wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 75 Przeprowadzka



Z dziennika szczęśliwej Mary McDonald
- Panowie, ostrożnie! Tam jest szkło! – zawołałam, patrząc na facetów od przeprowadzek. Taak, właśnie dzisiaj, 2 września 1980 roku, wraz z Regulusem przeprowadzaliśmy się do naszego domu.
- Szefowo, spokojnie, nic się nie stłucze – odparł jeden z pracowników, trzymając w kąciku ust zapalonego papierosa – Ale szefowa ma ciężkie pudła! – dodał.
Przewróciłam oczami i cóż, no rzeczywiście, przez całe dwudziestoletnie życie nazbierało się trochę gratów i jeszcze więcej książek.
- Wszystko dobrze? – zapytał spocony Regulus, widząc moją oburzoną minę, gdy jeden z facetów narzekał na moje książki.
- Dobrze będzie jak sobie pójdą – wyburczałam i weszłam do domu.
                                                                                             

- Harry, to była ulubiona bluzka mamy! – powiedziałam do syna z pretensją. Chociaż, zbyt inteligentnie nie postąpiłam, zakładając tą bluzkę do karmienia dziecka… Ale zaraz miała wpaść Megan i chciałam wyglądać ładnie! W końcu Meg to niezła laska, nie chciałam przy niej wyglądać jak zatroskana mamuśka (chociaż nią jestem, przyznaję się!).
- Oho – wyszeptałam, podchodząc do drzwi z dzieckiem w ramionach i wielką plamą na przedzie – Cześć Meg, wejdź – dodałam, witając kuzynkę.
- Witaj Lily i ty przystojniaku! Lil, on jest doskonały! Mała kopia Jamesa z twoimi… - gadała Meg.
- Wiem, wiem, z moimi oczami. Dobrze, że odziedziczył po mnie najładniejszą część mojego ciała – zażartowałam i wkładając Harry’ego do nosidełka powiedziałam – Napijesz się czegoś? Woda, kawa, herbata, sok?
- Co tam masz – odparła rudowłosa i pochyliła się nad skupionym maluchem – Jest naprawdę słodki. Może chcesz się przebrać, przypilnuję go – dodała, widząc moją pobrudzoną bluzkę.
Niczym torpeda poleciałam do garderoby i z prędkością światła przebrałam się w coś czystego.
- Ale ci biust urósł, jestem zazdrosna! – powiedziała, spoglądając na mój rzeczywiście, powiększony biust.
- Mogłabyś być zazdrosna, ale chyba tylko wtedy, gdybyś nie musiała nim karmić takiego głodomora – odparłam i po gilgotałam Harry’ego pod bródką. Megan roześmiała się.
- I tak mogłabym zostać lepiej wyposażona przez naturę – obstawała przy swoim.
- Co, Severus nie jest zadowolony? – zażartowałam, podając kuzynce szklankę soku.
- No co ty, on nadal jest w szoku, że ma dziewczynę! – odparła, z czego obie się chwilę pośmiałyśmy.
- Kiedy kończysz studia? – zapytałam ciekawa.
- To mój ostatni rok i zostanę architektem – odparła dumna, spoglądając na dziecko – Całkiem przyjemny jest taki maluszek, może powinniśmy sobie takiego sprawić? – zapytała z uśmiechem.
Kiwnęłam głową i od razu zaczęłam wykład na temat dzieci i plusów ich posiadania.


Z dziennika Regulusa Blacka
- Jestem wykończony – powiedziałem, rzucając się na miękkie łóżko. Rozpakowaliśmy dopiero gdzieś jedną trzecią kartonów, a byliśmy zmęczeni.
- Taa, jednak układanie książek nie jest aż takie fajne, jak ich czytanie – odparła Mary, położyła się koło mnie i złożyła mi głowę na piersi – Lubię słuchać bicia twojego serca – dodała.
Przewróciłem oczami na ten banał i połaskotałem ją za uchem.
- A ja uwielbiam patrzeć na twoje reakcje. Zwłaszcza te w łóżku… - odparłem i pocałowałem roześmianą blondynkę.


