Z
dziennika szczęśliwej Mary McDonald
- Panowie, ostrożnie! Tam
jest szkło! – zawołałam, patrząc na facetów od przeprowadzek. Taak, właśnie
dzisiaj, 2 września 1980 roku, wraz z Regulusem przeprowadzaliśmy się do
naszego domu.
- Szefowo, spokojnie, nic
się nie stłucze – odparł jeden z pracowników, trzymając w kąciku ust zapalonego
papierosa – Ale szefowa ma ciężkie pudła! – dodał.
Przewróciłam oczami i cóż,
no rzeczywiście, przez całe dwudziestoletnie życie nazbierało się trochę gratów
i jeszcze więcej książek.
- Wszystko dobrze? – zapytał
spocony Regulus, widząc moją oburzoną minę, gdy jeden z facetów narzekał na
moje książki.
- Dobrze będzie jak sobie
pójdą – wyburczałam i weszłam do domu.
- Harry, to była ulubiona
bluzka mamy! – powiedziałam do syna z pretensją. Chociaż, zbyt inteligentnie
nie postąpiłam, zakładając tą bluzkę do karmienia dziecka… Ale zaraz miała
wpaść Megan i chciałam wyglądać ładnie! W końcu Meg to niezła laska, nie
chciałam przy niej wyglądać jak zatroskana mamuśka (chociaż nią jestem,
przyznaję się!).
- Oho – wyszeptałam,
podchodząc do drzwi z dzieckiem w ramionach i wielką plamą na przedzie – Cześć
Meg, wejdź – dodałam, witając kuzynkę.
- Witaj Lily i ty
przystojniaku! Lil, on jest doskonały! Mała kopia Jamesa z twoimi… - gadała
Meg.
- Wiem, wiem, z moimi
oczami. Dobrze, że odziedziczył po mnie najładniejszą część mojego ciała –
zażartowałam i wkładając Harry’ego do nosidełka powiedziałam – Napijesz się
czegoś? Woda, kawa, herbata, sok?
- Co tam masz – odparła
rudowłosa i pochyliła się nad skupionym maluchem – Jest naprawdę słodki. Może
chcesz się przebrać, przypilnuję go – dodała, widząc moją pobrudzoną bluzkę.
Niczym torpeda poleciałam do
garderoby i z prędkością światła przebrałam się w coś czystego.
- Ale ci biust urósł, jestem
zazdrosna! – powiedziała, spoglądając na mój rzeczywiście, powiększony biust.
- Mogłabyś być zazdrosna,
ale chyba tylko wtedy, gdybyś nie musiała nim karmić takiego głodomora –
odparłam i po gilgotałam Harry’ego pod bródką. Megan roześmiała się.
- I tak mogłabym zostać
lepiej wyposażona przez naturę – obstawała przy swoim.
- Co, Severus nie jest
zadowolony? – zażartowałam, podając kuzynce szklankę soku.
- No co ty, on nadal jest w
szoku, że ma dziewczynę! – odparła, z czego obie się chwilę pośmiałyśmy.
- Kiedy kończysz studia? –
zapytałam ciekawa.
- To mój ostatni rok i
zostanę architektem – odparła dumna, spoglądając na dziecko – Całkiem przyjemny
jest taki maluszek, może powinniśmy sobie takiego sprawić? – zapytała z
uśmiechem.
Kiwnęłam głową i od razu
zaczęłam wykład na temat dzieci i plusów ich posiadania.
Z
dziennika Regulusa Blacka
- Jestem wykończony –
powiedziałem, rzucając się na miękkie łóżko. Rozpakowaliśmy dopiero gdzieś
jedną trzecią kartonów, a byliśmy zmęczeni.
- Taa, jednak układanie
książek nie jest aż takie fajne, jak ich czytanie – odparła Mary, położyła się
koło mnie i złożyła mi głowę na piersi – Lubię słuchać bicia twojego serca –
dodała.
Przewróciłem oczami na ten
banał i połaskotałem ją za uchem.
- A ja uwielbiam patrzeć na
twoje reakcje. Zwłaszcza te w łóżku… - odparłem i pocałowałem roześmianą
blondynkę.
- Jak ci minął dzień? –
zagaił James, wchodząc do pokoju dziecięcego. Właśnie wrócił z pracy i zjadł
obiad.
- Przyjemnie, odwiedziła
mnie Megan, trochę pogadałyśmy, a później wpadła twoja mama, z zapasami
jedzenia. Chyba myśli, że nie mam czasu gotować, ale Harry jest taki grzeczny w
dzień! Istny aniołek – odparłam.
