneta. Jego miarowo bijące serce zaprowadziło mnie prosto w
objęcia Morfeusza…
***
Obudziłam się po trzeciej w
nocy, szczękając zębami. Leżeliśmy z Jamesem na kanapie w Pokoju Wspólnym.
Kominek przestał wydzielać ciepło – drewno się wypaliło, został w palenisku
tylko dogasający żar.
- Incendio – mruknęłam, po dołożeniu kawałków drewna do
paleniska.
Gdy z kominka znowu buchnął
ogień, który powolutku zaczął ogrzewać pokój, wróciłam na miejsce. Usiadłam na
podłodze i popatrzyłam na spokojną twarz śpiącego Jamesa. Zdjęłam mu okulary
(zapewne nie planował spędzenia nocy na kanapie, dlatego ich nie zdjął) i
delikatnie przejechałam palcem po drapiącym policzku.
- Kocham cię – wyszeptałam, odgarniając mu niesforny
kosmyk z czoła. Westchnęłam, gdy nagle otworzył oczy.
- Też cię kocham – mruknął i wciągnął mnie z podłogi na
wąską kanapę. – A teraz śpijmy, nie myślałem, że obowiązki naczelnego aż tak
wyczerpują…
Zaśmiałam się cicho i
wtuliłam w ciepłe objęcia bruneta.
***
Tydzień który pozostał do
wyjazdu do domu na święta, poświęciłam na wytężoną naukę. Byłam nieźle
zdziwiona, gdy dołączał do mnie w bibliotece ktoś, kto od zawsze unikał tego
miejsca.
James naprawdę poważnie
potraktował swoją nową funkcję. Nic sobie nie robił z żartującego z niego
Syriusza – zachowywał się bardzo dojrzale.
Oczywiście wiedziałam, że
James przeszedł przemianę. Nie był już tym krnąbrnym nastolatkiem, rzucającym
zaklęcia na kogo popadnie, wywyższającym się i żartującym z czego popadnie.
Ta zmiana była tak wyraźna…
Czasami wydawało mi się, że w Jamesie są dwie osoby – ta dawna, lekkomyślna i
nieco szalona, oraz ta nowa – dojrzała i pomocna.
Pomagał uczniom, i nawet się
tym nie chwalił! Parę razy byłam mimowolnym świadkiem jego zachowania w
stosunku do starszych uczniów, lub niestety – ślizgonów, dręczących młodszych,
słabszych. Jednak nie stosował przemocy, czy zaklęć. Potrafił sobie poradzić
rozmową, oraz zadaniem szlabanu, czy odjęciem punktów. Jeżeli to nie starczało,
szedł z tym do McGonagall lub Slughorna.
Byłam pod wrażeniem. Nigdy
nie pomyślałabym, że James Potter może stać się kimś takim. Dobrym,
współczującym mężczyzną, rozumiejącym potrzeby innych, a nie tylko swoje.
I właśnie za to, z każdym
dniem kochałam go coraz bardziej. Nie myślałam, że można tak kochać. Zawsze
podśmiewałam się z Dorcas, która bardzo długo była pod wrażeniem miłości, o
której czytała w książkach.
Uważałam, że rycerz na
białym rumaku nie istnieje… Okazało się, że w moim przypadku jest ktoś taki.
Tylko, że nie na białym koniu, lecz na miotle.
- Podasz mi książkę od Eliksirów? – zapytał, wskazując
brodą na podręcznik leżący obok mojego łokcia.
Przysunęłam książkę
Jamesowi, i przygryzając koniec pióra, popatrzyłam na niego.
Nie zmienił tylko swojego
zachowania. Dorósł nie tylko wewnętrznie, ale też zewnętrznie. Ostatnio jeszcze
bardziej wystrzelił – miał już ponad 180 cm wzrostu, co czyniło ze mnie przy
nim istnego skrzata. Jego sylwetka też się zmieniła. Przestał być tak chudy,
nabrał trochę mięśni. Treningi quidditcha czyniły cuda…
Jedyne co się nie zmieniło w
jego wyglądzie to oczy i włosy. Włosy jak zwykle wyglądały, jakby został
porażony piorunem – zabawnie sterczały w każdą stronę świata, nie dając się
ujarzmić ani grzebieniowi, ani zaklęciom, które czasami na nich wypróbowywałam.
Natomiast oczy… Tak często
lubiłam się w nich zatracać. Babcia zawsze powtarzała, że oczy są wrotami
duszy. Jeżeli tkwi w tym powiedzeniu choć ziarnko prawdy, dusza Jamesa musiała
być naprawdę piękna.
Jednak to, co czyniło go wyjątkowym,
to było to co do mnie czuł. I co ja czułam do niego. Po prostu byliśmy bratnimi
duszami. I nikt nie mógł nam tego odebrać. Nigdy.
- Lily, bo pomyślę, że ci się podobam – zażartował James,
unosząc wzrok znad notatek z poprzedniej lekcji. – Czemu się tak przyglądasz?
- Bo cię uwielbiam – odparłam prosto.
Tak właśnie czułam. I nawet
się tego nie wstydziłam. Bo czy można się wstydzić miłości? Mogłam się wstydzić
wielu rzeczy, ale nigdy nie będę się wstydzić tego, co do niego czuję.
James uśmiechnął się
delikatnie i spojrzał mi prosto w oczy.
- Ja cię uwielbiam dłużej – odparł.
Westchnęłam i pochyliłam się
nad stolikiem.
- Nie kłóć się ze mną, Potter – wyszeptałam, pomiędzy
czułymi pocałunkami.
***
Pociąg właśnie wjeżdżał na
stację, gdy Syriusz nerwowo przeszukiwał kieszenie.
- Nie wziąłem różdżki – wyjęczał, przetrząsając kurtkę, a
następnie kieszenie spodni.
Jamesowi zaświeciły się oczy.
- Ty ją masz? – zapytałam szeptem.
Skinął głową i wyjął różdżkę
Syriusza.
- Trzymaj, Łapo – mruknął, rzucając Syriuszowi jego
własność.
- Uwielbiam święta – powiedziała Alicja, gdy już
zajęliśmy wolny przedział.
- A ja prezenty – westchnęła Dorcas.
- Ja tam wolę świadomość, że McGonagall nie dyszy mi w
kark, każąc przerabiać kolejny temat, który już tak doskonale znam – odparł
znudzony Syriusz, rozwalając się na swoim miejscu.
Uśmiechnęłam się i oparłam
głowę o ramię bruneta.
Cieszyłam się z tego, że
zobaczę rodzinę. Ale jeszcze bardziej cieszył mnie fakt, że to będą nasze
pierwsze, wspólne święta, które mam nadzieję, zapamiętam na zawsze.
***
Niespodzianka! Jest rozdział :) Jestem po najcięższym egzaminie (żeby go zaliczyc, muszę uzyskac co najmniej 80% - masakra!), więc znowu będę miała troszkę więcej czasu na pisanie.
Cieszę się, że podobają się Wam miniaturki - pisząc tą o czerwonym pokoju mioteł, miałam niezły ubaw ;)
Ciekawe, co? Trochę szkoda, że w USA (będą wpieprzać hamburgery, czy co? xD), ale fajnie, że coś takiego powstaje.
Właśnie - zrobiłam Pottera prefektem naczelnym. Właściwie jeszcze do niedawna nawet bym o czymś takim nie pomyślała, ale tu: http://pl.harrypotter.wikia.com/wiki/James_Potter
przeczytałam, że niby był. Więc, niech będzie.