- Jak ci minął dzień? – zagaił James, wchodząc do pokoju dziecięcego. Właśnie wrócił z pracy i zjadł obiad.
- Przyjemnie, odwiedziła mnie Megan, trochę pogadałyśmy, a później wpadła twoja mama, z zapasami jedzenia. Chyba myśli, że nie mam czasu gotować, ale Harry jest taki grzeczny w dzień! Istny aniołek – odparłam.
- Żebyś nie powiedziała tego w złej chwili – powiedział James i wskazał na dziecko. Harry szykował się do głośnego zasygnalizowania, że ma brudną pieluszkę…


Z dziennika prze szczęśliwej Mary McDonald
Następne dni września spędzaliśmy na układaniu przedmiotów, przestawianiu mebli, oraz urządzaniu pokoi.
- Myślisz, że te zasłony – powiedziałam, pokazując Regowi szare zasłony w katalogu – Będą pasowały do tego pokoju? – zapytałam.
Chłopak spojrzał na mnie spod byka.
- Kobieto, czy ty myślisz, że ja się znam na zasłonach? – zapytał – Ale mogę cię zapewnić, że znam się na innych rzeczach – dodał i popchnął mnie na łóżko.
Chciałabym, żeby nasze życie zawsze wyglądało tak, jak w tym momencie.


Z dziennika Dorcas Meadowes – Black
- Leo, synku, nie płacz! – powiedziałam do dziecka i popatrzyłam na słodko śpiącą Carinę – Obudzisz siostrę – dodałam.
Leo popatrzył na mnie błękitnymi oczami i lekko wierzgnął nóżką. Po chwili powieki zaczęły mu ciążyć i usnął.
- Śpią? – zapytał Syriusz, wchodząc do dziecięcego pokoiku.
- Taak, nareszcie – odparłam, przytulając się do umięśnionej klaty Łapy. No, no, co ta siłownia z nim zrobiła!
- Idziemy spać? – zapytał – Póki możemy – dodał, wskazując brodą na śpiące dzieci.
- Dopóki nie rozlegnie się alarm – odparłam z uśmiechem.


Z dziennika Jamesa Pottera
Patrzyłem z uśmiechem na śpiącą żonę i na rozpłaszczonego na moim brzuchu syna.
- Jesteś cholernym szczęściarzem, Potter – wyszeptałem i poprawiłem Lily opadający na twarz lok – Niewiarygodnym.


Z dziennika Regulusa Blacka
Jako arystokrata z pochodzenia, z pewnością do końca życia nie musiałbym sobie brudzić rąk pracą. I to tak parszywą jak malowanie pokoju na „taki ładny, lila kolor”. Ale czego miłość nie robi z człowiekiem?
- Świetnie ci idzie! – powiedziała z entuzjazmem Mary, fachowym okiem oceniając moją pracę – Jako malarz, jesteś całkiem seksowny – dodała, spoglądając na mój tyłek, przyznaję, całkiem nieźle wyglądający w jakiś starych, trochę zbyt obcisłych dżinsach.
- Dziękuję za komplement. Czyli co, mogę mieć nadzieję, że zatrudni mnie pani też do innej roboty? – zapytałem, udając robotnika.
Mary zaczęła się zastanawiać i po chwili pokiwała głową.
- Widzi pan, coś dziwnego stało się z moim łóżkiem… Strasznie trzeszczy. Czy mógłby pan to sprawdzić? – zapytała, sugestywnie rozpinając guziki bluzki.


- Dzwoniła Mary, zapraszają nas na ten weekend na parapetówkę – powiedziałam do Jamesa – Pomyślałam, że moglibyśmy zostawić Harry’ego u twoich rodziców i zrobić sobie pierwszy wypad we dwójkę po urodzeniu dziecka.
James spojrzał na mnie z błyskiem w oku.
- Myślę, że to świetny pomysł – odparł i mocno mnie przytulił.