- Żebyś nie powiedziała tego
w złej chwili – powiedział James i wskazał na dziecko. Harry szykował się do
głośnego zasygnalizowania, że ma brudną pieluszkę…
Z
dziennika prze szczęśliwej Mary McDonald
Następne dni września
spędzaliśmy na układaniu przedmiotów, przestawianiu mebli, oraz urządzaniu
pokoi.
- Myślisz, że te zasłony –
powiedziałam, pokazując Regowi szare zasłony w katalogu – Będą pasowały do tego
pokoju? – zapytałam.
Chłopak spojrzał na mnie
spod byka.
- Kobieto, czy ty myślisz,
że ja się znam na zasłonach? – zapytał – Ale mogę cię zapewnić, że znam się na
innych rzeczach – dodał i popchnął mnie na łóżko.
Chciałabym, żeby nasze życie
zawsze wyglądało tak, jak w tym momencie.
Z
dziennika Dorcas Meadowes – Black
- Leo, synku, nie płacz! –
powiedziałam do dziecka i popatrzyłam na słodko śpiącą Carinę – Obudzisz
siostrę – dodałam.
Leo popatrzył na mnie
błękitnymi oczami i lekko wierzgnął nóżką. Po chwili powieki zaczęły mu ciążyć
i usnął.
- Śpią? – zapytał Syriusz,
wchodząc do dziecięcego pokoiku.
- Taak, nareszcie –
odparłam, przytulając się do umięśnionej klaty Łapy. No, no, co ta siłownia z
nim zrobiła!
- Idziemy spać? – zapytał –
Póki możemy – dodał, wskazując brodą na śpiące dzieci.
- Dopóki nie rozlegnie się
alarm – odparłam z uśmiechem.
Z
dziennika Jamesa Pottera
Patrzyłem z uśmiechem na
śpiącą żonę i na rozpłaszczonego na moim brzuchu syna.
- Jesteś cholernym
szczęściarzem, Potter – wyszeptałem i poprawiłem Lily opadający na twarz lok –
Niewiarygodnym.
Z
dziennika Regulusa Blacka
Jako arystokrata z
pochodzenia, z pewnością do końca życia nie musiałbym sobie brudzić rąk pracą.
I to tak parszywą jak malowanie pokoju na „taki ładny, lila kolor”. Ale czego miłość
nie robi z człowiekiem?
- Świetnie ci idzie! –
powiedziała z entuzjazmem Mary, fachowym okiem oceniając moją pracę – Jako
malarz, jesteś całkiem seksowny – dodała, spoglądając na mój tyłek, przyznaję,
całkiem nieźle wyglądający w jakiś starych, trochę zbyt obcisłych dżinsach.
- Dziękuję za komplement.
Czyli co, mogę mieć nadzieję, że zatrudni mnie pani też do innej roboty? –
zapytałem, udając robotnika.
Mary zaczęła się zastanawiać
i po chwili pokiwała głową.
- Widzi pan, coś dziwnego
stało się z moim łóżkiem… Strasznie trzeszczy. Czy mógłby pan to sprawdzić? –
zapytała, sugestywnie rozpinając guziki bluzki.
- Dzwoniła Mary, zapraszają
nas na ten weekend na parapetówkę – powiedziałam do Jamesa – Pomyślałam, że
moglibyśmy zostawić Harry’ego u twoich rodziców i zrobić sobie pierwszy wypad
we dwójkę po urodzeniu dziecka.
James spojrzał na mnie z
błyskiem w oku.
- Myślę, że to świetny
pomysł – odparł i mocno mnie przytulił.
- Na pewno sobie poradzicie
z Harry’m? Jak coś to dzwońcie, tutaj macie numer do Mary – powiedziałam do
Dorei z niepokojem patrząc na Harry’ego.
Była sobota, a my wybieraliśmy
się do Mary i Rega na skromną parapetówkę. Miało to być spotkanie bez dzieci,
więc byliśmy lekko zdenerwowani i zarazem podekscytowani.
- Nie martwcie się, przecież
wychowałam Jamesa, na pewno poradzę sobie z Harry’m przez tą jedną noc –
zapewniła nas Dorea i właściwie wypchnęła za drzwi – Bawcie się dobrze! –
zawołała jeszcze i zamknęła nam drzwi przed nosem.
- Ekhm, mama chyba nie mogła
się doczekać, aż zostanie sama z dzieckiem – powiedział James i poprowadził
mnie w stronę komórki na graty – Mogę czynić honory? – zapytał.
