Wena wróciła! W nocy napisałam dwa rozdziały, także jest dobrze :) Nawet wpadłam na pomysł nowego opowiadania, ale co z tego wyjdzie, to się zobaczy. Więc dodaję nową część, która zmienia wszystko.
1 stycznia 1978 roku zaczął
się dla nas już o 11. Właściwie, niby to przedpołudnie, ale dla mnie to było mega
wcześnie rano. O tej nieludzkiej porze, obudził nas Remus. Serio kiedyś
twierdziłam, że go lubię? To już tak nie jest.
- Na Merlina i Morganę, co
on wyprawia? – powiedziałam szeptem. Bo Remus chodził po pokojach, otwierał
drzwi z hukiem i krzyczał, że mamy wstawać i sprzątać.
- Nie mam zielonego pojęcia
– odparł James, zakładając okulary i wstając z łóżka. Ale czemu ja widzę jego
goły tyłek?
- James, hm, weź się zakryj,
co? – zaproponowałam zakrywając sobie oczy. Niby bardzo przyjemny widok, ale
ugh, nie gdy czuję mega ból głowy, suchość w ustach i mam kaca-giganta.
Rogacz ubrał się w jakieś spodnie i
wtedy zdecydowałam, że ja też wstanę. Może znajdę wodę i jakieś tabletki? Albo
jakiś odpowiedni eliksir? Tylko, czy
ktoś już wymyślił eliksir na kaca? Hm, a teraz poważniejsze pytanie, czemu jestem
bez kiecki? Pamiętam, że kładłam się w sukience!
- Czy ty mnie rozebrałeś? –
zapytałam podejrzliwym tonem, zaglądając głębiej pod kołdrę. Uff, dół jest. W
sensie, majtki. I stanik. OK., nie ma paniki.
- Chyba tak – odparł J i
poszedł do łazienki. Pod prysznic. Hej, ja też chcę!
- Czekaj na mnie! – wydarłam
się i wleciałam do kibelka.
Gdy już wyglądaliśmy jak
ludzie, a nie dziki wiewiór i łoś, nie chwila, jeleń, mogliśmy wyjść z pokoju.
- Wow – skomentował James. A
cóż, było co komentować. Gdy otworzyliśmy drzwi to po pierwsze poczuliśmy
dziwny zapach. Zapach alkoholu, nieprzewietrzonego pomieszczenia i czegoś
obrzydliwego… Skarpety Syriusza! Ugh! Leżały smętnie rzucone pod drzwiami do pokoju
Doriuszowego. Ale to nie było najgorsze. Wszędzie panował okropny bałagan.
Butelki, plastikowe kubki, jakieś okruchy, podziurawione balony, porozrywane
serpentyny i inne ozdoby, to wszystko leżało na podłodze. Nawet nie było widać
dywanu.
- Kto jest dobry z zaklęć
typowo domowych? – zapytała Dorcas, patrząc na mnie z nadzieją.
- Jestem w tym beznadziejna
– odparłam – A ty James?
- Nie wiem, przekonajmy się.
Chłoszczyśc! – powiedział i dobra, może nie było efektu WOW, ale wyglądało to
trochę lepiej. Śmieci zleciały na dół, dywan wyglądał jak odkurzony, no nieźle.
- Spoko – powiedziała Dor i
skierowała się na dół. Poszliśmy za brunetką, do naszego małego pochodu
dołączył Syriusz z Remusem. Jednak parter był totalną porażką. Wszędzie, po
prostu na każdym meblu leżał jakiś śmieć. I śmierdziało, chyba piwo się gdzieś
wylało, bo po prostu okropny fetor był.
- Od razu lepiej –
powiedziałam, gdy pootwierałam wszystkie okna. No i wzięliśmy się do roboty.
Już ustaliliśmy, że nikt oprócz Mary nie jest dobry w zaklęciach domowych. Niestety
blondynka dopiero się zwlekła z łóżka i nie była w stanie zejść na dół, to
zabraliśmy się do pracy niczym mugole.
- Chyba poćwiczę te
zaklęcia, jestem wymęczona tym szorowaniem – powiedziała brunetka. Myłyśmy
blaty w kuchni, a chłopcy zbierali do toreb na śmieci, hm śmieci. Ooo i nawet
Peter w końcu się dołączył. Także, sprzątanie poszło nam w miarę szybko, a gdy
doszła Mary to już w ogóle w ekspresowym tempie.
- O której mamy pociąg? –
zapytał Syriusz. Tak, muszę powiedzieć, że nie wiem kto to wymyślił, ale
właśnie dzisiaj odjeżdża pociąg do szkoły! Na szczęście, nie jak zwykle o
godzinie 11. Chyba.