- Na pewno sobie poradzicie z Harry’m? Jak coś to dzwońcie, tutaj macie numer do Mary – powiedziałam do Dorei z niepokojem patrząc na Harry’ego.
Była sobota, a my wybieraliśmy się do Mary i Rega na skromną parapetówkę. Miało to być spotkanie bez dzieci, więc byliśmy lekko zdenerwowani i zarazem podekscytowani.
- Nie martwcie się, przecież wychowałam Jamesa, na pewno poradzę sobie z Harry’m przez tą jedną noc – zapewniła nas Dorea i właściwie wypchnęła za drzwi – Bawcie się dobrze! – zawołała jeszcze i zamknęła nam drzwi przed nosem.
- Ekhm, mama chyba nie mogła się doczekać, aż zostanie sama z dzieckiem – powiedział James i poprowadził mnie w stronę komórki na graty – Mogę czynić honory? – zapytał.
Kiwnęłam głową i poczułam to dziwne uczucie w okolicy pępka, towarzyszące teleportacji.

- Ślicznie się urządziliście – powiedziałam po raz któryś, rozglądając się po wnętrzu domu.
- Zgadzam się, dom jest świetny – poparła mnie Dorcas i uśmiechnęła się do zadowolonej blondynki – To co, kiedy ślub?
Mary zaśmiała się nerwowo i napiła wina.
- Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy. Myślę, że po skończeniu przeze mnie kursu – odparła, spoglądając na rozgadanego Regulusa.
- Och, tak ci zazdroszczę! – wypaliłam – Wszystko co najfajniejsze przed tobą, plany ślubne, weselne, rodzinno – dziecięce. Później nie jest tak fajnie – dodałam – Ale oczywiście nie twierdzę, że nie jestem szczęśliwa! Bo jestem. Jak nigdy dotąd.
Dorcas spojrzała na mnie ze zrozumieniem w oczach.
- Tak, robienie planów jest super. Gorzej jest później, człowiek zakopuje się w pieluchach i nie wie kiedy mu dni mijają. Każdy podobny do poprzedniego, już mi trochę brakuje mojego salonu kosmetycznego – powiedziała, popijając sok. W końcu jako matki karmiące nie możemy pic alkoholu.
- Szczerze mówiąc, jak na razie nie jestem gotowa na dziecko – odparła Mary – Chcę popracować w zawodzie, pozwiedzać. I jestem jeszcze młoda, będzie na to czas.
Spojrzałam na nią i pokiwałam głową.
- Może sprawdźmy co robią faceci, panuje jakaś podejrzana cisza – zaproponowała Dorcas i ruszyła w stronę salonu.

- Było całkiem miło, prawda? – zagaiłam jak wchodziliśmy w nocy do domu.
- Myślę, że teraz będzie jeszcze milej – odparł James i przywarł do mnie gorącymi ustami, smakującymi Ognistą.
- Zdecydowanie milej – potwierdziłam, wspinając się na palce i z pasją całując męża.
Niecierpliwie zrzucając z siebie ubrania, skierowaliśmy się do sypialni.