Kiwnęłam głową i poczułam to
dziwne uczucie w okolicy pępka, towarzyszące teleportacji.
- Ślicznie się urządziliście
– powiedziałam po raz któryś, rozglądając się po wnętrzu domu.
- Zgadzam się, dom jest
świetny – poparła mnie Dorcas i uśmiechnęła się do zadowolonej blondynki – To
co, kiedy ślub?
Mary zaśmiała się nerwowo i
napiła wina.
- Jeszcze o tym nie
rozmawialiśmy. Myślę, że po skończeniu przeze mnie kursu – odparła, spoglądając
na rozgadanego Regulusa.
- Och, tak ci zazdroszczę! –
wypaliłam – Wszystko co najfajniejsze przed tobą, plany ślubne, weselne,
rodzinno – dziecięce. Później nie jest tak fajnie – dodałam – Ale oczywiście
nie twierdzę, że nie jestem szczęśliwa! Bo jestem. Jak nigdy dotąd.
Dorcas spojrzała na mnie ze
zrozumieniem w oczach.
- Tak, robienie planów jest
super. Gorzej jest później, człowiek zakopuje się w pieluchach i nie wie kiedy
mu dni mijają. Każdy podobny do poprzedniego, już mi trochę brakuje mojego
salonu kosmetycznego – powiedziała, popijając sok. W końcu jako matki karmiące
nie możemy pic alkoholu.
- Szczerze mówiąc, jak na
razie nie jestem gotowa na dziecko – odparła Mary – Chcę popracować w zawodzie,
pozwiedzać. I jestem jeszcze młoda, będzie na to czas.
Spojrzałam na nią i
pokiwałam głową.
- Może sprawdźmy co robią
faceci, panuje jakaś podejrzana cisza – zaproponowała Dorcas i ruszyła w stronę
salonu.
- Było całkiem miło, prawda?
– zagaiłam jak wchodziliśmy w nocy do domu.
- Myślę, że teraz będzie
jeszcze milej – odparł James i przywarł do mnie gorącymi ustami, smakującymi
Ognistą.
- Zdecydowanie milej –
potwierdziłam, wspinając się na palce i z pasją całując męża.
Niecierpliwie zrzucając z
siebie ubrania, skierowaliśmy się do sypialni.
***
Chyba nie jest taki zły ten rozdział, chociaż nie mi to oceniać. Ostatnie rozdziały jakoś się piszą, więc rzeczywiście skończymy z tą historią w tym miesiącu! Ale to dziwne, miałam już ileś tam blogów, o różnej tematyce, a żadnego opowiadania nie skończyłam! Jestem w szoku, 80 rozdziałów, w jakieś osiem miesięcy. No, ale dobra, podsumowanie zrobię po epilogu :) Dziękuję za komentarze!
Edit:
Od 10 wypiłam trzy espresso i chyba z lekkim wytrzeszczem oczu(ekhm), siedzę już trzecią godzinę przy laptopie i szaleńczo walę w klawiaturę. Melduję skończenie rozdziału 79 i biorę się za 80! Obym to dzisiaj skończyła! A i w powiadomieniach macie daty dodania następnych rozdziałów, będą się ukazywać co dwa dni! :) I będzie jedna miniaturka.
Edit 2:
OMG, skończyłam! Napisałam 80 rozdział! Aaaaaa!!
Edit 3:
Nie mogę w to uwierzyć... Aż mi się smutno zrobiło! :( Już tylko epilog i pfff, koniec! Dziwne uczucie.
Edit 4:
Napisałam epilog. Koniec! Wymaga jeszcze korekty, ale to... koniec.
Edit:
Od 10 wypiłam trzy espresso i chyba z lekkim wytrzeszczem oczu(ekhm), siedzę już trzecią godzinę przy laptopie i szaleńczo walę w klawiaturę. Melduję skończenie rozdziału 79 i biorę się za 80! Obym to dzisiaj skończyła! A i w powiadomieniach macie daty dodania następnych rozdziałów, będą się ukazywać co dwa dni! :) I będzie jedna miniaturka.
Edit 2:
OMG, skończyłam! Napisałam 80 rozdział! Aaaaaa!!
Edit 3:
Nie mogę w to uwierzyć... Aż mi się smutno zrobiło! :( Już tylko epilog i pfff, koniec! Dziwne uczucie.
Edit 4:
Napisałam epilog. Koniec! Wymaga jeszcze korekty, ale to... koniec.