- O 16 – odparła markotna
Mary. Nie dziwię się, już usłyszałam co wyprawiała. Kto by się tego spodziewał
po blondynce? Na pewno nie ja!
- Mamy dwie godziny,
zjedzmy, spakujmy się i teleportujemy się na dworzec – zarządził James. Chociaż
nie wiem czy to dobry pomysł, teleportować się z bagażami, ale chyba wolę to,
niż ponowną jazdę Błędnym Rycerzem.
Więc zjedliśmy, spakowaliśmy
się(chociaż sukienki szukałam dobre pół godziny i uwaga, znalazłam ją dopiero pod
łóżkiem) i opuściliśmy dom. Jak to miło brzmi, tak swoją drogą. Zauważyłam, że
dom Rogacza traktuję już jak swój własny. Może nawet bardziej niż dom rodziców?
Niby mam tam swój pokój, ale niedużo mnie z nim łączy.
- Teleportujemy się
dwójkami, uważajcie, żeby nikt was nie przyłapał – powiedział Remus, chociaż on
teleportował się z Mary i Peterem, także dwoma dwójkami i jedną trójką.
Tak,
lubię być dokładna. Po złapaniu Rogacza i upewnieniu się, że trzymamy bagaże,
przenieśliśmy się w jakiś zaułek obok dworca King's Cross.
- Nienawidzę tego uczucia –
powiedział J, niestety musiałam się z nim zgodzić. Teleportacja nie jest fajna.
No, ale nic, skierowaliśmy się na peron 9¾, na którym było nawet całkiem sporo
uczniów. I wszyscy wyglądali nieciekawie, cóż kac, jak widać nie tylko nas
męczył. Oczywiście mówię o tych starszych uczniach, młodziaki latały jak
szalone i darły się jak, nawet nie mam porównania! Mój mózg nadal nie pracuje…
- Zajmijmy przedział –
zaproponował Syriusz. Chyba całkiem nieźle się czuł, bo reszta tylko snuła się
wokół i co chwila pociągała z butelek mineralną.
- Idę spać – zapowiedziałam,
gdy w końcu znaleźliśmy coś wolnego, niezbyt blisko rozwrzeszczanych
pierwszaków, oraz blisko przedziału Prefektów, w końcu Mary z Remusem będą
między tymi miejscami krążyć. I jak powiedziałam, tak zrobiłam. A mówiąc
zrobiłam, mam na myśli poduszkę z rogaczowych kolan. Chociaż są dosyć kościste,
podłożyłam sobie dodatkowo pod głowę złożony sweter i usnęłam.
Z
różowego notesu Dorcas Meadowes
Czytałam sobie już po raz
któryś urodowe porady w „Czarownicy”. Podróż strasznie mi się dłużyła, Lilka
poszła spać, James chrapał, Mary z Remusem poszli na zwiady, czy jak oni to
nazywają patrol, Peter gdzieś polazł, pewnie na poszukiwania pani ze słodyczami
i co najdziwniejsze, Syriusz czytał książkę. Serio! Musiałam oczy przetrzeć,
myślałam już, że mam jakieś kacowe zwidy. Ale nie, on czytał. I wszystko
wskazywało na to, że mu się podobało to co czyta.
- Syriusz, co ty robisz? –
zapytałam, gdy w końcu otrząsnęłam się z zamyślenia.
- Czytam – odparł jak gdyby
nigdy nic – Dostałem tę książkę od taty Rudej, jest o motocyklach – dodał i
spojrzał na mnie roziskrzonym wzrokiem. OK., to dziwne, ta książka działa na
niego bardziej niż ja.
- Może pogramy w
eksplodującego durnia? – zapytałam. Nie lubię tej gry, przegrana wiąże się z
ochlapaniem cuchnącą mazią, ale czego się nie robi dla zwrócenia na siebie
uwagi, takiego ciacha, jakim niewątpliwie jest Łapa.
- Później czekoladko, chcę
dokończyć rozdział o hamulcach – odpowiedział, co mnie trochę zdziwiło.
Przecież Syriusz uwielbia tę grę! Zawsze cieszy się jak małe dziecko, gdy
wygrywa, a jak ja, albo Lily zostajemy oblane tym smrodem, to już w ogóle, jest
w ekstazie! Kto mi podmienił chłopaka, na jakiegoś kujona motoryzacyjnego?! I
gdzie składać zażalenia?
- A może porobimy coś
ciekawszego? – zapytałam zalotnym głosem. Co jak co, ale wyrywać ciacha to ja
umiem. I teraz nie mówię o tych z cukierni!