***

 Chyba nie jest taki zły ten rozdział, chociaż nie mi to oceniać. Ostatnie rozdziały jakoś się piszą, więc rzeczywiście skończymy z tą historią w tym miesiącu! Ale to dziwne, miałam już ileś tam blogów, o różnej tematyce, a żadnego opowiadania nie skończyłam! Jestem w szoku, 80 rozdziałów, w jakieś osiem miesięcy. No, ale dobra, podsumowanie zrobię po epilogu :) Dziękuję za komentarze!
Edit:
Od 10 wypiłam trzy espresso i chyba z lekkim wytrzeszczem oczu(ekhm), siedzę już trzecią godzinę przy laptopie i szaleńczo walę w klawiaturę. Melduję skończenie rozdziału 79 i biorę się za 80! Obym to dzisiaj skończyła! A i w powiadomieniach macie daty dodania następnych rozdziałów, będą się ukazywać co dwa dni! :) I będzie jedna miniaturka. 
Edit 2:
OMG, skończyłam! Napisałam 80 rozdział! Aaaaaa!! 
Edit 3:
Nie mogę w to uwierzyć... Aż mi się smutno zrobiło! :(  Już tylko epilog i pfff, koniec! Dziwne uczucie.
Edit 4:
Napisałam epilog. Koniec! Wymaga jeszcze korekty, ale to... koniec. 

sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 74 Wizyta dziadków



- James, muszę przebrać Harry’ego, ulało mu się… Otwórz drzwi! – krzyknęłam z pokoju dziecięcego do męża.
Właśnie na dzisiaj, 20 sierpnia zaplanowaliśmy rodzinny spęd – zapoznanie Harry’ego z najbliższą rodziną.
Mieli się pojawić Potterowie, Evansowie oraz Dursleyowie.
- No, Harry, nie zawiedź mamusi i tatusia, bądź grzeczny i błagam cię, nie wyj – powiedziałam, patrząc synowi prosto w oczy. Harry lekko przymknął powieki, co uznałam za nieme „dobrze, mamusiu” i zeszłam z dzieckiem na dół.
- Och, Lily, on jest taki śliczny! – zawołała mama, od razu zabierając mi dziecko. Taa.
- Skóra zdjęta z Jamesa, ale oczy ma po Lily – zauważyła Dorea, zaglądając mojej mamie przez ramię.
- Ale co on jest taki chudy? – zapytała Petunia, potrząsając Dudley'em tak, że aż zatrzęsły się jego dwa podbródki.
- James też był szczuplutki jak się urodził… Taki mały chłopczyk z malutkim…
- Mamo! – zawołał James i spojrzał na matkę z pretensją – Może dziadkowie też chcą potrzymać wnuka? – zapytał patrząc na Doreę, która to teraz ściskała i całowała Harry’ego.
- No tak. Masz Charlus, trzymaj wnuka! – powiedziała Dorea i wcisnęła zszokowanemu tacie Ch, dziecko.
Za to Harry, bardzo zainteresował się nowością - oczywiście dla niego. Charlus zapuścił sobie brodę, w którą to teraz Harry wplątywał paluszki i zabawnie kwilił.
- Widzisz James jak mu się podoba? Może sobie zapuścisz? – zaproponował tata E i roześmiał się z miny J.
Cóż, James zdecydowanie lepiej wygląda bez zarostu – gdy nie golił się przez trzy dni, wyglądał jak bezdomny. Oczywiście nie mam nic do ludzi bezdomnych, ale jednak wolałabym, żeby mój mąż ich nie przypominał.
- Och, dajcie mi to dziecko, niech pozna Dudziaczka! – zaświergoliła Tunia i wzięła Harry’ego na ręce – Zobacz Dudziaczku, to Harry! Ależ jest mizerny prawda? Nie to co mój wielki rycerzyk!
Spojrzałam na Jamesa i oboje uśmiechnęliśmy się porozumiewawczo.
Wiemy, że Peti nie miała nic złego na myśli, chociaż „mizerny” nie jest zbyt miłym epitetem, ale mogło być gorzej, prawda?
- I co, daje wam popalić? – zapytał Vernon, popijając drinka – Pamiętam pierwsze noce po urodzeniu się Dudleya, to był hardcore – dodał i przełożył sobie syna na drugie kolano.
- Taak, Harry zdecydowanie lubi rozrabiać po nocach – potwierdził James – Mam nadzieję, że to mu nie wejdzie w nawyk, czasem chcielibyśmy się wyspać – dodał.
- Nie przesadzajcie, na razie jest bardzo grze… - zaczął tata, jednak przerwał mu ryk Harry’ego.
- Och, dajcie mi go, zupełnie sobie nie radzicie z moim synem! – powiedział James i zaczął uspokajać dziecko.
Stanęłam koło Dorei i lekko się uśmiechnęłam.
- Lily, tak wiele ci zawdzięczam. James tak wydoroślał! – zaczęła Dorea lekko odciągając mnie od reszty – Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak się o niego zamartwiałam… W szkole był taki nieznośny! Ale po waszej stracie tak bardzo wydoroślał – dodała, spoglądając ze wzruszeniem na bruneta z dzieckiem – Jestem ci bardzo wdzięczna – skończyła i z uśmiechem ruszyła do męża.
Jedyne co mnie zastanowiło w jej wypowiedzi, to było wspomnienie o naszej stracie. Tylko za nic, nie wiedziałam o czym mówi.