- Dorciku, przecież mówię,
że czytam – powiedział Syriusz, nawet nie odrywając wzroku od tekstu książki.
Dziad z niego, tyle powiem!!
- To se czytaj, buraku –
wyburczałam i trzaskając drzwiami przedziału, po prostu z niego wyszłam. Może
spotkam kogoś znajomego? I tak wędrowałam sobie żwawo, w poszukiwaniu
znajomych, lub pani od słodyczy, musiałam w końcu uzupełnić cukier. Także, jak
ją w końcu przydybałam kupiłam sobie dwie czekolady z bakaliami i jedną z
toffi. Wiem, że to totalnie nieistotne dla kogoś, ale dla mnie czekolada to
spory kawał życia. Towarzyszyła mi w każdych miłych chwilach, także darzę ją
specjalną atencją. No, nieważne.
Szłam sobie dalej po pociągu, co chwilę robiąc dużego gryza,
gdy zdałam sobie sprawę, że jestem w nie fajnym miejscu. Albowiem w wagonie
zajętym w większości przez Ślizgonów. Pomyślałam, że cichaczem prześlizgnę się dalej, ale
zobaczyłam coś, przez co byłam w małym szoku. Peter Pettigrew siedział sobie w
najlepsze, z bratem Syriusza, oraz jakimiś innymi Ślizgonami z 6 roku. Tylko,
co Peter z nimi robi?!
- Rozumiem, że niczego się
nie domyślają? – powiedział jakiś brunet – Wykonujesz dobrą robotę dla Czarnego
Pana, Pettigrew.
- Dz-dziękuję – wypiszczał
chłopak – Staram się.
- Myślałem, że mój braciszek
jest mądrzejszy – powiedział Regulus – Jednak musi ci bardzo ufać, jeżeli cię
nie podejrzewa – dodał.
- Wcale nie jest taki mądry,
na jakiego się kreuje – odparł Peter – James dostał list od rodziców, twierdzi
że wrócą z misji do końca roku szkolnego – dodał zmieniając temat.
- Ciekawe – powiedział
któryś Ślizgon – A co wiesz o rudej szlamie?
- Jest z Potterem. Byli u
niej na Święta. Jej rodzice są nadziani, ostatnio podobno pogodziła się ze
swoją mugolską siostrą, która jest w ciąży.
- Być może zostanie to
wykorzystane. A teraz spadaj stąd – powiedział Regulus, na co postanowiłam się
w ekspresowym tempie ewakuować. Biegnąc przez pociąg układałam sobie wszystko w
głowie. I nadal nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam!
Muszę ostrzec chłopaków –
pomyślałam i wkroczyłam do naszego przedziału. W którym już wszyscy byli.
- Collportus – wyszeptałam –
Muffliato – rzuciłam na drzwi i zasłoniłam szybki zasłonkami.
- Dorcas? Co jest? –
zapytała Mary. Odwróciłam się do przyjaciół i nie wiedziałam co powiedzieć. Bo
jak wyznać komuś, że osoba której się ufa, która jest przyjacielem, tak
naprawdę jest podłym szczurem i zdrajcą. No jak?!
- Muszę wam coś powiedzieć –
zaczęłam – poszłam poszukać pani ze słodyczami i byłam świadkiem pewnej
rozmowy.
- Podsłuchiwałaś kogoś?
Dorcas, tak nie można! – powiedziała Lily. Och, Lil, gdybyś tylko wiedziała!
- Byłam w wagonie Ślizgonów,
Peter jest ich szpiegiem – wyszeptałam patrząc na ich zszokowane twarze.
Wiedziałam, że mi nie uwierzą!
- Dor, co ty mówisz? Peter
miał iść do toalety i po picie, musiało ci się coś przewidzieć – powiedział
Remus.
- Wiem co widziałam i co
słyszałam! Peter siedział z twoim bratem, Syriuszu i paroma innymi Ślizgonami. Chwalili
go za jakieś przekazane informacje, wypytywali o Lily, zdradził też, że James
dostał list od rodziców! Powiedział, że siostra Lily jest w ciąży! On nas zdradził – wyszeptałam i opadłam na
wolne siedzenie.
- Moim bratem? – powiedział
nieprzytomnie Syriusz.
- Powiedział o mojej
siostrze? – zapytała Lily z lękiem w oczach.
- Przecież ja mu nic nie
mówiłem o liście. Mówiliście mu? – spytał James, na co wszyscy, zgodnie
stwierdzili, że o tym nie rozmawiali z Glizdogonem.
- Myślicie, że przeszukał
nasz pokój? – powiedziała Lily spoglądając na nasze twarze.
- Nie mam pojęcia. Tylko
pytanie co teraz? Mamy go wydać? A może lepiej obserwować? – rozmyślał Remus.
- A może podrzucajmy mu
nieprawdziwe informacje? – zaproponowałam – Traktujmy go jak zwykle,
obserwujmy, może dowiemy się z kim działa? To w końcu poplecznicy
Sami-Wiecie-Kogo, możemy ich wystawić Dumbledorowi!
- Myślę, że to dobry pomysł
– powiedział Syriusz, po czym wstał i zdjął zaklęcia z przedziału - Jeżeli tu przyjdzie
to zachowujcie się normalnie, chociaż przysięgam, że zatłukę go jak gnoma,
jeżeli tylko znajdzie się odpowiedni moment.
Dalsza podróż minęła nam w
ciszy. Każdy siedział zamyślony. Mogę tylko się domyślać o czym myśleli moi
przyjaciele. Lily, jestem tego pewna, myślała o swojej bezbronnej wobec
czarodziei rodzinie, James o bezpieczeństwie swoich rodziców, Syriusz o swoim
bracie, który jednak przeszedł na ciemną stronę, a Mary z Remusem o zdradzie
naszego „przyjaciela”. Gdy do przedziału wrócił Peter, atmosfera zgęstniała. Po
prostu czułam, że najchętniej Łapa rzuciłby się z pięściami na Pettigrew i
stłukł go na kwaśne jabłko. Trzymałam ostrzegawczo rękę na jego kolanie i po
raz pierwszy w życiu modliłam się do jakiegoś bóstwa, Boga, Allacha, czy innego bóstwa,
żeby tylko ta podróż jak najszybciej się skończyła.
Właściwie całym ciężarem
ciała opierałam się na Jamesie. Po powrocie Glizdogona do przedziału, zrobiło
się strasznie. Zaległa nienaturalna cisza, każdy niby zajmował się sobą, ale co
chwilę ktoś rzucał spojrzenia na Petera. Patrzyłam tylko jak James zaciskał
pięści, gdy spozierał w kierunku blondyna.
- James – wyszeptałam, na co
chłopak rozprostował palce i trochę się rozluźnił.
- Chyba niedługo dojedziemy
– powiedziała Mary spoglądając za okno. Było już po 23, a my w końcu
dojeżdżaliśmy do stacji w Hogsmeade. Założyliśmy tylko kurtki, nie było sensu
przebierać się w szkolne szaty i po zatrzymaniu się pociągu wyszliśmy na
zasypany śniegiem peron.
- Musimy się zając młodszymi
uczniami, jedźcie bez nas – powiedział Remus. Poszliśmy w piątkę do powozów.
- I jak ci minęły Święta,
Peter? – zapytałam, właściwie na imprezie w ogóle nie gadaliśmy.
- Jak zwykle świetnie, mam w
bagażu ciasta, mama dla was zapakowała – odpowiedział Glizdogon, a ja zaczęłam
się zastanawiać kiedy przestał być naszym przyjacielem. Właściwie, bardziej
przyjacielem Huncwotów, dla mnie zawsze Peter był tylko kolegą.
- To miło z jej strony –
powiedziała Dorcas.
- Baardzo miło – dodał
sarkastycznie Syriusz. Właśnie tego się obawiałam, temperamentu Jamesa i
Syriusza!
- A jak było u was? – spytał
grzecznie Pettigrew.
- Właśnie rodzice szykują
się do przeprowadzki – powiedziałam, właściwie wymyślając na poczekaniu.
- Tak? Już coś kupili, czy
to dopiero plany? – hm, nigdy nie zauważyłam, ale rzeczywiście, Peter często
tak nas przepytywał. Zawsze myślałam, że to tylko takie grzecznościowe
wypytywanie, ale teraz!
- Jeszcze nic nie kupili –
odparłam, spoglądając z niepokojem na Jamesa.
- Planują przenieść się w
okolice zamieszkane przez czarodziei – powiedział J. – Może gdzieś niedaleko
nas – dodał po chwilowym namyśle.
- Dojechaliśmy – obwieścił
Black, jakimś niepokojącym tonem.
Gdy już pozbieraliśmy
wszystkie nasze bagaże, skierowaliśmy się na siódme piętro.
- Nowe hasło: Szczerość! –
wykrzyknął Remus do tłumu kłębiącego się przed portretem Grubej Damy.
Taak i to by było dobre
podsumowanie tego dnia. Szczerość jest tak ważna i potrzebna! Szkoda, że ktoś
nie przestrzegł etosu przyjaźni.
I
został zwykłym zdrajcą.