- Harry jest głodny, nie, nie, spokojnie sobie siedźcie, pójdę go nakarmić – powiedziałam i skierowałam się do sypialni. Bo aż tak bezwstydna nie jestem, żeby przy całej rodzinie karmić tego małego głodomora. Chociaż wiem, że to całkiem normalne i naturalne, ale jakoś hm, nie przy Vernonie i reszcie.
- Dobra maluchu, starczy – powiedziałam, gdy zauważyłam, że Harry już zasypia. Poprawiłam ubranie i wsadziłam syna do łóżeczka.
- Już skończyliście? – zapytał James podchodząc do łóżeczka – Był dzielny. Widziałaś jak walnął rączką Wielkiego De? A tamten się rozpłakał  – dodał ucieszony, z pierwszej wygranej walki syna.
Uśmiechnęłam się i sobie o czymś przypomniałam.
- James, twoja mama powiedziała coś dziwnego… Powiedziała, że wydoroślałeś po naszej stracie. Zupełnie tego nie rozumiem – powiedziałam, marszcząc czoło i zastanawiając się o co tak właściwie chodziło teściowej.
James się gwałtownie wyprostował i spojrzał na mnie spłoszony.
- Och, wiesz jak to jest z moją matką, jak się wzruszy to mówi coś od rzeczy – odparł na pozór spokojnym głosem.
Przyjrzałam się twarzy męża, wzruszyłam ramionami i pociągnęłam go do salonu. Jak mógł zostawić gości samych sobie?


- Kochani, wpadniemy niedługo! Szkoda, że mieszkacie od nas tak daleko, ale cieszę się, że macie Doreę i Charlusa w pobliżu – mówiła mama i ściskała mnie oraz Jamesa.
W końcu, a właściwie nareszcie, nadszedł czas pożegnań.
Byłam wykończona! Zajmowanie się gośćmi, Harry’m, obiadem, rozmowa z każdym… Zmęczyłam się. Pewnie jeszcze nie wróciłam do formy sprzed porodu. Chociaż to właściwie nic niezwykłego, właściwie minęły dopiero niespełna trzy tygodnie.
- To fajnie mamo, może zostawimy was sam na sam z wnukiem i gdzieś wyskoczymy z Jamesem – odparłam i pocałowałam matkę w policzek. Pomachałam tacie i zamknęłam za nimi drzwi – Jestem wykończona – powiedziałam, kładąc głowę na torsie męża. O jak miło.
- Taa, nasi rodzice razem są dosyć, hm, specyficzni – stwierdził brunet i pogłaskał mnie po włosach – Tak właściwie już nie pamiętam kiedy była taka cisza – dodał po zastanowieniu.
Przymknęłam oczy i zaczęłam liczyć. Doliczyłam do dziesięciu i rozległ się ryk Harry’ego.
- To się nacieszyliśmy sobą -  powiedział ironicznie James i ruszył do pokoju dziecięcego.


Sierpień mijał błyskawicznie. Dni miałam wypełnione opieką nad moim słodkim synem.
- Dobra Harry, mamusia włączy płytę i będzie ćwiczyć, a ty będziesz na to patrzył, ok? – zapytałam malucha ułożonego w nosidełku.
Automatycznie zaczęłam wykonywać wszystkie ćwiczenia i zajęłam się uwalnianiem endorfin oraz pracą nad lepszą formą.


- Mów Dorcas, jak sobie radzicie? – zapytałam. W jednej ręce trzymałam słuchawkę od telefonu, a drugą kołysałam wózek z Harry’m. Takie bujanie szybko go usypiało, więc mogłam spokojnie porozmawiać z przyjaciółką.
- Lily, nie spałam od trzech nocy. Jak nie płacze Car, to beczy Leo… Jestem wykończona – odparła Dor, po czym usłyszałam głośne ziewanie – Przepraszam, ale no, rozumiesz.
- Jasne, że rozumiem! A Syriusz, pomaga ci? – zapytałam i napiłam się wody.
- Wyobraź sobie, że tak! Nawet przewija dzieci. Chociaż gdybyś widziała jego minę, gdy Leo zrobił taką obrzydliwą kupkę! Po prostu ufajdał całe ubranko – odparła Dor ze śmiechem.
Jak to jest, że gadamy teraz o dziecięcych kupkach i w dodatku się z nich śmiejemy? Desperatki! Żadnych tematów oprócz dzieci i ich wypróżnień.
- Nieźle – mruknęłam – Regulus z waszą czwórką wytrzymuje? Kiedy planują z Mary wyprowadzkę? – zapytałam i poprawiłam Harry’emu spadający kocyk.
- Jakoś na początku września. Oho, słyszysz to wycie? Normalnie jak mugolska syrena tych palacjantów, Carina jest pod tym względem niewiarygodna! Kończę, zdzwonimy się jeszcze.
- Jasne, Dorcas. Paa – odparłam i odłożyłam słuchawkę. Spojrzałam na śpiącego Harry’ego i wzięłam się za przygotowywanie obiadu.


- Harry, ale dzisiaj bez niespodzianek, dobrze? Umyjemy się, chlap, chlap – mówił James i delikatnie mył dziecko.
Zazwyczaj przy kąpielach Harry’ego dzieją się różne, dziwne rzeczy – chociażby ta przygoda z „zabarwioną” wodą, albo nagłe znikanie kaczuszki. Jednak dzisiaj H był nad wyraz spokojny i z miną małego myśliciela, dzielnie znosił dziecinne gadki taty.
- I teraz, brrrrrrr, brrrrrr – wydawał jakieś dziwne dźwięki J.
Uśmiechnęłam się i zaczęłam zmywać tusz z rzęs. Czemu, och czemu muszę mieć rude rzęsy? Uhh.
- Lily? Lily, patrz, Harry się uśmiecha! – zawołał James. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na dziecko.
- James, to tylko grymas, w każdym poradniku dla rodzica, jest napisane, że dzieci w tym wieku jeszcze się nie uśmiechają. A przynajmniej nie świadomie – odparłam, połaskotałam Harry’ego po brzuszku i zawinęłam go w jego ulubiony ręcznik z wyszytą miotełką.
- Poradniki… Co oni tam wiedzą! Syn się do mnie uśmiechnął – odparł James naburmuszonym głosem. Duży dzieciak! – Wiem to, nie patrz tak na mnie.
Kiwnęłam głową na zgodę i zaczęłam wycierać usypiającego malucha.


***

Ale nudny rozdział. Aż mi wstyd to publikować. Mam ogłoszenie - ogarnęłam bazę, będzie 80 rozdziałów + epilog. Myślę, że do końca lutego wyrobię się z zamknięciem tej historii. Coraz bardziej mnie męczy i tak trudno pisze mi się kolejne rozdziały! Chyba za dużo pozmieniałam w schemacie... Ale, teraz nie ma się co przejmować, to już prawie finisz :)